Muzyka21 nr 2/175 - luty 2015 r. - rok XVI

Tak ważne instytucje, jak Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, NOSPR, Filharmonia Narodowa i SPAM postanowiły wesprzeć Polskie Nagrania, by uczcić naszego wybitnego dyrygenta, Witolda Rowickiego wydaniem pięciopłytowego albumu. Okazja nadarzyła się znakomita – 100-lecie urodzin (26 lutego 2014) i 25. rocznica śmierci (2 października 2014), ale jak to w Polsce nagminnie się zdarza, została całkowicie zmarnowana. Polskie Nagrania, firma państwowa nie potrafiąca ani działać poprawnie, ani też wreszcie upaść, wstydu oszczędzić i przestać doić nieszczęsnych podatników, zamiast wydać album w lutym albo w październiku 2014 r., co każdy normalnie myśląc człowiek uznałby za logiczne, postanowiły, że album ukaże się po 25 stycznia 2015 r. Ale czy naprawdę warto się spierać o roczny poślizg? Dopiero co, w styczniu br., ukazał się, również sponsorowany przez MKiDN album z muzyką Oskara Kolbera, choć zdążono już uroczyście zakończyć obchody Roku Kolberga 2014 jeszcze w 2014 r. – tu akurat poślizgu nie zanotowano.
Ale po co czepiać się tak minimalnego spóźnienia. Nie to jest w sumie istotne. Wydany album Polskich Nagrań zawiera nagrania, które już kiedyś były upublicznione i wydane na płytach. Trzy z pięciu krążków zawierają nagrania należące już do domeny publicznej więc każdy, nie pytając o zgodę wydawcy czy też wykonawców, mógłby je wydać. Wszystkie one nic nie kosztowały wydawnictwa, dawno już się ich koszt zwrócił. I oto okazuje się, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego dofinansowało ten projekt sumą 50.000,00 zł. Znaczy to, że Polskie Nagrania we wniosku o dotację musiały oszacować koszt projektu na co najmniej 70.000,00 zł. Każdy, kto choć trochę zna się na branży wydawniczej wie, że koszt wyprodukowania samych płyt w tym przypadku, licząc wyjątkowo rozrzutnie, nie powinien przekroczyć 25.000,00 zł. Jak więc uzasadniono pozostałe 45.000,00 zł? Oczywiście nigdy się nie dowiemy, a przeciętny Kowalski machnie ręką na tak małą sumę i nie będzie dociekał. Tyle tylko, że takich przykładów są tysiące: nie walcząc o jawność finansów publicznych doprowadzamy do sytuacji, w której nikt już się nie martwi wyczarowanymi nagle miliardami na pomoc kopalniom. A przecież wszystkie te pieniądze są wyciągane z naszych portfeli.
Należy jeszcze podkreślić fakt, że koszt produkcji albumu Rowickiego zwróci się po sprzedaży mniej niż 400 albumów. Dlaczego Państwo dotuje działania, które nie dotrą nawet do 400 osób? Gdyby zasięg tego przedsięwzięcia był większy, to dotacja nie byłaby potrzebna – sprzedaż albumu byłaby i bez niej zyskowna.
Na przykładzie wspomnianego albumu Polskich Nagrań warto zastanowić się nad sensem dotowania reedycji, jakie by one nie były. Nagrania Witolda Rowickiego były już obecne na rynku od lat, wydawca czerpał z nich korzyści. Jeśli przyniosły mu dochód to powinien zrobić reedycję. Jeśli w ich przypadku odnotował stratę, jaki jest sens ponownie je wydawać? Nawet w takiej branży, jak kultura powinniśmy działać racjonalnie. Każdy, kto interesuje się Witoldem Rowickim może się zapoznać z jego nagraniami choćby w Bibliotece Narodowej. Państwo sfinansowało z naszych podatków wiele stron internetowych zajmujących się muzyką poważną. Niektóre w dalszym ciągu finansuje. Taką stroną jest na przykład zrealizowana za nasze podatki strona internetowa www.muzykoteka.pl – to napewno lepszy sposób promocji Witolda Rowickiego niż kłopotliwe w sprzedaży albumy płytowe. W ten sposób przynajmniej dzieci dowiedziałyby się kim był i czego dokonał ten wybitny dyrygent.
A tak, nie będą miały o nim żadnego pojęcia.
Bardzo niepokojącym jest to, że Państwo Polskie od lat upiera się, by Polskie Nagrania wciąż istniały, dotuje je przez pośredników, bo bezpośrednio nie może, a jednocześnie coraz więcej pieniędzy podatnika wycieka z kraju na dotowanie podmiotów zagranicznych, w konkurencji z którymi Polskie Nagrania nie mają żadnych szans, nawet na rynku Polskim.

W bieżącym numerze naszego pisma poświęcamy bardzo dużo miejsca znanemu już naszym czytelnikom artyście, znakomitemu altowioliście Marcinowi Murawskiemu, który prezentuje na naszych łamach swoją czwartą już płytę poświęconą twórczości amerykańskiego kompozytora i altowiolisty, Michaela Kimbera. Marcin Murawski to postać niezwykła. Mógłby być przykładem dla innych muzyków i pedagogów. Z wielkim zaangażowaniem realizuje swoją pasję rejestrując muzykę Kimbera. Jednocześnie zaprasza do współpracy młodych muzyków, w szczególności swoich wychowanków. Pokazuje jakie powinny naprawdę być relacje mistrz – uczeń. W ten sposób młodzi adepci altówki mogą poznać prawdziwy smak zawodowego życia.

Z innych ciekawych tematów należy wymienić wywiad z Mariuszem Kwietniem – artysta opowiada o przygotowaniach do roli Króla Rogera w Covent Garden. Pojawia się również na naszych łamach ciąg dalszy fascynującej opowieści o Witoldzie Friemannie, a także niesamowity życiorys całkowicie zapomnianego pianisty i kompozytora, Emila Łapczyńskiego. Opowiadamy również o ostatnich dokonaniach takich artystów, jak Seiji Ozawa, Martha Argerich, Daniel Barenboim czy Jos van Immerseel. Wśród recenzji płytowych warte wyróżnienia są albumy: pieśni Apolinarego Szeluty nagrane przez znaną już czytelnikom Muzyka21 Aleksandrę Kamińską, nowa płyta Kwintetu Śląskich Kameralistów oraz wspomniany powyżej, czwarty już album Marcina Murawskiego z muzyką Michaela Kimbera.

ŻYCIE

Oświęcim. Podróże z muzyką symfoniczną po kraju. Po raz piąty Orkiestra Akademii Beethovenowskiej organizuje cykl koncertów pod hasłem Jeszcze polska muzyka, mający przede wszystkim na celu przywrócenie kulturze muzycznej mniej znanych utworów i ich twórców, prezentowanych nie tylko w uznanych ośrodkach życia kulturalnego (np. Szczecinie), lecz także w mniejszych miastach (Tarnowie i Nowym Sączu), a nawet w niewielkich miejscowościach: Gierczykach czy Sobolowie (stąd wykonania w kościołach, gdy brak ku temu odpowiednich sal), nie posiadających większych, lub zgoła żadnych tradycji w tym względzie. Stąd towarzyszą im popularyzatorskie wprowadzenia. W tym roku na finał tego przedsięwzięcia (4 grudnia) wybrano Oświęcim, posiadający wielofunkcyjne Centrum Kultury z odpowiednim audytorium, które w całości zapełnione zostało publicznością, odczuwającą wyraźny niedosyt obcowania na co dzień z muzyką symfoniczną (w odległych latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku przez jakiś czas regularne koncerty dawała tu Filharmonia Krakowska).
Na początek wykonano Symfonię na smyczki Szymona Laksa.
W skrajnych ogniwach oraz w Scherzu dochodzi do głosu przede wszystkim neoklasyczna motoryka. W przebiegu muzycznym dominuje dysonansowa harmonika. Fakturalna przejrzystość kompozycji eksponowała zarazem wszystkie niedociągnięcia rytmiczne. Dzieło to szczególnie przejmująco zabrzmiało w tym miejscu, jeśli wspomni się, że w czasie niemieckiej okupacji jej autor prowadził orkiestrę w pobliskim obozie.(…)

Lesław Czapliński

Koszalin. Z estrady Filharmonii Koszalińskiej. „To państwa niebo włoskie błękitne i czyste, wszak to jak zmarzła woda, czyż nie piękniejsze stokroć wiatr i niepogoda?” – pisał poeta… Otóż owo niebo włoskie znalazło swoją muzyczną eksplikację na estradzie Filharmonii Koszalińskiej w piątek 19 IX 2014 r., na koncercie inaugurującym jej 59. sezon artystyczny – znalazło za sprawą dwojga wspaniałych artystów włoskich. Na podium dyrygenckim stanął Massimiliano Caldi, znakomity dyrygent włoski, zaś za klawiaturą fortepianu zajęła miejsce Isa Trotta, jedenastoletnia urocza włoska pianistka, która grała bardzo dojrzale dojrzały Koncert fortepianowy Es-dur KV 271 Wolfganga Amadeusza Mozarta – bez taryfy ulgowej, za to z wielką muzykalnością, gracją i wrażliwością, a także ekspresją. Mozart cudowny – i wcale nie „zmarzła woda”, lecz pulsująca życiem muzyka. Owo piękne wydarzenie poprzedzono znakomitym wykonaniem uwertury Mozarta do jego opery Don Giovanni – wykonanie wzorcowe, pełne polotu i staranności za strony orkiestry, ale nade wszystko było owocem znakomitej sztuki dyrygenckiej maestro Caldiego. I jednocześnie ogromna radość koszalińskich melomanów, ponieważ signore Caldi objął właśnie stanowisko dyrektora artystycznego Koszalińskich Filharmoników. A więc jego sztuka na estradzie, ale także tworzenie artystycznego kształtu działalności Filharmonii – to wydarzenie niezwykłe i radosne. I już „przekąską” do tego było wykonanie, po przerwie, I Symfonii C-dur Beethovena. Wykonanie znakomite, we wspaniałej „koincydencji” dyrygenta i orkiestry. Była to uczta klasyki, wspaniała wizytówka dyrygenta – i zapowiedź urzekających symfonicznych przeżyć artystycznych, jakie oczekują nas na ulicy Piastowskiej w Koszalinie. (…)

Kazimierz Rozbicki

Wiedeń. Nowy Rok ze Straussem. Słynny Koncert Noworoczny Wiedeńskich Filharmoników odbywa się już od 74 lat. Tradycję tę ustanowił znakomity austriacki dyrygent Clemens Krauss (1893–1954). 31 XII 1939 r. w Złotej Sali Musikverein w Wiedniu odbył się pierwszy koncert złożony z dzieł dynastii Straussów. Od 1941 r. odbywał się on już zawsze 1 stycznia i tak jest do dziś. Do poprowadzenia tegorocznego koncertu już po raz piąty został zaproszony znakomity dyrygent Zubin Mehta. Studiował w Wiedniu u znakomitego dyrygenta i pedagoga Hansa Swarowskiego i od czasów studenckich był ściśle związany z Towarzystwem Przyjaciół Muzyki, dając tu częste koncerty. Jak co roku Złota Sala Musikverein została udekorowana pięknymi kwiatami, które nadesłały w podarunku władze San Remo, a twórcami tych wspaniałych kompozycji byli jak zawsze austriaccy kwiaciarze i mistrzowie ogrodnictwa. Program tegorocznego koncertu wypełniły dzieła Jana Straussa ojca i syna, jak również Józefa i Edwarda, duńskiego kompozytora Hansa Christiana Lumbye oraz pierwszego kompozytora operetek – Franza von Suppe. (…)

Marcin Budziaszek

Kopenhaga. Najważniejsze wydarzenia jesiennego sezonu koncertowego w Kopenhadze. W czerwcu obchodzić będziemy w Danii 150. rocznicę urodzenia Carla Nielsena, najbardziej znanego kompozytora tego kraju. Fakt ten dał się już odczuć w zakończonym właśnie sezonie jesiennym. Na ten rok wszystkie duńskie orkiestry przygotowują programy z muzyką Nielsena, najbardziej intensywnie w Odense, na wyspie Fionii, jako że to właśnie w pobliżu tego miasta urodził się Nielsen. W Kopenhadze jako pierwsza wystartowała orkiestra Duńskiego Radia prezentując dwukrotnie (16 i 17 października) V Symfonię kompozytora (obok IV Symfonii Sibeliusa) pod batutą legandarrnego tutaj Herberta Blomstedta, w latach 1967–1977 głównego dyrygenta tej orkiestry. To za jego czasów np. wykonano dwukrotnie w Danii Pasję wg św. Łukasza Pendereckiego. Ten 88-letni dyrygent pojawia się przynajmniej raz w sezonie w Kopenhadze i jest tutaj podziwiany przez wszystkich – muzyków orkiestry, krytyków i publiczność. Wiedząc o zainteresowaniu osobą dyrygenta orkiestra pozwoliła zainteresowanym śledzić próby przez cały tydzień. Inna, znana postać Kopenhagi, tym razem młodszego pokolenia, skrzypek Nikolaj Znaider, wykonał w sali Radia Koncert skrzypcowy Nielsena (23 i 25 października) w koncercie całkowicie poświęconym Nielsenowi (uwertura Helios i I Symfonia), wszystko poprowadził Fin, Osmo Vänskä. Znaider jest nawiasem mówiąc dzieckiem polskich emigrantów przybyłych do Danii po 1968 r. (…)

Eva Maria Jensen

CZŁOWIEK

Czy za bardzo mnie nie poniosło?
Muzyka Kimbera – kolejne płyty i znów sukces!

z altowiolistą Marcinem Murawskim o kolejnych płytach z muzyką Michaela Kimbera rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Bożena Harasimowicz związana jest z gdańskim Wybrzeżem. Mieszkanka Sopotu, profesor Gdańskiej Akademii Muzycznej. Nad morzem nabiera sił i odpoczywa po pracy, tu tworzy i przygotowuje się do kolejnych koncertów.

Co takiego szczególnego jest w muzyce Michaela Kimbera, że nagrał pan już kolejne dwie płyty z jego muzyką, czyli trzecią i czwartą? W książeczce pisze pan o programach swoich płyt cytując klasyka: „chwila nieuwagi i kolejny sukces”…
Kiedyś powiedziałem, że muzyka Kimbera jest świetna. Że jest mistrzem swojego instrumentu, tak jak Chopin i Wieniawski byli mistrzami swoich. Podtrzymuję tę tezę i bronię jej każdą kolejną płytą z jego muzyką, wydawaną w Acte Préalable. Potwierdzają ją też liczne pozytywne recenzje w prasie i w Internecie, oraz osobiste opinie zarówno fachowców, jak i muzyków grających na innych instrumentach oraz „zwykłych” słuchaczy... i niemniej ważne są tu też pozytywne reakcje altowiolistów, którzy zaciekawieni jego twórczością sami sięgają po nią by ją wykonywać... Moim zdaniem jej największą zaletą jest fakt, iż komponuje ją nie teoretyk, a praktyk swojego instrumentu. To czyni ją trafniejszą, logiczniejszą i łatwiejszą do wykonania, choć chwilami nie bywa ona łatwa ani dla wykonawcy, ani dla słuchacza. No i jest cudownie retro...
Od początku przyświecał mi cel wydania kilku płyt, rejestrujących możliwie jak największą część z obszernej twórczości tego niezwykle intrygującego, błyskotliwego, ale ciągle mało znanego kompozytora. I choć wydawało się w pewnym momencie, że powstanie tylko pierwsza płyta, to jestem na etapie kompletowania utworów i obsady do płyty... szóstej! To było – i ciągle jest – przedsięwzięcie trudne logistycznie, finansowo, interpersonalnie, edytorsko, wykonawczo i artystycznie, którego nie udałoby się zrealizować bez zaangażowania i pomocy wielu instytucji, takich jak Akademia Muzyczna im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu, Miasto i Gmina Moryń, fundacja Wspólnota Gdańska, Parafia pw. św. Ducha w Moryniu czy amerykański producent strun i akcesoriów muzycznych D’Addario. Te płyty nie zostałyby nagrane i wydane, gdyby nie udana muzyczna współpraca z moimi studentami i absolwentami altowiolistami (Hedzielska, Kowalczyk, Bazan, Maksymowicz, Spychała, Tracz, Kowzan, Guściora, Dąbrowski), dyrygentem Markiem Siwką i Orkiestrą Kameralną Concertino, pianistką Katarzyną Stroińską-Sierant (i sekcją w składzie Piotr Max Wiśniewski i Sławek Tokłowicz), fantastycznym realizatorem nagrań Grzegorzem Stecem (którego instrument dęty słychać na drugiej płycie) oraz dzięki wzorowej współpracy z wydawnictwem Acte Préalable.
A „chwila nieuwagi i kolejny sukces”? Żart, takie „finis coronat opus”, z przymrużeniem oka. (…)

Legendy Polskiej Wokalistyki (42) - Natalia Stokowacka

Adam Czopek

Mówiono o niej, że jest jedną piątą słynnego bytomskiego kwintetu śpiewaczego. Była jedyną z tej grupy, która w 1957 r. nie przyjęła propozycji przejścia do Opery Warszawskiej. Wolała pozostać na Śląsku i być primadonną Opery Śląskiej w Bytomiu, której pozostała wierna przez całą karierę. To na tej scenie podziwiano ją jako rewelacyjną Desdemonę w Otellu, Gildę w Rigoletcie, Violettę w Traviacie oraz Elżbietę w Don Carlosie, operach Verdiego, którego bohaterki darzyła szczególną miłością. Do jej ulubionego repertuaru możemy zaliczyć jeszcze Madama Butterfly, Cyganerię i Toscę Pucciniego, Don Pasquale Donizettiego, oraz Fausta Gounoda. Wystąpiła w 27 premierach Opery Śląskiej i w 36 partiach wokalnych. Mówiono o niej, że jest stworzona dla sceny, kochała swoje bohaterki i potrafiła każdą z nich obdarować cząstką swojej osobowości. Ona kochała swoje bohaterki, a publiczność jej kolejne sceniczne wcielenia. Na dodatek była jedną z tych artystek świetnie, i z klasą, noszących kostium sceniczny. Wystąpiła w ponad 1500 spektaklach na scenach polskich i zagranicznych. 10 października 1978 r., blisko 32 lata po debiucie, wystąpiła po raz ostatni, zaśpiewała tego wieczoru swoją ukochaną partię Cio Cio San w Madama Butterfly. Towarzyszyło jej grono wiernych przyjaciół: Krystyna Szczepańska, Bogdan Paprocki i Andrzej Hiolski. Było to pożegnanie w prawdziwie wielkim stylu. Bywalcy Opery Śląskiej, miłośnicy Jej wspaniałego głosu i talentu aktorskiego długo nie chcieli puścić artystki ze sceny, po obu stronach scenicznej rampy były łzy wzruszenia. Eugenia Wybraniec napisała w „Poglądach” – „Wszystko, co kiedykolwiek dobrego powiedziano o tej artystce, odnajdywaliśmy w Madama Butterfly. Znów porwała nas jej żarliwość, której umiała nadać wielość odcieni i znaczeń; nadal mógł budzić podziw piękny jej głos, którym operuje z maesterią”. Czyż trzeba lepszego posumowania tej wspaniałej kariery? (...)

Seiji Ozawa
50 płyt na 40 lat!

Łukasz Kaczmarek

Już niedługo, 1 września 2015 r. Seiji Ozawa ukończy 80 lat! Ten znakomity japoński dyrygent od, mniej więcej, pół wieku zachwyca melomanów na całym świecie. Niezliczone koncerty pozostaną na zawsze w pamięci szczęśliwych słuchaczy, a nagrania, których dokonał będą uczyć i cieszyć kolejne generacje miłośników muzyki. Z okazji jubileuszu Ozawy wytwórnia Decca wydała 50-płytowy boks z najlepszymi rejestracjami Mistrza utrwalonymi dla niej i dla Philipsa. Jak pisze w swoim komentarzu do albumu Dominic Fyfe, „obejmuje on cztery dekady, trzy kontynenty i zdumiewająco szeroki repertuar”. Pierwsze zapisy z bogatej dyskografii dyrygenta pochodzą jeszcze z lat 1960., natomiast najstarsze nagranie, jakie znalazło się w nowym komplecie, datuje się na luty 1974 r. (IX Symfonia Beethovena z New Philharmonia Orchestra z Londynu). Najmłodszą rejestracją jest I Symfonia Brahmsa z Saito Kinen Orchestra z Carnegie Hall z grudnia 2010 r. Inne zespoły, z którymi dokonał Ozawa nagrań, to: Boston Symphony Orchestra (stała współpraca od 1973 do 2002 r.), Wiedeńscy Filharmonicy, Berlińscy Filharmonicy, San Francisco Symphony Orchestra, Orchestre de Paris, Staatskapelle Dresden, czy New Japan Philharmonic Orchestra.(…)

Martha Argerich i Daniel Barenboim
Z Buenos Aires do Berlina

Alina Banasiak

Pod koniec ubiegłego roku pojawiła się płyta, którą można nazwać znakomitą. W Berlinie na jednym koncercie pojawił się duet marzeń – wielcy Martha Argerich i Daniel Barenboim. Zagrali znakomity koncert w zjawiskowej interpretacji, który udało się wydać na płycie. Koncert przeszedł do historii,
a dzięki fonografii pozostanie w wiecznej pamięci.(...)

Zdumiewająco zaskakująca Carmina Burana Carla Orffa

mówi dyrygent Jos van Immerseel

Kantata Carmina Burana Carla Orffa wyśmiewana jako „zwykła muzyka amatorska”, zyskała w naszych czasach swoją sławę dzięki wykorzystaniu jej fragmentów w muzyce rozrywkowej (m.in. wykorzystywał jej fragmenty w swoich koncertach Michael Jackson), Teraz dzieło zostało „odnowione” dzięki oryginalnemu podejściu zespołu Anima Eterna Brugge pod kierunkiem Josa van Immerseela wraz z Collegium Vocale Gent, Schola Cantorum Cantate Domino oraz solistami Yeree Suh (sopran) Yves Saelens (tenor) i Thomasem Bauerem (baryton) przedstawiali to dzieło na tournée koncertowym w lutym 2014 r. w Belgii i w Holandii.(…)

Król Roger – studium człowieka

z Mariuszem Kwietniem, o przygotowaniach do tytułowej roli w produkcji Króla Rogera w Covent Garden planowanej na maj 2015 r. rozmawia Agnieszka Okońska

Jakie były twoje odczucia, gdy po raz pierwszy zagłębiłeś się w libretto i muzykę Króla Rogera?
Dla śpiewaka, który normalnie wykonuje Mozarta i bel canto, Król Roger to jest taka muzyka, że trzeba ją odkrywać i się jej nauczyć. Tak też było ze mną. Kiedy usłyszałem tę operę po raz pierwszy, od razu pomyślałem: „rany boskie, jakie to trudne!”. Ale jak zacząłem więcej słuchać nagrania z Andrzejem Hiolskim i Wiesławem Ochmanem, to mniej więcej po tygodniu serce zapłonęło do tej muzyki jak do młodej kochanki! Zaczęła mnie prześladować i chodziłem nucąc niektóre frazy Rogera. Później, przy produkcji w Paryżu, która była moją pierwszą jeśli chodzi o tę operę, byłem tak niesamowicie pochłonięty i realizacją, i muzyką, że chodziłem jak nieprzytomny po ulicach. Nawet doszło do tego, że omal nie zginąłem pod kołami samochodu, bo na czerwonym świetle wszedłem na jedną z głównych ulic w Paryżu – do tego stopnia moja głowa była cały czas gdzieś na próbie, którą właśnie skończyłem. (...)

DZIEŁO

Witold Friemann (2) Ostatni z czasów Młodej Polski

Maciej Łakomy

Służba w 15. pułku Ułanów Poznańskich

Mając już zagwarantowane stanowisko w Konserwatorium we Lwowie, Witold Friemann podejmuje, wydawać by się mogło, całkowicie irracjonalną z punktu widzenia rozwoju kariery naukowej decyzję: powodowany romantycznym uniesieniem tak często opisywanym w znanych mu doskonale dziełach Adama Mickiewicza, wstępuje do dowodzonego przez pułkownika Władysława Andersa 15 pułku Ułanów Poznańskich, rezygnując jednocześnie przy tym ze stopnia oficerskiego nabytego w armii rosyjskiej. Chęć służby w tworzącym się Wojsku Polskim niepodległego kraju jest u niego silniejsza od motywacji artystycznych i naukowych. Friemann wspomina ogromny, fizyczny trud, z jakim przyszło mu się zmierzyć w polskiej armii: „Służba ułana jest stanowczo trudniejszą od wszelkich muzycznych zagadnień i to na własnej osobie spraktykowałem. Ćwiczenia szablą, cepem okrutnie ciężkim są dla ręki wprost torturą. […] Pan Wachmistrz każe trzymać ją 5 minut w wyciągniętej ręce, a ćwiczyć 2 – 3 godzin. Lancą zaś nauczyłem się działać ekspedite, a teraz po przejściu kursu instruktorskiego jestem w technicznym szwadronie. Od 5 rano do 8 wieczór mamy zajęcia. Ja tylko to wytrzymałem dzięki temu, że jazda konna mi nie przedstawiała żadnej trudności i że jestem dobrze wygimnastykowany z poprzedniej służby oficerskiej. Oficerowie obchodzą się ze mną nadzwyczaj grzecznie, trudniej z panami kapralami i wachmistrzami, o! to jest złowrogie plemię. Poza tem dobyć od nich słowo niezwiązane z przekleństwem jest absolutnie niemożliwe. Już taki krzyk, że nie mogę pisać, więc kończę. […] Boże, co za ryki (to koledzy) ”.
Szkolenie było bardzo intensywne ze względu na konieczność scalenia w zorganizowany oddział żołnierzy z różnym doświadczeniem wojskowym, wywodzących się z trzech byłych armii zaborczych. Poza tym odnotowano również duży napływ kandydatów do służby wywodzących się z jednostek konspiracyjnych – Polskiej Organizacji Wojskowej, oraz Legionów Polskich i armii generała J. Hallera. Ćwiczono przede wszystkim musztrę, zasady służby patrolowej i polowej, uczono posługiwania się bronią palną i białą. W ramach zintegrowania żołnierzy z różnych środowisk społecznych prowadzono zajęcia oświatowe. Witold Friemann, po przejściu do szwadronu szkoleniowego nie wziął jednak nigdy udziału w działaniach bojowych swej jednostki. Konserwatorium lwowskie, zainteresowane zatrudnieniem kompozytora, rozpoczęło akcję wyreklamowania go z wojska. Dnia 30 października 1920 r. Friemann w wieku 31 lat został zwolniony do cywila w stopniu ułana. Wkrótce potem objął nowe obowiązki pedagogiczne we Lwowie.(...)

Emil Łapczyński – Koncercista

Maria Wilczek-Krupa

27 marca 1863 r. podlaski oddział powstańców styczniowych pod dowództwem Gustawa Zakrzewskiego spotkał na swej drodze wojsko carskie. Tylna straż oddziału starła się z grupą kozaków, w lasach obok Krzywdy. Siły główne – wraz z całym taborem i zapasem amunicji, żywności, opatrunków i odzieży – dotarły aż pod Wróblinę, gdzie stoczyły bój z carskimi piechurami. W krwawej i przegranej bitwie Zakrzewski stracił kilkudziesięciu żołnierzy, w tym 26-letniego pianistę – Emila Łapczyńskiego. Dziś nikt o nim nie pamięta, chociaż wtedy, w połowie XIX stulecia, był wschodzącą gwiazdą europejskiej pianistyki i cudownym dzieckiem, które – jak donosiła ówczesna prasa – „zaszczyt niósł będzie swojemu krajowi”. Informację o jego istnieniu możemy jedynie odnaleźć w Słowniku muzyków polskich dawnych i nowoczesnych (lakoniczna wzmianka Wojciecha Alberta Sowińskiego o wyjeździe Łapczyńskiego w 1855 r. na studia do Pragi) oraz Słowniku Pianistów Polskich Stanisława Dybowskiego; krótka notka skonstruowana jest m.in. w oparciu o recenzje koncertowe, zamieszczone w XIX-wiecznych czasopismach i dziennikach. Jest w niej parę błędów, bo i wtedy, tak jak i nierzadko dzisiaj, recenzenci nie przywiązywali wagi do ścisłości faktów biograficznych albo chronologii.(...)

Otton Mieczysław Żukowski – nieznane fakty z życia kompozytora i jego rodziny

z wnuczką kompozytora Zofią Bajdą rozmawia Robert Kaczorowski

W 2013 r. w wydawnictwie Acte Préalable ukazała się pierwsza płyta (AP0288) z utworami religijnymi nieznanego szerszemu gronu melomanów polskiego kompozytora Ottona Mieczysława Żukowskiego. W tekście dołączonym do płyty jej autor, Robert Kaczorowski, ukazał stan badań nad życiem i twórczością kompozytora, zwracając się jednocześnie z prośbą o relacje i świadectwa, które pozwoliłyby bardziej poznać Żukowskiego. W tym roku płyta dotarła do rodziny kompozytora, jego wnuczka Zofia Bajda z Zabrza, udzieliła wywiadu dla miesięcznika Muzyka21, który publikujemy poniżej.(...)

PŁYTOTEKA

 

 

 

Palcem po płycie – Michael Kimber po raz czwarty!

Łukasz Kaczmarek

Michael Kimber
Music for Violas 4: Night Music for viola and string orchestra, Adventure Overture, Evocations for viola and string orchestra, Traveling Music, O dyssey for string orchestra, Variations on a Polish folk song Ty pójdziesz górą for viola and orchestra, Ti pidesh horom (Ty pójdziesz górą), Mój sprytny kotek for viola and string orchestra
Marcin Murawski, altówka • Sestry Boczniewicz (Ramona & Natalia Boczniewicz); Orkiestra Kameralna Concertino • Marek Siwka, dyrygent
Acte Préalable AP0335 • w. 2014, n. 2014 • 73’25”
*****

Wytwórnia Acte Préalable przedstawia nam czwartą już płytę z muzyką altówkową amerykańskiego kompozytora Michaela Kimbera.Każdy z dotychczasowych krążków miał jakiś profil. Trzecia była kameralna i w nieco lżejszym tonie, druga zawierała, prócz kompozycji solowych, także orkiestrowe, pierwszą wreszcie można by określić jako solowo-kameralną. Wszystkie one zdobyły już uznanie wśród krytyki polskiej (Muzyka21) i zagranicznej (MusicWeb International). Obecna płyta z pewnością nie ustępuje poprzednim pod względem wartości artystycznej, jej charakter jest zaś bardziej eklektyczny. Znalazły się tutaj kompozycje przeznaczone na altówkę z towarzyszeniem orkiestry, na orkiestrę kameralną, a także na głosy solowe i zespół. Większość utworów to „poważne” dzieła klasyczne, część posiada humorystyczny wydźwięk (Mój sprytny kotek), część zaś utrzymana jest w ludowym charakterze (Wariacje na temat piosenki „Ty pójdziesz górą” oraz opracowanie samej rzeczonej piosenki). Skoro już wspominamy owe przykłady „etno” z twórczości Kimbera, to naprawdę imponujące móc posłuchać tak niezwykle stylowego polskiego folkloru w amerykańskim wydaniu! Podobnie jak w przypadku muzyki Kimbera znanej z wcześniejszych płyt, każda kompozycja posiada swój indywidualny charakter, a zarazem silne i łatwo rozpoznawalne piętno twórcy. Składają się na nie olbrzymia inwencja melodyczna kompozytora, zdolność ewokowania poprzez muzykę niezwykle nastrojowych obrazów, ogromna ilustracyjność utworów, a przy tym jakaś naturalność, szczerość, prostolinijność przekazu. Sprawia to, że dzieł Kimbera słucha się znakomicie zarówno jako wyrafinowanego muzycznego tła, jak i „dania głównego” – ta muzyka wciąga odbiorcę, pozwala się w sobie zatopić. Nie wymaga od słuchacza jakiegoś szczególnego przygotowania – równą radość może czerpać z niej tak „poważny” muzyk, jak i mało doświadczony, początkujący meloman. Michael Kimber często nadaje swoim kompozycjom obrazowe tytuły, co zresztą jest uzasadnione, zważywszy na charakter muzyki, o którym była już mowa. I tak, na omawianej płycie mamy m.in. Muzykę nocą, Uwerturę przygodową, czy Muzykę drogi.
Podobnie jak w przypadku wcześniejszych płyt Kimberowskiej serii Acte Préalable, tak i tym razem artystą, który w największym stopniu współtworzy całość jest Marcin Murawski, jeden
z czołowych polskich altowiolistów i ceniony pedagog. To przede wszystkim on i jego uczniowie odpowiedzialni są za przedstawienie kompozycji amerykańskiego twórcy w możliwie najdoskonalszy sposób. Podobnie też czyni prowadzona przez Marka Siwkę Orkiestra Kameralna Concertino, czyli, by zacytować słowa Murawskiego, „najlepsza grupa smyczkowców”. Za niezwykle stylowe wykonanie piosenki Ty pójdziesz górą odpowiedzialne są natomiast Ramona i Natalia, siostry Boczniewicz. Wykonania artystów utrzymane są zawsze na najwyższym poziomie, dopracowane pod względem technicznym, zaś w ich grze odnajdziemy wiele pasji, radości muzykowania i pełnego zaangażowania. Mówiąc krótko: otrzymujemy prawdziwą płytową perełkę. Album powinien zainteresować wszystkich altowiolistów; wzbogacenie repertuaru o dzieła Kimbera byłoby oryginalnym i cennym przedsięwzięciem. Ale dla czystej przyjemności słuchania – chyba nikt, kto sięgnie po krążek nie powinien być zawiedziony!

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Bach JS - Das Wohltemperierte Klavier cz. 1 - Deutsche Grammophon 479 2784 - *****
Bach JS - Ich elender Mensch - Phi 012 - *****
Bruckner A - Symfonia nr 5 D-dur - Profil PH14020 - *****
Kimber M - Music for Violas 4 - Acte Préalable AP0335 - *****
Koppel A - Koncerty marimbowe - Da Capo 6.220595 - ****
Mahler G - Symfonia nr 1 - BMC CD 188 - ****
Rheinberger JG - Komplet dzieł organowych - MDG 317 1864-2 - *****
Scarlatti A - Alto Cantatas - Brilliant 94440 - ***
Szeluto A - Pieśni - Acte Préalable AP0338 - *****

Czajkowski/Prokofiew - Koncerty fortepianowe - Decca 478 5360 - *****
Dworzak/Penderecki - Kwintety smyczkowe - Acte Préalable AP0334 • - *****
Elīna Garanča - Meditation - Deutsche Grammophon 479 2071 - ****
Margareta Dellefors - Sterling CDA 1693-2 - ****
Variations on America - MDG 917 1809-6 - ***