Muzyka21 nr 11/172 - listopad 2014 r. - rok XV

 

Od początku istnienia wiele miejsca poświęcaliśmy na naszych łamach operze. Jest to dzieło muzyczne, które ma w świecie najwięcej wielbicieli. Od kilkunastu lat Muzyka21 mocno kojarzy się w Polsce z Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Jako jedyne pismo w dziejach polskiego piśmiennictwa o muzyce poważnej publikujemy regularnie od ponad trzynastu już lat, co dzieje się w tym najważniejszym teatrze operowym świata. Nim nastała moda na pójście do filharmonii czy kina na operę transmitowaną z Nowego Jorku, u nas można było na bieżąco czytać relacje z tego, co dzieje się w tej operowej świątyni sztuki.
Oczywiście nie byłoby Metropolitan Opera w Muzyka21, gdyby nie nasza najlepsza przyjaciółka, nasz największy autorytet operowy, chodząca encyklopedia i skarbnica wiedzy o operze. Tak, dobrze Państwo przypuszczają, piszemy – tu i teraz – o naszej koleżance redakcyjnej, Basi Jakubowskiej, słynącej z wysmakowanego gustu muzycznego.
Ten numer jest pierwszym, w którym zabrakło relacji z Metropolitan Opera. Dzieje się tak z przyczyn od nas niezależnych. Życie operowe składa się z pięknych, ale też i dramatycznych chwil. Wszyscy w Redakcji trzymamy kciuki za Basię i wspieramy ją z całych sił. Modlimy się o jej szybki powrót do zdrowia, byśmy dalej mogli smakować w jej tekstach, byśmy mogli wiedzieć, co dzieje się w Nowym Jorku. Wciąż czekamy na relacje pisane od serca i ze znawstwem – Okiem i uchem Basi Jakubowskiej. To właśnie nasza przyjaciółka i zasłużona autorka bieżąco podawała nam, jak byli przyjmowani na tej scenie Mariusz Kwiecień, Aleksandra Kurzak i Piotr Beczała. Pierwsze dziesięć lat jej relacji wydane zostało przez PWM w postaci ogromnej, pięknej książki. Teraz kolejne relacje będą po powrocie Basi Jakubowskiej do zdrowia. A skoro mamy listopad, to dobrze pamiętamy, że Basia Jakubowska ma urodziny i z tej okazji składamy jej najlepsze życzenia, szczególnie powrotu do zdrowia.

W listopadowym numerze Muzyka21 na okładce widnieje włoski śpiewak Andrea Bocelli. Jego piękny głos umiejętnie wspierany przez przemysł fonograficzny i koncertowy zjednuje dla muzyki miliony wielbicieli na całym świecie. Choć znawcy opery różnie odbierają jego sztukę, to jednak trudno mu odmówić tego, że potrafi być artystą umiejętnie łączącym operę z muzyką popularną. Każdy jego koncert dostarcza wielu wzruszeń. Przytaczamy jego osobiste wspomnienia dotyczące opery. Andrea Bocelli mówi krótko, że opera jest dla niego rajem. I dodaje: „Sztuka wokalna wzbudziła we mnie bardzo wcześnie tak wielką pasję, że będąc jeszcze dzieckiem potrafiłem rozróżnić słyn­nych wtedy wykonawców, od Beniamina Gigliego do Maria del Monaco, i od Enrica Carusa do Aureliana Pertila. Urzeczony cudem, jakim jest głos ludzki, zacząłem przyswajać sobie niektóre arie, interesując się coraz bardziej jako nastolatek ich kontekstem, odkrywając tym samym arcydzieła teatru muzycznego i ich magię”.

Również w tym miesiącu poświęcamy wiele miejsca muzyce polskiej. Polecamy bardzo ciekawą rozmowę  z wybitnym polskim kompozytorem Juliuszem Łuciukiem, który specjalnie dla czytelników Muzyka21 opowiada o początkach swojej kariery. Z wielkim wzruszeniem dzieli się z nami wspomnieniami sprzed kilkudziesięciu lat i wyznaje, jak wielkie znaczenie dla niego mają Włochy. Tam się dla niego wszystko zaczęło, to właśnie tam osiągnięty sukces artystyczny otworzył mu drzwi do wielkiego świata. Ostatnia płyta z muzyką Łuciuka jest inspirowana Włochami i kompozytor mówi nam o swoich kolejnych planach artystycznych i płytowych.

Piszemy w tym miesiącu relacje z kilku miejsc, gdzie królowała muzyka polska. W Filharmonii Śląskiej w Katowicach Kwintet Śląskich Kameralistów prezentował swoją najnowszą płytę z premierowym nagraniem Kwintetu smyczkowego Krzysztofa Pendereckiego. Muzyka kameralna Henryka Melcera zabrzmiała w nowym miejscu, Centrum Kultury na Saskiej Kępie. Ukraińska pianistka Natalia Zubko zapragnęła nagrać kameralistykę Melcera, udało się jej wydać płytę, a na koncercie ją zaprezentować i promować.
Byliśmy też świadkami koncertowej światowej premiery muzyki fortepianowej Oskara Kolberga. W Izabelinie na X Festiwalu Muzycznym „W krainie Chopina” pianistka Joanna Ławrynowicz dała znakomity recital z muzyką Kolberga, Żeleńskiego, Maliszewskiego i Chopina. W dziale Płytoteka prezentujemy jej najnowszą płytę z muzyką fortepianową Oskara Kolberga, która jest dla nas płytą tego roku!
Wielkim sukcesem tegorocznej jesieni jest też światowa premiera płytowa pieśni Apolinarego Szeluty. Jej premiera odbyła się w Słupcy, gdzie koncertowały mezzosopranistka Aleksandra Kamińska z pianistką Laurą Sobolewską.
To tylko niektóre z naszych tematów. Polecamy też: rozmowę z pianistką Julianną Awdiejewą (chyba pierwszy wywiad z tą artystką w polskiej prasie muzycznej), sylwetki wiolonczelistki Alisy Weilerstein i sopranistki Pumezy Matshikizy.

Skoro pisaliśmy wyżej o sukcesach polskich artystów i artystek na rynku płytowym, to warto zwrócić kolejny raz uwagę na swoisty polski problem w życiu kulturalnym i w dotowaniu wydarzeń artystycznych, które wciąż pozostają niejasne i pozostawiają wiele do życzenia. Skoro mamy nowego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, panią Małgorzatę Omilanowską, to może jest szansa, by pewne sprawy postawić na właściwym miejscu (uczciwość, przejrzystość i takie same podmiotowe traktowanie artystów wszystkich, nie tylko tych naj… naj…).
Otóż ukazała się płyta DVD z zeszłorocznych urodzin Krzysztofa Pendereckiego. Po uroczystościach i z należytym dystansem należy zapytać, czy z żyjących polskich kompozytorów tylko Krzysztof Penderecki zasługuje na świętowanie urodzin za wielomilionowe dotacje z państwowej kasy? Czy nie mamy innych twórców równie ważnych, których warto przypomnieć, pokazać i promować? Oczywiście możemy się cieszyć, że Krzysztof Penderecki pozwala nam, rodakom zorganizować sobie urodziny raz na pięć lat, a nie co roku. To duża ulga dla budżetu!
Kolejnym otwartym pytaniem pozostaje, dlaczego państwo dotuje wykonania i realizacje płytowe cały czas tych samych dzieł po wielokroć rejestrowanych i dostępnych na płytach za kilkanaście złotych (patrz Symfonie, Koncerty), a w przypadku wyżej wspomnianej płyty DVD Concerto grosso nr 1 i Credo? Dlaczego nie nagrano i nie wydano dotychczas na płytach w przyzwoitych realizacjach oper Krzysztofa Pendereckiego: Diabły z Loudun (stara i nowa wersja), Czarna maska czy Raj utracony? Ubu Rex doczekał się tylko rejestracji koncertowej…
Polska nie była i nie jest muzyczną czarną dziurą w Europie, a wciąż promujemy jedynie trzech, czterech kompozytorów zapominając o setkach tych, którzy nie mieli takiego szczęścia i dojścia do państwowej kasy… Chyba najwyższy czas to zmienić!!!

ŻYCIE

Kraków - Kraków – Lwów, dwa grody bliźniacze. Gdy przed trzydziestu dziewięciu laty powoływano do życia festiwal „Muzyka w starym Krakowie” nikt zapewne nie przypuszczał, że jego idea zostanie wyeksportowana za wschodnią granicę, do Lwowa, w czasach przedrozbiorowych stolicy województwa ruskiego, a potem austriackiej Galicji, do której z czasem inkorporowano dawno już pozbawiony stołeczności Kraków.
A w okresie jej autonomii pod Wawel zjeżdżała znad Pełtwi na letnie sezony tamtejsza Opera. Potem rozdzielił je żelazny kordon, by teraz mogła znów odżyć pomiędzy nimi współpraca, której efektem jest zorganizowany po raz pierwszy siostrzany festiwal „Muzyka w starym Lwowie”. Stąd też liczny udział w obydwu imprezach artystów oraz muzyki z obydwu stron granicy. (…)

Lesław Czapliński

Wrocław - Wratislavia Cantans. Tegoroczny program festiwalu jak zawsze zapowiadał się fascynująco, a repertuar był bardzo zróżnicowany, od Bacha i Haendla, Zelenki i Purcella do Strawińskiego i Szymanowskiego. Wybór pierwszego koncertu uważałem za oczywisty ze względu na osobę mojego przyjaciela Krystiana Adama Krzeszowiaka, którego występy zawsze gwarantują wielkie emocje i znakomity poziom artystyczny. Drugi powód to przepiękna muzyka Jana Dismasa Zelenki. Nazwisko tego kompozytora, jeszcze kilka lat temu, niewiele mi mówiło. Od pewnego czasu jego dzieła przeżywają prawdziwy renesans, a uznanie jakim się cieszą jest w pełni uzasadnione. Czeski dyrygent Vaclav Luks, którego rola w przywróceniu do repertuaru koncertowego muzyki Zelenki jest niepodważalna, poprowadził w czwartkowy wieczór dwa utwory tego kompozytora. Pierwsze wykonanie Te Deum D-dur miało prawdopodobnie miejsce 5 listopada 1731 r. w kaplicy dworskiej z okazji narodzin księżniczki Marii Józefy. Dzieło przeznaczone jest dla dwu chórów, solistów i orkiestry. Drugim utworem była Missa Dei Filii, msza poświęcona Synowi Bożemu. Powstała pod koniec życia kompozytora w roku 1740 lub 1741. Jak można było przeczytać w programie festiwalu „Msza reprezentuje typ późnobarokowej mszy kantatowej o częściach podzielonych na wiele niezależnych ogniw zestawionych na zasadzie kontrastu”. Jest to jedno z najwspanialszych dokonań kompozytora w dziedzinie muzyki sakralnej. Do wykonania dzieł Zelenki Vaclav Luks zaprosił międzynarodowe grono znakomitych solistów. Oprócz wspomnianego już Krystiana Krzeszowiaka – tenora, wystąpili: szwedzka sopranistka czeskiego pochodzenia Martina Jankova, niemiecka śpiewaczka Isabel Janschek – sopran, Wiebke Lehmkuhl – kontralt oraz pochodzący także z Niemiec Felix Rumpf – baryton. Artystom towarzyszyły Wrocławska Orkiestra Barokowa i Drezdeński Chór Kameralny. Z solistów największe wrażenie zrobiła na mnie Martina Jankova, której przepiękny sopran najlepiej zabrzmiał w Christe i Quoniam I. Krystian Krzeszowiak miał niewielką partię, jednak jak zwykle zaśpiewał znakomicie, szczególnie w Quoniam II, którą wykonał wspólnie z Felixem Rumpfem, a Wiebke Lehmkuhl bardzo dobrze zaprezentowała się w Cum Sancto Spiritu II. Dyrygent doskonale znał i czuł styl muzyki Zelenki i to było słychać. Bardzo płynnie poprowadził orkiestrę, chór i solistów, przyczyniając się do entuzjastycznej reakcji publiczności zgromadzonej w kościele św. Marii Magdaleny we Wrocławiu. (…)

Mariusz Trojanowski

Katowice - Wrześniowy wieczór z Kwintetem Śląskich Kameralistów. We wrześniu br. do rąk melomanów trafiła trzecia płyta Kwintetu Śląskich Kameralistów wydana przez wydawnictwo Acte Préalable. Po ba…Rockowo (z aranżacjami przebojów lat 60. i 70.) i płycie Mecyje (aranżacje muzyki żydowskiej), artyści sięgnęli po dwa kwintety smyczkowe kompozytorów z kręgu kultury słowiańskiej: Kwintet smyczkowy „Kartki z nienapisanego dziennika” Krzysztofa Pendereckiego oraz Kwintet smyczkowy G-dur op. 77 nr 2 Antonína Dvořáka. Koncert, promujący wydanie nowej płyty odbył się 20 IX 2014 r. w Sali Kameralnej Filharmonii Śląskiej im. H. M. Góreckiego w Katowicach. (…)

Władysław Dmochowski

Kraków - Komu podpowiada Mefistofeles? Czy ten podszeptywacz, który pragnąc zła, niechcący wyrządza dobro, miał swój udział przed sześciu laty przy wzniesieniu własnego budynku Opery Krakowskiej? Nie wiadomo, ale w każdym razie teraz przypomniano sobie o nim, wystawiając na otwarcie rocznicowego, sześćdziesiątego sezonu, poświęconą mu operę Arriga Boita według Fausta Goethego (kier. muz. Tomasz Tokarczyk. insc. Tomasz Konina, kost. Joanna Klimas, ruch scen. Monika Myśliwiec, światła: Dariusz Pawelec, premiery dwóch obsad 25 i 26 września 2014 r.).
O tym, że w każdym tkwi diabeł, przekonywać miał pomysł inscenizatora, że po raz pierwszy wyłania się on z widowni, wcześniej zasiadając anonimowo pośród publiczności i co rusz racząc się trunkiem z piersiówki. Zwłaszcza że rzecz się dzieje w scenerii i kostiumach bliżej nieokreślonych historycznie i geograficznie, a więc poniekąd zawsze i wszędzie. Wchodząc na scenę rażony zostaje niebieskim blaskiem, a przypomnę, iż jeden z jego przydomków brzmi „wróg światła”. Ale dlaczego niewinni anieli w rozgrywającym się w zaświatach prologu napiętnowani zostali znakami apokaliptycznej bestii w postaci siwych pasemek włosów, to już wie tylko sam reżyser. Mefistofeles, pojawiający się następnie podczas wielkanocnego festynu i okrążający swą przyszłą ofiarę – Fausta – w przebraniu szarego mnicha, nosi dziwne nakrycie głowy, imitujące nieco grzywę, w czym dopatrzyć się można nawiązania do czarnego pudla, pod którego postacią występuje on w analogicznej sytuacji u Goethego. Na koniec, na dany przezeń znak odsłaniają się kulisy sceny, a więc stosownie do wcześniejszej arii z sabatu romantycznego Ecco il mondo, wykonywanej z kulą podrzucaną niczym piłka, okazuje się być on maszynistą świata, którego przenośnym wyobrażeniem jest teatr, zdaje się zatem przekonywać, że wszystko, czego byliśmy dotąd świadkami, stanowiło tylko iluzję? Rozwiązanie to jest bardzo w duchu Shakespeare’a, a zwłaszcza jego Burzy, będącego szczególnie bliskim dla Boita na polu jego drugiej aktywności jako librecisty. (…)

Lesław Czapliński

Izabelin - Światowa premiera utworów fortepianowych Oskara Kolberga. 3 października 2014 r. w podwarszawskim Izabelinie miała miejsce wspaniała uroczystość. W ramach X Festiwalu Muzycznego „W krainie Chopina” odbył się koncert, chyba pierwszy od śmierci Oskara Kolberga, na którym zabrzmiała jego muzyka fortepianowa. Kompozytor jest znany przede wszystkim jako prekursor współczesnej etnografii i niestrudzony badacz i zbieracz polskiego folkloru. Prawie nikt nie kojarzy go z muzyką poważną. A przecież był wykształconym pianistą i kompozytorem, który właśnie jako koncertujący artysta rozpoczynał swoją karierę zawodową. Zanim poświęcił się etnografii, skomponował ponad 100 utworów fortepianowych, około 30 pieśni i co najmniej dwa dzieła sceniczne. Ale kto o tym wie? Choć dzieła te były publikowane za życia kompozytora w Polsce i w Niemczech, bardzo szybko popadły w zapomnienie. Ich współczesna edycja została zrealizowana około dwadzieścia lat temu, w ramach wydania dzieł wszystkich Oskara Kolberga. Jednak nawet ich powszechna dostępność nie skłoniła nikogo do grania i nagrywania tej pięknej, polskiej muzyki. (…)

Magdalena Wolińska

Warszawa - Henryk Melcer w Warszawie. 5 października 2014 r. odbył się na Saskiej Kępie w Klubie Kultury przy ulicy Brukselskiej 23 bardzo interesujący koncert poświęcony w całości Henrykowi Melcerowi. Mimo że twórca ten nie jest całkowicie zapomniany, to jego muzyka bardzo rzadko pojawia się w salach koncertowych. Szkoda, bo jest to twórczość znakomita, piękna, bardzo oryginalna, potrafiąca zachwycić każdego melomana. Za niedzielnym koncertem stoi niezwykle utalentowana, młoda ukraińska pianistka, Natalia Zubko. To ona sięgnęła po Melcera i zaprosiła do współpracy uzdolnione polskie artystki: skrzypaczkę Joannę Okoń i wiolonczelistkę Annę Wróbel. Nie po raz pierwszy okazuje się, że dla cudzoziemców muzyka polska jest bardziej wartościowa i godna zainteresowania niż dla Polaków.
Słuchając Natalii Zubko czuje się jej podziw dla twórczości Henryka Melcera. Może dlatego, że Melcer wielokrotnie bywał we Lwowie, a do tamtejszej uczelni uczęszczała pianistka? Sądzę jednak, że Natalia Zubko jest artystką ambitną, wrażliwą, ciekawą świata, potrafiącą odkryć prawdziwe piękno w zapomnianych utworach. Jej interpretacja była przemyślana, wirtuozowska, a przy tym delikatna, subtelna i bardzo przemyślana. Odnosiło się wrażenie, że zna tę muzykę od dawna. Docenić należy wspaniałe wyczucie stylu Melcera. Pięknie współpracowała z polskimi artystkami. Joanna Okoń i Anna Wróbel wraz z Natalią Zubko stanowiły jedność, ich gra była bardzo emocjonalna, dojrzała, a przy tym niezwykle ujmująca. Zespół cechowała finezja, wirtuozeria, naturalność.
Podczas koncertu zabrzmiały: Sonata skrzypcowa G-dur (tylko część pierwsza), Dumka na skrzypce i fortepian oraz Trio fortepianowe g-moll op. 2. Koncert był promocją wydanej właśnie w Acte Préalable (AP0333) płyty z twórczością kameralną Henryka Melcera. Koncert był świetną okazją do promocji młodych artystek i samej płyty. (…)

Magdalena Wolińśka

Słupca - Apolinary Szeluto znów w Słupcy. W Międzynarodowym Dniu Muzyki, tj. 1 października, Sala Koncertowa Państwowej Szkoły Muzycznej w Słupcy stała się jednym z najbardziej młodopolskich miejsc w kraju. Tego wieczoru bowiem zawitała tu muzyka artysty, który wraz z Szymanowskim, Fitelbergiem i Różyckim, zaliczany jest do generacji Młodej Polski. W repertuarze znalazły się pieśni patrona słupeckiej szkoły w wykonaniu Aleksandry Kamińskiej i Laury Sobolewskiej przy fortepianie.
Na koncert przybyło wielu Słupczan, u których pamięć o tym niezwykłym artyście jest wciąż żywa. Z reakcji, braw, owacji na stojąco, a momentami też przejmującej ciszy – wnosić można, że koncert liryki wokalnej Szeluty wywarł na przybyłych – jak i na piszącej te słowa – niezwykłe wrażenie. Dostrzegł to dziennikarz Kuriera Słupeckiego, który napisał: „Publiczność była zahipnotyzowana całością spektaklu” (wyd. 40/602, piątek 3 października 2014).
Formuła koncertu zakładała ukazanie życia Apolinarego Szeluty poprzez repertuar pieśniowy wsparty multimedialną prezentacją. Poszczególne pieśni, z lat młodzieńczych, z okresu emigracji i powrotu do ojczyzny, aż po kompozycje ze słupeckich lat powojennych, ilustrowane były zdjęciami oraz komentarzami słownymi o życiu artysty. Właśnie to połączenie radiowej formy i klasycznego recitalu sprawiło, że był to niezwykły wieczór. Poetyckie treści pieśni wraz z korespondującą narracją zostały ukazane w szerokim kontekście historycznym i biograficznym ostatniego z generacji Młodej Polski. (…)

Maria Przybecka

Warszawa - Schoenberg, jakiego nie znamy. Polscy melomani wciąż czują się często jak ubodzy krewni niemieckich, francuskich czy brytyjskich kolegów. Orkiestr filharmonicznych i festiwali na europejskim poziomie w naszej ojczyźnie wciąż jest jak na lekarstwo, choć trzeba przyznać, że sytuacja z roku na rok ulega poprawie. Dzięki Jackowi Kaspszykowi melomani, którzy przybyli na koncert inaugurujący sezon artystyczny w Filharmonii Warszawskiej (3 i 4 października 2014 r.), mogli poczuć się przez moment jak prawdziwi Europejczycy.
Ze względu na znaczną trudność oraz olbrzymi aparat wykonawczy Gurrelieder Arnolda Schoenberga usłyszeć można – nie tylko w Polsce – bardzo rzadko. Monumentalna kantata oparta na tekście Jensa Petera Jacobsena – jedno z najbardziej rozbudowanych dzieł neoromantycznych w historii muzyki – opowiada mityczną historię tragicznego romansu duńskiego króla Waldemara IV z Tove, jego zamordowaną z inspiracji królowej Jadwigi ze Szlezwiku kochanką.(…)

Michał Bruliński

Londyn - Rigoletto Verdiego należy do najbardziej znanych i rozpoznawalnych hitów operowych. Nie dziwnym jest, że pojawia się regularnie w repertuarach oper na całym świecie. W tym sezonie artystycznym londyńska Royal Opera House postanowiła po raz siódmy wznowić jego przedstawienie (premiera w 2001 r.) w reżyserii Davida McVicara, ze scenografią Michaela Vale’a, z ruchem sceniczny autorstwa Leaha Hausmanna, który był także reżyserem tej powtórki, z kostiumami Tanii McCallin i oświetleniem Paula Constable’a. Publiczność miała okazję obejrzeć dziesięć przedstawień od 12 września do 6 października. Przedstawienie 17 września było transmitowane w ramach Programu BP Big Screens, na wielkich telebimach rozstawionych w całej Wielkiej Brytanii.
15 września londyńska publiczność miała okazję ujrzeć i posłuchać znakomitej obsady solistów złożonej z gwiazd współczesnej sceny operowej: Rigoletto – Simon Keenlyside, Książę Mantui – Saimir Pirgu, Gilda – Aleksandra Kurzak, Sparafucile, Maddalena – Justina Gringyte, Hrabia Monterone – Sebastian Holecek, Giovanna – Elizabeth Sikora, Hrabia Ceprano – Jihoon Kim, Marullo – Duncan Rock. Ten ostatni, australijski baryton, to śpiewak, o którym jeszcze będzie głośno, a jego kariera choć już dość intensywna (Glyndenbourne, debiut w ROH) nabierze większego tempa. W dość niewielkiej partii Marulla, od razu przykuwał uwagę widza. Przepiękny, świeży głos młodego śpiewaka pozostawał w pamięci. Z tak zwanych ról wspomagających oprócz Rocka nikt nie przykuwał uwagi tak jak on. Ważną rolę Maddaleny, w ostatnim akcie opery, powierzono litewskiej mezzosopranistce Justinie Gringyte. Głos tej śpiewaczki nie należy niestety do najpiękniejszych, jednakże swoją rolę kreowała przekonująco. Wcieliła się w kobietę pożądającą księcia Mantui, która ucieka się do morderstwa Gildy, żeby ocalić ukochanego. (…)

Damian Ganclarski

CZŁOWIEK

Andrea Bocelli: lirica o leggero?

Jacek Chodorowski

Odpowiedź na tak postawione w tytule pytanie (Opera czy muzyka rozrywkowa?) znajdzie się oczywiście przy końcu tego szkicu. Warto więc prześledzić dotychczasową karierę artysty, który mówi o sobie: „mój sukces to mieszanka szczęścia, pracy, poświęcenia, uczciwości i wiary” (Viva 5/2.03.1998r.).
Niewątpliwy talent wokalny niewidomego włoskiego artysty piosenkarza, Andrea Bocellego, dysponującego rzeczywiście fantastycznym głosem tenorowym, „odkryty” został w 1992 r. przez jego rodaka, wybitnego i popularnego piosenkarza Zucchero (nie bez „współudziału” samego Luciana Pavarottiego). Z miejsca też zainteresowały się śpiewakiem wytwórnie płytowe. Gdy cztery lata później jego już wysoką pozycję w świecie wokalnym ugruntowała interpretacja kultowej teraz piosenki Time to Say Goodbay (Czas powiedzieć do widzenia), miał za sobą debiutancką płytę Bocelli (6-milionowy nakład, trzykrotnie uhonorowana nagrodami płytowymi). Bocelli śpiewa i nagrywa „wszystko”: muzyka rozrywkowa (nastrojowe piosenki, słynne przeboje, muzyka pop), klasyka (opery, arie operowe, pieśni sakralne). Taki też jest jego repertuar koncertowy i sceniczny choć wciąż wzbudza tym kontrowersje krytyków. Ale publiczność go uwielbia, jego występy cieszą się ogromnym powodzeniem, witany jest i żegnany owacjami. Być może widoczne kalectwo artysty, dyskretnie ujawniane na scenie czy estradzie, pogłębia tę sympatię i, być może, wyzwala pewne współczucie. Jego płyty wydawane i sprzedawane są w milionach egzemplarzy i mają wciąż oszałamiające powodzenie. (…)

Włochy – tam się wszystko zaczęło

z wybitnym kompozytorem Juliuszem Łuciukiem, o początkach kariery i nowej autorskiej płycie rozmawia Arkadiusz Jędrasik

W bogatym katalogu pańskiej twórczości Włochy zajmują szczególne miejsce. Dlaczego akurat w Italii szukał pan inspiracji dla swojej twórczości?
Włochy to kolebka europejskiej kultury chrześcijańskiej. Są one źródłem narodzin i rozwoju europejskiej poezji, literatury, malarstwa, muzyki. Italia to muzeum architektury włoskich miast, bogactwo krajobrazowe, natchnienie dla artystów. Kto nie chciałby zwiedzać Włoch, ubogacać się jej rodzimym pięknem? Przebywając kilkakrotnie w Italii miałem okazję podziwiać sakralne arcydzieła architektoniczne, jak również piękno krajobrazów górskich, ozdobionych „strażnikami historii” tej ziemi – ruinami zamków średniowiecznych, czy dawnymi, monumentalnymi klasztorami. Zachwycały również swoją zieloną urodą rosnące na zboczach górskich gaje oliwne i cytrusowe. A w Palermo, stolicy Sycylii, miałem satysfakcję prawykonania własnych kompozycji. Palermo to wielkiego znaczenia miasto. W nim krzyżują się wpływy kultury Zachodu i Wschodu, kultury europejskiej i arabskiej. Miejsce pełne fascynacji intelektualnych i wzruszeń emocjonalnych. Wszystkie doznania estetyczno-wzrokowe, którymi obdarzyła mnie Italia, wzbogaciły moją świadomość ogólną. Natomiast dramatyzm tragedii, którą przeżyli mieszkańcy miasta L’Aquila, nawiedzonego trzęsieniem ziemi, poruszyła dogłębnie moją wyobraźnię twórczą. Zainspirowała mnie bezpośrednio do skomponowania oratorium pt. Omaggio a L’Aquila.

Włoskie inspiracje w pana twórczości to zarówno muzyka o tematyce świeckiej, a także i religijnej…
Obok kompozycji Omaggio a L’Aquila skomponowałem jeszcze kilka innych utworów o tematyce włoskiej do religijnych tekstów literackich włoskich i polskich. Pacem in terris na głos i fortepian preparowany skomponowałem w 1964 r. jako wyraz muzyczny ogłoszonej przez papieża Jana XXIII encykliki pod tym tytułem, dotyczącej aspektu współżycia ludzi w pokoju. Oratorium, św. Franciszek z Asyżu (1974) na sopran, tenor, baryton, chór mieszany i orkiestrę symfoniczną, napisałem na 750-lecie śmierci świętego na zamówienie oo. Franciszkanów w Krakowie. Tekst polski Marka Skwarnickiego, poety krakowskiego, jest poetycką parafrazą treści wybranych obrazów Giotta z cyklu – życie świętego – zdobiących kościół San Francesco w Asyżu. Oratorium, Medytacje nad Księgą Rodzaju na progu Kaplicy Sykstyńskiej na mezzosopran, baryton i fortepian kolorystyczny (2006), skomponowałem do II części Tryptyku Rzymskiego Jana Pawła II. Tekst oratorium jest rozważaniem nt. teologicznych tematów malarstwa Michała Anioła zdobiącego kaplicę Sykstyńską w Bazylice Watykańskiej.(…)

Legendy Polskiej Wokalistyki (39) - Ewa Iżykowska

Adam Czopek

Chociaż widziałem i słyszałem tę śpiewaczkę wielokrotnie to jednak w mojej pamięci pozostała wspaniałą Violettą w Traviacie Verdiego. Obejrzałem jej kreację w 1983 r. na scenie Teatru Wielkiego w Poznaniu i pamiętam, że największe wrażenie zrobił na mnie wtedy III akt i scena śmierci głównej bohaterki, bardzo naturalna i prawdziwa w jej wykonaniu. „Ewa Iżykowska podbiła publiczność pięknym lirycznym sopranem o kapitalnych możliwościach modulacyjnych. A że jest urodziwa i posiada rzadką u śpiewaków umiejętność scenicznego bycia jej Violetta mogła wzruszać nie tylko współpartnerów operowych.” – napisał po tej premierze Ryszard Danecki. Śledząc losy kariery Ewy Iżykowskiej należy odnotować fakt jej spokojnego rozwoju i konsekwencji w dążeniu do stałego doskonalenia warsztatu wokalnego i artystycznego rozwoju. Krytycy zgodnie pokreślą nie tylko jej piękny śpiew, ale również aktorski talent i temperament. Początki związane były z rolami w operach Mozarta, Fiordiligi w Cosi fan tutte, Blondy – w Uprowadzeniu z seraju Mozarta oraz lirycznymi partiami Mimi w Cyganerii oraz Liu w Turandot Pucciniego, Micaëli w Carmen Bizeta, Tatiany w Eugeniuszu Onieginie. Nie unikała też w tym czasie ról operetkowych. Bywała wdzięczną Lizą w Krainie uśmiechu Lehara, zalotną Arseną i liryczną Saffi w Baronie cygańskim Straussa. Oklaskiwano ją też jako Rozalindę w Zemście nietoperza Straussa oraz Hannę Glawari w Wesołej wdówce Lehara i Wenus w Orfeuszu w piekle Offenbacha. Dużo satysfakcji przyniosła jej rola Hudel w poznańskiej inscenizacji musicalu Skrzypek na dachu. Konsekwentnie rozbudowywany z roku na rok repertuar doprowadził ją do partii Salome, jednej z najtrudniejszych partii dramatycznych w operowej literaturze. Pierwszy raz zmierzyła się z tą partią na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie 9 stycznia 1993 r. „… Dziś to znakomita śpiewaczka! Salome – kreacja wokalna i aktorska; dziewczęca Salome, przedzierzgnęła się w oszalałą miłością kobietę, w perwersyjnym monologu z głową św. Jana wstrząsa i głęboko wzrusza.” – napisał po tej premierze Wojciech Dzieduszycki. Drugi raz była Salome w Teatrze Wielkim w Poznaniu w 1998 r. (…)

Muzyka jest moim wsparciem

z wybitną rosyjską pianistką Julianną Awdiejewą rozmawia Łukasz Kaczmarek

Juliannę Awdiejewą doskonale w Polsce kojarzymy jako zwyciężczynię ostatniego Konkursu Chopinowskiego w roku 2010. Jej debiut fonograficzny miał miejsce w dość nietypowy sposób. Artystka w roku 2012 zarejestrowała dla NIFC oba koncerty fortepianowe Chopina grając na... fortepianie z epoki i mając za partnerów muzyków zajmujących się wykonawstwem historycznym. Płyta ta spotkała się z uznaniem międzynarodowej krytyki. Obecnie pianistka wydała swój drugi album, tym razem zarejestrowany dla wytwórni Mirare z programem solowym: dziełami Schuberta, Chopina i Prokofiewa. To również nietypowe połączenie, Awdiejewa wyjaśnia jednak swój wybór w niniejszym wywiadzie. Mówi także o sobie jako pianistce i jako człowieku, co pozwala nam lepiej poznać jej świat i ją samą. Wspomina koncerty w Polsce, snuje plany... – jest więc okazja, by ruszyć jej tropem i usłyszeć „na żywo”. (…)

Colin Carr po raz trzeci w Poznaniu

z prof. Colinem Carrem rozmawiają Karolina Karpińska i Blanka Bednarz

Panie profesorze, w tym roku mija pięć lat od pańskiej ostatniej wizyty w Polsce. Proszę opowiedzieć, co ważnego wydarzyło się w pańskiej karierze od tamtej chwili?
Na przestrzeni tych kilku lat miałem przyjemność występować z wieloma orkiestrami. Ogromną satysfakcję przyniosły mi recitale, w tym odbywające się co roku koncerty w Wigmore Hall w Londynie. Niezwykle istotne są dla mnie także rozmaite nagrania z tego okresu – kolejny raz zarejestrowałem suity Jana Sebastiana Bacha, nagrałem również wszystkie dzieła wiolonczelowe Ludwiga van Beethovena, a z Emerson Quartet nagrałem sekstety Piotra Czajkowskiego i Arnolda Schoenberga. Warto wspomnieć, że moje niedawne nagranie utworów Bacha zostało zarejestrowane podczas występu na żywo w Wigmore Hall. To było dla mnie wyjątkowe przeżycie.

Czym ta realizacja różni się od pana pierwszego nagrania suit Bacha?
Pierwszy zapis również został zarejestrowany na żywo w Jordan Hall w Bostonie. Najkrócej rzecz ujmując myślę, że wolę dźwięk pierwszego nagrania, a wykonanie drugiego. Moim marzeniem jest, aby jeszcze przed śmiercią, nagrać studyjną wersję tych dzieł. (…)

Alisa Weilerstein - Amerykanka z wiolonczelą

Maria Ziarkowska

Pochodzenie i rodzina

Alisa Weilerstein jest wiolonczelistką amerykańskiego pochodzenia. Urodziła się 14 kwietnia 1982 r. Wychowała się w rodzinie utrzymującej muzyczne tradycje. Jej ojciec – Donald Weilerstein jest skrzypkiem, natomiast matka – Vivian Hornik Weilerstein jest pianistką. Młodszy brat Joshua poszedł w ślady ojca i gra na skrzypcach oraz zajmuje się dyrygenturą. Alisa utrzymuje z rodzicami zażyłe więzi prywatnie i zawodowo. Wspólnie grywają w zespole Weilerstein Trio. Mieszkają obecnie w Bostonie. (…)

Pumeza Matshikiza - Słowik z RPA

Afrykańska śpiewaczka, młoda gwiazda wokalistyki, śpiewająca pięknym głosem Pumeza Matshikiza wchodzi na rynek płytowy swoją pierwszą płytą nagraną w wytwórni Decca.­ (…)

DZIEŁO

Andrzej Panufnik. Tam i z powrotem (V) – W „niewoli” muzyki scenicznej i filmowej

Dorota Staszkiewicz

W 1967 r. Gerald Arpino z Jeffrey Ballet w Nowym Jorku zdecydował się wykorzystać utwór Sinfonia elegiaca Panufnika w spektaklu Elegy. Wkrótce potem na scenę trafiły Uwertura tragiczna
i Sinfonia sacra – jako muzyczna ilustracja przedstawienia Kain i Abel, wystawionego przez Kennetha MacMillana w Deutsche Oper w Berlinie (1968). Dziesięć lat później w balecie Archaiczny księżyc zabrzmiały dźwięki Rapsodii Panufnika, a w 1980 r. słynny choreograf David Bintley zrealizował w Londynie dwa projekty: pierwszym był spektakl oparty na Hommage à Chopin
i mazurku z suity Polonia, drugim – przedstawienie Adieu na podstawie życiorysu Panufnika, z wykorzystaniem jego Koncertu skrzypcowego. (...)

MUZYKA POLSKA

Thomas Tellefsen – wielki przyjaciel Chopina. Twórczość fortepianowa (2)

Ingrid Loe Dalaker

Thomas Dyke Ackland jest dla większości melomanów postacią nieznaną. Ten urodzony w 1823 r. w Trondheim Norweg zamieszkał w Paryżu w 1842 r. i prawie całe życie tam spędził. Był najpierw uczniem, a następnie przyjacielem Chopina. Tworzył prawie wyłącznie muzykę fortepianową. Był również wybitnym i cenionym pianistą. Cała jego twórczość opusowana (44) została wydana za życia twórcy przez paryską oficynę Richault. Choć był bardzo popularny za życia, zapomniano o nim całkowicie w kilka lat po jego śmierci. Zniknął z naszych horyzontów aż do początku XXI w. (jedynym wyjątkiem była nagrana w latach 70. ubiegłego wieku płyta z jego koncertami fortepianowymi).
Sytuacja ta trwałby najpewniej jeszcze bardzo długo, gdyby nie polska pianistka mieszkająca w Norwegii, Małgorzata Jaworska, znana już czytelnikom Muzyka21. Zainteresowała się twórczością Tellefsena pod koniec lat 90. XX w., a jej spotkanie z producentem, wydawcą i mecenasem Janem A. Jarnickim zaowocowało nagraniem kompletu dzieł fortepianowych tego Norwego. Niestety, w Polsce nikt nie zainteresował się tym zapomnianym twórcą, choć przecież był on tak blisko związany z Chopinem, a w jego muzyce daje się odczuć wpływ polskiego geniusza. Jedynie Polskie Radio Bis poświęciło mu audycję na początku XXI w., inne instytucje pozostały całkiem obojętne na tę twórczość. Również środowisko muzyczne z lekceważeniem traktowało to wielkie dokonanie Małgorzaty Jaworskiej. Tylko jedna filharmonia, Podkarpacka, wyraziła zainteresowanie, które zaowocowało wykonaniem w jej murach przez panią Jaworską I Koncertu fortepianowego Tellefsena. Zupełnie inaczej było w rodzinnym kraju Tellefsena.
W niedługim czasie po dokonaniu pani Jaworskiej tamtejsi muzycy najpierw nagrali płytę z twórczością kameralną, a następnie jego koncerty fortepianowe. W ostatnich latach pojawiły się dodatkowo dwa kompletne nagrania dzieł fortepianowych Tellefsena.
I oto ostatnio w Polsce pojawiły się osoby, które nagle zdradzają zainteresowanie tą wcześniej ignorowaną twórczością. Lansują się na odkrywców tych dzieł. Skąd takie zainteresowanie? Po prostu okazało się, że na taki projekt można zdobyć dotacje państwowe.
Dobrze, że, choć trwało to aż 14 lat, ktoś wreszcie zauważył, że o tej twórczości nie można zapomnieć. Pytanie tylko, czy to zainteresowanie będzie trwało, gdy skończą się dotacje… Ponieważ takie włączanie muzyki Tellefsena do programów koncertów może niektórych melomanów skłonić do poszukiwania informacji na jej temat, postanowiliśmy przybliżyć jego twórczość fortepianową.
Bliskie związki zarówno twórcy, jak i jego muzyki, z Polską, a także fakt, że to Polka przywróciła tę muzykę do życia, są powodem, dla którego prezentujemy Tellefsena w rubryce poświęconej muzyce polskiej. (...)

Ignacy Feliks Dobrzyński

Oskar Kolberg

Oskar Kolberg znany był zawsze jako wybitny etnograf. Jego twórczość muzyczna była ignorowana i zapomniana. Dopiero ostatnio coś się zmieniło i wydawnictwo Acte Préalable opublikowało dwie płyty z jego twórczością: pieśni oraz muzykę fortepianową. Jednakże całkowicie zapomniano
o tym, że Oskar Kolberg był znakomitym publicystą. Aby przypomnieć o tym postanowiliśmy opublikować jego artykuł, który ukazał się na łamach Tygodnika Ilustrowanego nr 279 w Warszawie 28 stycznia 1865 r. (...)

PŁYTOTEKA

 

 

Palcem po płycie – Muzykę Oskara Kolberga czas odkryć. Jest przepiękna w swojej prostocie!

Arkadiusz Jędrasik

Oskar Kolberg
Piano Works 1: 6 Polonezów op. 1, Grande Sonate op. 3, 6 Kujawiaków op. 12
Joanna Ławrynowicz, fortepian
Acte Préalable AP0330 • w. 2014, n. 2014 • 69’28”

Po płytę sięgnąłem z ogromnym zaciekawieniem, bowiem zawiera autorskie kompozycje Oskara Kolberga, legendarnego zbieracza polskiego folkloru, prekursora nowoczesnej etnografii, w tym roku uhonorowanego specjalnymi wydarzeniami, koncertami w ramach ogłoszonego przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Roku Kolberga. Najnowsza płyta wybitnej polskiej pianistki Joanny Ławrynowicz to światowa premiera utworów fortepianowych Oskara Kolberga i chyba już 40 w dorobku tej znakomitej polskiej artystki.
We wstępie do płyty Jan A. Jarnicki pisze: „O tym, że pochodzę z tej samej rodziny, co Oskar Kolberg wiedziałem od zawsze. Mój prapradziad Antoni Kolberg, malarz, przyjaciel Chopina, był jego bratem. Znałem jego dokonania zarówno dzięki historii rodziny opowiadanej mi przez mamę, malarkę i artystkę Małgorzatę Łozę-Lipszyc, jak i dzięki szkole. O tym, że Oskar Kolberg tworzył muzykę poważną dowiedziałem się jednak dopiero pod koniec lat 90. ubiegłego wieku od pani Danuty Idaszak, która zebrała ją i opracowała do wydania w ramach Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga. Jestem jej za to bardzo wdzięczny, tym bardziej, że ofiarowała mi woluminy poświęcone tej muzyce. (…) Dopiero zbliżająca się 200. rocznica jego urodzin zdopingowała mnie do bliższego zainteresowania się jego twórczością. Jednocześnie moja ulubiona pianistka, Joanna Ławrynowicz, nie tylko miała chwilę oddechu w swojej wytężonej pracy artystycznej, ale jeszcze wyraziła zainteresowanie muzyką fortepia­nową Oskara Kolberga. Dlatego też postanowiliśmy wspólnie nagrać pierwszą płytę w historii fonografii zawierającą muzykę fortepianową tego artysty. (…) Oskar Kolberg napisał około 110 utworów for­tepianowych, z pośród których wybraliśmy zaledwie 13. Mam jednak nadzieję, że uda mi się doprowadzić w przyszłości do nagrania kompletu jego dzieł forte­pianowych. Bo tylko w ten sposób każdy, zarówno specjalista, jak i amator, będzie miał możliwość ich oceny”. (...)

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Bach JS - Pasja wg św. Jana - AAM Records AAM002 - ***
Berlioz H - Symfonia Fantastyczna, Waverley - LSO Live LSO0757 - *****
Brahms J - Ein deutsches Requiem - Naxos 8.573061 - ****
Franck E - Tria fortepianowe - Audite 97.690 - ****
Grieg E - Symfonia c-moll, Koncert fortepianowy - Audite 92.670 - *****
Hofmann H - Muzyka kameralna - MDG 948 1808-6 - ****
Honegger A - Symfonie 2 & 4 - Sinfonieorchester Basel SOB005 - *****
Kolberg O - Piano Works 1 - Acte Préalable AP0330 - CD of the month
Maliszewski W - Kwintet smyczkowy, II Kwartet smyczkowy - Acte Préalable AP0327 - *****
Meyerbeer G - Uwertury i entrakty z oper - Naxos 8.573195 - *****
Panufnik A - Koncerty - CPO 777 687-2 - *****
Penderecki K - A Tribute to Krzysztof Penderecki - Accentus ACC20276 - *****
Satie E - The Velvet Gentlemen - Membran 600169 - ****
Skriabin A - Muzyka fortepianowa - Thorofon CTH2612 - ****
Szostakowicz D - Symfonia nr 14 - Naxos 8.573132 - *****

Adoramus Te - Dzieła Byrda i Philipsa - Deux-Elles DXL 1155 - *****
Benicewicz - Fujarki - Requiem Records 40 - ****
Bionulor - Erik - Requiem Records 51 - *****
Cesare Siepi - Wspaniały Don Giovanni - Membran 600148 - ****
Cras/Reger/Dohnányi/Kodály - Tria smyczkowe - Audite 97.534 - *****
From Spain to Eternity - Archiv Produktion 479 2610 - *****
Jonas Kaufmann - Decca 478 7646 - *****
Krojc - Fotogram - Requiem Records 72 - ***
Leonie Rysanek - Królowa sopranów - Membran 600159 - ****
Live in Carnegie Hall - Deutsche Grammophon 481 055333 - *****
Nemezis vs Mykietyn - Requiem Records 53 - ****
Prayer - Voice & Organ - Deutsche Grammophn 479 2067 - *****
Prenty - Lutoslavia - Requiem Records 63 - *****
Prokofiew/Bruch - Koncerty skrzypcowe - Simax Classics PSC1266 - ****
Rongwrong - Krwy - Requiem Records 66 - *****
Spear - Black Holes, Dead Stars and Melting Genes - Requiem Records 65 - ****
The Russian Masters Of Great Emotions in Music - Membran 600158 - CD of the month
Vigilate! - Soli Deo Gloria SDG 720 - *****