Muzyka21 nr 1/174 - styczeń 2015 r. - rok XVI

Od dłuższego już czasu telewidzowie mają okazję oglądać królową polskiej gastronomii, Magdę Gessler, jak walczy o należytą rangę naszych „mistrzów patelni”. W tym celu przeprowadza w różnych restauracjach naszego kraju „kuchenne rewolucje”. Inicjatywa bardzo pożyteczna: znikają
z naszego krajobrazu ohydne garkuchnie, ich miejsce zajmują lokale nowoczesne, przyjazne dla klienta, serwujące danie niekoniecznie najbardziej wyszukane, ale na pewno smaczne i często „warte grzechu”. Przyglądając się bohaterom tych rewolucji, właścicielom restauracji, można odnieść wrażenie, że są to osoby całkowicie nieznające się na swoim fachu, nienawidzące go, serwujące gościom byle co, byle jak, myśląc tylko o tym, by się jak najmniej narobić i jak najwięcej zarobić, co zresztą im się nie udaje, stąd ich wołanie o pomoc do pani Gessler. Zaskakującym jest to, że im większym nieudacznikiem jest właściciel, tym bardziej egzotyczną kuchnię, o której nie ma żadnego pojęcia, chce serwować swoim gościom.
Jeśli wspominamy o tym w naszym piśmie, to nie dlatego, by ten program nam się jakoś specjalnie podobał, ale dlatego, że sytuacja w polskiej muzyce wydaje się podobna. Której instytucji się nie przyjrzeć, odnosi się takie samo wrażenie, jak oglądając restauracje poddawane rewolucji Magdy Gessler. I jedyne, co świat kulinariów i muzyki dzieli, to to, że w tym pierwszym pojawiła się ta słynna restauratorka, w tym drugim stagnacja trwa, a nawet pogłębia się i żadnego uzdrowiciela na horyzoncie nie widać.

Pierwszym przykładem może być „rewolucja”, jaka dokonała się ostatnio w Filharmonii Warszawskiej. Wraz z odejściem poprzedniego szefa, Antoniego Wita, okazało się, że współpraca z firmą fonograficzną Naxos jest nic nie warta. Jeszcze niedawno chwalono się sukcesami odnoszonymi przez Filharmonię wespół z firmą Naxos i ogromną sprzedawalnością wspólnie wydawanych płyt. Gdy nastał nowy dyrektor, pan Jacek Kaspszyk, okazało się, że ta firma, o największej w świecie dystrybucji, nie jest wystarczająco dobra dla warszawskich filharmoników. Od teraz najlepszym partnerem stało się wydawnictwo Warner. Nasi czytelnicy zauważyli zapewne, jak rzadko na naszych łamach goszczą płyty tego wydawnictwa, jak często natomiast pojawiają się płyty Naxosu. Już samo to świadczy o tym, że nowy partner, Warner, w muzyce poważnej do zbyt prężnych nie należy.
Na nagranie otwierające współpracę między Filharmonią Warszawską i Warnerem wybrano IV Symfonię i Koncert skrzypcowego Mieczysława Weinberga – góra urodziła mysz. Wspomniane utwory zostały nagrane po raz pierwszy jeszcze w latach 60. w ZSRR – płyta była dostępna już w komunistycznej Polsce. Od tego czasu dzieła te zostały wielokrotnie utrwalone na płytach, w tym Symfonia kilka lat temu przez NOSPR, a Koncert przez Naxos. Jakich tęgich umysłów trzeba było, by wymyślić tak banalny repertuar. Czy wśród 22 symfonii Weinberga nie znalazłoby się czegoś jeszcze nie nagranego? Przecież kilka lat temu, właśnie z Naxosem Filharmonia nagrała VIII Symfonię Weinberga! Przy okazji konferencji prasowej można było zapoznać się z innymi, bardziej kuriozalnymi pomysłami warszawskiej placówki. Wprawdzie jednym z powodów nawiązania współpracy z Warnerem jest podobno światowa dystrybucja tego koncernu, to w planach Filharmonii jest nagranie II Symfonii Mahlera, która będzie dystrybuowana… tylko w Polsce. Czy ze wstydu, że to nienagrane jeszcze w Polsce dzieło nie ma szans w starciu z rejestracjami „gigantów” batuty obecnymi także w katalogu Warnera? Jaki ma sens marnowanie pieniędzy na album płytowy, o którym pomysłodawcy od początku wiedzą, że nie ma żadnych szans? Tak jak w polskich restauracjach, nikt na niczym się nie zna, robi wszystko jak najgorzej, na dodatek w repertuarze na którym się nie zna, a za polski za żadne skarby się nie weźmie, bo mierzi…

Drugi przykład to Muzykoteka (www.muzykotekaszkolna.pl) zrobiona i sfinansowana przez podatników za pośrednictwem Narodowego Instytutu Audiowizualnego. Pisaliśmy już na ten temat, gdy ten „potworek” zaistniał w sieci. Niestety, od tego czasu nic się nie zmieniło. Jeśli najtęższe głowy w Polsce pracowały nad tym „dziełem”, to chyba czas studiować przynajmniej przedmioty muzyczne w innych krajach. Nie ma co pastwić się nad szatą graficzną, która wygląda jakby została stworzona za czasów wczesnego Gierka. Przerażający jest ten twór od strony merytorycznej. Realizatorzy przedsięwzięcia stworzyli coś, co nazwali „Kanonem”. Na lekcjach polskiego od kanonu literatury odchodzi się, a tutaj mamy propozycje również jak z czasów Gierka, tyle że wtedy po prostu nie było dostępu do zagranicznych płyt, a dziś, dzięki Internetowi można kupić każde nagranie pojawiające się gdziekolwiek na świecie, albo po prostu posłuchać za darmo, lub za niewielkie pieniądze choćby na stronie Naxosu.
Zajrzyjmy do tego kanonu. Według jego twórców, w epoce klasycyzmu warci polecenia są tylko trzej kompozytorzy – Haydn, Mozart i Beethoven. Romantyzm miał więcej szczęścia – kompozytorów jest 22, w tym, o dziwo, kilku polskich: Moniuszko, Karłowicz, Noskowski i Henryk Wieniawski. Dlaczego Chopin tam nie trafił, trudno zgadnąć. Wśród około 20 kompozytorów z XX w. znalazło się dwóch Polaków: Szymanowski i Kotoński.
Jaki cel przyświecał realizatorom tej strony? Chyba tylko chęć zysku okupiona jak najmniejszym wysiłkiem. W Internecie istnieje mnóstwo znakomitych stron poświęconych muzyce, na dodatek robionych za darmo.

Te dwa przykłady pokazują dobitnie, jak wyrzuca się w błoto nasze podatki. Podobno pieniędzy na kulturę nie ma, a przecież są, lecz są marnotrawione w bezczelny sposób, bez żadnych zahamowań. Decydenci wierzą, że pieniądze publiczne, to pieniądze niczyje, z których nie trzeba się rozliczać. Można tylko mieć nadzieję, że tak jak wpadli „Trzej Muszkieterowie”, tak wcześniej czy później wpadną, a przynajmniej odejdą w niepamięć, ci wszyscy, którzy zabijają kulturę polską.
„Magda Gessler kultury” potrzebna od zaraz!

ŻYCIE

Kraków. Czar czardasza. Szkoda, że nie ma tak zatytułowanej operetki, analogicznie do Czaru walca Oscara Strausa. Ale istnieje Fundacja Pomocy Artystom Polskim „Czardasz”, która w cyklu biennale organizuje Konkursy Wykonawstwa Muzyki Operetkowej i Musicalowej im. Iwony Borowickiej (VI Konkurs Wykonawstwa Muzyki Operetkowej
i Musicalowej im. Iwony Borowickiej. Kraków: 5-10 listopada 2014 r.), divy Operetki Krakowskiej w drugiej połowie ubiegłego wieku.
W rytmie czardasza w znacznej mierze przebiegał również koncert laureatów, a jedna z regulaminowych nagród premiuje najlepsze jego wykonanie. Tym razem trofeum to przypadło Agnieszce Niewiadomskiej za ten z Miłości cygańskiej Franza Lehára.
Z kolei ten, którego tytułową księżniczką jest Silva z operetki Imre Kálmána, zaśpiewała wyróżniona II Nagrodą Monika Korybalska-Kozarek. Artystka ta poczyniła ogromne postępy od czasu udziału w nowosądeckim Konkursie im. Ady Sari oraz wcześniejszych występów scenicznych, ciesząc ucho dojrzałą interpretacją oraz urodą wokalną,
a oko temperamentem nieodzownym przy wykonawstwie tego gatunku muzyczno-scenicznego. (…)

Lesław Czapliński

Warszawa. Dojrzałe poszukiwania mistrza. Każdy recenzent koncertów Grigorija Sokołowa (recital z cyklu Mistrzowie fortepianu, 16.11.2014, godz. 19, Filharmonia Narodowa) staje przed trudnym zadaniem. Nie jest bowiem łatwo pisać „krytycznie” o żywej legendzie; o pianiście, którego niezwykle klarowne i stale perfekcyjne wykonania od kilkudziesięciu lat ujmują słuchaczy na całym świecie. Zaprezentowane przez Sokołowa w Filharmonii Narodowej interpretacje porwały publiczność i tym razem (artysta bisował sześciokrotnie!), jednak można było odnaleźć w nich co najmniej kilka elementów dyskusyjnych.
Grigorij Sokołow słynie ze wspaniałych wykonań utworów Johanna Sebastiana Bacha i stale udowadnia na światowych estradach, że – mimo obecnej dominacji nurtu „historycznie poinformowanego” – wciąż z wielkim powodzeniem i naturalnością można Bacha wykonywać na fortepianie współczesnym. Pianista zaproponował stosunkowo wolne tempa w całej Particie B-dur, co pozwalało mu dzielić się ze słuchaczami pięknem każdego detalu. Jego wykonanie Partity było, dzięki rozmaitym zabiegom barwowym i doskonałej artykulacji, krystalicznie czyste i klarowne w sposób absolutny. (…)

Michał Bruliński

Opole. Klasyka koncertów symfonicznych. Bez utworów z gatunku koncertu czy symfonii trudno sobie wyobrazić jeden z cotygodniowych koncertów symfonicznych. Powinno się również pojawić nazwisko choć jednego wybitnego twórcy. Repertuar, który Filharmonia Opolska zaproponowała słuchaczom 28 XI, oczywiście spełnia te „wymagania”. Obok szlagierów muzyki symfonicznej – uwertury Coriolan op. 62 Ludwiga van Beethovena i II Symfonii D-dur op. 73 Johannesa Brahmsa, filharmonicy wykonali Koncert na dwa klarnety Es-dur op. 35 mniej znanego czeskiego kompozytora Franza Krommera. Do współpracy zaprosili znakomitych solistów – Węgra Gabora Vargę oraz Barbarę Borowicz, absolwentkę krakowskiej Akademii Muzycznej. Orkiestrę poprowadził krakowski dyrygent Maciej Tworek..(…)

Maria Sotor

Poznań. Sinfonietta Polonia ma już 10 lat. Dobrze zorientowani zapewne słusznie uważają tych, którzy w panujących realiach finansowej biedy z nędzą wpadają na pomysł założenia orkiestry, za samobójców lub nieuleczalnie chorych optymistów. I jak to zwykle bywa w tej samej rzeczywistości zawsze znajdą się jacyś szaleńcy, którzy czynią wbrew zorientowanym i... odnoszą sukces. Tak mówiono jeszcze trzy lata temu o założonej przez słynnego flecistę Alexisa Kossenkę orkiestrze Les Ambassadeurs, doskonale znanej z poznańskich i paradyskich (Gościkowo) festiwali muzyki dawnej. Tak samo wróżono młodzieżowej orkiestrze Sinfonietta Polonia, założonej w Poznaniu przez nie tylko muzyczne małżeństwo Blanka Bednarz (skrzypaczka) i Cheung Chau (wiolonczelista i dyrygent). I owego fenomenu (czytaj sukcesu) wcale nie usprawiedliwia projektowy charakter orkiestry, przez którą przez minione dziesięciolecie przewinęło się 400 muzyków. Dziś taki model pracy to normalność, by nie rzec reguła. (…)

Andrzej Chylewski

Toronto. Alcina. Opera Atelier w Toronto jest jedynym kanadyjskim zespołem operowym specjalizującym się w wystawianiu repertuaru barokowego XVII i XVIIII w. Wielokrotnie na tej scenie pojawiają sie zapominane lub zaginione opery. Założona została w 1985 r. przez małżeństwo, miłośników opery barokowej, Jeannette Lajeunesse Zingg i Marshalla Pynkoskiego (Pynkoski, urodzony w Toronto, przyznaje się do polskich korzeni). Z wykształcenia tancerze klasyczni, na początku lat 80. ponad rok spędzili w Paryżu na studiowaniu tańca, opery i dramatu barokowego. W ciągu dnia szperali po archiwach Biblioteki Narodowej i Opery Paryskiej, zaś nocą tańczyli na scenie kabaretu Moulin Rouge. Ich mentorami byli profesor Dene Barnett i Wendy Hilton, znani specjaliści dramatu i tańca barokowego. Spektakle Opery Atelier odbywają się w odrestaurowanym historycznym budynku Elgin Theatre w Toronto, posiadającym około 2000 miejsc o doskonałej akustyce. Zwisające z sufitu kryształowe żyrandole, czerwone plusze, liczne złocone elementy dekoracyjne na balkonach, mosiężne balustrady stanowią właściwe tło dla barokowych kompozycji. (…)

Michał Bruliński

Kopenhaga. Życie na taśmie produkcyjnej – Szostakowicza Lady Mackbeth z mceńskiego powiatu w Kopenhadze. Niewątpliwie największym wydarzeniem sezonu jesiennego w Kopenhadze (skądinąd ubogiego w premiery) było bez wątpienia wystawienie opery Szostakowicza na tej scenie.
Zadanie to powierzono wytrawnemu niemieckiemu reżyserowi Peterowi Konwitschnemu przy współpracy rosyjskiego dyrygenta, do niedawna maestra teatru Balszoj w Moskwie, Aleksandra Wedernikowa. Śpiewali natomiast soliści kopenhaskiej opery, z jednym wyjątkiem: rolę Borysa, teścia głównej bohaterki, Kateriny, śpiewał Aleksander Teliga, jedyny Rosjanin w tym przedstawieniu. I tu od razu nasuwa się zastrzeżenie: opera Szostakowicza wymaga wielu basów, i choć nie są to wielkie role, niemniej jednak bardzo ważne: popa, szefa policji i starego więźnia. Rosyjskie basy to specjalna kategoria śpiewaków, nie mogą ich zastąpić śpiewacy nordyccy, wszyscy w barwie bliżsi barytonom, niż basom. Tu nie chodzi o umiejętność wydobycia niskich dźwięków, lecz o jakość tych dźwięków. Szkoda, że ktoś odpowiedzialny nie zrozumiał tego faktu i nie sprowadził gościnnych śpiewaków do chociażby tych trzech ról – a po drugiej stronie cieśniny, w Malmö znajdziemy kilkoro słowiańskich basów, zatrudnionych na stałe w tamtejszej operze. (…)

Eva Maria Jensen

Wiedeń. Wiedeńska Camerata Polonia jest orkiestrą kameralną, składa się (przynajmniej w założeniu) wyłącznie z polskich muzyków żyjących i działających w Austrii. Jej członkowie to młodzi instrumentaliści, którzy studiują na austriackich uczelniach muzycznych lub też zostali już gdzieś zaangażowani. Niektórzy współpracują z tak znanymi orkiestrami jak Wiener Philharmoniker, Wiener Symphoniker i Radio-Symphonieorchester. Są wśród nich laureaci międzynarodowych konkursów muzycznych mający na swoim koncie sukcesy jako soliści i kameraliści. Wielu z nich jest absolwentami renomowanej klasy skrzypiec profesora Edwarda Zienkowskiego na wiedeńskim Uniwersytecie (Universität für Musik und darstellende Kunst). (…)

Elżbieta Teresa Nowak

CZŁOWIEK

Pieśni Straussa i Wagnera na jubileusz

z wybitną śpiewaczką, profesor Bożeną Harasimowicz rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Bożena Harasimowicz związana jest z gdańskim Wybrzeżem. Mieszkanka Sopotu, profesor Gdańskiej Akademii Muzycznej. Nad morzem nabiera sił i odpoczywa po pracy, tu tworzy i przygotowuje się do kolejnych koncertów.

Powyższy cytat pochodzi z pani strony internetowej. Mocno pani podkreśla swój lokalny patriotyzm...
Jestem nierozerwalnie związana z moim miastem. Mieszkam w Sopocie od urodzenia, tu mieszka większa część mojej rodziny, tu organizuję wiele własnych inicjatyw artystycznych, jak np. Gale noworoczne, Letnią Akademię Śpiewu, a obecnie Festiwal – Sopockie Dni Sztuki Wokalnej. Nie wyobrażam sobie innego miejsca na ziemi. Od 1989 r. pracuję w Akademii Muzycznej w Gdańsku. Udzielam lekcji śpiewu. Dużo czasu spędzam spacerując z psem po plaży, czy po uroczych ścieżkach sopockich lasów. Dzięki temu zbieram energię do pracy twórczej i organizacyjnej, ponieważ pracuję bardzo intensywnie… od zawsze.
(…)

Skrzypce po sieradzku

ze skrzypaczką Martą Cichą o płycie z muzyką ludową z sieradzkiego rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Niedawno nakładem wydawnictwa Acte Préalable ukazała się oryginalna płyta pod tytułem Skrzypce po sieradzku. Jest pani jej główną bohaterką…
Określenie „główna bohaterka” jakoś do mnie nie pasuje. Płyta Skrzypce po sieradzku powstała dzięki wysiłkowi kilku osób. Do jej powstania przyczyniła się przede wszystkim pani etnograf Małgorzata Dziurowicz-Kaszuba, która 14 lat temu namówiła mnie, abym zainteresowała się folklorem autentycznym i to dzięki jej wytrwałości i uporowi byłam w stanie tę płytę nagrać. Przez wiele lat czuwała nad tym, aby w moim repertuarze znalazły się najpiękniejsze melodie sieradzkie, bez żadnych obcych wpływów czy naleciałości z innego regionu, to ona jeździła ze mną do starych wiejskich muzykantów, abym mogła poznać sposoby ich grania i poczuć istotę wiejskiej muzyki. Pomagała nauczyć się trudniejszych melodii, które sama świetnie zna. Swoim uporem zwalczyła u mnie niechęć do takiej muzyki, bo nie od razu byłam nią zachwycona. Zaangażowała się w mój rozwój w tej dziedzinie do tego stopnia, że mogłam na nią liczyć zawsze i w każdej sytuacji. Kiedy mieszkałam w Częstochowie (trwało to 8 lat), robiła wszystko, aby umożliwić mi przyjazdy i granie. „Nakarmię Cię i przenocuję byle byś tylko przyjechała i zagrała”. Oprócz mnie kapelę tworzy pan Jerzy Kaszuba – mąż pani Małgosi, który okazał się świetnym bębnistą. Wspaniale czuje folklor i jest nieoceniony w sytuacjach stresowych. Potrafi zbudować bardzo dobrą atmosferę zarówno na próbach jak i na scenie. Jest kręgosłupem kapeli zarówno w kwestii psychicznej jak i muzycznej. Dobry bębnista to podstawa dobrego grania kapeli. Na basach gra Magda Kowalczyk. Z muzyką od dawna ma wiele wspólnego, ponieważ jest absolwentką klasy gitary klasycznej Szkoły Muzycznej w Sieradzu. Grania na basach musiała się specjalnie nauczyć. Wykonała bardzo wiele pracy, aby wzbogacić brzmienie kapeli o archaiczne burdonowanie basów, dłuższe granie to dla niej także ciężka praca fizyczna. Wbrew pozorom nie jest to lekkie i łatwe. Basy są bardzo ciężkie, szybko się rozstrajają, praca smyczkiem wymaga dużego wysiłku. Moim zadaniem jest pamiętać i nie pomylić melodii i dobrze ją zagrać. Obecnie w repertuarze mam ich imponującą ilość. Zawsze jest z czego wybrać. Jednak pozostało ich jeszcze wiele do poznania i to zamierzam dalej robić. W tradycji wiejskich kapel było tak, że skrzypek był najważniejszy. Dziś byśmy powiedzieli, że był „szefem kapeli”; i to od imienia skrzypka lub od nazwy miejscowości, w której mieszkał brała nazwę kapela np. Kapela z Baszkowa lub też Kapela Romana Wojciechowskiego. Zgodnie z tą tradycją nasza kapela to „Kapela Marty Cichej”; bierze swoją nazwę od skrzypka, ale to nie znaczy, że w tej kapeli to ja jestem główna i najważniejsza..(…)

Promujemy muzykę z Sieradza

z Romualdem Erencem rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Ostatnio dzięki pana staraniom w Acte Préalable ukazały się dwie płyty związane z Sieradzem: Dzieła wszystkie Cypriana Bazylika i teraz Skrzypce po sieradzku. Skąd pomysł na promocję dwóch tak odmiennych muzycznych światów…
Od lat, choć bardzo niewielka, tradycja muzyczna z Sieradza była pomijana. Co gorsza, przez instytucje działające związane z kulturą, czy wręcz z muzyką. Mało kto wiedział jak brzmi muzyka Cypriana Bazylika. Nie tylko wśród mieszkańców Sieradza. Dlatego od wielu lat myślałem co zrobić, ażeby utrwalić w jakiś atrakcyjny sposób muzykę Bazylika. Problem tkwił oczywiści w pieniądzach. W momencie, gdy nadarzyła się okazja uruchomienia pieniędzy z projektu unijnego, szybko postanowiłem działać. Wiedziałem, że Ars Nova pod kierownictwem Jacka Urbaniaka będzie najlepszym wyborem. Do tego jeszcze Subtilior Ensemble. Marzył mi się także akcent rdzennie sieradzki i dlatego chór Cantilena.(...)

Legendy Polskiej Wokalistyki (41) - Barbara Kostrzewska

Adam Czopek

Natura obdarzyła ją nie tylko pięknym sopranem liryczno-koloraturowym i talentem aktorskim, ale również nieprzeciętną urodą filmowej amantki, wdziękiem i ujmującym uśmiechem. Z jednakowym powodzeniem uprawiała sztukę śpiewu operowego i operetkowego. Realizowała się też jako reżyser przedstawień muzycznych oraz dyrektor artystyczny kilku operetkowych scen. Adorowana przez tłumy wielbicieli wszędzie tam, gdzie się pojawiła. Krytycy nazywali ją „Polskim Słowikiem”, albo „Polską Gretą Garbo”. (...)

Włodzimierz Kotoński in memoriam

Dariusz Mazurowski

W krótkim czasie pożegnaliśmy kilka wybitnych osobistości polskiej muzyki współczesnej, niestety 4 września 2014 r.
odszedł na zawsze także Włodzimierz Kotoński, znakomity kompozytor, pedagog – autor wielu niezwykle wartościowych utworów, a także licznych publikacji, na których wychowało się parę pokoleń. Pisał dzieła różne, ale szczególnie często podkreśla się jego wkład w stworzenie polskiej muzyki elektroakustycznej – zarówno twórczy, praktyczny, jak i teoretyczny.(…)

Anarchia uczuć i synteza sztuk

z Kasperem Holtenem, reżyserem i dyrektorem opery w Królewskiej Operze Covent Garden w Londynie, o przygotowywanej produkcji Króla Rogera rozmawia Agnieszka Okońska

Jak to się stało, że Królewska Opera podjęła decyzję o wystawieniu Króla Rogera w maju 2015 r.?
Oczywiście w ciągu ostatnich 10 lat dzieło Szymanowskiego zaczęło powracać na sceny teatrów. Wystawiono je w Bregencji, Paryżu, Madrycie, Barcelonie, Santa Fe, tak więc było w polu mojej uwagi, kiedy trzy i pół roku temu podjąłem pracę w Operze Królewskiej. Jedna z pierwszych decyzji, jakie musiałem wtedy podjąć polegała na wyborze projektu, który miałem zrealizować z Antoniem Pappanem. Najbliższym wolnym terminem w kalendarzu Toniego był maj 2015. Zaczęliśmy się zastanawiać, jaka powinna być pierwsza opera, nad którą będziemy razem pracować – dyrektor muzyczny i dyrektor opery w Covent Garden. Rozważaliśmy różne utwory i jednym, jaki zasugerowałem był właśnie Król Roger. Stwierdziliśmy, że będzie to dla nas wspaniałe dzieło i cudowne wyzwanie, bo jest dramatycznie złożone i otwiera wiele możliwości interpretacyjnych. Równie bogata jest jego muzyka, która od razu zafascynowała Toniego. Fakt, że mogliśmy przypieczętować udział Mariusza Kwietnia w wystawieniu dzieła Szymanowskiego, uczynił nasz wybór jeszcze łatwiejszym.(...)

JoAnn Falletta: dyrygent w spódnicy

Maria Ziarkowska

JoAnn Falletta urodziła się 27 lutego 1954 r. w Nowym Jorku. Należy do światowej czołówki dyrygentów. Mimo że ta funkcja nie jest popularna wśród kobiet, Falletta doskonale się w niej odnajduje. Magazyn The Washington Post opisuje jej „(…) ścisłą kontrolę nad zespołem (…) wirtuozerię (…), kontrolowane szaleństwo (…)”. Jednak sukces nie pojawił się znikąd, droga do sławy wymagała od artystki dużego nakładu pracy…(...)

DZIEŁO

Vincenzo Bellini (2). Norma

Adam Czopek

To piękne dwuaktowe dzieło uchodzące za kwintesencję włoskiego belcanta stosunkowo rzadko gości na światowych scenach. Myślę, że przyczyna leży w ogromie wymagań, jakie postawił kompozytor przed wykonawcami czterech głównych partii. Oczywiście najwyższym stopniem trudności wokalnych obdarzył wykonawczynię partii tytułowej kapłanki. Niewiele mniejsze postawił przed śpiewaczką chcącą wystąpić w roli Adalgisy.(...)

MUZYKA POLSKA

Witold Friemann (1) Ostatni z czasów Młodej Polski

Maciej Łakomy

Lata dziecięce

Witold Miron Jan Friemann urodził się 20 sierpnia 1889 r. w Koninie. Wczesne dzieciństwo i lata podstawowej nauki szkolnej mijały Witoldowi w spokoju i dobrobycie. Zabezpieczenie finansowe pochodziło z dość dużych dochodów ojca, a wychowaniem dzieci zajmowały się mama oraz babka – pianistka1. To właśnie ona, jako pierwsza, zauważyła muzyczne zdolności u kilkuletniego dziecka i rozpoczęła jego naukę gry na fortepianie. Już jako kilkulatek przejawiał Witold Friemann silną potrzebę tworzenia i kreatywność w podejściu do nauki gry na instrumencie. Po latach wspominał: „Improwizować próbowałem już jako pięcioletni chłopiec. A rok później zmontowałem swoją pierwszą kompozycję: reminiscencje z pożaru. Widziałem straż, która pędziła do pożaru wśród dźwięku trąbek i tętentu koni, zrobiło to na mnie ogromne wrażenie i ułożyłem utwór fortepianowy Pożar. Na szczęście dysponowałem sekretarką w osobie babki, bo sam jeszcze pisać nut nie umiałem”.(...)

Franciszek Brzeziński i jego sonata skrzypcowa

Maryla Renat

W historii polskiej kultury muzycznej przełomu XIX i XX w. Franciszek Ksawery Brzeziński (6.09.1867, Warszawa – 6.08.1944, Warszawa) znany jest bardziej jako krytyk i publicysta niż kompozytor. Z zawodu był prawnikiem, wykształconym w Dreźnie, a nauki muzyczne pobierał u Jana Kleczyńskiego (fortepian) i Maxa Regera (kompozycja) w Lipsku. Pozostawił w swojej tece kompozytorskiej kilka solowych utworów fortepianowych, Koncert fortepianowy i oryginalną Sonatę skrzypcową D-dur. Spośród solowych utworów fortepianowych do najlepszych zalicza się jego suitę trzech preludiów i fug, zatytułowaną Tryptyk op. 5, która została nagrodzona na Konkursie im. F. Chopina we Lwowie w 1910 r., oraz Temat z wariacjami op. 3.
Brzeziński prowadził dział recenzji muzycznych w „Kurierze Warszawskim” w latach 1916–1921, a także w innych pismach: „Nowinach Muzycznych” (1929) i w „Rzeczpospolitej” w latach 1930–1931. Publikował również artykuły w „Sztuce”, „Muzyce”, „Muzyce Polskiej”, był też autorem monografii o Bedřichu Smetanie, wydanej w Warszawie w roku 1933. Kompozycje Brzezińskiego są wyrazem schyłku epoki neoromantycznej, która współistniała z modernistycznym trendem i tak znamiennymi dla pierwszych dekad XX w. powrotami do wielkiej tradycji przedromantycznej.(...)

Otton Mieczysław Żukowski – nieznane fakty z życia kompozytora i jego rodziny

z wnuczką kompozytora Zofią Bajdą rozmawia Robert Kaczorowski

W 2013 r. w wydawnictwie Acte Préalable ukazała się pierwsza płyta (AP0288) z utworami religijnymi nieznanego szerszemu gronu melomanów polskiego kompozytora Ottona Mieczysława Żukowskiego. W tekście dołączonym do płyty jej autor, Robert Kaczorowski, ukazał stan badań nad życiem i twórczością kompozytora, zwracając się jednocześnie z prośbą o relacje i świadectwa, które pozwoliłyby bardziej poznać Żukowskiego. W tym roku płyta dotarła do rodziny kompozytora, jego wnuczka Zofia Bajda z Zabrza, udzieliła wywiadu dla miesięcznika Muzyka21, który publikujemy poniżej.(...)

 

PŁYTOTEKA

 

 

Palcem po płycie – Juliusza Łuciuka hołd dla ofiar katastrofy

Łukasz Kaczmarek

Juliusz Łuciuk
Omaggio a L’Aquila, Spełnienie
Bożena Harasimowicz, sopran; Dariusz Siedlik, bas • Decet Smyczkowy Rodziny Łuciuków • Pasquale Veleno, dyrygent
Acte Préalable AP0293 • w. 2014, n. 2013 • 50’19”

Jakiś czas temu miałem przyjemność recenzować na łamach Muzyka21 płytę z oratorium Gesang am Brunnen Juliusza Łuciuka. Dzieło to zachwyciło mnie do głębi, stąd często i przy różnych okazjach prezentowałem je we fragmentach znajomym z muzycznego świata. Gdy odtwarzałem finał oratorium podczas seminarium doktoranckiego, moja ówczesna profesor zareagowała z uznaniem: „To Łuciuk pisze tak porządną muzykę?”. Oczywiście jej stwierdzenie nie znaczyło, że wcześniej kompozytor tworzył dzieła „nieporządne”, słabe, mało wartościowe, dotyczyło zaś języka kompozytorskiego: uprzednio silnie awangardowego, wielokrotnie eksperymentatorskiego, obecnie zaś wyraźnie zwracającego się w kierunku tradycji. Dla porównania, było to więc zdziwienie osoby, która mogłaby twórczość Krzysztofa Pendereckiego znać jedynie z utworów pisanych w latach 1960., pokroju Trenu pamięci ofiar Hiroszimy, a której nagle zaprezentowano by Lacrimosę z Polskiego Requiem. O ile Gesang am Brunnen utrzymane było w najlepszym „à la” romantycznym stylu, nawiązując do Schumanna i Brahmsa, o tyle dwie kompozycje znajdujące się na omawianej płycie zdają się być w większym stopniu niejednoznaczne, polistylistyczne. Tamta płyta była „niemiecka”, ta jest „włoska”.
Pochodzące z roku 2013, miniaturowe oratorium Omaggio a L’Aquila na sopran, baryton/bas i smyczki, napisane zostało w hołdzie ofiarom trzęsienia ziemi w Aquili i stanowi muzyczne zobrazowanie refleksji i emocji kompozytora. Jest ono bardzo dojrzałym owocem wieloletniego doświadczenia Łuciuka. Ustępy napisane w sposób bardzo tradycyjny, prosty (np. Pogodny zmierzch), łączą się z fragmentami sonorystycznymi (Dramatyczna noc). W całości jest to dzieło bardzo osobiste, głęboko intymne wręcz. Teksty, jakimi posłużył się autor, przedstawione są w trzech językach: włoskim, łacinie i polskim. Kolejną istotną i niecodzienną kwestią jest fakt, że słowa dwóch spośród pięciu części dzieła zostały napisane przez samego kompozytora: są to modlitwy. Omaggio a L’Aquila to kompozycja niezwykłej urody, skłaniająca do kontemplacji, mogąca prawdziwie wzruszyć.
Drugi z utworów zawartych na omawianej płycie to Spełnienie na skrzypce, wiolonczelę i kontrabas (2012). Jest to dzieło czteroczęściowe, składające się z kolejnych „retrospekcji”. Każdy z instrumentów słyszymy tutaj w dwóch odsłonach: z początku pojawiają się one solo, by w finałowej Retrospekcji świetlistej zabrzmieć w zespoleniu z pozostałymi, jako część tria. Czy takie symboliczne zjednoczenie ma głębszy, egzystencjalny wymiar? Bardzo wyrafinowany, medytacyjny charakter muzyki, jak również znamienny tytuł zdawałyby się na to wskazywać...
Wykonawcami w obu przypadkach są artyści, którym muzyka Juliusza Łuciuka jest szczególnie bliska, doskonale rozumieją ją. Bo jak inaczej powiedzieć o Dececie Smyczkowym Rodziny Łuciuków? Ale i pozostali artyści, którzy wzięli udział w nagraniu (a także w prawykonaniu Omaggio a L’Aquila) to muzycy nieprzypadkowi. Sopranistka Bożena Harasimowicz i bas-baryton Dariusz Siedlik są śpiewakami szczególnie cenionymi przez kompozytora. Podobnie można powiedzieć o Pasquale Veleno, włoskim dyrygencie. W ich interpretacji wyraźnie słychać, że są oni nie tylko świetnymi „fachowcami od Łuciuka”, ale przede wszystkim, że jego muzyka jest im bardzo bliska. Artyści potrafią przyczynić się do tego, że i nam dzieła kompozytora stają się bliskie, zakochujemy się w nich.
Z pewnością każdy z nas ma swoje ulubione utwory, do których powraca bardzo często, i które wciąż wzruszają go z niesłabnącą mocą. Dla mnie od niedawna jednym z nich jest Omaggio a L’Aquila Łuciuka i wierzę, że dla wielu z Państwa również stanie się on źródłem najpiękniejszych muzycznych przeżyć.

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

BeethovenL - V Koncert fortepianowy Es - dur op. 73 Cesarski - Piano21 P21 051 - N - ****
ChopinF - Koncerty fortepianowe nr 1 i 2 - NIFCCD 029 - NNNNN
Fauré G - Kwartety i kwintety fortepianowe - Brilliant 94859 - *****
Finnissy M - Mississippi Hornpipes. Muzyka na skrzypce i fortepiano - Métier msv 28545 - ****
Łuciuk J - Omaggio a L’Aquila, Spełnienie - Acte Préalable AP0293 - Płyta miesiąca
MüllerI - Koncerty klarnetowe - MDG 901 1846 - 6 - *****
Schubert F - Pieśni - Wigimore Hall WHLive0067 - ****
Strauss R - Elekra - Deutsche Grammophon 479 3387 - ***
Strawiński - Oedipus Rex, Apollon musagète - LSO Live LSO0751 - ***
Verdi G - Simon Boccanegra - Polskie Radio PRCD 1751 - 1752 - ****
VivaldiA - Orlando furioso RV 819 - Naïve OP30540 - *****
Wright C - Pandors’s Last Gift - Métier msv 28547 - ***

A Solo - Glossa GCD P30403 - *****
American Rhapsody - Antes Edition BM219292 - ****
Bogusławski/Krzanowski - Acte Préalable AP0280 - ****
Busoni - Strauss - Koncerty skrzypcowe - Hyperion CDA68044 - *****
Chopin/Schubert/Prokofiew - Mirare MIR 252 - ****
Cortot A - The Piano Works - Membran 600175 - Płyta miesiaca
David Garrett - The Early Years - Deutsche Grammophon 479 2936 - ****
Folk songs for the jazz ensemble - Acte Préalable AP0324 - *****
Garrett vs Paganini - Decca 3785534 - ***
Labirinto d’amore - Utwory na arcylutnię, pieśni - Alpha 195 - ****
Paul Tortelier - A Genius of the Cello - Membran 600176 - *****
Rodzina Straussów - Polki - Wiener Symphoniker WS 005 - ****
The Romantic Hero - Vittorio Grigòlo - Sony Classical 888837565929 - ****
Wieniawski - Conus - Vieuxtemps - Onyx 4109 - *****
Wilhelm Furtwängler - Opera Live - Membran 600168 - Płyta miesiaca