www.leylagencer.org

Muzyka21 nr 5/178 - maj 2015 r. - rok XVI

 

Przez kilka dni drugiej połowy kwietnia cała Polska się zjednoczyła. Przyczyną była niefortunna, po prostu głupia, wypowiedź szefa FBI, Jamesa B. Comeya, na zamkniętym spotkaniu, która została upubliczniona przez Washington Post. Wszyscy jak jeden mąż, koalicja rządowa i opozycja, prześcigali się w krytyce amerykańskiego nieuka. Ambasador USA został wezwany do MSZ, ambasador polski w Waszyngtonie wystosował list protestacyjny. I dobrze, bo osoby publiczne, na dodatek u naszych sojuszników, powinny się wykazać minimum wiedzy historycznej i nie przypisywać nam win, których nie popełniliśmy. Szkoda tylko, że ci sami politycy, tak zgodni w swoim proteście, nie czynią nic, by walczyć z ignorancją tak rozpowszechnioną na całym świecie. Przypisywanie nam odpowiedzialności za zbrodnie niemieckie jest czymś obrzydliwym i trzeba się temu zawsze i wszędzie przeciwstawiać. Ale co zrobiliśmy, by świat dowiedział się, jak naprawdę było, jak wielką ofiarę poniosła Polska? Nikt przy zdrowych zmysłach nie ośmieli się skrytykować Żydów, gdyż natychmiast spotka się z ostrą krytyką środowisk żydowskich i zostanie wykluczony ze społeczeństwa. Polaków można pomawiać – ewentualnymi konsekwencjami są noty dyplomatyczne i anemiczne przeprosiny. Czy musimy się z tym godzić? Oczywiście nie. Ale nie notami dyplomatycznymi osiągniemy zamierzony cel czyli właściwą ocenę przez obcokrajowców roli Polski w II wojnie światowej. Musimy sobie wreszcie zdać sprawę z tego, że wiedza nawet wykształconego Amerykanina na nasz temat jest na poziomie naszej wiedzy na temat Albanii, która jest bliżej nas, niż Ameryka. Pamiętajmy, że jesteśmy tak samo ważni dla Amerykanów, jak Albania dla nas. Jak nie zadbamy o naszą promocję, nikt za nas tego nie zrobi!
Wiedza przeciętnego mieszkańca Ziemi o II wojnie światowej opiera się na filmach takich, jak Działa Nawarony, Tylko dla orłów, Szeregowiec Ryan, Bękarty wojny lub serial Allo Allo! Lista jest bardzo długa, są na niej filmy amerykańskie, brytyjskie, francuskie, rosyjskie, a nawet niemieckie. Nie ma wśród nich polskich! Oczywiście oponenci zaraz zakrzykną, że jak to, przecież tyle świetnych filmów nakręciliśmy, od Kanału po Katyń. To prawda, ale wszystkie te polskie filmy są hermetyczne dla cudzoziemca, znakomita polska szkoła filmowa trafia do wybrańców, bywalców kin studyjnych. Aby kształtować opinię publiczną potrzeba filmów na miarę wspomnianych hitów, w których wojna jest tłem, a najważniejsza jest akcja, a nie historia (w miarę prawdziwa, przynajmniej z naszego punktu widzenia). Ministerstwo Kultury
i Dziedzictwa Narodowego wydaje miliony na kulturę, w tym na dofinansowywanie filmów. Polscy artyści filmowi coraz częściej pracują w Ameryce, nieobcy im jest Hollywood, więc powinni znać tamte realia, jednakże ich produkcje wyglądają tak, jakby nie tylko nie bywali tam, ale nawet nie wiedzieli o jego istnieniu. Ileż to knotów już wyprodukowaliśmy, które co najwyżej pokrzepiły nasze serca, ale żadnego cudzoziemca nie skłoniły do zmiany poglądów nad naszą historią. Gwiezdne Wojny, 6-częściowa saga na przestrzeni 40 lat kosztowała nie więcej niż 1 mld $, a przyniosła producentom 27 mld $! Czy mając tak zdolnych ludzi filmu nie można zainwestować poważnych pieniędzy w produkcję iście hollywoodzką, która będzie hitem, sukcesem finansowym i wizerunkowym, która dotrze do wszystkich ludzi na świecie…
Tyle pieniędzy wydaje MKiDN, by po raz kolejny grać i nagrywać Chopina, Szymanowskiego, Pendereckiego, Lutosławskiego, a i tak zagraniczni artyści sięgają po polski repertuar tylko wtedy, gdy im za to zapłacimy. Państwo polskie wspiera czy to Kurzak, której płyty wydaje Decca, czy to Beczałę, nagrywającego dla Deutsche Grammophon, a ostatnio nawet Austriaka Wundera dla tejże DG, a nie ma pieniędzy na poważne zajęcie się wizerunkiem Polski. Nie chodzi o rozpropagowanie kultury polskiej wśród kilkuset melomanów na całym świecie, ale naszej hist wśród miliardów mieszkańców naszego globu za pomocą sprawnie zrealizowanych filmów. Przecież posiłkując się naszą historią można stworzyć scenariusze zrozumiałe dla każdego, będące kanwą znakomitych filmów akcji dalekich od porażki w stylu Bitwy pod Wiedniem. Niestety, trzeba być niepoprawnym marzycielem, by w coś takiego uwierzyć. Trudno mieć pretensje do władz PRL-u o te zaniedbania. Ale władze demokratycznej Polski od 25 lat nie mają żadnej wizji, a cały wysiłek koncentrują na pisaniu not dyplomatycznych…

Od lat staramy się wymóc na władzach większe wsparcie dla muzyki polskiej. Niestety, na przychylność władzy mogą liczyć tylko nieliczne, wciąż te same od zawsze osoby. Trudno zrozumieć taki tok rozumowania urzędników. Dlatego też cieszy nas, że istnieją jeszcze ośrodki, w których decydenci nie wahają się przed odkrywaniem zapomnianych arcydzieł polskiej kultury muzycznej. I tak zupełnie niedawno w Filharmonii Lubelskiej dokonano premier nieznanych dzieł: Koncertu skrzypcowego Augusta Duranowskiego i Rêverie na orkiestrę Józefa Wieniawskiego. O Duranowskim i jego muzyce pojawiały się od czasu do czasu jakieś wzmianki w prasie, ale nikomu jakoś nie chciało się doprowadzić do jej wykonania, że o nagraniu nie wspomnimy. Trzeba pogratulować decyzji dyrektorom wspomnianej instytucji. Należy im pogratulować zaangażowania w przywracanie spuścizny po Józefie Wieniawskim. W przeciągu ostatnich dwóch lat wykonano w Lublinie prawie wszystkie utwory orkiestrowe tego kompozytora.
Także w Koszalinie odważono się zaprezentować publiczności właściwie nieznane, a znakomite, dzieło Emila Młynarskiego – Symfonię „Polonia”. Co ciekawe, orkiestrę poprowadził Niemiec. Trochę wcześniej, w Filharmonii Szczecińskiej zabrzmiały dwa utwory na skrzypce i orkiestrę Zygmunta Stojowskiego znane ze znakomitej płyty Agnieszki Maruchy i Piotra Wajraka – Koncert skrzypcowy i Romans – tym razem w wykonaniu Bartłomieja Nizioła. Koncert i Romans nagrany na płytę przez wspomnianą artystkę dziesięć lat temu, doczekał się już kilku wykonań. Okazuje się więc, że jeśli tylko dyrekcja chce zaprogramować dzieła nieznane, to nic nie stoi na przeszkodzie, by to zrobić.

Jak co miesiąc staramy się zaprezentować naszym czytelników wiele ciekawych, a nieraz i smutnych tematów. Niestety, musimy zacząć od przykrej wiadomości – z wielkim żalem odnotowujemy na naszych łamach odejście wielkiego śpiewaka, Jana Kusiewicza. Naszemu przyjacielowi, Piotrowi Kusiewiczowi, składamy kondolencje z powodu straty Ojca.

Rubryka koncertowa w tym miesiącu jest niezwykle bogata i obejmuje wydarzenia z Krakowa, Lublina, Koszalina, Wiednia, Londynu, Kopenhagi i Toronto.
Prezentujemy znakomitych artystów, takich jak patrzący z okładki Kristian Bezuidenhout: pianista, pedagog, występujący jako solista grając na fortepianie, klawesynie i historycznym fortepiano; wybitna kanadyjska śpiewaczka Marie-Nicole Lemieux, czy nasz Rafał Blechacz.
Kontynuujemy cykl o operach Belliniego i o Witoldzie Friemannie. Dla miłośników nagrań kolejna duża porcja recenzji płytowych i jak co miesiąc dwie możliwości wygrania ciekawych płyt, w tym najnowszego albumu Sławomira Stanisława Czarneckiego z muzyką do słów św. Jana Pawła II w pierwszą rocznicę jego kanonizacji.

ŻYCIE

Kraków. Antoni Wit honorów pełen, albo pianista idzie na wojnę. Od półtora roku Antoni Wit cieszy się tytułem honorowego dyrygenta Filharmonii Krakowskiej, a od soboty 22 lutego jest także kawalerem francuskiej Legii Honorowej, wręczonej przez ambasadora Pierre’a Buhlera, który zabłysnął przy tej okazji znakomitą polszczyzną. Jak przystało na tę okoliczność, Antoni Wit poprowadził z krakowskimi filharmonikami koncert muzyki francuskiej, złożony z dzieł powstałych u progu lat 30. XX w. (…)

Lesław Czapliński

Lublin. Duranowski, Twardowski, Wieniawski w Filharmonii Lubelskiej. Międzynarodowy Festiwal Braci Wieniawskich, pomimo swojej krótkiej historii zapisał się już na trwałe w muzycznym kalendarzu naszego miasta. Celem tych koncertów jest przybliżenie przede wszystkim mieszkańcom Lublina twórczości dobrze znanej postaci, jaką był Henryk Wieniawski (1835–1880), ale także i jego młodszego brata Józefa (1837–1912), o którym historia nieco zapomniała. Lubelscy melomani mają także usłyszeć utwory tych kompozytorów, na tle innych twórców, w wykonaniu wybitnych artystów. (…)

Karol Rzepecki

Kraków. Wielki Tydzień w muzyce. Tegoroczny, XII festiwal muzyki dawnej „Misteria-Paschalia”, objął swym programem utwory od renesansu po przełom baroku i klasycyzmu. Z kolei stanowiące jego kulminację wykonanie Pasji Janowej Bacha pod René Jacobsem odeszło od rygorystycznej redukcji obsadowej Joshuy Rifkina i Andrew Parrotta.(…)

Lesław Czapliński

Koszalin. Jeszcze błąkały się po Filharmonii echa muzycznych uroków, rozrywkowych szaleństw i strachów Karnawału 2015, a już na kolejnych dwu wieczorach, 20 II i 6 III, czarowały poważne dzieła symfoniczne twórców polskich, oraz jedno samego Ryszarda Wagnera. Zaczęły ten patriotyczno-ludowy wieczór Obrazy fantazyjne „Z życia narodu” Zygmunta Noskowskiego, prowadzone przez Michała Kocimskiego. Utwór ten zrobił furorę i niezawodnie wprowadził słuchaczy w nostalgiczno-patriotyczny nastrój tego wieczoru, tak jak i sama wrażliwa gra świetnie brzmiącej orkiestry, wzbogaconej pięknymi solówkami skrzypiec Agnieszki Tobik. Ale dogłębnie „polską” manifestacją, na najwyższym artystycznym piętrze, było piękne, urzekające wykonanie II Koncertu fortepianowego e-moll op.11 Fryderyka Chopina przez Joannę Różewską-Kulasińską. Nigdy nie słyszałem tego dzieła granego tak wrażliwie, tak urokliwie… Spod palców artystki płynął strumień najsubtelniejszej poezji – wyzwalany przy tym z pianistycznym zacięciem i młodzieńczym temperamentem. Najczystsze piękno, czarujące wykonanie, czarująca pianistka... Po przerwie do innego świata wprowadził słuchaczy poemat symfoniczny Mieczysława Karłowicza Odwieczne pieśni. Tu już panował modernistyczny klimat, powaga, nastroje sięgające głębokich pokładów psychiki – refleksyjność i głęboka ekspresja ciągu orkiestrowych myśli, brzmień, klimatów. Bardzo przysłużyła się im wrażliwa, świetna i tu praca dyrygenta – z takoż grającą orkiestrą. Piękne przeżycie, niezwykle gorące przyjęcie. (…)

Kazimierz Rozbicki

Lublin.Odbywający się w dniach 6-27 marca II Międzynarodowy Festiwal Braci Wieniawskich podczas licznych koncertów w siedzibie filharmonii zgromadził rzesze melomanów, których przyciągnęły nie tylko znane nazwiska wielu artystów o światowym zasięgu, ale także miłość do muzyki i chęć jej głębszego poznania. Szczególną okazją ku temu był koncert wieńczący cykl tych wydarzeń. Trzeba przyznać, że wydarzenie to miało wydźwięk niezwykle dramatyczny. (...)

Karol Rzepecki

Kraków. Festiwal Beethovenowski po części na powrót w Krakowie! W latach 1997–2003 odbywający się w Krakowie, po zatargu z miejscowymi władzami przeniesiony do Warszawy, w tym roku na dobre powrócił pod Wawel, wyprzedzając nawet stołeczną inaugurację. (...)

Lesław Czapliński

Wiedeń. Purytanie Belliniego w Staatsoper. Tę ostatnią napisaną przez Vincenza Belliniego operę można by śmiało określić kompozycją angielsko-włosko-francuską. Bellini, podobnie jak inni włoscy kompozytorzy, chętnie nawiązywał do tematów zaczerpniętych z historii Anglii. W Purytanach to okres wojny domowej z połowy XVII w. Zauważa się też zamiłowanie do opery francuskiej, w której koloryt orkiestry był znacznie bardziej widoczny niż w dziełach włoskich. Prapremiera miała miejsce 24 stycznia 1835 r. w paryskim Théâtre italien, a autorem libretta na podstawie dramatu Têtes rondes et cavaliers był Carlo Pepoli. Purytanie, tak jak inne opery Belliniego, to typowy przykład belcanta, co oznacza, że niepowtarzalne piękno i wdzięk tych oper wymagają od śpiewaków niezwykle wysokich, wręcz wirtuozowskich umiejętności wokalnych. W wiedeńskiej inscenizacji tylko kanadyjski tenor – John Tessier, odtwarzający partię Lorda Artura Talba, nie sprostał wymaganiom, a właściwie nie mógł tego zrobić, ponieważ jego głos zupełnie nie nadawał się do tej roli. Nie opieram się tylko na moim zdaniu oraz towarzyszących mi przyjaciół z Klubu Wiedeńskiego, ale również publiczności, która wprawdzie nagrodziła artystę oklaskami, ale były to brawa bardziej kurtuazyjne niż szczere. Głos Johna Tessiera posiadał bardzo wysoki rejestr, ale zupełnie brakowało mu mocy. Dolne dźwięki praktycznie nie istniały, a górne brzmiały jak u kontratenora. Ponadto jego gra aktorska była zbyt statyczna i nie wzbudzała właściwych dla tej roli emocji. Natomiast pozostali artyści prezentowali bardzo wysoki poziom. Główną rolę Elwiry powierzono rosyjskiej sopranistce Oldze Peretjatko, która po nie najlepszym początku, kiedy w ariach O amato zio i Odi.. Qal suon si desta zdarzyły się jej kiksy wokalne, zaśpiewała znakomicie. (...)

Mariusz Trojanowski

Londyn. Trudno jest znieść i wybaczyć reżyserowi, a przede wszystkim śpiewakom źle wykonanej Traviaty Verdiego. Jak wiadomo jest to arcydzieło operowe, ale tytuł, który przyciąga rzesze wiernych fanów opery, a także ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z tą dziedziną sztuki. Niestety, do londyńskiej English National Opera na przedstawienie o paryskiej kurtyzanie nie należałoby iść, ponieważ niemożliwym jest przeżycie po raz kolejny uniesień, które niesie muzyka, ani po to, żeby swoją przygodę z operą rozpocząć. Jeśli iść na Traviatę w Londynie, to jedynie do Covent Garden, na cudowną realizację Richarda Eyre’a, która już od 21 lat jest wizytówką tej sceny. Miejmy nadzieję, że pozostanie ona na kolejne dekady i nikomu nie przyjdzie do głowy produkcji tej odświeżać czy zastępować tak jak w MET, gdzie „Zeffirelliego wygryzł Decker”. Oczywiście wizja Willego Deckera jest w całości spójną interpretacją, która ma zarówno admiratorów jak i przeciwników. Wersji Petera Konwitschnego, która została zainstalowana w ENO nie da się nijak porównać z wersją Deckera oraz ciężko nazwać ją spójną, czy nawet ciekawą. Według mnie jest to pomyłka, która psuje cały sens tej historii. (...)

Damian Ganclarski

Kopenhaga. Jubileusz Opery. W styczniu minęło dziesięć lat od czasu, kiedy Kopenhaga dostała „w prezencie” nowy gmach Opery. Ufundowany przez duńskiego armatora, Maerska, nowy budynek, dzieło zmarłego już, sławnego duńskiego architekta, Henninga Larsena, zlokalizowany został w Kopenhadze na terenach byłego portu marynarki wojennej tak, że sylwetka jego tworzy oś panoramiczną z pałacem Królewskim Amalienborg i „Marmurowym kościolem”, Frederikskirken. Podarek okazał się w pewnym sensie „obciążeniem”, zarówno dla budżetu Teatru Królewskiego (instytucji łączącej teatr dramatyczny z operą i baletem), jak i dla miasta Kopenhagi. Dla Teatru, ponieważ samo utrzymanie i ogrzanie budynku położonego na „wygwizdowie” (gdzie wiatry od morza czasami utrudniają nawet dojazd) to znacząca pozycja. Dla miasta, ponieważ położenie od razu postawiło władze miasta przed problemem komunikacji. Jak na razie do Opery dojeżdża jeden autobus w zwielokrotnionej częstotliwości po spektaklach) i jeden tramwaj wodny. Od dawno mówiło się o kilku mostach, między innymi moście dla pieszych i rowerzystów. O ułatwieniu dojazdu samochodami do dziś się nie mówi – samochody jadą „dookoła Wojtek” i prowadzący muszą uzbroić się w wiele cierpliwości i zaopatrzyć w walutę, bo parking przed Operą jest bardzo drogi.(...)

Eva Maria Jensen

Toronto. Opera śpiewana szeptem. Współczesna cywilizacja w życiu codziennym dostarcza nam nieokiełzanej kakofonii dźwięków. Otoczeni murem hałasu, jesteśmy odizolowani od spokoju natury i tracimy zdolność słuchania muzyki i dźwięków w kontekście ciszy. Zwykle opera, zwłaszcza utwory Wagnera i Straussa, kojarzy się nam z głośną instrumentalizacją i nienaturalnie brzmiącymi głosami ludzkimi, próbującymi przebić się poprzez głośną orkiestrę. Dlatego ciekawym eksperymentem było wystawienie przez zespół Soundstreams w Toronto współczesnej eksperymentalnej kompozycji muzycznej zatytułowanej The Whisper Opera (Szeptana opera) w dniach 26 lutego – 2 marca. (...)

Kazik Jedrzejczak

CZŁOWIEK

Kristian Bezuidenhout – Mistrz klawiatury

Karol Rzepecki

Nie ulega wątpliwości, że wiele osób odpowiadając na pytanie o najpopularniejszy instrument wskazałoby właśnie fortepian. To właśnie od gry na nim wielu rozpoczyna przygodę z muzyką, która niekiedy owocuje większymi dokonaniami, aż w końcu gra na instrumencie staje się sposobem na życie. Dlatego nic dziwnego, że pytając o popularnych pianistów każdy z nas byłby w stanie wyrecytować całą listę nazwisk. Warto zwrócić uwagę, iż ci ludzie będą pochodzić z różnych krajów, kontynentów, a ich narodowość, czy wiek nie będą miały tutaj znaczenia. (…)

Tekst i pieśń to klejnot

rozmowa z kanadyjską mezzosopranistką Marie-Nicole Lemieux o jej najnowszej płycie

Nie przyzwyczaiła nas pani do programu utrzymanego w melancholijnym nastroju. Czym się pani kierowała w wyborze utworów na najnowszą płytę?
Projekt tego nagrania zrodził się z zaplanowanego na 2015 r. tournée koncertowego, na którym wystąpię razem z Rogerem Vignolesem w wielu dużych europejskich salach koncertowych. Inspiracją tego nagrania jest nasz wspólny występ na scenie. Ale uwaga, chociaż temat może wydawać się melancholijny, muzyka taka nie jest, nawet Rachmaninow; prawdą jest, że rosyjska dusza wiedzie nas często ku melancholii, że barwy Rachmaninowa są często spektakularne, jednak ton nie jest tak bardzo mroczny, jak się uważa. Dwie z tych melodii są raczej melancholijne, dwie pozostałe są radosne. To raczej wybrana przeze mnie tematyka jest melancholijna – lata 1890–1900. Repertuar melodii jest tak szeroki, że narzuciłam sobie linię przewodnią, która zapewnia spójność programu i jednocześnie pozwoliła mi na połączenie całej masy rzeczy. Nie chciałam odtworzyć Heure exquise (Wyjątkowa godzina); chciałam urozmaicić francuski repertuar wokół moich pierwszych wyborów – Chanson perpétuelle i Nokturn Lekeu’a w jego wersji na kwintet. Szukałam dużo tematami, zanim ostatecznie pozwoliłam poprowadzić się okresem kompozycji: cały program zawiera utwory z ostatniego dziesięciolecia XIX w., był to przełomowy okres, niewiarygodnie bogaty i zróżnicowany – sądzę, że program ten doskonale to obrazuje. To apogeum francuskiej melodii: słyszymy tu Faurégo – jego Piosenki weneckie, to jeden z jego pierwszych sukcesów – Koechlina – niezbyt znany dzisiaj, ale który zaszedł daleko w orkiestracji i harmonii – Chaussona... Wszyscy kompozytorzy, których tu zebrałam, łączy muzyka instrumentalna, muzyka kameralna: interesuje mnie właśnie ten osobisty charakter, stąd wybrałam Wolfa, a nie Straussa. Nagranie to jest w efekcie piękną podróżą przez Europę końca XIX w. zilustrowaną melodiami, które lubię i których słucham. W tym programie nie ma żadnego utworu, którego bym nie lubiła. To wielkie szczęście, że mam możliwość wyboru. (...)

Emmanuel Pahud i jego „czarodziejski flet”

Maria Ziarkowska

Emmanuel Pahud wyniósł na wyżyny instrument nieco niedoceniony w repertuarze solowym. Wirtuozeria, wdzięk, piękno i swoboda to cechy, które artysta prezentuje w swoich wykonaniach. Dzięki niemu muzyka fletowa nabiera mistycznego charakteru i oczarowuje wręcz zaklina słuchacza. (…)

Pianista w poszukiwaniu równowagi

z Rafałem Blechaczem o muzyce, życiu i najbliższych planach rozmawia Michał Bruliński

Jak układała się panu w trakcie koncertu [24 lutego – przyp. red.] współpraca z Orkiestrą Filharmonii Narodowej pod batutą Jacka Kaspszyka?
Występowałem w życiu z rozmaitymi orkiestrami, które miały różne podejście do energii brzmienia. Dla przykładu, kameralny skład orkiestry Deutsche Kammerphilharmonie Bremen potęguje brzmienie właśnie dzięki niesamowitej energii, podczas gdy w zespołach większych, jak Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej, sprężystość brzmienia jest nieco mniejsza, a wolumen brzmieniowy konstruowany jest za pomocą masy dźwięku. „Większych” nie znaczy jednak w tym przypadku „gorszych”. Z Jackiem Kaspszykiem grałem po raz pierwszy, dlatego poprosiłem o trzy próby. W trakcie koncertu był on bardzo czujny; jestem zadowolony z naszej współpracy.(...)

Wirtuozeria jest darem z niebios

o najnowszej płycie mówi kontratenor i skrzypek Dymitr Sinkowski

Pana koncepcja Czterech pór roku jest bardzo osobista – tempi, kadencje, wybór instrumentów… Czy tak właśnie widzi pan muzykę barokową, a w szczególności muzykę Vivaldiego: żywiołową i swobodną w wykonaniu?
Moja koncepcja tej muzyki opiera się na ekspresywnych wskazówkach wyraźnie określonych przez kompozytora w tekście sonetów. Jest to muzyka programowa: w każdym momencie Vivaldi pokazuje nam realne sytuacje – spadające krople wody, śpiących pijaków, różnorodne przeobrażenia świata naturalnego, ociężałość w letnie upały, lód, który pęka, polowanie itd. W tej muzyce trudno jest znaleźć linię, w której nie byłoby wskazówki
w odniesieniu do „emocji”. Nie ma więc potrzeby tworzenia sobie
w głowie sztucznego obrazu, aby być oryginalnym – wszystko zostało zapisane, wystarczy dać temu własną interpretację, tak jak prawdziwy reżyser w teatrze lirycznym. Wysłuchałem głosów tej muzyki i wyraziłem ją potem w sposób, który jest dla mnie całkowicie organiczny. (…)

Hilary Hahn o nowej płycie z koncertami Mozarta i Vieuxtempsa

Łukasz Kaczmarek

Tegoroczna laureatka nagrody Grammy za album zatytułowany In 27 Pieces – the Hilary Hahn Encores skrzypaczka Hilary Hahn wydaje właśnie nowy album. Tym razem artystka nagrała płytę z dwoma koncertami skrzypcowymi: Piątym Mozarta i Czwartym Vieuxtempsa. Do współpracy zaprosiła The Deutsche Kammerphilharmonie Bremen, którymi dyryguje Paavo Järvi. Płyta miała swoją premierę 30 marca 2015 r. Oto, jak artystka tłumaczy credo swojej nowej płyty i wybór repertuaru.(...)

Jan Kusiewicz – odszedł Mistrz

Piotr Kusiewicz

Był jednym z najwybitniejszych polskich śpiewaków II połowy XX w. Jego dokonania artystyczne znane były na wszystkich scenach operowych w Polsce i poza jej granicami. Był prawdziwym ambasadorem kultury polskiej poprzez fakt propagowania twórczości kompozytorów swojego kraju na obu półkulach świata.(...)

DZIEŁO

Vincenzo Bellini i jego opery (6). Purytanie

Adam Czopek

Klapa prapremiery Beatrice di Tenda w weneckim Teatro La Fenice, na zamówienie, którego opera powstała zakończyła wieloletnią współpracę ze znakomitym librecistą Felice Romanim, którego Bellini obarczył odpowiedzialnością za fiasko tej prapremiery. Mocno rozgoryczony tym Bellini wyjechał, w towarzystwie Giuditty Pasty, na kilka miesięcy do Londynu, gdzie wystawiono, z ogromnym sukcesem, jego cztery opery. To w stolicy Anglii dojrzała decyzja o opuszczeniu Włoch i osiedleniu się w Paryżu, gdzie pojawił się jesienią 1833 r. i zamieszkał na bulwarze des Italiens. Paryskie salony zyskały w tym momencie kolejnego interesującego i rozchwytywanego członka towarzyskich zgromadzeń, nazywano go wówczas „jasnowłosym Sycylijczykiem”. Podczas towarzyskich spotkań poznaje i zaprzyjaźnia się z rezydującymi w tym czasie w Paryżu Gioacchinem Rossinim, Fryderykiem Chopinem, Heinrichem Heinem, Carlem Hillerem. To właśnie Rossiniemu zawdzięczał zamówienie na kolejną operę złożone mu w styczniu 1834 r. przez paryski Théâtre-Italien, którego dyrektorem był w tym czasie Carlo Severini. Przyjął też propozycję zaproponowania napisania libretta hrabiemu Carlowi Pepolemu poznanemu na paryskich salonach. To on zaproponował, by oprzeć je na dramacie Têtes rondes et cavaliers Jacquesa Lancelota i Josepha-Xaviera Boniface’a Sainttine’a. (...)

MUZYKA POLSKA

Witold Friemann (5) Ostatni z czasów Młodej Polski

Maciej Łakomy

Działalność kompozytorska i koncerty konspiracyjne Witolda Friemanna w okupowanej Warszawie.

Już po kilku miesiącach sprawowania władzy generalny gubernator Hans Frank doszedł do wniosku, że kultura polska (w tym również muzyczna) stanowi poważne zagrożenie dla procesu germanizacji i w związku z powyższym rzeczą niezbędną jest powstrzymanie jej rozwoju. Dalsze lekceważenie tego czynnika podtrzymującego tożsamość narodową okupowanych terytoriów mogło stać się dla Niemców bardzo kosztowne. Okólnik wydany przez Hansa Franka dla aparatu władzy Generalnej Guberni, opisywał sposoby kształtowania życia kulturalnego na kontrolowanych terytoriach: „Oczywistą jest rzeczą, że żadna placówka niemiecka nie będzie popierać kulturalnego życia polskiego. Polakom jednak należy dać pewne możliwości kulturalne w granicach prymitywnych potrzeb rozrywkowych. (…) Aby powstrzymać koła intelektualistów od konspiracji politycznych, należy bezrobotnych polskich aktorów, śpiewaków i artystów zatrudnić w dowolnych imprezach. Wspólne występy artystów polskich i niemieckich są zakazane. (…) Koncerty polskie są dozwolone, nie wolno jednak grywać marszów, pieśni ludowych i narodowych oraz utworów klasycznych. Również programy kawiarniane podlegają obowiązkowemu zatwierdzeniu. (…) Rewie mogą być grane przez polskich artystów. (…) Poważne sztuki teatralne i opery są dla Polaków zabronione. Programy mogą wymieniać nazwiska artystów, nie mogą jednak być rozpowszechniane poza teatrem. (…) Jeżeli chodzi o występy artystów polskich, nie ma żadnych zastrzeżeń przeciw obniżaniu poziomu lub erotyzowaniu programu. Zakazane są wszelkie występy, które przedstawiają życie narodu polskiego”1. (...)

MYŚLI

Gdyby Cage dożył naszych dni…

Lesław Czapliński

John Cage, reprezentant dwudziestowiecznej amerykańskiej awangardy muzycznej, twórca aleatoryzmu, komponował utwory oparte na efektach osobliwości, kwestionujące bądź w nowym świetle stawiające problemy formy, przebiegu i percepcji dzieła muzycznego, a nawet samego sposobu jego zaistnienia oraz koncertowych obyczajów. W 4’33’ (do tytułu tego, określającego czas wykonania, nawiązał Krzysztof Penderecki w 8’37’’, wtórnie dopiero nazwanym Trenem pamięci ofiar Hiroszimy), zwanym także Tacet, przez wskazany okres wykonawcy (pianista, lub w innej wersja orkiestra) powstrzymywali się od wszelkich czynności, zachowując ciszę. Dzięki temu „słyszalnym” stało się wszystko to, co obyczajem koncertowym oraz za sprawą odpowiedniej konwencji wypchnięte zostało poza próg postrzeganego (skrzypienie krzeseł, pokasływanie słuchaczy, dźwięki dobiegające z zewnątrz – w filharmonii krakowskiej na przykład byłby to przejeżdżający tramwaj). (...)

PŁYTOTEKA

 

 

 

 

Palcem po płycie – Solve et Coagula – noc alchemików

Łukasz Kaczmarek

Jan Sebastian Bach
Koncerty skrzypcowe

Giuliano Carmignola, skrzypce • Concerto Köln
Archiv Produktion 479 2695 • w. 2014 • 73’44”

We wcześniejszych epokach normą było, że muzyk łączył w sobie funkcję kompozytora i wykonawcy. Dziś nie jest już to tak powszechne. Co prawda kompozytorzy często są również wykonawcami – częściej swoich, rzadziej również obcych dzieł. Przykładem może być Krzysztof Penderecki. Sytuacja, gdy rasowy wykonawca jest kompozytorem ma miejsce znacznie rzadziej. A jednak artyści związani z muzyką dawną w niejednym przypadku są również kompozytorami. Jean-François Paillard, Jordi Savall, Giovanni Sollima... Do tego grona zalicza się również Guido Morini, znakomity klawesynista, stale współpracujący z zespołem Accordone. Solve et Coagula – to tytuł najnowszej płyty artystów oraz Marca Beasleya, ale również i tytuł opery Guido Moriniego. Oczywiście nie jest to dzieło będące pod względem brzmieniowym tradycyjnie rozumianą „muzyką współczesną”, lecz piękna barokowa stylizacja. .(...)

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Bach JS - Das wohltemperierte Klavier, cz. I - Cybele 131302 - ****
Bach JS - Köthener Trauermusik BWV 244a - Harmonia Mundi HMC 902211 - ****
Chopin F - Piano recital - Acte Préalable AP0336 - ****
Prokofiew S - Symfonia nr 1 i 2, Marzenia op. 6 - Naxos 8.573353 - *****

A Festival of English Organ Music vol. 1 - MDG 316 1836-2 • *****
Couperin/Clérambault - Alpha 957 - *****
Cyprien Katsaris - 111 Piano Hits - Piano 21 P21 052-N - Płyta miesiąca
Hexameron - MDG 904 1803-6 - ****
Magnificat & Concerti - Alia Vox AVSA9909D - *****
Nelson Freire - Radio Days - Decca 4786772 - ****
Perla Barocca - Channel Classics CCSA 36014 - *****
Pumeza - Voice of Hope - Decca 478 7605 - ***
Reflections - Bis 2003 - *****
Requiem - Trombone & Organ - Audite 92.660 - ****
Solve et Coagula - Alpha 537 - Płyta miesiąca
Stähle/Dworzak - MDG 615 0233-2 - *****
The Blossoming Vine - Coro COR16123 - *****
Through Time - Solo Musica SM 211 - ****
Venice: The Golden Age - Harmonia Mundi HMC 902185 - *****
Yundi - Deutsche Grammophon 481 0710 - ***