Muzyka21 nr 3/176 - marzec 2015 r. - rok XVI

Jak podaje „Rzeczpospolita” powołując się na raport NIK: „w latach 2011–2013 resort kultury świadomie i z naruszeniem prawa zaniżał kwoty dotacji przysługujących niepublicznym szkołom artystycznym. Z raportu wynika, że ze 131 mln zł, jakie w tym okresie te szkoły powinny otrzymać z budżetu, na ich konta trafiło niewiele ponad 62 mln zł, czyli mniej niż połowa. Szkoły niepubliczne nie miały możliwości zweryfikowania prawidłowości przyznanych im kwot dotacji ponieważ Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Centrum Edukacji Artystycznej nie podawały wiadomości o wysokości dotacji dla szkół publicznych, na bazie której wyliczane są dotacje dla placówek niepublicznych. Koszty działań resortu ponoszą rodzice, którzy z roku na rok muszą płacić coraz wyższe czesne za naukę w szkołach niepublicznych. A jest tych szkół ponad 130 i uczy się w nich 6,5 tys. uczniów”.
Są pieniądze na iście bizantyjskie przedsięwzięcia, na budowę nowych sal koncertowych, niekoniecznie potrzebnych, ale oczywiście jak największych, a jednocześnie państwo bez żadnych skrupułów wyciąga pieniądze z kieszeni tych, którzy w przyszłości mają te sale zapełnić, czy to jako wykonawcy, czy też słuchacze. Państwo piętnuje jak może tych, którzy unikają płacenia podatków, jednocześnie samo bez żenady ograbia swoich obywateli.

Wyliniała „kura znosząca złote jaja” (a raczej kogut) została zarżnięta. Zaledwie miesiąc temu pisaliśmy o tym, jak rząd dofinansowuje ledwo dychającego bankruta, jakim były Polskie Nagrania, a już cały kraj obiegła elektryzująca wiadomość – Warner kupił tę „skarbnicę” polskiej muzyki, ten bezcenny skład nikomu niepotrzebnych nagrań. Wprawdzie przedstawiciele środowiska muzycznego twierdzili, iż była to „kura znosząca złote jaja”, jednakże nikt tych złotych jajek nigdy nie widział, oczywiście poza przedstawicielami rządu, którzy od ponad dwudziestu lat czerpali korzyści z tej firmy doprowadzając ją, bezkarnie, do bankructwa. Polskie Nagrania nareszcie zostały sprzedane za około 8 milionów zł, choć prezes firmy twierdził, ze szkodą dla spółki, a więc dla nas wszystkich, że cena jest zawyżona (dobrze, że kupujący go nie posłuchał). Całe środowisko muzyczne, które od lat walczyło o utrzymanie status quo, czyli permanentne dofinansowywanie z budżetu Polskich Nagrań, twierdząc, że to prawdziwy skarb, nigdy nie postarało się o przejęcie tego wydawnictwa. A przecież 8 milionów to niezbyt wielka suma dla tak ogromnego środowiska. Czyżby jedynymi kompetencjami ludzi z tej branży było marnotrawienie publicznych środków?

Gdy Filharmonia Narodowa obchodziła 100. rocznicę założenia, narzekaliśmy, że ówczesny dyrektor, Antoni Wit, nie uszanował tradycji i odtworzył koncert inauguracyjny sprzed 100 lat w zmienionej formie. Czy jednak można było przypuszczać, że obecny dyrektor, Jacek Kaspszyk, w swoich posunięciach będzie jeszcze bardziej „postępowy”? 21 lutego br. obchodzona była 60. rocznica otwarcia Filharmonii Narodowej po wojnie. Wtedy, w 1955 r. szanowano jeszcze kulturę polską, w programie koncertu znalazły się tylko i wyłącznie utwory polskie: Bajka Moniuszki, I Koncert skrzypcowy Szymanowskiego i Koncert na orkiestrę Lutosławskiego. W tym roku maestro Kaspszyk, bez skrupułów, postanowił całkowicie wyrzucić muzykę polską z murów tej szacownej instytucji i zaprogramował trzy utwory Mozarta. Zresztą ta pogarda dla naszej muzyki trwa nie od dzisiaj, w koncercie 21 lutego wyraziła się po prostu bardzo dobitnie. Kolejnym etapem powinna być zmiana nazwy tej instytucji na „Filharmonia Wynarodowiona”. Cóż się dziwić, że grali Mozarta skoro w całym roku koncertowym nie gra się w ogóle muzyki polskiej, a artyści polscy mogą tylko pomarzyć, by ich tam zaproszono. Finansujmy z naszych podatków instytucje kultury, które za nic mają dorobek naszych rodaków. MKiDN nie ma nic wspólnego ani z kulturą, ani z dziedzictwem polskim, co i raz otwiera się nowe sale koncertowe, w których wiatr hula, a gra się byle jaki repertuar, ale na pewno nie polski. Jednocześnie tak się zarządza funduszami, że orkiestra Filharmonii Narodowej jest w pogotowiu strajkowym. Po co te sale koncertowe, skoro nie stać nas na przyzwoite opłacenie muzyków? Oczywiście naszych, polskich muzyków, bo do cudzoziemców płynie potok pieniędzy jakbyśmy byli Szwajcarią. Choć tam akurat lepiej tym wszystkim zarządzają.

Jak co roku, MKiDN spóźniło się z ogłoszeniem listy dotacji. Jest coraz gorzej. Ci, którzy chcą realizować małe, lokalne przedsięwzięcia, nie mają szansy na dotację. A ci, których zamierzenia są na miarę wspomnianej Szwajcarii, mogą liczyć na nasze podatki. Jest wiele kuriozalnych przedsięwzięć, które władza postanowiła wesprzeć ku zadowoleniu wnioskodawców ale bez żadnej korzyści dla zwykłego obywatela. Na przykład w Lusławicach zagrają Berlińscy Filharmonicy za skromne 260000 zł. Wziąwszy pod uwagę, że kilka lat temu Royal Philharmonic Orchestra grała w Łodzi za równy milion, Berlińczycy zeszli chyba na psy. Choć i tak kosztują nas niemało.
Tyle się ostatnio mówiło o znakomitym kontrakcie Filharmonii Narodowej z Warnerem. Po co więc starano się o pieniądze na nagranie płyty tej orkiestry w innej firmie? I w ogóle, czy to normalne, że mając tak znakomitych polskich artystów prosi się polskie państwo o wsparcie nagrania, które ma być zrealizowane przez austriackiego pianistę z polską orkiestrą dla niemieckiego wydawcy? W tym jednak przypadku ktoś chyba posłużył się szarymi komórkami i dotacji nie przyznał.
Przeglądając listę udzielonych dotacji, trudno zrozumieć czym się kierują decydenci. Oto kilka przykładów.
Czy to normalne, że państwowa firma otrzymuje dotacje? 203000 zł otrzymało Polskie Wydawnictwo Muzyczne na prawykonanie oratorium Henryka Mikołaja Góreckiego Sanctus Adalbertus (co tyle kosztuje?). PWM dostało także 50000 zł na wydanie Rapsodii litewskiej oraz Epizodu na maskaradzie Karłowicza (sam kompozytor chyba nie zarobił tyle na tych dziełach!) – dlaczego tak drogo, dlaczego w ogóle, skoro jest już kilka, a może kilkanaście nagrań tych utworów, że o wykonaniach nie wspomnimy. Przecież przez tyle lat PWM zarobiło dużo więcej na tych partyturach niż potrzeba teraz (czy to w ogóle konieczne?) na nowe opracowanie i edycję!
185000 zł przeznaczono na dwukrotne wykonanie w Polsce IV Symfonii Góreckiego. Pisaliśmy już wcześniej, że tę symfonię zamówili m.in. Anglicy, Amerykanie i Holendrzy, ale to nasze podatki poszły na jej premierę. Teraz znów horrendalna suma na to samo dzieło. Ile razy trzeba będzie je jeszcze wykonać, by Ministerstwo Kultury uznało, że już dotacji ono nie potrzebuje?
91000 zł poszło na serię płyt Polish Radio Experimental Studio. To nie pierwszy raz tak ogromna suma pieniędzy przeznaczona jest na wydawanie płyt z dokonaniami tego studia. W czasach, gdy całą spuściznę po Lutosławskim, Pendereckim, Góreckim i Panufniku można znaleźć na stronach internetowych finansowanych przez państwo, jaki jest cel wydawania płyt z muzyką z archiwum Polskiego Radia? Czy naprawdę nie można tych wszystkich archiwaliów umieścić na stronie internetowej? Będzie i taniej, i dostępne dla całej ludzkości, a nie dla kilku melomanów, którzy kupią płyty? Kilkanaście lat temu zapewniano nas, że prace nad digitalizacją w Polskim Radiu trwają. Może czas, by zamieścić rezultat tej pracy w Internecie?
Interesujący jest pomysł na dotowanie sumą 232000 zł festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Otóż firma Tauron w 30% należy do skarbu państwa. I tak, wielki sponsor Tauron, jest nim, bo korzysta z publicznych pieniędzy.
Trudno pisać o wszystkim, zainteresowanym polecamy adres http://mkidn.gov.pl/media/po2015/decyzje/20150204Wyniki_I_naboru-Muzyka_2015.pdf.

Wciąż słyszy się o braku pieniędzy na kulturę, instytucje powołane do jej krzewienia co roku mają problem z dopięciem głodowego budżetu, przez co jakość proponowanych wydarzeń jest coraz niższa, szeregowi pracownicy kultury zarabiają dużo poniżej krajowej (flecista z Narodowej dorabia jako taksówkarz – czy to do pomyślenia w przypadku wspomnianej powyżej Berliner Philharmoniker; oni nie muszą dorabiać na taryfie, bo mogą dorobić w Lusławicach), jednocześnie finansuje się na potęgę przedsięwzięcia-efemerydy (jedynym celem jest zaspokojenie wygórowanych potrzeb ich pomysłodawców), po których znika wszelki ślad wraz z ich zakończeniem.

ŻYCIE

Kraków. Rzeźbienie w orkiestrze. Koncerty Filharmonii Krakowskiej 9 i 10 stycznia poświęcone zostały późnoromantycznej muzyce skandynawskiej i niemieckiej, operującej rozbudowanymi składami symfonicznymi, a co za tym idzie polegającej na plastycznym kształtowaniu potężnych mas dźwiękowych, co zawsze wystawia na próbę dyrygenta i prowadzony przezeń zespól orkiestrowy, by nie przemieniły się one wyłącznie w zorganizowany i bezbarwny hałas. A zatem, jak sobie z tym wyzwaniem poradził Michał Dworzyński i od prawie dwóch lat kierowani przezeń filharmonicy krakowscy?
A że koncert odbywał się w porze karnawału, zagrano zatem Straussa, tyle że nie ze słynnego rodu wiedeńskich króli walca, lecz Bawarczyka Richarda, z pewnym opóźnieniem czcząc przypadające w ubiegłym roku stupięćdziesięciolecie jego urodzin. Na tę okazję wybrano jego poemat symfoniczny Tako rzecze Zaratustra op. 30.(…)

Lesław Czapliński

Kraków. Muzułmańskie porachunki… Muzułmańskimi władcami, na dodatek pochodzącymi z ludów tureckich, byli obydwaj wielcy wodzowie: zarówno Bajazet, jak i Tamerlan, których historia postawiła naprzeciwko siebie na przedpolach Bizancjum w roku 1402. Osmański sułtan dostał się wtedy do niewoli samarkandzkiego władcy, który miał go potem umieścić i obwozić w klatce. Tyle historia. Cała reszta, a zwłaszcza wątek romansowy pomiędzy Tamerlanem i córką Bajazeta, są tworem wyobraźni Agostina Pioveniego i Nicola Francesca Hyama, autorów kolejnych wersji libretta do opery George’a Fridericka Haendla Tamerlan HWV 18 (prapremiera 31 października 1724 r.). Pomimo tytułu, głównym bohaterem jawi się Bajazet, któremu jedenaście lat później swe dzieło sceniczne do pierwotnego libretta Pioveniego poświęci Antonio Vivaldi. Kulminację całej opery wyznacza nowatorska scena jego śmierci, w realistyczny sposób przywołująca muzyczno-deklamacyjnymi środkami kolejne fazy agonii. Jej zdawałoby się niedościgniony wzór interpretacyjny, zarówno pod względem muzycznym, jak i scenicznym, stworzył przed 7 laty Plácido Domingo w Operze Waszyngtońskiej. Podczas estradowego wykonania w czwartek 8 stycznia w Teatrze Słowackiego w Krakowie w ramach cyklu „Opera rara” partia ta przypadła angielskiemu tenorowi Johnowi Markowi Ainsleyowi. Za pomocą modulacji głosu, a także nieznacznych ruchów głowy, udało mu się wydobyć cały dramatyzm wspomnianej sytuacji. Mimo zapowiedzi niedyspozycji, w ariach, zwłaszcza drugiej Ciel e terra armi di sdegno ozdobne melizmaty posiadały pożądaną krągłość, a w kadencji głos swobodnie poszybował w górę skali. (…)

Lesław Czapliński

Warszawa. Recital z cyklu Mistrzowie fortepianu (Filharmonia Narodowa 11.01.2015, 1900). Zorganizowany przez Filharmonię Narodową cykl Mistrzowie fortepianu obfituje w wydarzenia artystyczne doniosłej rangi. Na początku sezonu koncertowego intelektualno-estetyczną ucztę zaserwował słuchaczom Aleksander Mielnikow. Następnie z recitalem wystąpił Grigorij Sokołow, którego barwne interpretacje dzieł Beethovena i Chopina wzbudziły w środowisku muzycznym spory rezonans. Noworoczne wydanie cyklu otworzył Piotr Anderszewski. (…)

Michał Bruliński

Wiedeń. Elżbieta Mazur – wiedeński Schubert polskiej pianistki. Dał poezji dźwięki a muzyce mowę – w tej lapidarnej sentencji Franza Grillparzera, austriackiego poety pierwszej połowy XIX w., zawarta jest cała prawda o twórczości i znaczeniu Franza Schuberta. Jego nieoczekiwana śmierć w wieku zaledwie 31 lat oraz fakt, że za życia nie był jako kompozytor w pełni doceniony, spowodowały, iż wiele dzieł, które pozostawił, przeleżeć musiało całe lata w zapomnieniu, nim zostały odkryte i zaczęły torować sobie drogę na estrady świata. Dotyczy to głównie utworów symfonicznych, kameralnych i fortepianowych, bo pieśni, dzięki wytrwałej popularyzacji przez znakomitego śpiewaka operowego Michaela Vogla, były znane i wydawane za życia kompozytora, chociaż mało kto ze współczesnych uświadamiał sobie pełną ich wartość i znaczenie dla muzyki. Gdy weźmie się pod uwagę, że swoje dwa pieśniarskie arcydzieła, Króla olch i Małgorzatę przy kołowrotku, napisał Schubert mając 18 lat, można sobie łatwo wyobrazić całą potęgę jego geniuszu i tym trudniej jest zrozumieć pasmo niepowodzeń, jakie go prześladowały przez całe życie. (…)

Marek Feliks Nowak

CZŁOWIEK

Piotr Beczała. Francuska kolekcja polskiego tenora

Agnieszka Okońska

Pytany o swoje ulubione role, Piotr Beczała wymienia zwykle imiona kilku postaci z repertuaru francuskiego. Czasem bardziej jednoznacznie wskazuje na Fausta jako rolę dla siebie idealną. Równie chętnie wykonuje jednak Romea, Wertera czy Kawalera des Grieux i ten typ repertuaru nagrał właśnie w wytwórni Deutsche Grammophon jako zbiór pt. The French Collection.
Bohater trójkolorowej płyty jest jednym z najlepszych na świecie tenorów lirycznych i uważa, że bardzo mu służy trzymanie się tej kategorii głosowej. Podpowiada to również obrany przez niego system wokalnego rozwoju, według którego warto praktykować jak najwięcej ról lirycznych zanim bez żalu (bo może bezpowrotnie) przejdzie się do repertuaru werystycznego. Poza tym zupełnie naturalna wydaje się chęć śpiewaka, by kontynuować to, co najbardziej zgadza się z jego typem głosu i świetnie ukazuje walory talentu.
„Werter, Faust, Romeo, des Grieux to moje ulubione role” – przyznaje Piotr Beczała w rozmowie z Eriką Miner, wymownie zatytułowanej To Sing with Nature (LAopus). „Oczywiście kocham Verdiego – mówi dalej artysta – ale kompozytorzy francuscy, Gounod, Massenet, wiedzieli jak pisać dla głosu, by zabłysł swymi najlepszymi cechami. Linia melodyczna prowadzi do najlepszych rejestrów i pozostaje w nich dokładnie tyle, ile trzeba. Świetnie się w tym czuję” – podkreśla polski tenor i powołuje się na swego ulubionego śpiewaka z przeszłości, Fritza Wunderlicha. Przypomina, że posługiwał się on głosem zgodnie ze swymi naturalnymi możliwościami, a nie przeciwko nim, co jest warunkiem pozostania długodystansowcem w dziedzinie opery. (…)

O polskich pieśniach

z Bernadetą Sonnleitner i Jakubem Tchorzewskim rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Ukazała się Wasza wspólna płyta z polskimi pieśniami wydana przez Acte Préalable. Od kiedy współpracujecie ze sobą?
Nasza znajomość sięga czasów studiów w warszawskiej Akademii Muzycznej, gdzie stawialiśmy pierwsze kroki w dziedzinie interpretacji pieśni pod okiem prof. Krystyny Borucińskiej. Następnie obydwoje znaleźliśmy się na studiach podyplomowych w Hochschule der Kunste w Bernie, gdzie przez kolejne dwa lata pracowaliśmy z prof. Tomaszem Herbutem. Zdarza się, że zespoły zawiązane podczas studiów po uzyskaniu dyplomu nie wytrzymują próby czasu i każdy z partnerów idzie w swoją stronę. Ale my, pomimo że aktualnie mieszkamy w dwóch różnych krajach, już od ponad 10 lat nieprzerwanie współpracujemy ze sobą.
Pan mieszka we Włoszech, pani w Szwajcarii. Jak radzicie sobie z organizowaniem wspólnych koncertów?
W dzisiejszych, zglobalizowanych czasach nie jest to aż takie trudne jak by się to mogło wydawać. Spotykamy się na próby raz we Włoszech, a raz w Szwajcarii. A jeśli się tak ułoży, to też i w Polsce. Wszystko zależy od dobrej organizacji..(…)

Polska to integralna część jego muzyki

Nelson Freire mówi o interpretacjach dzieł Chopina

Kiedy interesujemy się pana koncertami i nagraniami, zauważamy, że Chopin wydaje się zajmować szczególne miejsce…
Chopin i jego muzyka towarzyszyły mi zawsze. Moje pierwsze nagranie, płyta długogrająca – nagrałem ją, gdy miałem 12 lat – to był recital jego utworów. Nagranie to zawierało Balladę nr 4, która znajduje się także na mojej najnowszej płycie.
Na wydanej teraz płycie łączy pan utwory na fortepian solo z II Koncertem fortepianowym f-moll op. 21…
Być może, dzisiaj modne jest zaplanowanie muzyki solowej w towarzystwie koncertu! To bardzo przyjemna zmiana.(...)

Grigorij Sokołow w Salzburgu. Recital Mistrza

Łukasz Kaczmarek

Nakładem wytwórni Deutsche Grammophon ukazał się właśnie dwupłytowy album prezentujący recital, jaki rosyjski pianista Grigorij Sokołow dał podczas Festiwalu w Salzburgu, 30 lipca 2008 r. Na program złożyły się kompozycje dwojga twórców: Mozarta (Sonaty KV 280 i KV 332) oraz Chopina (24 Preludia op. 28). Ponadto pojawiło się aż sześć bisów.
Niewielu pianistów w ostatnich czasach osiągnęło już za życia tak legendarny status, jak Grigorij Sokołow. Jego sztuka budzi skojarzenia z tzw. wielką „złotą erą” pianistyki rosyjskiej początków XX w. Jednak rozpiętość jego repertuaru, epicki wymiar interpretacji i wręcz nieograniczona skala wyobraźni są klasą samą w sobie.(…)

Walentyna Lisica – gwiazda Internetu?

Maria Ziarkowska

Który pianista jest najczęściej słuchany na YouTube? Wcale nie wszechobecny Lang Lang, jak mogłoby się wydawać, ale Walentyna Lisica, ilość wejść przekroczyła zdumiewającą liczbę 50 milionów. I to za pomocą YouTube po raz wtóry ukraińska pianistka sama stworzyła swą karierę.(...)

Maurycy Ravel – francuski zegarmistrz

Paulina Zarębska

Każdy z nas bez trudu usłyszy w wyobraźni charakterystyczny, obsesyjny rytm grany na werblu i pojawiającą się na jego tle zmysłową melodię, intonowaną najpierw przez flet, następnie przez klarnet, a wreszcie podejmowaną przez kolejne instrumenty, to niesamowite „studium crescenda” na orkiestrę, kuszący taniec doprowadzony do szaleńczej kulminacji i zakończony nagłym dysonującym hukiem – Bolero Ravela. Utwór magiczny, „przebój” sal koncertowych, atrakcja każdego repertuaru symfonicznego. Popis umiejętności muzyków orkiestrowych, zwłaszcza zaś próba nerwów dla perkusisty… Mało kto jednak wie, że autor Bolera nie cenił zbyt wysoko walorów artystycznych owego dzieła. Uważał wręcz, że nie ma w nim ani krzty muzyki, jest po prostu dobry pomysł…(...)

Legendy Polskiej Wokalistyki (43) - Jadwiga Dębicka

Adam Czopek

Debiutowała w 1910 r. na scenie Opery Niemieckiej w Pradze. Jedne źródła podają, że była to partia tytułowej bohaterki w Madama Butterfly Pucciniego, inne że Manon w operze Masseneta. Jednak jej prawdziwy debiut miał miejsce da lata wcześniej w Operze Lwowskiej, gdzie 16 maja 1908 r. zaśpiewała partię Micaëli w Carmen Bizeta. Praga, z którą związane były początki jej artystycznej drogi przez Europę, oglądała jeszcze jej kreacje w Traviacie (Violetta), Rigoletcie (Gilda) Verdiego, Czarodziejskim flecie (Królowa Nocy) Mozarta, Królowej Sabie (Sulamith) Goldmarka i Cyganerii (Mimi) Pucciniego. Potrzebowała zaledwie kilku lat, by stać się jedną z najbardziej poszukiwanych polskich śpiewaczek w okresie międzywojennym. Ceniono ją nie tylko za wspaniale brzmiący głos o szlachetnym brzmieniu, bogatej barwie oraz swobodę wyśpiewywania koloraturowych pasaży, ale również za aktorski talent i sceniczny temperament. Przez ponad dwadzieścia pięć lat kursowała między scenami i estradami Amsterdamu, Kopenhagi, Barcelony, Berlina, Drezna, Paryża, Budapesztu, Sztokholmu, Bazylei, i Wiednia, zbierając uznanie za pamiętne kreacje Violetty, Desdemony w Otellu, Gildy, Butterfly i Mimi, Małgorzaty w Fauście Gounoda, Izabeli w Robercie diable Meyerbeera, Zofii w Kawalerze z różą, Zerbinetty w Ariadnie na Naksos R. Straussa, Matyldy w Wilhelmie Tellu Rossiniego, Eudoksji w Żydówce Halèy’ego oraz Evy w Śpiewakach norymberskich Wagnera.(...)

Serbska dusza i skrzypce

Maria Ziarkowska

Okładka jego płyty wydanej w Deutsche Grammophon pokazuje artystę dynamicznego, który pragnie ujarzmić skrzypce. Na swój debiutancki album wydany pod szyldem niemieckiej wytwórni Serb Nemanja Radulović wybrał różne utwory wśród których znalazło się miejsce dla jego rodzinnego folkloru. Jego wcześniejsze płyty pokazały, że mamy do czynienia z artystą o ukształtowanej bogatej osobowości z kilkoma ciekawymi płytami w dorobku, czas zatem przybliżyć jego sylwetkę naszym czytelnikom.(...)

DZIEŁO

Vincenzo Bellini i jego opery (4). Lunatyczka

Adam Czopek

Opery Belliniego, jak już w tym cyklu niejednokrotnie pisałem, mają niepowtarzalny styl i wdzięk, ale zarazem stawiają wykonawcom niezmiernie wysokie wymagania pod względem wokalnym. W Lunatyczce będącej pastoralną idyllą łączącą w sobie wątki poważne z komediowymi obok właściwego temu kompozytorowi wdzięku, liryzmu i melancholijnej melodyjności dochodzi jeszcze dodatkowo szczególny melanż stylowości i realizmu, piękna i uwodzicielskiej siły samego śpiewu, a zarazem konieczności przekazania w nim żywych, czasami nieco wybujałych, emocji. Z tych względów stosunkowo rzadko można spotkać Lunatyczkę na scenie, bo trudno zebrać troje śpiewaków, którzy z pełnym powodzeniem zmierzą się z ogromem trudności partii Aminy, Elvina i hrabiego Rudolfa. Zakończona ogromnym sukcesem kompozytora i wykonawców (Giuditta Pasta – Amina, Giovanni Battista Rubini – Elvin, Luciano Mariani – Hrabia Rudolf), prapremiera opery miała miejsce 6 marca 1831 r. w mediolańskim Teatro Carcano. Udana prapremiera sprawiła, że Bellini wreszcie zdobył zaszczyty, pieniądze i poklask krytyków. Chociaż ci ostatni nie byli jednomyślni w swoich opiniach, padały nawet określenia „kiepska partytura”. Jednak publiczność na przekór niektórym krytycznym opiniom pokochała Lunatyczkę od pierwszego przedstawienia, bo jednak Bellini zawarł w niej całe piękno XIX-wiecznej harmonii, a momentami wręcz zniewalającą melodykę. Z pewnością też potrafi to dzieło zaskarbić sobie sympatię słuchaczy poprzez trudności techniczne, jakie stawia wykonawcom – brawurowe arie i potężne partie zbiorowe, co wśród operowych fanów zawsze cieszyło się wielkim uznaniem. (...)

MUZYKA POLSKA

Witold Friemann (3) Ostatni z czasów Młodej Polski

Maciej Łakomy

Witold Friemann założycielem i dyrektorem Konserwatorium Muzycznego w Katowicach

W roku 1928, w momencie przybycia Witolda Friemanna do Katowic, miasto to stanowiło własność Polski od niecałych 6 lat. Sytuacja polskiej kultury muzycznej na Śląsku była skomplikowana. W Katowicach nie istniało polskie szkolnictwo muzyczne, nie funkcjonowały zawodowe orkiestry symfoniczne. Dodatkowo sytuację komplikowała obecność aktywnej politycznie i organizacyjnie mniejszości niemieckiej, nieprzychylnej tworzeniu polskiego środowiska kulturalnego. W tak specyficznych warunkach społecznych Witold Friemann organizował szkolnictwo muzyczne wszystkich trzech szczebli nauczania.
A pracy organizacyjnej i merytorycznej czekało na Witolda Friemanna w Katowicach bardzo wiele: rzeczą pierwszoplanową było pozyskanie lokalu, wyremontowanie go oraz adaptacja do potrzeb szkolnictwa muzycznego. Następnie kompozytor zorganizował zakup instrumentów niezbędnych do dydaktyki oraz prawidłowego funkcjonowania orkiestry. Wybudowano również w Katowicach pierwsze organy, które nie znajdowały się w świątyni. Kolejnym problemem było pozyskanie kadry pedagogicznej. Friemann postawił sobie za cel nadrzędny dobranie pracowników reprezentujących bardzo wysoki poziom wykonawczy i pedagogiczny. Wszystkie te działania wykonywał lub nadzorował w zasadzie osobiście, a wiązało się to z częstymi wizytami w Urzędzie Wojewódzkim oraz podróżami do Warszawy. (...)

PŁYTOTEKA

 

 

 

Palcem po płycie – Kolejny hołd Tansmanowi

Łukasz Kaczmarek

Aleksander Tansman
Cinq impromptus pour piano – à Serge Koussevitzky, Arabesques, six pièces pour piano – à Janine Cools, Huit novelettes pour piano
Elżbieta Tyszecka, fortepian

Acte Préalable AP0326 • w. 2014, n. 2013 • 48’36”
*****

„Aby być dobrym muzykiem, należy nie tylko dużo ćwiczyć, ale też czytać” – powiedział kiedyś włoski pianista Fabio Grasso. Elżbieta Tyszecka jest taką właśnie artystką. Jeśli ktoś miałby wątpliwości co do jej erudycji (nie tylko muzycznej!), wypada przypomnieć, że jest ona z wykształcenia i profesji również filologiem, autorką rozprawy pt. Muzyka w prozie narracyjnej Marcela Prousta, Thomasa Manna i Jarosława Iwaszkiewicza. Jako muzyk-pianista poświęciła się przede wszystkim muzyce fortepianowej Aleksandra Tansmana. Omawiana płyta jest jej ósmą z kolei w całości poświęconą kompozycjom Tansmana właśnie, a zarejestrowaną dla wytwórni Acte Préalable. Nagrania utrwalone zostały w miejscowości kompozytorowi (ale i pianistce) szczególnie bliskiej, rodzinnej Łodzi.
W albumie znalazły się trzy fortepianowe cykle: Pięć Impromptus dedykowanych Sergiuszowi Kusewickiemu, Sześć Arabesek z dedykacją dla Janine Cools oraz Osiem Novelett. Kompozycje te powstawały między rokiem 1922 i 1936, a więc w dobrych dla twórcy, paryskich czasach. Pozycja Tansmana wówczas umacniała się, następowało wiele korzystnych zmian w jego życiu, choć niejednemu przeszkadzał nazbyt śmiały język muzyczny, stąd jego zagraniczne sukcesy odbijały się w Polsce bardzo różnymi echami. Zaprezentowane na płycie cykle często nawiązują jeszcze do romantyzmu i tradycji, choć twórca nie stroni od nowoczesnych zdobyczy, czasem ucieka w atonalność. Podejmuje różne formy: etiudy, form tanecznych, nokturnu, etc., nawiązuje do tradycyjnej muzyki polskiej, jawajskiej, wprowadza rytm bluesa. Każda z miniatur posiada swój charakter, każda jest w jakiś sposób interesująca. Wykonawczyni wszystkich kompozycji, Elżbieta Tyszecka, dobrze oddaje tę unikatowość, uwydatnia kompozytorskie idee. Gra w sposób bardzo wierny oryginałowi, nie pozwala sobie na najdrobniejsze uchybienia w stosunku do Tansmanowskich partytur.
Omawiana płyta to kolejny tom wspaniałej kolekcji Elżbiety Tyszeckiej z muzyką fortepianową Aleksandra Tansmana.

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Bach JS - Uwertura francuska - Decca 478 6773 - *****
Beethovem L - Die geschöpfe des Prometheus op. 43 - Decca 478 6755 - ****
Beethoven L - V Koncert fortepianowy - Decca 478 6771 - *****
Beethovenm L - Symfonie nr 2 i 3 - Soli Deo Gloria SDG721 - **
Fontyn J - Koncert skrzypcowy - Cybele KiG 005 - ****
Hasse JA - Siroe, Re di Persia - Decca 478 6768 - *****
Mahler G - Symfonia nr 7 - Deutsche Grammophon 479 1700 - ****
Mozart WA - Don Giovanni - Opus Arte OA1145D - ****
Tansman A - Cinq impromptus pour piano - Acte Préalable AP0326 - *****

… e per converto di viole - Divox CDX-70808-6 - ****
After Hours - King’s College KGS0006 - *****
Andrea Bocelli - Opera - The Ultimate Collection - Decca 478 7732 - ****
Apotheoses & Autres Sonates - Harmonia Mundi HMC 902193 - *****
Bach - Busoni - Komplet transkrypcji - Brilliant 94867 - ****
Bach - Haendel - MDG 320 0761-2 - *****
Cuban Symphonic Music - MDG 601 1872-2 - *****
Czajkowski/Bartók - LSO Live LSO0752 - *****
Dedications - Thorofon CTH2613 - *****
Impro - Alia Vox AVSA 9909 - ****
J. S. Bach/C. P. E. Bach - Deutsche Grammophon 479 2479 - *****
Kingdom of Heaven - Ramée RAM 1402 - *****
Marie et Marion - Harmonia Mundi HMU 807524 - *****
Musorgski/Ravel - Antes Edition BM319291- ****
Nicola Benedetti - Homecoming - Decca 478 6690 - *****
Panufnik/Lutosławski - Naxos 8.573164 - *****
Teachers. Friends. Colleagues - MDG 613 1858-2 - ****
Virgo Prudentissima - CPO 777 772-2 - *****