Muzyka21 nr 8/169 - sierpień 2014 r. - rok XV

Sezon wakacyjny w pełni. Choć lato rozpieszcza nas pogodą i jest czas na dobrą muzykę. Bez wątpienia taką muzykę tworzy wybitna polska kompozytorka Joanna Bruzdowicz, która jest na okładce sierpniowej Muzyka21. To kobieta i artystka instytucja, w dobrym, renesansowym znaczeniu tych słów. W swoim bogatym artystycznie życiu znajduje czas na wszystko: komponowanie, podróżowanie, zajmowanie się domem (szczególnie wnukami), pisaniem o muzyce, organizacją koncertów. To jednak muzyka jest, najogólniej rzecz ujmując, jej żywiołem i jak sama wyznała w specjalnej rozmo­wie dla czytelników Muzyka21, jest wciąż zakochana w muzyce. Oczywiście i w tej, którą sama tworzy, i w tej zgoła innej: od rapu po heavy metal. Warunek, by przyciągnęła jej uwagę jest jeden: musi być dobra i intrygująca, musi mieć to coś w sobie, co nie pozwala przejść obok niej obojętnie. Swoje miejsce na ziemi znalazła w Pirenejach Orientalnych, we francuskiej Katalonii, natomiast wciąż jest w podróżach do różnych zakątków świata, by promować swoją mu­zykę. Ale jej prawdziwym oknem na świat w dzisiejszych czasach jest Internet.

Każdy kompozytor, kompozytorka wie doskonale, że mimo zapisanych na papierze nut, muzyka sama nie zaistnieje, nie ożyje. Nie rozkwitnie pełnią życia bez artystów, którzy sięgając po najlepsze i najwartościowsze nawet nuty, nie sprawią swoimi sercem i emocjami, by muzyka ożyła pełnią życia oraz całą mocą i potęgą ich talentów i umiejętności. Joanna Bruzdowicz ma niebywałe szczęście, że po jej partytury sięgnęła znakomita artystka Liliana Górska, dobrze znana naszym czytelnikom mezzosopranistka z Gdańska. Kto jest szczęśliwym posiadaczem jej dwóch płyt, jakby z różnych światów i epok: polskich pieśni współczesnych (Acte Préalable AP0274) i pieśni dopiero co odkrytego francuskiego kompozytora Félixa Fourdraina (AP0323), ten wie, że nie są to czcze słowa, ale w pełni uzasadnione stwierdzenie. Mamy do czy­nienia z wybitną kreacją artystyczną i niecodziennymi płytami. To prawdziwy artystyczny majstersztyk, znakomita muzyka, fenomenalne wykonanie, jednym słowem muzyczna uczta o wielu oryginalnych i pięknych muzycznych sma­kach. Na najnowszej płycie Liliana Górska wykonuje dwa cykle pieśni Joanny Bruzdowicz. I tutaj też jest to muzyka najwyższej próby i niebywałego piękna. Partnerami śpiewaczki są pianista Tomasz Jocz i NeoQuartet, którzy o muzyce polskiej kompozytorki mówią krótko, że jest to świat pełen emocji i określają tę muzykę najprościej jak mogą: fascynująca, subtelna, elektryzująca, piękna.

W swojej karierze Joanna Bruzdowicz miała szczęście spotkać Oliviera Messiaena. Publikujemy obszerny fragment rozmowy z kompozytorem sprzed kilkudziesięciu lat, a dotyczyła ona jego jedynej opery Święty Franciszek z Asy­żu, którą warto się zainteresować, bo jest to dzieło wyjątkowe z wielu powodów, o których mówi sam kompozytor.

Znakomity pianista Daniel Barenboïm opowiada natomiast o swojej przy­godzie z rejestracją płytową kompletu sonat Schuberta. Spostrzeżenia pianisty stanowią łakomy kąsek dla miłośników muzyki fortepianowej.

Czytając o brytyjskim dyrygencie Christopherze Hogwoodzie poznamy tajniki warsztatu dyrygenckiego jednego z najważniejszych specjalistów od muzyki dawnej.

A skoro sezon wakacyjny w pełni, to zapewne wielu melomanów i miłośników muzyki udaje się w różne miejsca, gdzie może uczestniczyć w festiwalach, kon­certach zarówno z najwyższej półki oraz takich ad hoc, tu i teraz, aby muzyka urozmaicała wakacyjne uroki życia. Wielu spośród nas uda się do Austrii, do muzycznej stolicy Europy – Salzburga – gdzie odbywa się sławny festiwali mu­zycznych, a tam artyści najlepsi z najlepszych. W tym roku Piotr Beczała będzie po raz kolejny królował, jako polski śpiewak o światowej renomie. My polecamy tekst wakacyjny, podróżniczy, o intrygującym tytule Mozart w czekoladzie.

Jak zawsze poświęcamy wiele miejsca polonicom. Prezentujemy sylwetkę wielkiej śpiewaczki, Poli Lipińskiej, kolejny odcinek – jedynej w polskiej prasie muzycznej wielowątkowej opowieści dla melomanów z okazji setnej rocz­nicy urodzin kompozytora – o twórczości Andrzeja Panufnika w cyklu Tam i z powrotem autorstwa Doroty Staszkiewicz, a także kolejny tekst Maryli Renat o muzyce kameralnej Władysława Żeleńskiego, kompozytora wielce zasłużo­nego dla polskiej kultury, który istnieje w świadomości muzyków i melomanów tylko z imienia i nazwiska. Jednak jego bogata twórczość kameralna jest już prawie w całości nagrana na płytach Acte Préalable dzięki staraniom Jana A. Jarnickiego i wybitnych polskich artystów, którzy wprowadzają powtórnie muzykę Władysława Żeleńskiego na estrady!

ŻYCIE

Łańcut. Łańcucka mozaika festiwalowa. Tegoroczny, LIII Festiwal Mu­zyczny w Łańcucie (24-30 maja 2014) ogniskował się wokół kilku wątków przewodnich.

Wątek wokalny

Przede wszystkim festiwal zdominowany został przez wy­stępy śpiewaków, poczynając od koncertu inauguracyjnego z udziałem legendarnego Josepa Carrerasa, jednego z niegdysiejszej „wielkiej trójki” (obok Lucia­na Pavarottiego i Plácida Dominga). Aliści, nigdy występy w wielkich widowiskach nie były jego najmocniejszą stroną. Pamiętam jak przed trzydziestu laty, jeszcze przed chorobą, cudem uniknął wygwizdania jako Don José w Carmen na werońskiej Are­nie, co spotkało mającego wcześniej arię Escamilla i jego odtwórcę – ormiańskiego barytona Garbisa Bayogiana. Tym razem, na estradzie przed łańcuckim Pałacem, wspo­magany był przez sztuczne nagłośnienie. Poza tym ograniczył się do popularnego re­pertuaru, złożonego z pieśni neapolitańskich (Gaetana Donizettiego i Paola Tostiego), wyjątków zarzueli (katalońskiej oraz hisz­pańskiej odmiany śpiewogry) oraz songów musicalowych (Don Kichota z Człowieka z La Manchy Mitcha Leigha). Podczas jego łańcuckiego występu towarzyszyła mu ukraińska śpiewaczka Natalia Kowaliowa, w której wykonaniu można było usłyszeć arie operowe (z Rusałki Dworzaka) oraz operetkowe (Pieśń o Willi z Wesołej wdówki Lehára, Czardasz z Księżniczki czardasza Kálmána), a także pieśni (Dziewczęta z Kadyksu Delibesa). Nie zachwyciła jednak ani urodą głosu, ani techniką, nie wychodząc poza poprawność. Oboje artyści wystąpili ponadto w duetach (m.in. Pragnę Ciebie Satiego). (…)

Lesław Czapliński

Kraków.Półwiecze kapelmistrzowskiej obecności Antoniego Wita na polskich estradach. Z okazji jubileuszu pięćdziesięciolecia działal­ności artystycznej, rozpoczętej bar­dzo wcześnie, bo jeszcze w trakcie studiów w krakowskiej Akademii Mu­zycznej (wówczas noszącej skrom­niejsze miano Państwowej Wyższej Szkoły), Antoni Wit poprowadził dwa abonamentowe koncerty (13 i 14 czerwca), przy czym wyjątkowo przywrócono na tę okoliczność również koncert piątkowy. Na jego program złożyły się utwory odzwiercie­dlające preferencje dyrygenckie tego artysty, a także repertuar, który wykonywał z powie­rzonymi swojej pieczy zespołami filharmoni­ków bydgoskich oraz warszawskich, a także symfonikami radiowymi z Krakowa i Katowic. A więc klasyka symfoniczna (Beethoven) oraz współczesna muzyka polska (Górecki i Machl), której liczne prawykonania i nagra­nia ma na swym koncie. (…)

Lesław Czapliński

Kraków. Kolberg zapisany został do korporacji?... a to z woli au­torów inscenizacji jego jedno­aktowej opery Król Pasterzy (Oskar Kolberg Król Pasterzy. reż. Mateusz Tracz i Romana Agnel), wystawionej dokładnie w dzień 124 rocznicy jego śmierci – 3 czerwca na scenie Opery Krakowskiej.
W uwspółcześnionej inscenizacji Rózia i Wojtek walczą nie tyle o przodow­nictwo wśród pasterzy, co przyjęcie do korporacji, którą uosabia chór, zasiadający przy stanowiskach z komputerami, a nad wszystkim czuwa z tyłu oko korporacyjnej Opatrzności w osobie niemego menadżera. A kiedy ich starania uwieńczone zostaną sukcesem, otrzymują awans, którego atry­butem okazują się krawaty z napisem Ok!, noszone przez pozostałe postacie, ale nie wiedzieć czemu, nie chcą ich przyjąć. Z kolei ich rywal, starający się przechytrzyć wszyst­kich, obdarzony zostaje mopem i jak nie­pyszny przejąć musi obowiązki sprzątaczki, (…)

Lesław Czapliński

Londyn. Na dnie oceanu – Poławiacze pereł w English National Opera. Produkcja Poławiacze Pereł Bizeta w reżyserii Penny Wo­olcock, ze scenografią Dicka Birda i choreografią Andrew Dawsona, ko­stiumami Kevina Pollarda, światłami Jennifer Schriver oraz animacjami video stworzonymi przez firmę 59 Productions powróciła w sezonie 2013/14. Jest to wystawienie tworzone w koprodukcji z Metropolitan Opera w No­wym Jorku. Publiczność w Londynie miała szansę zobaczyć dziewięć przedstawień od 16 czerwca do 5 lipca.
Pierwszym atutem jest strona wizualna przedstawienia, która robi wielkie wrażenie, ponieważ oko widza cieszą bajeczne wi­zualizacje głębin morskich wyświetlanych na specjalnej siatce, za którą przyczepieni linami akrobaci „pływają w poszukiwaniu pereł”. Rzecz zaczyna się podczas uwertury i powtórzona jest kilkakrotnie na przykład podczas arii Leili – w tle obserwować można poszukującego pereł Nadira. Cały zabieg jest bardzo zmyślnie skonstruowany i robi wielkie wrażenie.
Opera do libretta Michela Carre’a i Euge­ne’a Cormona miała swą premierę w 1863 r. w Théâtre Lyrique w Paryżu, a pierwotnym tytułem była Leila. Akcja miała rozgrywać się w Meksyku, lecz przeniesiono ją na wy­brzeże Cejlonu. Jak wiadomo dzieła Bizeta, często spotykały się miażdżącymi recen­zjami paryskiej krytyki. Poławiaczy spotkał los podobny, gdyż po 18 przedstawieniach dzieło zeszło z afisza i pozostało w głębinach ponad dwadzieścia lat. Przywrócono je w roku 1889 i było wykonywane po włosku. Po śmierci Bizeta na fali popularności jego najbardziej znanej opery – Carmen Poła­wiaczy pereł wystawiono w Opéra Comique i utrzymano do roku 1971. Zagrano 565 przedstawień. (…)

Damian Ganclarski

Metropolitan Opera uchem i okiem Basi Jakubowskiej

Andrea Chenier.Włoską operę o czasach fran­cuskiej rewolucji w czterech aktach, czyli Andrea Che­nier Umberta Giordana (prapremiera w 1896 r. w La Scali) wznowiono w MET w bieżącym sezonie 6 razy. Pierwszy spektakl 24 III, a ostatni 12 IV. Piąta z kolei w MET produkcja opery Giordana jest dziełem Nicolasa Joela, z dekoracjami i kostiumami Huberta Monloupa i światłem Du­ane’a Shulera i pochodzi z 1996 r., a w jej premierze pod batutą Jamesa Levine’a wystąpili Luciano Pavarotti, Aprile Milo i Juan Pons.
W bieżącym sezonie wszyst­kimi przedstawieniami dyrygował urodzony w Mediolanie Gianadrea Noseda (debiut w MET w Wojnie i pokoju w 2002 r.). W obsadzie wokalnej usłysze­liśmy natomiast: Maddalena – Patricia Racette (amerykański sopran, debiut w MET jako Musetta 1995), Andrea Chenier – Marcelo Alvarez (argentyński tenor, debiut w MET jako Alfredo w Traviacie w 1998 r.), Carlo Gerard – Zeljko Lucic (serbski baryton, debiut w MET jako Barnaba w Giocondzie w 2006 r.), Bersi – Jennifer Johnson Carlo, Madelon – Olesya Petrova (rosyjski mezzo­sopran, debiut w MET, finalistka Międzyna­rodowego Konkursu Wokalnego w Cardiff w 2011 r.), Incredibile – Tony Stevenson, Roucher – Dwayne Croft, Mathieu – Robert Pomakov, Hrabina – Margaret Lattimore, Abbé – Dennis Petersen, Majordom – Kyle Pfortmiller, Fleville – John Moore, Dumas – James Courtney, Fouquier-Tinville – Jeffrey Wells, Schmidt – David Crawford.
Premierowy spektakl sezonu 24 III (podobnie jak przedstawienia 8 i 12 IV) przekazało na żywo radio Sirius, strona internetowa MET udostępniła spektakl z 24 III, a radio WQXR z 12 IV.
Widziałam i słyszałam w MET dwa przedstawienia: premierę sezonu 24 III i 31 III. Wysłuchałam również transmisji radiowej z 12 IV. (…)

Arabella. Sześć razy pokazano w bieżą­cym sezonie w MET ostatnią operę kolaboracji Hofmann­sthal-Richard Strauss. Premierowy spektakl sezonu (3 IV) był dopiero jej 53 przedstawieniem.Wszystkimi przedstawieniami dyrygował urodzony w Nicei Phil­lippe Auguin. W MET debiutował w 2011 r. w Doktorze Faustusie, a od tego czasu usłyszeliśmy go tu w Lohengrinie, Tosce, Kobiecie bez cienia i Cyganerii.
W obsadzie wokalnej wystąpili: Arabella – Malin Bystrom (szwedzki sopran, debiut w MET jako Małgorzata w Fauście w 2011 r.) i Erin Wall (24 IV, ostatni spektakl sezonu), Zdenka – Juliane Banse (szwajcarski so­pran, debiut w MET, zastąpiła planowaną wcześniej Genię Kuchmeier, która wycofała swój udział z powodów osobistych), Man­dryka – Michael Volle (niemiecki baryton, debiut w MET), Matteo – Roberto Sacca (niemiecki tenor, debiut w MET), Hrabina Adelaide Waldner – Catherine Wyn- Rogers (brytyjski mezzosopran, debiut w MET), Hrabia Waldner – Martin Winkler (austriacki bas baryton, debiut w MET), Hrabia Elmer – Brian Jagde (urodzony w Nowym Jorku tenor, debiut w MET), Hrabia Dominik – Aleksiej Ławrow, Hrabia Lamoral – Keith Miller, Fiakermilli – Audrey Luna, Wróżka – Victoria Livengood, Welko – Mark Persing, Djura – Jeffrey Mosher, Jankel – Timothy Breese Miller, Kelner – Mark Schowlater, Gracze w karty – Scott Dospensa, Seth Malkin, Earle Patriarco. A więc aż 6 debiutów. (…)

CZŁOWIEK

Jestem zakochana w muzyce

z kompozytorką Joanną Bruzdowicz rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Joanna Bruzdowicz, to znakomita kompozytorka, ikona muzyki współczesnej w Polsce i na świecie. Mieszka obecnie w Pirenejach Orientalnych we Francji, na pograniczu z Hiszpanią. Jest jedną z naj­bardziej rozpoznawalnych polskich kompozytorek. Jej dorobek liczy dziesiątki utworów grywanych w salach całego świata. Przy pisaniu ważne jest dla niej, kto będzie wykonywał jej nowe dzieło. Wychowała się w muzycznej rodzinie, w dzieciństwie w swoim rodzinnym domu w Trójmieście była świadkiem debiutów naszych wielkich Haliny Czerny-Stefańskiej, Marii Fołtyn i wielu innych. Miała być pianistką, a skończyło się na komponowaniu. Mimo stypendium rządu francuskiego w jej muzyce wyczuwamy więcej poczucia rytmu góralskiego niż paryskiego. Ważnym doświadczeniem była dla niej pierwsza wizyta w operze, a była to premiera w warszawskiej Romie Goplany Władysława Żeleńskiego. Od siebie dodam, że były to piękne czasy, gdy w Warszawie można było zabrać dzieci na polską operę, która tak mocno zadziałała na wyobraź­nie młodej słuchaczki, że pamięta ją do dzisiaj. Dyrektorzy Teatru Wielkiego-Opery Narodowej wstydzą się, a nawet brzydzą polskimi operami, szczególnie tymi zapomnianych. A szkoda…, może dzieła Żeleńskiego, Noskowskiego, Statkowskiego, Paderewskiego miałby szanse u dzisiejszych odbiorców i a nuż wyrośliby nam nowi znakomici twórcy i artyści, którym ta muzyka miałaby szansę zapaść głęboko w pamięć tak jak Joannie Bruzdowicz…
Nasza rozmowa z Joanną Bruzdowicz ma miejsce na początku maja, gdy kraj żyje emocjami związanymi z kanonizacją Jana Pawła II. Z wrodzoną sobie skromnością Joanna Bruzdowicz wyznaje, że jako pierwsza na świecie napisała dzieło Sonatę Październikową na fortepian solo dla polskiego Papieża o prowokacyj­nym – w tamtych czasach – tytule, który z dzisiejszej perspektywy okazał się jakże proroczy!
Nie ukrywa swojej miłości do opery, teatru i filmu w ogóle, ale ukochana chyba jest jednak poezja. Ceni bardzo muzykę Karola Szymanowskiego, Oliviera Messiaena. Zapytana, o tak modny teraz na świecie w opracowaniach i badaniach nurt kobiecy i rolę płci w tworzeniu muzyki odpowiada krótko, z pewnym przymrużeniem oka i poczuciem humoru, że nie widzi różnicy w męskiej czy żeńskiej muzyce, nie ma ta­kiego podziału. I dodaje, że Bach w spódnicy żył, trzeba go tylko znaleźć i porządnie wypromować. A tak naprawdę to bardziej „kobiecy” był Claude Debussy od Grażyny Bacewicz!
Pisze muzykę dla siebie, ale ceni też wrażliwość i inteligencję słuchacza. Krytykom wierzy, gdy sami potrafią pisać muzykę, innych traktuje z należnym dystansem, a ich zdanie… Prywatnie zaskakuje, bo zapytana, czego sama słucha odpowiada: słucham tylko dobrą od poważnej do rapu czy heavy metalu! W specjalnej rozmowie dla czytelników Muzyka21 mówi o swoich sukcesach, planach i roli przyrody, czy spo­tykanych ludziach, a także wnucząt przy pisaniu muzyki. Cieszy się życiem, jest pełna pomysłów, kocha ludzi i muzykę, Internet jest jej oknem na świat, sięgającym dalej niż piękne góry i morze francuskiej Katalonii…

Czym jest dla pani muzyka? Jaka jest jej rola, co stanowi o jej wartości?
Wychowałam się w świecie muzyki, moja matka była pianistką, ojciec wiolon­czelistą, wujowie, stryjowie, ciotki, z obu stron, także byli zawodowymi muzykami. Od najwcześniejszego dzieciństwa słuchałam rodziców i ich przyjaciół „muzykujących” w naszym domu, uczestniczyłam w tych wieczorach już jako trzyletnia dziewczynka. W naszym pierwszym powojennym domu w Oliwie k/Gdańska odbywały się koncerty, bo nie było jeszcze żadnej sali koncertowej odbudowanej w Trójmieście. Debiutowały w nich Halina Czerny-Stefańska, Maria Foltyn i wielu innych wspaniałych artystów. Żyłam więc w tym świecie od początku mego życia.(...)

Świat pełen emocji

z mezzosopranistką Lilianą Górską o muzyce Joanny Bruzdowicz rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Liliana Górska to śpiewaczka, która wciąż zadziwia swoimi oryginalnymi projektami muzycznymi. W Trójmieście znana jest jako artystka o szerokich horyzontach artystycznych i bardzo dobrym gu­ście. Ma wiele zasług i mnóstwo sukcesów. Zadebiutowała płytą z polską muzyką współczesną. Nikt nie przypuszczał, że ta trudna, oryginalna muzyka, od której zazwyczaj melomani uciekają jak najdalej, okaże się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Płyta zdobyła uznanie u profesjonalistów i pokochali ja melomanii. A Liliana Górska fetowała swój sukces na okładce naszego miesięcznika. Potem było już tylko lepiej i mocnej. Liliana Górska odkryła dla świata muzykę francuskiego kompozytora, zupełnie dziś nieobecnego Feliksa Fourdraina. Nieśmiało, ale z pełną odpowiedzialnością – nuty jego pieśni podsunął naszej artystce producent muzyczny i odkrywca zapomnianych skarbów Jan A. Jarnicki. Powstała z tego świetna płyta, która zdobywa coraz większe uznanie i popularność. Rewelacyjne recenzje za granicą i w kraju pokazały, że warto odkrywać dobrą muzykę. A Liliana Górska, wiąż pełna zapału i chęci do pracy, sięgnęła tym razem po znakomitą muzykę Joanny Bruzdowicz. Koncert w Warszawie z końca zeszłego roku był wielkim sukcesem, jego pokłosiem jest najnowsza płyta. I o niej opowiada naszym czytelnikom wybitna polska artystka – mezzosopranistka Liliana Górska.

Fascynująca. Subtelna. Elektryzująca. Piękna.

o muzyce Joanny Bruzdowicz z NeoQuartet i pianistą Tomaszem Joczem rozmawia Arkadiusz Jędrasik

W maju br. na rynku pojawiła się płyta monograficzna z twórczo­ścią Joanny Bruzdowicz. Skąd pomysł na jej nagranie?
NeoQuartet: Pomysł nagrania płyty po­wstał podczas naszego koncertu w Warsza­wie. Wykonaliśmy tam Kwartet La Vita oraz wspólnie z mezzosopranem Lilianą Górską i pianistą Tomaszem Joczem prawykonanie cyklu pieśni W świecie gorączki. Na kon­cercie była obecna kompozytorka Joanna Bruzdowicz, której na tyle spodobała się nasza interpretacja, że zaproponowała nam nagranie płyty z tym materiałem. (…)

Legendy Polskiej Wokalistyki (36) Pola Lipińska

Adam Czopek

Początkowo studiowała w Lublinie grę na fortepianie pod kierunkiem prof. Janiny Łosakiewiczowej i planowała być pianistką. Jednocześnie uczyła się gry na akordeonie. Przygodę ze śpiewem rozpoczęła w liceum w tercecie Sióstr Viola, co trakto­wała jako uzupełnienie muzycznej edukacji. Jednak kiedy kontuzja dłoni uniemożliwiła jej realizację pianistycznych planów zdecydowała się rozpocząć naukę śpiewu. Studiowała w PWSM w Warszawie pod kierunkiem prof. Grzegorza Orłowa, którego nazywano „rzeźbiarzem pięknych głosów”.
Zadebiutowała rolą Inez w Tru­badurze Verdiego na scenie Opery Warszawskiej rezydującej wówczas w sali Romy. W 1962 r. za sprawą Bohdana Wodiczki otrzymała en­gagement do Opery Warszawskiej, była wówczas studentką III roku. (…)

Bernard Haitink, legendarny dyrygent

Maria Ziarkowska

Bernard Haitink urodził się 4 marca 1929 r. w Amsterdamie. Studiował naukę gry na skrzypcach i dyry­genturę. W kręgu muzycznym zasłynął, jako dyrygent. Współpracował z wieloma znanymi orkiestrami tj. Radio Philharmonic Orchestra (Holandia), Królewską Orkiestrą Concertgebouw (nazywaną najlepszą orkiestrą świata), London Philharmonic Orchestra, Boston Symphony Orchestra, Orchestre National de France, Chicago Orchestra, Filharmonią Berlińską. Prowadził również orkiestry znakomitych oper np.: Glyndebourne Opera, Royal Opera House, Opery Covent Garden. Został naznaczony wieloma honorowymi nagrodami, które mają duże znaczenie w Europie i na świecie.
Debiut dyrygencki Haitinka odbył się w 1954 r. z Radio Philharmonic Orchestra. Haitink przygotował koncert, którego sukces zaowocował długoletnią współpracą. Po trzech latach od tego wydarzenia został mia­nowany głównym dyrygentem. W tym roku artysta planuje powrót do korzeni i wystąpi ponownie z Radio Philharmonic Orchestra, by uczcić swoją 60. Rocznicę (…)

Yannick Nézet-Séguin o symfoniach Roberta Schumanna

Wiosną tego roku ukazało się nagranie symfonii Roberta Schumanna, które z Chamber Orchestra of Europe zrealizował Yannick Nézet-Séguin. (…)

Święty Franciszek z Asyżu, opera niezwykła

rozmowa z Olivierem Messiaenem

Anioł: „Bóg zachwyca nas nadmiarem prawdy. Muzyka prowadzi nas do Boga brakiem wiary. Przemawiasz do Boga muzyką: On ci odpowie muzyką. Poznaj radość barwy i melodii błogosławionych łagodno­ścią. I niech otworzą się przed tobą tajemnice Chwały!”
(Święty Franciszek z Asyżu, akt II, obraz piąty)

Św. Franciszek jest dziełem, które według mnie, kocha pan szczególnie…
Być może, jest to rzeczywiście moje najbogatsze dzieło, w każ­dym razie pozostaje ono syntezą moich muzycznych odkryć i, co jest jeszcze ważniejsze, jest dla mnie pokusą bez precedensu, by wyrazić swą wiarę katolicką dzięki tematowi, który wyjaśnia jej głów­ne dogmaty. Wiem doskonale, że chodzi o śmiały projekt, jakim jest opisanie obraz po obrazie, drogi boskiej łaski w duszy jednego z największych świętych! Chodzi tu o dramat całkowicie wewnętrzny a jednak promieniejący: chciałbym, żeby publiczność, tak jak ja, była nim olśniona. Są tu prawie wszystkie śpiewy ptaków zapisane w ciągu mego życia, wszystkie moje barwy akordów, wszystkie moje środki harmoniczne a nawet zaskakujące innowacje (…). Wyszedłem od inspiracji, tak silnej i niezrozumiałej dla mnie, jak miłość: przeżyłem i podążyłem za tą inspiracją.

Zanim zajmiemy się bardziej św. Franciszkiem, proponuję, żebyśmy spojrzeli nieco do tyłu; czy podczas pana długiej drogi były etapy, które uznaje pan za fundamentalne i czy ma pan uprzywile­jowane dzieła?
Sądzę, że matka kocha wszystkie swoje dzieci; kocham wszystko to, co napisałem. Niczego się nie wypieram. W miarę upływu czasu, barwy się zmieniły, ale ja ciągle je­stem tym samym człowiekiem, tym samym muzykiem. Jednak ponieważ pyta mnie pan o moje ulubione dzieło, mogę wyjawić, że zawsze bardzo kochałem Trzy małe liturgie, napisane zimą 1943–1944. Wiele legend otacza powstanie tego dzieła. Utrzymy­wano, że to był skandal. Jest to absolutnie nieprawda, czy też raczej bardzo częściowa prawda: publiczność od razu pokochała dzieło i bardzo dobrze je przyjęła – a wśród tej publiczności było wielu pierwszoplano­wych artystów i osobistości. Natomiast kry­tyka, zastąpiona przez niektórych kolegów, (…)

Rise Stevens – legendarna Carmen

Basia Jakubowska

Był rok 1961. Legendarna Carmen wysłała telegram do prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego z prośbą o pomoc i interwencję. Rudolf Bing, generalny menadżer MET odwołał cały sezon 1961/62. Powód? Impas w negocjacjach ze związkami zawodowymi. Na prośbę Risy Stevens Kennedy zaangażował się osobiście i przekonał obie strony do zaakceptowania jako mediatora w rozmowach Sekretarza Pracy, Arthura Goldberga. Do obrad po­wrócono i uratowano sezon w MET.
Był to też rok, w którym Stevens wycofała się ze sceny operowej. Chciała by pamiętano jej głos ze szczytu, a nie schyłku kariery. Po­żegnalnym spektaklem była oczywiście Carmen (12 IV 1961), którą zaśpiewała w MET 124 razy (debiut w roli w MET 28 XII 1945). Jej pierwszym Don José był Raoul Jobin. Później towarzyszyli jej na scenie Ramon Vinay, Richard Tucker, Mario Del Monaco, Giuseppe Di Stefano i Carlo Bergonzi. „Myśl ciałem i niczym innym – od czub­ka głowy do stóp” mówił jej reżyser Tyrone Guthrie. „Musiałam się nauczyć poruszać ciałem i czuć je tak, jak ta hiszpańska kobieta” wspominała później. W 1952 r. MET transmitowała jej Carmen do 30, jak to wtedy określano, „telewizyjnych teatrów”. Obejrzała ją wtedy największa do owego czasu ilość widzów pojedynczego spektaklu operowego.
Rise Augusta Steenberg urodziła się w nowojorskim Bronxie (11 VI 1913). Jej matka Sara „Sadie” (née Mechanic) pochodziła z Żydowskiej rodziny o korzeniach z Polski i Rosji. Ojciec, Norweg Chistian Steenberg był Luteraninem. Sprzedawał i reklamował wiele produktów. Ponoć lubił sobie wypić. Młodszy brat Risy, Lewis „Bud” zginął podczas II wojny światowej.
Oboje rodzice szybko rozpoznali talent i muzykalność Risy i opła­cali lekcje głosu z Orry Prado. Znacznie już później, ojciec powiedział (…)

Daniel Barenboïm

Tajemnice sonat Schuberta

Wybitny pianista Daniel Barenboïm spędzał nawet sześć godzin dzien­nie przy nagrywaniu w studiu wszystkich ukończonych sonat Schuberta. Doświadczenie to pozwoliło mu dokonać pewnych odkryć, o których pianista opowiada.
Sonaty fortepianowe Franza Schuberta stanowią szczególny przypadek w historii muzyki. Większość z nich jest pośmiert­na – pośród niewielu sonat, które zostały wydane za życia kompozytora znajduje się Fantazja G-dur. Sonaty kompozytora zostały skatalogowane dopiero w XX w. w Deutsch- Verzeichnis i z różnych powodów, przez długi okres czasu, były uznawane przez muzyków jako niedostępne. (...)

Christopher Hogwood, przede wszystkim kompozytor

Łukasz Rozen

Nazwisko Christophera Hogwooda pojawia się niemal za­wsze wtedy, kiedy mowa o wykonawstwie historycznym, co wskazuje, jak ważna była jego rola w rozwoju tego nurtu. Każdy miłośnik muzyki barokowej czy klasycystycznej musiał przynajmniej w jakimś stopniu zetknąć się z bardzo licznymi płytami tego dyrygenta, chociaż jego dyskografia obejmuje także następne epoki muzyczne. Obecnie można zapoznać się z interpretacjami wielu zespołów i artystów, jednak nie zawsze zachowywanie daw­nych praktyk wykonawczych oznacza właściwe oddanie muzyki kompozytora. Interpretacje Christophera Hogwooda są pod tym względem bardzo istotne i ważne – ukazują, że najważniejszy jest właśnie kompozytor i jego muzyka, a nie dyrygent czy wykonawcy. Co jeszcze, jest on nie tylko muzykiem, ale także autorem książek, w tym słynnej biografii Haendla.
Christopher Hogwood urodził się 10 września 1941 r. w angiel­skim mieście Nottingham. W 1960 r. rozpoczął naukę w Pembroke College w Cambridge, gdzie studiował filologię klasyczną oraz muzykę. W tym okresie uczył się gry na klawesynie pod kierunkiem Rafaela Puyana, zetknął się także z Raymondem Leppardem i Thurstonem Dartem. W 1964 r. ukończył studia, po czym wyjechał na roczne stypendium do Pragi, gdzie przez rok pogłębiał swoje muzyczne umiejętności. Już w 1965 r. został klawesynistą słynnej angielskiej orkiestry The Academy of Saint Martin-in-the-Fields, po­nadto w tym samym roku wraz z Davidem Munrowem założył zespół The Early Music Consort of London, który jednak został rozwiązany po śmierci Munrowa w 1976 r. Pod koniec lat sześćdzie­siątych rozpoczął naukę u Gustava Leonhardta, który był jednym z najważniejszych twórców wykonawstwa historycznego. Wydaje się, że spotkanie właśnie z tym holenderskim dyrygentem i klawesynistą było bardzo istotne dla Christophera Hogwooda, który mógł zazna­jomić się z historyczną praktyką wykonawczą muzyki barokowej, mało znaną wówczas w Wielkiej Brytanii. (…)

DZIEŁO

Andrzej Panufnik. Tam i z powrotem (III) -
Perfekcyjne wycinanki. Utwory kameralne

Dorota Staszkiewicz

Pokrwawionymi rękoma sprawdzałem każdy skrawek papieru, lecz stopniowo nadzieja przemieniała się w rozpacz, gdy zacząłem natrafiać na kupki zwęglonego papieru ze śladami ćwierćnut i półnut, czarnymi nutami na czarnym tle, prawie niewidocznymi. (…) Moje rękopisy przepadły na zawsze jako ofiary powstania warszawskiego, bo przecież nie miało znaczenia, że spłonęły nie od hitlerowskich bomb, lecz – jak na ironię – zostały unicestwione rękami moich ciemnych i obojętnych na wszystko ro­daków – wspominał los swoich kompozycji sprzed 1944 r. Andrzej Panufnik (Panufnik o sobie, Warsza­wa 1990). Wśród zniszczonych partytur znalazły się m.in. nuty Tria fortepianowego – pierwszego dzieła kameralnego kompozytora.
Na szczęście Trio nie przepadło na zawsze. Zaraz po wojnie Panufnik zdecydował się zrekonstruować młodzieńczy utwór i odtworzył go z pamięci, powierzając wydanie partytury Polskiemu Wydawnictwu Muzycznemu, a po drobnych korektach – także brytyjskiemu wydawnic­twu Boosey & Hawkes. Dziś kompozycja, zadedykowana zmarłej w 1945 r. matce kompozytora, wykonywana jest zazwyczaj w wersji pochodzącej z 1977 r., traktowanej jako ostateczna postać dzieła. „Trio forte­pianowe Panufnika wymaga od słuchacza pewnego wysiłku, ale ten wysiłek się opła­ca” – pisze Tadeusz Kaczyński w książce Andrzej Panufnik i jego muzyka (Warszawa 1994) – „(…) jego kameralność jest bardzo intymna. Trzech wykonujących je muzyków trudno sobie wyobrazić jako odzianych we fraki starszych panów na podium estrady koncertowej. Wydają się raczej młodymi ludźmi, siedzącymi tuż obok słuchaczy – w tym samym pokoju”. (…)

Operowe oblicza Szekspirowskiego Makbeta: impresjonistyczne Ernesta Blocha.

Lesław Czapliński

Makbet Williama Sha­kespeare’a jest przy­kładem zuchwałego, podyktowanego imperialnymi względami politycznymi za­fałszowania prawdy histo­rycznej. W rzeczywistości bowiem Makbet (po szkocku Mac Bethad mac Findlaích) i Duncan (Donnchad mac Crinain) byli wnukami Mal­colma II (pierwszy po jego najmłodszej córce, drugi naj­starszej Betloc, ale nie miało to większego znaczenia, bo w klanowym ustroju średnio­wiecznej Szkocji sukcesja nie była dziedziczna, lecz przy­sługiwała temu pretendentowi spośród przedstawicieli rodu, który najbardziej na to zasłu­giwał). Obaj byli ciotecznymi braćmi, a zatem co najmniej w równym stopniu uprawnieni do zajęcia tronu, a Makbet zyskiwał dodatkowe, przemawia­jące za nim powody, albowiem ożenił się z Gruoch, wnuczką Kennetha III, którego wnuków zamordować kazał wspomniany Malcolm. Tendencyjne ukazanie przez Shakespeare’a konfliktu pomiędzy nimi wynikało zapewne z potrzeby bieżącego usprawiedliwienia politycznych i militar­nych ingerencji w sąsiednim kraju (już syn Duncana – Malcolm – ucieka do Anglii i z pomocą jej wojsk wszczyna rebelię przeciw Makbetowi, a następnie żeni się z angielską księżniczką Małgorzatą).
Poza tym Duncan przedstawiony jest u angielskiego dramatopisarza jako sta­rzec, który w obliczu zbliżającej się śmierci wyznacza na swego następcę syna – Malcolma. A tak naprawdę Makbet i Duncan byli prawie rówieśnikami: drugi o cztery lata starszy, w chwili rozpoczęcia akcji liczący trzydzieści dziewięć lat, a więc na ówcze­sne warunki byli mężczyznami w sile wieku. (…)

PODRÓŻE

Mozart w czekoladzie

Marek Pindral

To była niedziela. Stanąłem na szczycie wzgórza, wyją­łem z torby aparat i zacząłem fotografować leżące pode mną miasto. Miasto, w którym jak grzyby po barokowym deszczu wyrosły kapelusze kościelnych kopuł, robiąc sobie miejsce wśród starszych, szpiczastych kolegów.I nagle wszystko zadrżało, bo na wieżach rozkołysały się dzwony, wypełniając dolinę metalicznym bim bom, bim bom. Dźwięki biegły ze świątyń do gór, odbijały się od nich i wracały, mijając po drodze nowe.
Miasto kąpało się w tym muzycznym kanonie przez kilka minut. Potem nastąpiła pauza, aż do następnego taktu, który za jakiś czas wskażą kościelne zegary.Skoro w przyrodzie nic nie ginie, to być może i owe wibracje zostały w jakiś sposób zapisane na tutejszych murach. Te dzisiejsze i te z wczoraj. I sprzed dwustu, trzystu lat też. Być może wynajdziemy kiedyś urządzenie, które pozwoli na odsłuch dźwięków tworzonych przez ludzi, zanim nauczyli się je rejestrować na płycie. Naukowcy, wyposażeni w taką aparaturę, mieliby w tym mieście pełne ręce i uszy roboty, bo właśnie tutaj mieszkała rodzina Mozartów. (…)

MUZYKA POLSKA

Kameralistyka Władysława Żeleńskiego (3)

Maryla Renat

Po kwartetach smyczkowych i kwar­tecie fortepianowym Władysława Żeleńskiego przyszła kolej na jego Trio fortepianowe E-dur op. 22 oraz utwory na wiolonczelę i fortepian: Walc liryczny op. 15, Berceuse op. 32 i Romans op. 40. Są to dzieła rozbudowane, dojrzałe, znakomite, piękne, świadczące o wysokim kunszcie swego twórcy. Upowszechnienie ich z pewnością zmieni portret ich twórcy, funk­cjonującego w świadomości koneserów jako twórca oper i pieśni. Miejmy nadzie­ję, że nasz cykl przybliżający twórczość Żeleńskiego przekona wreszcie artystów, organizatorów i melomanów do częstszego sięgania po skarby muzyki polskiej, tym bardziej, że ich partytury i nagrania są łatwo dostępne.
Trio fortepianowe E-dur op. 22 jest utworem dość nietypowym jak na muzykę kameralną, bowiem Żeleński (…)

PŁYTOTEKA

Palcem po płycie

Wspaniały Tamerlan Haendla

Bach JS - Pasja wg. św. Marka - Rondeau ROP7015/16 - *****
Bottesini G - Messa da Requiem - Naxos 8.572994 - *****
Bruzdowicz J - I Kwartet smyczkowy, From the Fever World, World - Acte Préalable AP0329 - *****
Fiorini K - Koncerty skrzypcowe - Métier msv 28533 - *****
Fitelberg G - 5 Pieśni op. 21, 6 Pieśni op. 22, Trio fortepianowe f-moll op. 10 - Acte Préalable AP0287 - *****
Haendel GF - Tamerlano, HWV 18 (wersja z 1731) - Nave V 5373 - CD of the month
Haendel JF - Belshazzar - Les Arts Florissants AF001 - CD of the month
Lutosławski W - Koncert fortepianowy, Koncert wiolonczelowy, Fanfary - CD Accord ACD 198-2 - *****
Lutosławski W - Koncert na orkiestrę, Symfonia nr 1 - CD Accord ACD 196-2 - *****
Lutosławski W - Symfonia nr 3, Tryptyk śląski, Mała suita - CD Accord ACD 197-2 - *****
Malone K - A Clockwork operetta - Métier msv28543 - *****
Malone K - The Music of 9/11 vol. 1 - Métier msvc92106 - *****
Mozart WA - Adagios & Fugues after J. S. Bach - Harmonia Mundi HMC 902159 - *****/*
Ortiz D - Recercadas del tratedo de glosas - Alia Vox AVSA 9899 - *****
Richter FX - Kwartety smyczkowe op. 5 - Solo Musica SM 184 - *****
Rudnik - ERdada na taśmę - Requiem Records 64 - CD of the month
Scarlatti A - Carlo Re d’Alemagna - Agogique AGO 015 - *****
Scharwenka FX - Koncerty fortepianowe nr 1-4 - Chandos CHAN 10841 - *****
Strauss R - Fragmenty orkiestrowe z oper - Profil PH 12018 - ****
Strauss R - Notturno - Pieśni - Deutsche Grammophon 479 2943 - ****

Avi Avital - Between Worlds - Deutshe Grammophon 479 1069 - ****
Classica Francese - MDG 910 1825-6 - ***
Lessel/Dobrzyński - Koncerty fortepianowe - NiFCCD103 - *****
Rutter/Glass - Naxos 8.573146 - ****