Muzyka21 nr 10/171 - październik 2014 r. - rok XV

Na okładce październikowego numeru Muzyka21 znajduje się Cecilia Bartoli wystylizowana na rosyjską carycę. Włoska gwiazda opery jest jedyna w swoim rodzaju. Na poprzedniej płycie i okładce w naszym miesięczniku była wystylizowana na księdza z krucyfiksem. Jej sztuka wykonawcza rozpoznawalna jest od pierwszych dźwięków. Jej albumy płytowe cieszą się od ponad dekady niesłabnącą popularnością. Każda nowa płyta, począwszy do odkrytych ponad dziesięć lat temu arii z oper Vivaldiego poprzez twórczość Antonia Salieriego, czy albumy tematyczne Opera Proibita, Sacrificium (sztuka kastratów), Maria poświęconego Marii Malibran czy ostatnio seria albumów z muzyką Agostina Steffaniego to prawdziwe perły odkrywanej muzyki i wielkie hity fonograficzne. Na każdej ze swoich płyt artystka przywiązuje wielką wagę do odkryć, do ponownego przywrócenia do życia zapomnianych skarbów muzycznych. Do współpracy wybiera znakomitych muzykologów, znawców archiwów muzycznych, sama przeobraża się w muzycznego odkrywcę i detektywa oraz zaprasza do współpracy najlepsze orkiestry i dyrygentów specjalistów w muzyce barokowej. By wymienić Il Giardino Armonico, Les Musiciens du Louvre, czy ostatnio I Baroccisti prowadzonych przez dyrygentów Giovaniego Antonioniego, Marka Minkowskiego czy ostatnio Diega Fasolisa. Wszystko jest świetnie opracowane i wydane w ekskluzywnej formie książki z płytą. Teraz artystka zgłębiła archiwa Teatru Maryjskiego w Petersburgu i znalazła tam wiele zapomnianych skarbów. Do bogatego dorobku artystycznego postanowiła dodać śpiewanie po rosyjsku włoskiej muzyki z carskiej Rosji!
Artystyczne ambicje i muzyczne poszukiwania zaprowadziły włoską diwę do Petersburga, gdzie przed wiekami święcili triumfy i zarabiali krocie włoscy kompozytorzy zatrudniani na carskich dworach. Oprócz Włochów znajdowali się tam też polscy mistrzowie. Oprócz muzyków, byli malarze, architekci, poeci, pisarze.
Petersburg to drugie co do wielkości miasto w Rosji. Rocznie odwiedzany jest przez ponad 6 mln turystów i wchodzi tym samym w dwudziestkę najczęściej odwiedzanych miast świata. Miasto bywa nazywane „północną stolicą”, „stolicą kultury Rosji”, „Wenecją Północy”
i „Palmirą Północy”.
Przed laty Cecilia Bartoli osiągnęła niebotyczny sukces albumem z muzyką związanego z Wenecją Antonia Vivaldiego, jesienią tego roku zabiera nas w muzyczną podróż do Petersburga. Czy powtórzy tamten sukces przekuty na kilku milionową sprzedaż płyt – czas pokaże.
Oby ostatnie wydarzenia na scenie geopolitycznej z Rosją w roli głównej nie stanęły na drodze do sukcesu najnowszego albumu włoskiej diwy. Muzyka ponoć łagodzi obyczaje, oby też polityczne i militarne!


Kolejnymi artystami, którzy zwrócili naszą uwagę są muzycy Kwintetu Śląskich Kameralistów, którzy 20 września br. w Filharmonii Śląskiej mieli premierę swojej trzeciej płyty. Tym razem artyści postawili na sprawdzone nazwiska: Antoniego Dworzaka i Krzysztofa Pendereckiego. Dworzak otrzymał drugie polskie nagranie Kwintetu smyczkowego op. 77, a Penderecki dostał światową premierę Kwintetu smyczkowego „Kartki z nienapisanego dziennika”, który jest autorskim opracowaniem III Kwartetu smyczkowego o tym samym tytule. Premierze w Katowicach towarzyszyła wystawa zdjęć Marka Bebłota, których głównym bohaterem był Krzysztof Penderecki. Wydawca płyty, Acte Préalable, słynie z premier światowych. Po raz kolejny może poszczycić się nie lada osiągnięciem – światową premierą dzieła Mistrza z Lusławic. Praca nad nagraniem nie była łatwa, bo muzyka Dworzaka
i Pendereckiego – tak lubiana przez melomanów – do prostych nie należy, ale trudności techniczne okazują się być idealnie wpisane w niebywałe piękno tej muzyki.
A że Kwintet Śląskich Kameralistów to artyści klasy światowej, to ich nowa słowiańska płyta robi wielkie wrażenie. Artyści ustami swojego menadżera i kontrabasisty Krzysztofa Korzenia powtarzają, że kameralistyka ich mocno kręci, a ta nowa płyta pokazuje to w całej okazałości! Rozmowa z artystą odkrywa wiele różnych ciekawych kart w historii i pracy zespołu…

Kontynuujemy nasz cykl o polskich mistrzach batuty, czyli sagę o dyrygentach. Tym razem przyszedł czas na urodzonego na Kujawach wielkiego dyrygenta i kompozytora Jana Krenza. Z tematów zagranicznych przypominamy legendarnego Teksańczyka, pianistę, który rozkochał w sobie Związek Radziecki; był nim Van Cliburn. Skrzypek Daniel Hope zaprasza nas do Hollywood, dokąd uciekało wielu kompozytorów żydowskiego pochodzenia przed zagładą z rąk niemieckich nazistów. Poznajemy losy, historię i muzykę powstałą
w czasie II wojny światowej i zaraz po niej, a mocno dotkniętą tragedią Holocaustu.

Na osobne zauważenie zasługuje twórczość Thomasa Tellefsena, którą już przeszło dekadę temu odkrył dla melomanów na świecie wydawca i producent muzyczny Jan A. Jarnicki oraz polska pianistka na stałe mieszkająca w Norwegii, Małgorzata Jaworska oraz pianistki Krystyna Makowska i Joanna Ławrynowicz. Polskie nagranie było pierwszym całościowym spojrzeniem i przeglądem zupełnie zapomnianej twórczości, a teraz za pieniądze polskich i norweskich podatników przypomniano w Warszawie jedynie źdźbło twórczości norweskiego kompozytora, trąbiąc wszem i wobec, że to rarytasy dopiero co odkryte. Że to rarytasy to wiemy od przeszło 10 lat, a że odkrycie najnowsze to niestety mija się z prawdą o 10 lat!

Polecamy nasze stałe rubryki i wiele interesujących recenzji płytowych. Już od przeszło 15 lat Muzyka21 jest wciąż jedynym pismem muzycznym w Polsce, gdzie można na bieżąco przeczytać kilkadziesiąt recenzji płytowych.

ŻYCIE

Kraków – Z Panufnikiem oraz instrumentami dętymi w roli głównej. Odbywający się po raz dziesiąty Festiwal Muzyki Polskiej (Kraków: 4-20 lipca) w tym roku w znacznej mierze poświęcony został Andrzejowi Panufnikowi z uwagi na przypadające właśnie stulecie jego urodzin. W związku z tym w programie dość licznie reprezentowane były jego kompozycje.
Zaczęło się od popularnej Kołysanki, wykonanej na inaugurację przez Narodową Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach pod dyrekcją Alexandra Liebreicha. Subtelna, mikrotonowa tkanka dźwiękowa, rozwijając się na tle jednostajnego ostinato harf może przywodzić na myśl muzykę repetytywną, w czasach jej powstania, rzecz jasna, jeszcze nieznaną.
Z jego literatury koncertującej usłyszeliśmy nazajutrz Koncert skrzypcowy, w wykonaniu Janusza Wawrowskiego. Szczególnie brawurowo w jego interpretacji zabrzmiało finałowe Vivace w rytmie oberka, odznaczając się śmiałymi kontrastami agogicznymi. Na dodatek artysta potrafił wykorzystać naturalną akustykę kościoła św. Marcina i wygrać ją dla wzbogacenia brzmienia swego instrumentu. (...)

Lesłąw Czapliński

Kraków – Zmienność w ciągłości? Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej (XXVI Międzynarodowy Festiwal Kompozytorów Krakowskich: Kraków 8 – 14 czerwca 2014 r.) krakowskiego środowiska kompozytorskiego wkroczył w swoje drugie ćwierćwiecze. Rozpoczyna się ono pod znakiem pokoleniowej zmiany warty, albowiem jego dyrekcję przejął urodzony w 1971 r. Marcel Chyrzyński, krakowski twórca średniej generacji. Trudno na razie orzec, na ile pod nowym kierownictwem kontynuowana będzie dotychczasowa formuła i linia programowa, czy też dokona się ich radykalna reorientacja, albowiem mamy do czynienia z czasem przejściowym przekazywania sobie uprawnień i dotychczasowych zobowiązań? (...)

Lesław Czapliński

Krynica - Z Janem Kiepurą w herbie. Od tego roku w charakterze współpatronki krynickiego festiwalu (9 – 16 VIII 2014 r.) mogłaby dołączyć do niego zmarła niedawno jego żona Mártha Eggerth. Ich drodze do karier wokalnych, scenicznych i w końcu ekranowych, a w życiu prywatnym małżeństwa, poświęcony był montaż literacko-muzyczny Wyśpiewana historia miłości, w którym wokalnie wcielili się w nich Dorota Szczepańska i Andrzej Wiśniewski. (...)

Lesław Czapliński

Zabrze - Muzyka Pendereckiego 320 metrów pod ziemią – po raz drugi! Po ubiegłorocznym sukcesie I Międzynarodowego Festiwalu im. Krzysztofa Pendereckiego poziom 320 w Zabrzu, w dniach 24-30 października 2014 r. odbędzie się jego druga edycja. Zeszłoroczny Festiwal odbył się w ramach obchodów 80. jubileuszu Patrona i tym bardziej cieszy, że dzięki ogromnemu wsparciu władz miasta Zabrze możliwa jest jego kontynuacja. (...)

(red)

Gdańsk - IX Międzynarodowy Festiwal Mozartowski Mozartiana. Festiwal, który odbył się w trzecim tygodniu sierpnia br. (17 – 23 sierpnia 2014), dowiódł, że jest coraz ważniejszym, a przy tym coraz bardziej interesującym wydarzeniem na kulturalnej mapie Polski. Jest już tradycją, że Mozartiana rozpoczynają się w trzecią niedzielę sierpnia i kończą po tygodniu wielkim koncertem finałowym w Katedrze Oliwskiej w Gdańsku Oliwie.
W tym czasie, w zabytkowych wnętrzach starego Gdańska: w Dworze Artusa, w gdańskiej kamienicy zwanej Domem Uphagena, w Katedrze Oliwskiej, a także na specjalnie zaaranżowanej scenie w Parku Oliwskim, odbyło się jedenaście pełnowymiarowych koncertów, trzy pokazy „tańczących” do muzyki Mozarta fontann oraz dwie imprezy edukacyjne dla dzieci. To dużo, a nawet bardzo dużo, jeżeli pamięta się, że Festiwal wyprodukował Polski Chór Kameralny Schola Cantorum Gedanensis przy współpracy z gdańskimi instytucjami kultury i gdańskim magistratem. Oczywiście wiele koncertów nie odbyłoby się bez wspaniałomyślnego wsparcia sponsorów. Z przykrością czuję się w obowiązku odnotować, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie wsparło Festiwalu Mozartiana choćby symboliczną złotówką.
Tegoroczne Mozartiana otworzył koncert w Dworze Artusa, gdzie z kompozycjami W. A. Mozarta i jego, rzeczywistych bądź domniemanych, nauczycieli wystąpił szwajcarski zespół Musica Fiorita z Bazylei kierowany przez Danielę Dolci, do których dołączyli śpiewacy z Polskiego Chóru Kameralnego. Prawie rok wcześniej te dwa zespoły, tyle że pod kierownictwem Jana Łukaszewskiego, nagrały 55 motetów gdańskiego kapelmistrza Andreasa Hakenbergera (1574–1627), których mogliśmy posłuchać podczas zeszłorocznego, znakomitego koncertu na Zamku Królewskim w Warszawie. Tym razem Daniela Dolci przyjechała do Gdańska z odmiennym składem muzyków, który nie był już tak przekonujący jak ten grający Hakenbergera. Wydarzeniem pozamuzycznym koncertu inauguracyjnego była obecność Pani Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego – prof. Małgorzaty Omilanowskiej. Czy ta wizyta może przełamać dotychczasową niechęć Ministerstwa do finansowego wsparcia Mozartianów? Oby tak się stało! (...)

Artur Matys

Kielce - Letni Festiwal operowy – Nabucco Verdiego w Kielcach. 1 sierpnia w malowniczej scenerii amfiteatru Kadzielnia w Kielcach miałem przyjemność obejrzenia spektaklu prezentowanego w ramach Letniego Festiwalu Operowego. Jest to projekt Agencji Artystycznej Pro Musica, który obejmuje wystawienie tej słynnej opery w kilku miastach w Polsce i w Niemczech, między innymi w Kielcach, Szczecinie, Kilonii i Bochum. Często zdarzało mi się narzekać na brak ciekawych imprez muzycznych w Kielcach, tym większa moja radość, że moje miasto znalazło się na trasie tego niezwykłego przedsięwzięcia. Były pewne zgrzyty organizacyjne dotyczące biletów, które były sprzedawane w trzech kategoriach cenowych w zależności od sektora. Na miejscu okazało się, że sektory owszem były wyznaczone ale i tak każdy siadał gdzie chciał, pod warunkiem, że wcześniej usunął wodę z krzesełek. Nie miało to jednak większego wpływu na znakomitą atmosferę na widowni i już świetnie zagrana uwertura była zapowiedzią wielkiej uczty muzycznej. Spektakl wyreżyserował Feliks Tarnawski, scenografia, inspirowana starożytną bramą Isztar i kostiumy były dziełem Małgorzaty Słoniowskiej, a o stronę muzyczną zadbał Jerzy Salwarowski. W roli tytułowej wystąpił znany już polskiej publiczności z koncertów Verdi Gala Giulio Boschetti. Był zdecydowanie najlepszy ze wszystkich solistów. Świetna prezencja, mocny, wyrównany i przepięknie brzmiący baryton, a także doskonałe umiejętności aktorskie sprawiły, że publiczność była zachwycona jego występem, czego wyraz dała w owacjach po zakończeniu spektaklu a także po niektórych ariach. Do roli Abigaille zaplanowano dwie śpiewaczki: Silvie Rampazzo i Natalię Margarit. W Kielcach wystąpiła ta druga i wyróżniła się potężnym, powiedziałbym nawet „Wagnerowskim” sopranem. Nie zawsze jednak brzmiał on spójnie i był trochę rozchwiany w górze. Również dźwięki piano nie były idealne ale nie zmieniło to faktu, że jej występ był udany, co również doceniła publiczność. Damian Konieczek odtwarzający partię Zaccaria zaśpiewał dobrze, aczkolwiek barwa jego głosu nie zawsze była stabilna. Włoski tenor liryczny Roberto Jachini Virgili jako Ismaele, zaczął bardzo dobrze, szczególnie w akcie pierwszym. Później jednak miał problemy z przebiciem się przez wolumen orkiestry i z wyśpiewaniem do końca wszystkich dźwięków. Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak, kreująca rolę Feneny znakomicie poradziła sobie z tą trudną partią, zarówno głosowo jak i aktorsko. Jej czysty, wyrównany we wszystkich rejestrach mezzosopran cudownie unosił się wśród skał otaczających kielecki amfiteatr. W pozostałych rolach mieliśmy przyjemność zobaczyć i usłyszeć Tomasza Janczaka (Abdallo), Jarosława Zawartkę (Arcykapłan Baala), Monikę Piechaczek (Anna). Ich występ także spodobał się publiczności. (...)

Mariusz Trojanowski

Kopenhaga - Porgy and Bess w Kopenhadze – sceniczna Chata wuja Toma? Największą atrakcją ubiegłego sezonu operowego w Kopanhadze była bez wątpienia premiera Porgy and Bess Gershwina, produkcja, którą można było oglądać na wiosnę 2014 r. aż 30 razy. Wystawienie tego rzadko dziś oglądanego dzieła stało się możliwe tylko dzięki specjalnej dotacji fundacji A. P. Møller, jednej z największych firm transportu wodnego na świecie. Przedstawienie opery Gershwina jest dzisiaj zastrzeżone wieloma klauzulami przez Gershwin Enterprises, sednem ich jest fakt, że wszyscy wykonawcy muszą być Murzynami lub mulatami. Jest to zresztą zgodne z intencją samego Gershwina, który zasady tej przestrzegał. Jednakowoż w latach późniejszych można było spotkać produkcje z udziałem „białych” śpiewaków pomalowanych na czarno. Tak też było przy okazji duńskiej (i europejskiej) premiery tego dzieła w Kopenhadze 27 marca 1943 r. Była to skądinąd bardzo specjalna premiera w latach okupacji niemieckiej. Wystawienie opery napisanej przez kompozytora pochodzenia żydowskiego, której akcja rozgrywa się wśród Afro-Amerykanow, a której muzyka zawiera elementy jazzu, nie akceptowanego przez hitlerowców – było w dużej mierze prowokujące – kopenhaski Kongelige Teater otrzymywał raz po raz pogróżki sabotażu, na wiosnę 1944 r. przedstawienie musiano zdjąć z plakatu. Grane było wówczas 22 razy, z duńskimi solistami ucharakteryzowanymi na Murzynów, śpiewano po duńsku, a fragmenty nadawano w tym czasie często w duńskim radiu. Wieść głosi, że często, po relacji niemieckiej „z frontu” zaraz potem puszczano w radiu przebój Gershwina It Ain’t Nescessirly So (być może tak nie jest...). Dla odtwórców głównych ról, zwłaszcza śpiewaczki Else Brems w roli Bess, udział w przedstawieniu był początkiem wielkiej kariery.

Eva Maria Jensen

Zurych - Il ritorno d’Ulisse in patria. Zurych położony jest w sercu Szwajcarii na północnym krańcu Jeziora Zuryskiego z olśniewającym widokiem na ośnieżone alpejskie szczyty na horyzoncie. Miasto oferuje wiele kulturalnych atrakcji, m.in. fascynujące wizyty do 50 muzeów, licznych galerii oraz niezapomniane wieczory operowe w Zurich Opernhaus. Gmach opery w Zurychu został otwarty w 1891 r. przedstawieniem Lohengrina. Postawiono go na miejscu Teatru Starego (Aktientheater), spalonego rok wcześniej. Budynek wybudowano według projektu dwóch wiedeńskich architektów Ferdinanda Fellnera i Hermanna Helmera. Oryginalna nazwa brzmiała Stadtheater (Teatr miejski). W latach 1982/83 gmach operowy przeszedł gruntowny remont i został ponownie zainaugurowany wystawieniem opery Śpiewacy norymberscy. Zaprojektowany w stylu neoklasycznym przyciąga wzrok greckimi kolumnami i atrakcyjną fasadą z białego i szarego granitu, ozdobioną popiersiami Webera, Wagnera i Mozarta. Widownia
w stylu neorokokowym posiada 1200 miejsc i charakteryzuje się doskonałą akustyką. Obiekt dysponuje dodatkowo małą sceną studyjną. Od 2012 r. dyrektorem naczelnym opery w Zurychu jest Andreas Homki, znany reżyser pochodzenia węgierskiego. Zespół operowy dzieli scenę z baletem oraz miejscową orkiestrą symfoniczną. Zwykle w ciągu sezonu opera wystawia 16 nowych inscenizacji i 20 wznowień. Oprócz regularnej orkiestry operowej, od 1991 r. działa tutaj zespół La Scintilla, specjalizujący się
w muzyce barokowej i grający na oryginalnych, dawnych instrumentach. Na tej scenie w 1913 r. wystawiono Parsifala, po raz pierwszy poza Festiwalem w Bayreuth. W 1957 r.
odbyła się tutaj światowa premiera opery Arnolda Schoenberga Mojżesz i Aaron. Jako ciekawostkę warto też przytoczyć fakt, że
w styczniu 1902 r. na tej scenie wystawiono operę Manru Ignacego Paderewskiego
w wersji niemieckojęzycznej. (...)

Kazik Jedrzejczak

Londyn - Mroki opery w świetle gwiazd. Z początkiem obecnego sezonu powróciła na deski Covent Garden wybitna polska sopranistka Aleksandra Kurzak. Można ją było podziwiać na tej scenie już wiele razy od 2005 r., głównie w rolach komicznych. Teraz nadarzyła się okazja, by po raz pierwszy usłyszeć ją w Królewskiej Operze jako Gildę, czyli w jednej z najsłynniejszych ról gatunku opery seria. Świetnie przyjęta na premierze Rigoletta 12 września, śpiewaczka udowodniła, że potrafi wykorzystać najlepsze cechy zmieniającego się głosu, który na tym etapie jej kariery, zachowując zwinność i lekkość, nabiera większej lirycznej głębi i cieplejszych barw. (...)

Agnieszka Okońska

The Metropolitan Opera

Purytanie – Od 17 IV do 10 V MET zaprezentowała w 7 spektaklach trzecią w bieżącym sezonie operę Belliniego Purytanów. Wielbiciele bel canto nie mieli na co narzekać szczególnie, że w ostatnich latach obserwujemy może nie renesans, ale powrót popularności dzieł tego gatunku. Związane jest to oczywiście z dostępnością głosów, które mogą podejmować się tych jakże wymagających wokalnie ról.
Poprzednie wznowienie I Puritani w MET miało miejsce w 2006 r., w którym partię Elviry śpiewała Anna Netrebko. O produkcji i operze pisałam państwu
w Muzyka21 z kwietnia 2007 (nr 4/81).
Premierowy spektakl z 17 IV był dostępny w radiu Sirius, podobnie jak przedstawiania 29 IV i 3 V. Strona internetowa MET udostępniła przedstawienia z 17 i 29 IV,
a radio WQXR matinée z 3 V.
W MET widziałam i słyszałam 4 z 7 spek takli: 17, 22, 29 IV i 7 V. Wysłuchałam też transmisji radiowej z 3 V. Wszystkimi przedstawieniami dyrygował Michele Mariotti, a w obsadzie wokalnej usłyszeliśmy: Elvira – Olga Peretjatko (debiut w MET), Arturo – Lawrence Brownlee, Riccardo – Mariusz Kwiecień (26, 29 IV i 3 i 10 V a 7 V zaśpiewał jedynie w pierwszym akcie) oraz debiutujący w MET Maksim Aniskin w premierze sezonu (17 IV), 22 IV oraz w akcie II i III 7 V , Giorgio – Michele Pertusi (włoski bas, debiut w MET w 1997 r.
w roli Hrabiego Almaviva w Weselu Figara), Enrichetta – Elizabeth Bishop (amerykański mezzosopran, debiut w MET jako Wenecka Sekretarka w Śmierci w Wenecji w 1994 r.), Sir Bruno Robertson – Eduardo Valdes (urodzony w Puerto Rico tenor, debiut w MET w 1994 r. w partii Gondoliera w Śmierci w Wenecji), Gualtiero Walton – David Crawford (amerykański bas baryton, debiut w MET w 2007 r. jako Wojownik w Makbecie) (...)

Basia Jakubowska

CZŁOWIEK

Włoszka w Petersburgu

Łukasz Kaczmarek

Petersburg chyba od zawsze czarował swymi niezwykłymi urokami, z Białymi Nocami na czele. Ostatnio zauroczony nimi był austriacki pianista Ingolf Wunder, który właśnie tam, w tamtym szczególnym okresie, dokonał rejestracji swojej niedawnej płyty. Włoszka Cecilia Bartoli, nagrywając najnowszy album, nie jechała aż do Petersburga, a mimo to właśnie temu miastu go poświęciła. St Petersburg – tak zatytułowała artystka swój projekt. Jego realizacja poprzedzona była kwerendami w archiwach biblioteki Teatru Maryjskiego.
W efekcie otrzymujemy dziś płytę wypełnioną w całości premierami fonograficznymi, a przy tym, jak to zwykle w przypadku Bartoli, o bardzo wysokiej wartości artystycznej i wielkim blasku. Czy będzie to odkrycie na miarę Steffaniego? Zobaczymy.
Nowo wydaną płytę promować będzie trasa koncertowa artystki obejmująca takie ważne punkty, jak berlińska Konzerthaus, Het Concertgebouw w Amsterdamie, Filharmonia w Kolonii, Théâtre des Champs-Élysées w Paryżu, Rosengarten w Mannheimie, Palais des Beaux-Arts w Brukseli, Festspielhaus w Baden-Baden, Filharmonia w Essen, hamburska Laeiszhalle, Aula Uniwersytecka w Regensburgu, praska Rudolfinum, monachijska Herkulessaal oraz wiedeńska Konzerthaus.(...)

Słowiańska dusza Ślązaków

z Krzysztofem Korzeniem, kontrabasistą i managerem Kwintetu Śląskich Kameralistów rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Czytelnicy Muzyka21 znają Kwintet Śląskich Kameralistów bardzo dobrze. W jednym z wywiadów jakie publikowaliśmy na naszych łamach kilka lat temu Dariusz Zboch, pierwszy skrzypek Kwintetu Śląskich Kameralistów tak wspominał początki zespołu: „Kilkanaście lat temu organizowany był corocznie w Katowicach cykl letnich koncertów pod wspólnym hasłem Od Bacha do Beatlesów. Założyliśmy więc kwartet smyczkowy, żeby móc zagrać na tej imprezie. Z czasem pojawiło się trochę propozycji koncertowych, graliśmy coraz więcej. Poszerzyliśmy też skład instrumentalny o kontrabas, żeby wzbogacić brzmienie. Tak też kwartet stał się kwintetem. Z czasem zyskaliśmy sporą renomę, która ugruntowała się…”. Po latach działalności koncertowej Kwintet Śląskich Kameralistów osiągnął wysoką pozycję artystyczną, którą potwierdzali swoimi kolejnymi płytami. Znakomicie przyjęto ich debiut fonograficzny. Sukcesem okazała się płyta o intrygującym tytule ba…ROCKOWO z aranżacjami na kwintet smyczkowy przebojów rockowych i popowych z lat 60. i 70. (m.in. Elvisa Presleya, Czesława Niemena, Pink Floyd, Queen). Druga płyta – o równie atrakcyjnym tytule jak debiutancka – Mecyje – z opracowaniami muzyki żydowskiej też zdobyła rozgłos i duże uznanie. Przy okazji jej promocji Dariusz Zboch wyznał: „Marzy nam się też nagranie płyty klasycznej, z utworami napisanymi oryginalnie na kwintet smyczkowy, czyli kwartet z kontrabasem. Wbrew pozorom niewiele jest takich dzieł. Co z tego wszystkiego wyjdzie, czas pokaże…”.
I nie musieliśmy zbytnio czekać, by marzenia nabrały realnych kształtów w postaci nowej płyty. Jesienią na rynku pojawił się – można rzec – słowiański album. Tym razem Kwintet Śląskich Kameralistów nagrał premierowo Kwintet smyczkowy Krzysztofa Pendereckiego i Kwintet smyczkowy Antoniego Dworzaka. Utwory obu kompozytorów prezentują mistrzostwo kameralnego muzykowania, niecodzienny talent i niebanalną wrażliwość muzyczną i artystyczną Kwintetu Śląskich Kameralistów. Przed przystąpieniem do jej nagrania Krzysztof Korzeń w jednym z wywiadów mówił wprost „klasyka kameralistyki nas kręci, i to jeszcze jak!”. Ich najnowsza płyta jest frapującym przykładem połączenia wyśmienitej muzyki z Czech i Polski z kunsztowną sztuką wykonawczą Kwintetu Śląskich Kameralistów. Jak doszło do powstania płyty opowiada jej pomysłodawca, członek zespołu i jego menadżer, kontrabasista Krzysztof Korzeń (...)

Dźwięki Hollywood

rozmowa ze skrzypkiem Danielem Hope o jego najnowszej płycie

Przy jednej z naszych rozmów powiedziałem panu, że wygnańcy Hitlera przeżyli szczególnie tragiczny los: byli żywi, ale często żyli w mało wrażliwym otoczeniu, które tłumiło tworzenie. Pana reakcją na to było, aby niektórymi z tych kwestii zająć się przy tym nagraniu.
Spędziwszy ostatnie piętnaście lat na przyglądaniu się kompozytorom, którzy nie uciekli zdecydowałem, że nadszedł czas, by przyjrzeć się bliżej tym kompozytorom, którzy wyjechali. Na początku ten album odzwierciedlał jedynie „wygnanie”. Być może, jest to centralny element mojego DNA: moi dziadkowie opuścili Berlin, by uciec przed Hitlerem i żyli na wygnaniu w Republice Południowej Afryki. Moi rodzice uciekli przed południowo-afrykańskim apartheidem do Wielkiej Brytanii. Kiedy chodziło o wybór utworów, sprawa stała się bardziej złożona – swego rodzaju mozaika. Zrozumiałem, że miało to więcej wspólnego z ucieczką, pierwszym etapem wygnania. Hollywood przedstawiało kwintesencję ucieczki – i to na wielu płaszczyznach. Poszedłem do archiwum studia Paramount i obejrzałem różne manuskrypty, w tym także partytury, które skomponował Korngold zanim przeszedł do Warner Bros. Przeczytałem także listy Hannsa Eislera na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. Szczególnie jeden zainteresował mnie bardzo, był to list szwagra Schoenberga, Rudolfa Kolischa, którego legendarny kwartet stał się wybitnym interpretatorem muzyki Schoenberga. Pisał, że straciwszy altowiolistę z kwartetu marzył o tym, by pracować w Hollywood, ale pyta Eislera, czy uważa, że będzie mógł kiedyś włączyć się do tego świata. Album mógłby być także uznany jako poszukiwanie „dźwięku Hollywood”. Czy ten dźwięk istnieje? Czy też jest to w istocie wyrażenie Europy Środkowej, która spotkała się z wielkim gestem Hollywood w okresie, gdy wymagano czegoś „wielkiego”? Jednocześnie, odważne prośby składane kompozytorom w Hollywood fascynowały mnie: były uczeń Ravela w danej chwili mógł mieć do skomponowania walc wiedeński, a potem kowbojską piosenkę lub kankana. Wkrótce zrozumiałem, że program nagrania stał się egzaminem z „ucieczki” w wielu formach; ucieczka od samej formy muzycznej, która musiała zbić z tropu wielu kompozytorów; a dla części nie bez znaczenia, ucieczką jaką jest kino, co znaczyło i nadal znaczy dla wielu. (...)

Van Cliburn: Teksańczyk przy fortepianie

Maria Ziarkowska

Rok 2014 jest dobrą okazją do przedstawienia sylwetki wielkiego pianisty Harvaya Levana Cliburna. Właśnie w tym roku mija 80. rocznica urodzin tego artysty. Kilka słów na jego temat niech będzie dla niego upamiętniającym hołdem.. (...)

Batalia o muzykę – Jan Krenz – z zawodu – dyrygent, z serca – kompozytor

Maria Wilczek-Krupa

Za „święte” narzędzie swojej pracy uważa partyturę. To jej pozostaje wierny, zarówno jako dyrygent, jak i kompozytor. Choć oddany muzyce, nie pojmuje kariery jako sensu życia. Poza podium ceni nade wszystko dom, rodzinę i uroki życia na wsi. Należy do szczęściarzy, którzy nigdy nie stanęli wobec dylematu: który zawód wybrać. Jan Krenz od dzieciństwa wiedział, że będzie muzykiem. Rodzice chcieli, by został pianistą, on sam wolał być kompozytorem. Życie postawiło go na podium dyrygenckim – po raz pierwszy w styczniu 1946 r., podczas poranku symfonicznego w filharmonii w Łodzi. (...)

Giuliano Carmignola, czyli włoski sposób na Bacha

Za każdym nagraniem kryje się jakaś historia, droga, na której znajduje się zarówno kompozytor, jak i wykonawcy. Giuliano Carmignola opowiada o inspiracjach i powodach nagrania swojej najnowszej płyty z Koncertami skrzypcowymi Jana Sebastiana Bacha. (...)

Legendy Polskiej Wokalistyki (38) – Jerzy Kulesza

Adam Czopek

W swoim czasie uchodził za najlepszego w Polsce odtwórcę partii Barona Scarpii w Tosce Pucciniego. Jego kreacja wręcz wstrząsała publicznością, a krytycy prześcigali się w jej komplementowaniu. Wanda Wermińska twierdziła przy każdej nadarzającej się okazji, że był jedynym, który mógł ją objąć kiedy jako Tosca nabrała powietrza w płuca, a miała czym oddychać. Śpiewał tę partię w towarzystwie największych gwiazd światowej sceny operowej z Teresą Żylis-Garą, Birgit Nilsson, Tamarą Miłaszkiną i Antonią Kawecką na czele. Rolą Scarpii świętował 6 marca 1994 r. na scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej jubileusz 45-lecia pracy artystycznej. Repertuar artysty obejmował około 50 partii. Z jednakowym powodzeniem śpiewał partie w operach romantycznych jak i współczesnych. Można powiedzieć, że rozpiętość jego repertuaru sięgała od klasycznego Beethovena przez Donizettiego i Rossiniego, Verdiego, Bizeta, Pucciniego i Mascagniego do Strawińskiego, Szostakowicza, Enescu i Berga. Oczywiście szczególną estymą darzył muzykę polską i to w pełnym jej przekroju, obok dzieł Stefaniego, Moniuszki, Żeleńskiego śpiewał też opery współczesne Szeligowskiego, Bargielskiego, Pendereckiego i Rudzińskiego. (...)

DZIEŁO

Andrzej Panufnik. Tam i z powrotem (V) – Orkiestra w barwach narodowych i nie tylko. Uwertury i inne utwory symfoniczne

Dorota Staszkiewicz

Oprócz symfonii, koncertów instrumentalnych i uwertur, w muzyce symfonicznej Panufnika wyróżnić można utwory orkiestrowe charakterystyczne, a także dzieła niosące przesłanie „ideowe” – zauważa teoretyk muzyki Ewa Siemdaj, autorka książki Andrzej Panufnik. Twórczość symfoniczna (Kraków, 2003). Zwykle są to kompozycje o wymowie patriotycznej, czasem – wpisujące się w tzw. nurt folklorystyczny w twórczości artysty. Szczególne miejsce zajmują dzieła związane jednocześnie z historią narodu polskiego i niezwykle osobistym dla Panufnika jej aspektem – ciężkimi przeżyciami wojennymi (...)

MUZYKA POLSKA

Thomas Tellefsen – wielki przyjaciel Chopina. Twórczość fortepianowa (1)

Ingrid Loe Dalaker

Thomas Dyke Ackland jest dla większości melomanów postacią nieznaną. Ten urodzony w 1823 r. w Trondheim Norweg zamieszkał w Paryżu w 1842 r. i prawie całe życie tam spędził. Był najpierw uczniem, a następnie przyjacielem Chopina. Tworzył prawie wyłącznie muzykę fortepianową. Był również wybitnym i cenionym pianistą. Cała jego twórczość opusowana (44) została wydana za życia twórcy przez paryską oficynę Richault. Choć był bardzo popularny za życia, zapomniano o nim całkowicie w kilka lat po jego śmierci. Zniknął z naszych horyzontów aż do początku XXI w. (jedynym wyjątkiem była nagrana w latach 70. ubiegłego wieku płyta z jego koncertami fortepianowymi).
Sytuacja ta trwałby najpewniej jeszcze bardzo długo, gdyby nie polska pianistka mieszkająca w Norwegii, Małgorzata Jaworska, znana już czytelnikom Muzyka21. Zainteresowała się twórczością Tellefsena pod koniec lat 90. XX w., a jej spotkanie z producentem, wydawcą i mecenasem Janem A. Jarnickim zaowocowało nagraniem kompletu dzieł fortepianowych tego Norwego. Niestety, w Polsce nikt nie zainteresował się tym zapomnianym twórcą, choć przecież był on tak blisko związany z Chopinem, a w jego muzyce daje się odczuć wpływ polskiego geniusza. Jedynie Polskie Radio Bis poświęciło mu audycję na początku XXI w., inne instytucje pozostały całkiem obojętne na tę twórczość. Również środowisko muzyczne z lekceważeniem traktowało to wielkie dokonanie Małgorzaty Jaworskiej. Tylko jedna filharmonia, Podkarpacka, wyraziła zainteresowanie, które zaowocowało wykonaniem w jej murach przez panią Jaworską I Koncertu fortepianowego Tellefsena. Zupełnie inaczej było w rodzinnym kraju Tellefsena.
W niedługim czasie po dokonaniu pani Jaworskiej tamtejsi muzycy najpierw nagrali płytę z twórczością kameralną, a następnie jego koncerty fortepianowe. W ostatnich latach pojawiły się dodatkowo dwa kompletne nagrania dzieł fortepianowych Tellefsena.
I oto ostatnio w Polsce pojawiły się osoby, które nagle zdradzają zainteresowanie tą wcześniej ignorowaną twórczością. Lansują się na odkrywców tych dzieł. Skąd takie zainteresowanie? Po prostu okazało się, że na taki projekt można zdobyć dotacje państwowe.
Dobrze, że, choć trwało to aż 14 lat, ktoś wreszcie zauważył, że o tej twórczości nie można zapomnieć. Pytanie tylko, czy to zainteresowanie będzie trwało, gdy skończą się dotacje… Ponieważ takie włączanie muzyki Tellefsena do programów koncertów może niektórych melomanów skłonić do poszukiwania informacji na jej temat, postanowiliśmy przybliżyć jego twórczość fortepianową.
Bliskie związki zarówno twórcy, jak i jego muzyki, z Polską, a także fakt, że to Polka przywróciła tę muzykę do życia, są powodem, dla którego prezentujemy Tellefsena w rubryce poświęconej muzyce polskiej. (...)

PŁYTOTEKA

 

 

Palcem po płycie – Frans Brüggen in memoriam

Łukasz Kaczmarek

Wolfgang Amadeus Mozart
Symfonie 39-41
Orchestra of the Eighteenth Century • Frans Brüggen, dyrygent
Glossa GCD 921119 • w. 2014, n. 2010

Bardzo cenię nowe nagrania Fransa Brüggena. Od jakiegoś czasu holenderski dyrygent rejestrował dla Glossy swoje ulubione dzieła, które już kiedyś utrwalił zresztą dla Philipsa. Tak się ma sprawa z symfoniami Mozarta. Nowym albumem Brüggen przypomina nam, odczytując na nowo, trzy ostatnie Mozartowskie symfonie: nr 39 Es-dur KV 543, nr 40 g-moll KV 550 oraz nr 41 C-dur „Jowiszową” KV 551...
W taki sposób zacząłem ową recenzję. Niespodziewanie, dotarła jednak do mnie smutna wiadomość o śmierci Brüggena, 13 sierpnia br., w Amsterdamie. Polskim melomanom postać holenderskiego dyrygenta, także flecisty, była dobrze znana. Ten artysta wielokrotnie odwiedzał Polskę, współpracował z Festiwalem „Chopin i jego Europa”, często prowadził swą Orkiestrę XVIII Stulecia towarzysząc pianistom w dziełach koncertowych Fryderyka Chopina. O tym, że Brüggen był w Polsce postacią dobrze znaną, świadczyć może fakt, że wiadomość o jego śmierci pojawiła się nawet na brukowych portalach internetowych, których gro adresatów z muzyką poważną niewiele ma wspólnego. (...)

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Brahms J - Koncert fortepianowy nr 2 - Deutsche Grammophn 479 2384 - *****
Brahms J - Sonaty skrzypcowe - Decca 478 6442 - *****
Chopin F - Scherzo, Ballady - NIFCCD 207 - *****
Haydn J - Pory roku - Phi LPH013 - ****
Kimber M - Music for viola 3 - Acte Préalable AP0332 - *****
Manfredini V - Komplet kwartetów smyczkowych - Brillant Classics 94786 - ****
Moszkowski M - Komplet muzyki fortepianowej na cztery ręce - Brilliant Classcis 94835 - ****
Mozart WA - Symfonie 39-41 - Glossa GCD 921119 – Płyta miesiąca/ CD of the month
Prokofiew S - Symfonie nr 3 i 7 - Onyx 4137 - *****
Rameau J-P - Le jardin de Monsieur Rameau - Les Arts Florissants AF002 - *****
Respighi O - Serenata, Gli uccelli, Suita G-dur - Naxos 8.573168 - ****
Skrzek J - Kazania Świętokrzyskie - Busferie - *****
Strauss R - Symfonia alpejska - Decca 478 6422 - ****
Szostakowicz D - Symfonie nr 4, 5, 6 - Mariinsky MAR0545 - *****
Vivaldi A - L’Incoronazione di Dario - Naïve OP30553 – Płyta miesiąca/CD of the month
Weinberg M - Koncert na trąbkę i orkiestrę, Symfonia nr 18 - Naxos 8.573190 - *****

Britten/Weinberg – Koncerty skrzypcowe - Challenge Classics CC72627 - *****
Czajkowski/Chopin – Koncerty fortepianowe - Deutsche Grammophon 479 0670 - *****