www.leylagencer.org

Muzyka21 nr 4/177 - kwiecień 2015 r. - rok XVI

Rządzący, jacy by nie byli, uważają obywateli za inteligentnych tylko, gdy potrzebują ich głosów. Po zdobyciu władzy traktują ich jak ciemniaków niezdolnych do wyciągania jakichkolwiek wniosków, nie pamiętających o tym, co wydarzyło się kilka dni wcześniej. Dlatego wciąż zatruwają nas idiotyczną papką, która obraża każdego przeciętnie rozgarniętego człowieka. W lutym spalił się Most Łazienkowski. Samo to już świadczy o beznadziejności władzy, która niczego nie nauczyła się po podobnym wydarzeniu 40 lat temu. Pani prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz bardzo narzekała na brak odpowiednich środków w budżecie miasta, tym niemniej obiecała warszawiakom jak najszybsze odbudowanie mostu przeznaczając na to 55 mln zł z kasy miejskiej, jednocześnie otrzymała wsparcie od pani premier Ewy Kopacz w identycznej wysokości. Tak więc, biedna Stolica została wsparta z budżetu państwa, czyli przez wszystkich Polaków. To władze miasta są odpowiedzialne za katastrofę, ale wciąż „cały naród buduje (po raz drugi) Stolicę”. Czy naprawdę to coś nagannego? Czy nie powinniśmy być solidarny? Owszem, solidarność to podstawa społeczeństwa. Tyle tylko, że w dwa tygodnie po katastrofie pani prezydent Warszawy ogłasza, że rusza wreszcie budowa siedziby Sinfonii Varsovii, która będzie kosztowała warszawiaków, bagatela, niecałe 300 mln zł. Pogratulować pani prezydent, że w tak krótkim czasie potrafiła wyczarować tak wielką kwotę w budżecie, który dwa tygodnie wcześniej był pusty!
Można zapytać, dlaczego cały naród dofinansowuje jakiś most w Warszawie, a Warszawa w tym czasie organizuje igrzyska? Pani prezydent zapewnia, że to działanie ma na celu zmianę oblicza Pragi. Czy jednak na pewno ma to znaczenie dla mieszkańców tejże Pragi żyjących w ruderach, od lat nie remontowanych kamienicach bez wygód, które urągają standardom XXI w.? Może zamiast szykować nikomu niepotrzebną salę koncertową trzeba by wreszcie wyremontować te wszystkie praskie, i nie tylko, slumsy?
Oczywiście kultura jest potrzebna. Tyle tylko, że mamy w Warszawie i Filharmonię Narodową, i Teatr Wielki, i Warszawską Operą Kameralną, i Teatr Roma, i wiele innych miejsc, w których głównie wiatr hula, bo tylko czasem odbywają się tam koncerty. Kolejna, ogromna sala koncertowa, tym razem na Pradze potrzebna jest na pewno tym, którzy na tej budowie świetnie zarobią. Ale skąd wziąć publiczność do zapełnienia jej skoro i w Narodowej, i w Teatrze Wielkim, zapełnienie sali jest problemem. W niedawno otwartej Filharmonii Paryskiej coś się dzieje trzy razy dziennie. A w Narodowej trzy razy w tygodniu…

Miesiąc temu pisaliśmy o dotacjach przyznanych przez MKiDN, a także o odrzuconych. Okazuje się, że jednak niektóre z odrzuconych okazały się warte wsparcia Ministerstwa. Informowaliśmy, jak to ktoś posłużył się swoimi szarymi komórkami i nie zgodził się na finansowanie austriackiego artysty w niemieckiej wytwórni. Okazuje się, że jednak ten inteligent nie miał racji. Czytelnicy sami muszą wiec uznać, czy normalnym jest, by MKiDN z naszych podatków, a także SPAM (Stowarzyszenie Polskich Artystów Muzyków) ze składek i tantiem swoich członków finansowali austriackiego wykonawcę nagrywającego płytę dla niemieckiej wytwórni płytowej należącej do największego koncernu medialnego na świecie? Również MKiDN zreflektowało się, i uznało, że czymś nagannym byłoby nie nagranie kolejnej płyty z muzyką Krzysztofa Pendereckiego i wcześniej odrzucony wniosek w tej sprawie uznało za wart wsparcia.
Zainteresowanym polecamy link do strony Ministerstwa: http://mkidn.gov.pl/media/po2015/decyzje/20150311_Lista_pozytywnie_rozpatrzonych_odwolan-Muzyka_2015.pdf.

Na koniec należy wspomnieć o koncercie, zaplanowanym przez Filharmonię Wrocławską na dzień zwycięstwa 8 maja br. Dwa utwory w programie: Stille und Umkehr Bernda Aloisa Zimmermanna i VIII Symfonia c-moll Antona Brucknera. Czyż można sobie wymarzyć lepszy repertuar na Dzień Zwycięstwa w mieście, które dłużej było częścią Austrii i Niemiec niż Polski: Niemiec służący w latach 1940-1942 w Wehrmachcie i Austriak, którego muzyka grana była przez rozgłośnie niemieckie na wieść o śmierci Hitlera? Niestety, nawet najważniejsze święta nie potrafią nas przekonać do naszej, jakże bogatej twórczości. Czy na co dzień, czy od święta, muzyka obca króluje w naszych salach koncertowych.

Sprostowanie: w poprzednim miesiącu w artykule „Od Redakcji” pomyliliśmy się, za co przepraszamy. Otóż Filharmonia Narodowa została otwarta po wojnie w 1955 r., a nie w 1951, jak mylnie podaliśmy. Również to nie Antoni Wit, ale Kazimierz Kord uznał, że Symfonia Zygmunta Stojowskiego „posiada wyłącznie wartość natury historycznej, a więc nie warto po nią sięgać przy takiej okazji”. To właśnie za czasów Antoniego Wita ta znakomita Symfonia mogła znów zabrzmieć w Filharmonii Narodowej w wykonaniu Filharmoni Rzeszowskiej pod batutą Jerzego Koska.

ŻYCIE

Kraków. Muzyka pomaga się porozumieć! Działające w Krakowie Stowarzyszenie im. Beethovena zorganizowało dwa konkursy: filmowy i kompozytorski w ramach szerszego przedsięwzięcia pod hasłem idei wielokulturowości. Jego uwieńczeniem był koncert Orkiestry Symfonicznej z norweskiego Trondheim, który poprowadził Jacek Kasprzyk (23 stycznia br.). W dziale filmowym zwyciężył Stłumiony szept w reżyserii Pauliny Koniuk (ur. w 1994 r. studentka Uniwersytetu Poznańskiego). W dobie wszechpanującej animacji komputerowej ta poklatkowa stanowi nieomal przejaw techniki rękodzielniczej, a powstała w oparciu o nią praca nie wykracza poza obręb działalności amatorskiej. (…)

Lesław Czapliński

Warszawa. O dwóch nierównych połowach, czyli beethovenowski wieczór w Filharmonii w Warszawie. Jedną z podstawowych cech klasycznego porządku w architekturze i sztuce jest symetria. Mianem „symetrycznych” pod względem wykonawczym i artystycznym trudno określić dwie części koncertu z 24 lutego, w trakcie którego Orkiestra Filharmonii Narodowej wykonała pod batutą Jacka Kaspszyka V Symfonię c-moll op. 67 (pierwsza część koncertu) oraz III Koncert fortepianowy c-moll Beethovena z Rafałem Blechaczem przy fortepianie (część druga).(…)

Michał Bruliński

Wrocław. Sen, ot i wszystko – Eugeniusz Oniegin, albo życie snem. Kluczem inscenizacyjnym Jurija Aleksandrowa do wystawienia Eugeniusza Oniegina w Operze Wrocławskiej (kier. muz. Marcin Nałęcz-Niesiołowski, reż. Jurij Aleksandrow. dek. Paweł Dobrzycki. kost. Małgorzata Słoniowska, premiery: 7 i 8 lutego 2014 r.). jest ujęcie całej opowieści w ramy snu rozczytanej w romansach, sentymentalnej Tatiany. Wskazuje na to opuszczona na początku tiulowa zasłona, spoza której widać na tle niezmiennej potem scenerii zatrzymane w ruchu osoby dramatu (między innymi domowego portrecistę, będącego, jak się potem okaże, Francuzem Triquetem). Na pierwszym planie, przy stoliku z zapaloną świeczką siedzi zaś Tatiana, czyżby więc historia, którą będziemy oglądać, rozgrywała się jedynie na scenie jej wyobraźni, rozbudzonej od wpływem wspomnianych lektur? Ze wspomnianymi założeniami inscenizacyjnymi w pełni korespondowało uczynienie, w zgodzie z naturą partytury Czajkowskiego, symfonicznie ukształtowanego akompaniamentu orkiestrowego głównym narratorem rozgrywających się wydarzeń, przywołującym tło sytuacyjne, odmalowującym stany uczuciowe postaci, wreszcie komentującym bieg wydarzeń. Kierownictwo muzyczne spoczywało w pewnych rękach Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, który we właściwy sposób kształtował przebieg przedstawienia, dobierając odpowiednie tempa oraz zróżnicowane plany dynamiczne. (…)

Lesław Czapliński

Lublin. Osoba Jana Pawła II zarówno za życia, jak i po śmierci inspirowała wielu kompozytorów polskich i zagranicznych. Powstawało wiele utworów dla Ojca Świętego. Niejednokrotnie inspirację dla kompozytorów stanowiły teksty Karola Wojtyły, czy też późniejszego papieża. Dziś także kompozytorzy tworzą muzykę ku Jego pamięci.
Do tego grona należy zaliczyć Bernarda Stielera. Ten mało znany poznański kompozytor urodził się 16 VIII 1951 r. w Szczańcu. W 1973 r. rozpoczął studia w zakresie kompozycji w klasie Andrzeja Koszewskiego na Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu, które ukończył w 1978 r. Działalność religijną rozpoczął w 1970 r. pełniąc funkcje animatora życia muzycznego w kościołach Poznania. (…)

Karol Rzepecki

Istambuł. 8th Leyla Gencer Voice Competition. Organizowany przez Istanbul Foundation for Culture and Arts (IKSV) i Accademia Teatro alla Scala, przy współpracy z Polską Operą Narodową, Leyla Gencer Voice Competition jest poświęcony pamieci „La Diva Turca” – Leyli Gencer – i odbywał się pod jej patronatem aż do jej śmierci w 2008 r.
Leyla Gencer Voice Competition jest zaszczycone obecnością Luciana Serry jako przewodniczącego jury ósmej edycji konkursu. Konkurs wyróżnia się międzynarodowym jury złożonym z najbardziej wpływowych osób z różnych dziedzin muzyk oraz z byłych laureatów (między innymi Pretty Yende, Anita Rachvelishvili, Nino Machaidze, Marcello Alvarez, Nikola Mijailovic), którzy dzięki konkursowi zdobyli światowy rozgłos. Tegoroczne wstępne przesłuchania odbędą się w Paryżu, Londynie, Berlinie, Warszawie, Mediolanie i Istambule między 10 a 30 VI z finałem w Istambule w dniach od 6 do 11 IX. Termin nadsyłania zgłoszeń to 1 VI 2015 r. Więcej informacji można uzyskać na stronach: http://www.leylagencer.org, http://www.iksvphoto.com, http://www.facebook.com/leylagencersanyarismasi.

(red)

Paryż. Il rè pastore W. A. Mozarta w Théâtre du Châtelet. Równie dobrze można by temu spektaklowi nadać tytuł „Mozart w kosmicznym wydaniu”. Reżyser Oliver Fredj i scenarzysta oraz autor koncepcji wizualnych Nicolas Buffe umieścili akcję opery w odległej galaktyce na planecie o nazwie Sidon. W oryginalnym libretcie jest to region Libanu. To stosunkowo mało znane dzieło Mozarta zostało napisane i miało swoją premierę w Salzburgu w 1775 r. Pierwszego lutego odbył się ostatni spektakl tej opery wystawianej w Châtelet od początku stycznia. W swoich recenzjach często narzekałem na współczesne inscenizacje, zarzucając im zbytnią prostotę środków, czy wręcz pójście na łatwiznę. Paryska produkcja Il rè pastore KV 208 na pewno nie była zrobiona oszczędnie. Główny element scenografii to półokrągły ekran, na którym wyświetlano obrazy przedstawiające rozgwieżdżone niebo, po którym przelatuje co jakiś czas statek kosmiczny, innym razem pustynną przestrzeń przypominającą powierzchnię księżyca, a także futurystyczne miasto. Sceny przedstawione na ekranie były tak realistyczne, że publiczność odnosiła wrażenie, że podróżuje w przestrzeni kosmicznej wraz z bohaterami opery. Soliści poruszali się po scenie samochodem, skuterem, a także byli podwieszeni wysoko nad sceną. (...)

Mariusz Trojanowski

Londyn. Dyrektor londyńskiej Opery Covent Garden – Kasper Holten – mówi o Holendrze Tułaczu Richarda Wagnera jako o opowieści o ludzkiej samotności i wyzwoleniu z niej poprzez miłość. Te dwie emocje pokazane są przez mistrza z Beyreuth, w mistrzowski sposób nie tylko w muzycznej warstwie dzieła, ale także przez dramatyczną historię nazwaną przez Holtena: „emocjonalną turbulencją w dźwiękach wzburzonego morza”.(...)

Damian Ganclarski

Londyn. Magia opery. Czarodziejski flet, inspirowany oświeceniowymi ideałami i tajemnymi praktykami, typowe dziecko swej epoki, uderza sztucznością górnolotnych i abstrakcyjnych idei. Na szczęście jego ojcem jest Mozart, który napisał genialną muzykę, wyrażającą najsubtelniejsze emocje. I nawet, gdy przygody bohaterów nie biorą się z realnego świata, mogą z powodzeniem działać na nas wpisane w tę operę uczucia, mieszający się w postaciach komizm i dramat oraz wzniosłość partii chóralnych. Ta opera nie zejdzie ze sceny dokąd znajdą się śpiewacy i scenografowie na miarę tego arcydzieła, bo jak nieziemskie jest piękno jego muzyki, tak i libretto daje plastykom wielkie pole do popisu.(...)

Agnieszka Okońska

Marsylia. Ogromny sukces Polaków. Polski kwintet dęty Saphire zajął najwyższą, drugą lokatą (pierwszej nagrody nie przyznano) na ósmym Concours International de Quintette à vent Henri Tomasi, który odbył się w dniach 23 – 28 lutego 2015 r. Sukces ten jest tym większy, że to Francuzi wiodą prym w grze na instrumentach dętych, a konkurs odbywał się we Francji. Co ciekawe, również trzecia nagroda została przyznana ex-aequo zespołom zagranicznym: kwintetowi Enara z Hiszpanii i kwintetowi Kalabis (...)
z Czech.(...)

(red)

CZŁOWIEK

Marin Alsop – charyzmatyczna dyrygentka

Maria Ziarkowska

Marin Alsop urodziła się 16 października 1956 r. w Nowym Yorku. Wywodzi się z rodziny o tradycjach muzycznych. Jej ojciec był skrzypkiem, natomiast matka wiolonczelistką. Alsop już w wieku 2 lat zaczęła pobierać lekcje gry na fortepianie. Okazała się bardzo uzdolnioną i pojętną uczennicą. Talent pozwolił by w wieku 5 lat podjęła naukę gry na skrzypcach. Jako 7-latka zaczęła uczęszczać do Julliard Pre-College. Zainspirowana Leonardem Bernsteinem i zachwycona przygotowanym przez niego koncertem w Filharmonii w Nowym Yorku zapragnęła zostać dyrygentem. W 1972 r. Marin Alsop dostała się na Uniwersytet w Yale, gdzie kontynuowała dalszą naukę. Ostatecznie dyplom ze skrzypiec artystka uzyskała w Julliard School. (…)

Legendy Polskiej Wokalistyki (44) - Jerzy Garda

Adam Czopek

W historii naszej opery mieliśmy takie okresy, kiedy któryś z gatunków głosu dominował na scenach krajowych, ciesząc się zarazem międzynarodowym uznaniem. Przełom XIX i XX w. należał do sopranów (Marcelina Sembrich-Kochańska, Regina Pinkert, Teresa Arkiel, Felicja Kaszowska), tak jak pierwsza połowa XX w. była okresem dominacji polskich barytonów i to nie tylko na europejskich scenach. Jerzy Czaplicki, Wacław Brzeziński, Eugeniusz Mossakowski, Jan Romejko, Marian Palewicz-Golejewski, Zenon Dolmicki, to grono tych właśnie śpiewaków, którzy byli znani w kraju i za granicą. Na przełomie XX i XXI w. sytuacja powtórzyła się – światowe sceny opanowali Mariusz Kwiecień, Marcin Bronikowski, Wojciech Drabowicz, Andrzej Dobber, Artur Ruciński i Mikołaj Zalasiński. W pierwszej grupie wymienionych artystów okresu międzywojennego był jeszcze nasz bohater, legendarny Jerzy Garda, którego głos określano jako wyjątkowo piękny baryton dramatyczny o rzadko spotykanej mocy i szlachetnej ekspresji. Pozwalało mu to na śpiewanie niemal wszystkich partii barytonowych w operach Verdiego (Simon Boccanegra, Rigoletto), Wagnera (Telramund w Lohengrinie), Pucciniego (Scarpia w Tosce), Rossiniego (Figaro w Cyruliku sewilskim), Bizeta (Escamillo w Carmen), Meyerbeera (Nelusco w Afrykance). Śpiewał też partie w operach Moniuszki (Janusz w Halce, Dżares w Parii). Jego kariera bogata w wydarzenia i wysoko oceniane kreacje trwała niestety bardzo krótko, bo niewiele ponad dwadzieścia lat. Zmarł 18 marca 1951 r. we Wrocławiu, w pełni sił twórczych, z powodu choroby nowotworowej, w wieku zaledwie 48 lat. Ostatnią jego partią był Dżares w Parii zaśpiewany 20 stycznia 1951 r. (wiedziano już wtedy o ciężkiej i nieuleczalnej chorobie artysty) na scenie Opery Wrocławskiej, dosłownie kilka tygodni przed śmiercią w klinice uniwersyteckiej. „Stworzył świetną kreację wykończoną tak pod względem wokalnym, jak i aktorskim, sposób prowadzenia kantyleny, wykończenie frazy muzycznej, połączenie śpiewu z ruchem scenicznym i głęboko wzruszająca gra sceniczna, potwierdziły raz jeszcze, że mimo konieczności zatrzymania pewnych umowności w grze, związanych z konwencjami stylu operowego, można stworzyć w operze postać szczerze czującą i prawdziwie ludzką” – napisał po tym występie Wojciech Dzieduszycki („Muzyka” 1951 nr 3-4). Szybko okazało się, że była to ostatnia recenzja jaką otrzymał ten wielki artysta o niekwestionowanym dorobku artystycznym. (...)

Najpierw był Antoni Stolpe, teraz jest Fryderyk Chopin

z pianistą Stefanem Łabanowskim o muzyce Chopina rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Poprzednia nasza rozmowa dla Muzyka21 ukazała się z okazji promocji debiutanckiego albumu dla Acte Préalable z muzyką Antoniego Stolpego. Jak od tamtej płyty rozwijała się pańska kariera?
Koncertowałem trochę w Polsce i zagranicą. Spośród niedawnych wydarzeń, niezapomnianym przeżyciem był dla mnie koncert w listopadzie 2014 r. na ogarniętej wojną Ukrainie, gdzie wystąpiłem z recitalem w Filharmonii w Iwano-Frankowsku – dawnym Stanisławowie. Ważnym dla mnie osiągnięciem, choć tylko pośrednio wiążącym się z karierą muzyczną, było uzyskanie na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie stopnia doktora sztuki muzycznej w specjalności gra na fortepianie. Dziełem artystycznym, stanowiącym moją pracę doktorską, była właśnie wspomniana przez pana płyta z utworami fortepianowymi Antoniego Stolpego.
Kolejną pana płytą jest recital z muzyką Chopina. Kim dla pana jest Fryderyk Chopin?
To nie tylko największy polski kompozytor, ale, moim zdaniem, także największy geniusz doby romantyzmu. Jest też ambasadorem polskości
w ogólnoświatowej kulturze. To dzięki niemu polska muzyka stała się częścią światowego dziedzictwa.(…)

To co robię jest czymś więcej niż zawodem

z Krystianem Adamem Krzeszowiakiem rozmawia Mariusz Trojanowski

W naszym poprzednim wywiadzie dokładnie 2 lata temu opowiadałeś między innymi o początkach kariery, o studiach w konserwatorium w Mediolanie, występach w chórze La Scali i wreszcie o solowym debiucie na deskach tej słynnej sceny operowej. Nie ukrywałeś, że była to bardzo trudna droga i czasem rodziły się wątpliwości czy warte jest to tylu wyrzeczeń. Teraz jesteś uznanym w świecie śpiewakiem i możesz w pewnym sensie dyktować warunki, wybierać lepsze propozycje, negocjować kontrakty czy też mieć wpływ na interpretacje wykonania dzieła. Jakie wydarzenia uznałbyś za momenty przełomowe od tamtych czasów? Czy było to przesłuchanie u Johna Eliota Gardinera w Wenecji?
Mogę śmiało powiedzieć, że każdy koncert, przedstawienie jest takim momentem przełomowym. Człowiek przygotowuje się w zaciszu domowym, ale później przychodzi moment, że trzeba stanąć przed publicznością (często bardziej wymagającą niż dyrygent) i ją kupić. Musisz mieć spokój wewnętrzny, albo stalowe nerwy, żeby pracować w tym zawodzie, ponieważ każdy następny występ jest egzaminem. Po koncertach czas na kolejne przesłuchania itd. Pamiętam kiedy w 2013 r. zostałem zaproszony do Teatro La Fenice w Wenecji, aby zaśpiewać dla Gardinera. Kilka dni wcześniej podczas przedstawienia w Wiedniu przewiało mnie nie na żarty i miałem kłopot z utrzymaniem głowy pionowo. Do Wenecji pojechałem w kołnierzu ortopedycznym, który zdjąłem pół godziny przed audycją. Nie liczyłem na wiele, a okazało się, że ten dzień miał być dla mnie bardzo szczęśliwy. Zaśpiewałem na tyle dobrze, że Maestro od razu zaangażował mnie do kilku swoich projektów, m.in. obchodów 50. rocznicy jego zespołu Monteverdi Choir and English Baroque Soloists w Cambridge, Barcelonie i Wersalu. Po tych koncertach dostałem zaproszenie na Salzburger Festspiele. W tym roku będę jego Orfeuszem na tournée po USA (koncert finałowy Carnegie Hall) oraz zaśpiewam z nim w londyńskich Wigmore Hall i Royal Albert Hall. (...)

Monika Sikorska-Wojtacha in memoriam – 1948 – 2014

Maryla Renat

Ja pochodzę z Łodzi – powiedziała na jednej z pierwszych lekcji moja profesorka z fortepianu na Wydziale Kompozycji, Teorii i Dyrygentury Akademii Muzycznej w Katowicach. Było to już przed wielu laty, ale spotkania z tym pedagogiem pamiętałam długo, a teraz, gdy odeszła odżyły. Wówczas, gdy byłam trochę wystraszoną studentką, nie wiedziałam na ten moment, że mam przyjemność z pedagogiem wysokiej klasy, pianistką, którą ukształtowali mistrzowie polskiej sceny pianistycznej. Była nauczycielem wymagającym, nawet w stosunku do studentów „nie pianistycznych”. Jej uwagi czysto techniczne dotyczące układu ręki na klawiaturze, aplikatury, dobrego oparcia w dźwięku – to wszystko zostało, chociażby podczas grania zwykłych zadań z harmonii. Trzeba było ćwiczyć ambitny program: preludia i fugi Bacha, Sonatinę Ravela, Toccatę Chaczaturiana… A ja przecież nawet nie kończyłam fortepianu w średniej szkole…, byłam po dyplomie ze smyka…, a teraz na Teorii trzeba ostro ćwiczyć. W głębi duszy wcale nie gniewałam się za te „ambitne” utwory, bo fortepian bardzo lubiłam, a teoretyk klawiaturą musi umieć się posługiwać. Dobry pedagog to pedagog wymagający. Tylko takiego się pamięta oraz to czego nauczył. Pamiętam jej recital w ramach przewodu, na który mnie zaprosiła. Fantastycznie zagrała Obrazki z wystawy Musorgskiego. A potem na najbliższej lekcji dzieliła się przeżyciami i zwierzyła się, jak wielką miała tremę. To było rozbrajające. Pomyślałam sobie: „jakoś nie było ani widać, ani słychać tej tremy…”. Miała świetną rękę do fortepianu: silne palce „słusznej” budowy, bardzo elastyczną dłoń. W czasach, gdy byłam jej studentką, rozpoczynała swoją karierę, także tę akademicką. W indeksie przed jej nazwiskiem mam wpis „starszy asystent”. A miała, u progu swej drogi już na swym koncie znaczące sukcesy, które zdobyła w latach 70. Na tym bardzo wczesnym etapie była już potrójną laureatką: I Ogólnopolskiego Konkursu Pianistycznego (1970), IV Konkursu na Stypendia Artystyczne im. F. Chopina (1972) oraz VII Festiwalu Pianistyki Polskiej (1974). (…)

Światosław Richter – Pianista genialny! Kolorowy!

Łukasz Kaczmarek

Przyszedł na świat równo 100 lat temu – 20 marca 1915 r. Jeszcze za życia osiągnął niemal legendarny status. Podziwiali go najwięksi, zachwycał się nim profesor Harry Neuhaus, Artur Rubinstein, Władimir Sofronicki, Władimir Horowic, nawet Glenn Gould (o ile w jego przypadku można mówić o zachwycie), by wymienić tylko kilku pianistów, potencjalnych „konkurentów”. Zachwycali się i inni muzycy, łącznie z kompozytorami, w tym Prokofiewem, Szostakowiczem i Brittenem.(...)

DZIEŁO

Vincenzo Bellini i jego opery (5). Pirat

Adam Czopek

W maju 1826 r. w neapolitańskim w Teatro San Carlo ma miejsce premiera drugiej opery o pierwotnym tytule Bianca e Germanio, która dzisiaj nosi zmieniony w 1828 r., przed premierą w genueńskim Teatro Carlo Felice, tytuł Bianca e Fernando. Głośny sukces pierwszego przedstawienia w Neapolu sprawił, że do drzwi Belliniego zapukał Domenico Barbaia, w tym czasie wszechwładny intendent Teatro alla Scala w Mediolanie, z zamówieniem kolejnej opery dla tego teatru. Będzie nią wystawiony 27 października 1827 r. w Pirat do libretta Felicego Romaniego, najsłynniejszego librecisty epoki, który od tego momentu stanie się niemal etatowym librecistą Belliniego. Poróżni ich dopiero klęska Beatrice di Tenda, wystawionej w Teatro La Fenice w Wenecji w 1833 r. (...)

MUZYKA POLSKA

Witold Friemann (4) Ostatni z czasów Młodej Polski

Maciej Łakomy

W Polskim Radiu w Warszawie

Kompozytor opuścił Katowice targany sprzecznymi odczuciami. Z jednej strony z całą pewnością był usatysfakcjonowany osiągniętym celem: założył Konserwatorium oraz kilka innych instytucji edukacyjnych oraz prowadził je przez kilka lat. Z pewnością luka w muzycznej edukacji w języku polskim na Śląsku została wypełniona. Z drugiej jednak strony ciągłe konflikty dotyczące choćby finansowania tych placówek oraz problemy z podziałem kompetencji powodowały, że praca w Katowicach była nużąca i mało stymulująca do działalności twórczej.(...)

PŁYTOTEKA

 

 

 

 

Palcem po płycie – Najdoskonalsze nagranie koncertów skrzypcowych Jana Sebastiana...

Łukasz Kaczmarek

Jan Sebastian Bach
Koncerty skrzypcowe

Giuliano Carmignola, skrzypce • Concerto Köln
Archiv Produktion 479 2695 • w. 2014 • 73’44”

Dobrych płyt z muzyką Bacha nigdy za wiele! Ta omawiana stanowi owoc nadzwyczajnego połączenia. Solidny niemiecki zespół z tradycjami, specjalizujący się w muzyce dawnej i wielki (tak, wielki!) włoski skrzypek, również parający się przede wszystkim barokiem, skrzypek, który postawił muzyczny świat na równe nogi swoim porywającym nagraniem oklepanych Czterech pór roku Vivaldiego (mam na myśli jego drugą rejestrację, tym razem wprost idealną, z Wenecką Orkiestrą Barokową Andrei Marcona), a który jeszcze wielokrotnie zadziwił, zachwycił, nieraz doprowadził do euforii, a czasem zwyczajnie wzruszył (Tartini). Z takiego zestawu rzeczywiście musiało wyjść coś niebanalnego, i wyszło! To, że Carmignola potrafi grać Bacha, już wiemy, chociażby z albumu z Koncertami brandenburskimi pod batutą nieodżałowanego Claudia Abbada – dziś już legendy dyrygentury, którego włoski skrzypek poderwał do muzycznego tańca z gęstej romantycznej cieczy, w której kapelmistrz najczęściej pływał. Swoją drogą, ciekawe, jak wyszłoby Carmignoli z Karajanem, czy, sięgając głębiej w przeszłość, z Klempererem...(...)

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Bach JS - Koncerty skrzypcowe - Archiv Produktion 479 2695 - Płyta miesiąca
Beethoven L - Komplet sonat fortepianowych - Deutsche Grammophon 4794120 - *****
Fibich Z - Dzieła orkiestrowe 4 - Naxos 8.573310 - *****
Melcer H - Dzieła kameralne - Acte Préalable AP0333 - *****
Szostakowicz D - Symfonia nr 13 op. 113 „Babi Jar” - Naxos 8.573218 - *****
Żukowski OM - Opera Omnia Religiosa 2 - Acte Préalable AP0241 - Płyta miesiąca

Anonymous - Habsburg violin music - Pan Classics PC 10 310 - *****
Dances - Decca 478 5334 - Płyta miesiąca
Daniel Hope - Escape to Paradise - Deutsche Grammophon 479 2854 - *****
Grigory Sokolov - The Salzburg Recital - Deutsche Grammophon 479 4379 - *****
Italienische Flötenkonzerte - Bella Musica BM312454 - *****
Jonas Kaufmann - Du bist die Welt für mich - Sony 88843087729 - ****
La Belle Excentrique - Deutsche Grammophon 479 2465 - ***
La Lira d’Esperia II - Alia Vox AVSA 9907 - ****
Loussier/Paderewski - Naxoe 8.573200 - *****
Mendelssohn/Schumann - LSO Live LSO765 - Płyta miesiąca
Motherland - Sony Classical 88843067512 - *****
Pilar Lorengar - Audite 21.420 - ****
Pletnev in Person - Onyx 4110 - *****
Previn - Françaix - Poulenc - MDG 903 1827-6 - *****
Remembering Jussi - Simax PSC1338 - ****
Reminiscences - Claves 50-1303 - ****
Wanda Landowska - The complete piano recordings - Aspian APR 7305 - Płyta miesiąca