Muzyka21 nr 8/181 - sierpień 2015 r. - rok XVI

 

Czas wakacji to czas wypoczynku i na ogół medialno-politycznej posuchy. Jednak nic bardziej mylnego. Otóż ogłoszono wszem i wobec, że najwybitniejszy po Chopinie żyjący polski kompozytor, Krzysztof Penderecki, zainaugurował współpracę nagraniową z Orkiestrą Filharmonii Narodowej, w świecie reklamującej się jako Filharmonia Warszawska. Tym razem Mistrz z Lusławic nagrywa dzieła oratoryjne – na pierwszy ogień poszły kompoozycje na chór a cappella oraz niedokończone, a mające swoją premierę w listopadzie 2014 r w Brukseli, oratorium Dies Illa. To bardzo dobry projekt, być może wiekopomne osiągnięcie polskiej fonografii, tym bardziej, że teraz muzykę Pendereckiego będzie wydawać Warner Classics. My jednak nie podzielamy tych wszystkich wielkich „ochów” i „achów” nad takim przedsięwzięciem kolejny raz finansowanym z budżetu państwa, i to przynajmniej z kilku powodów. Dzieła Pendereckiego z Filharmonią Narodową vel Warszawską znakomicie nagrał prof. Antoni Wit, też za pieniądze z budżetu państwa! Dzieła chóralne Pendereckiego niedawno ukazały się na dwóch płytach w Polsce, również finansowanych dotacją państwową! Rodzi się pytanie, ile jeszcze pieniędzy z państwowej kasy potrzebujemy wydać na twórczość Krzysztofa Pendereckiego, by usłyszeć słowo WYSTARCZY! Czy inni żyjący kompozytorzy, lub nie, z różnych przyczyn zapomniani nie powinni otrzymać takiej pomocy i promocji od Polaków z państwowej kasy? Czy Polska stoi tylko jednym kompozytorem i on jeden może być po wielokroć nagrywany, na dodatek z wciąż tymi sami artystami? Może trzeba wreszcie ogłosić projekt nagraniowy – jedyny w swoim rodzaju – taki wielki pomnik dla Mistrza z Lusławic: każda polska orkiestra i filharmonia oraz opera nagra i wyda wszystko, co Mistrz napisał i to tylko i wyłącznie pod jego batutą. To dopiero będzie zdobycie Mount Everest dla polskiej fonografii, kultury muzycznej, a naszym muzykologom da pole do popisu; będą mogli bez końca pisać porównania, jak dzieła Mistrza interpretują w Szczecinie, a jak w Gdańsku, Koszalinie, Płocku, Radomiu, Wrocławiu, Łomży, czy Krakowie i Katowicach, a także w Wałbrzychu, czy Białymstoku! Będzie to zajęcie na lata i w sumie pozwoli dobrze wykorzystać polski potencjał artystyczny i docenić dorobek jedynego (według władz) żyjącego polskiego kompozytora. A na marginesie, kto wie, może i Dies Illa będzie miało kolejne części, bo trzeba przecież godnie pożegnać odchodzącego Prezydenta, a zmysł polityczny i samozachowawczy powinien nakazywać również stosowne uczczenie pamięci Lecha i Marii Kaczyńskich oraz Prezydenta Elekta. Wszak od jesieni wiele się zmieni i może nie być już tylu tak szczodrych dotacji dla tego jedynego…

 

ŻYCIE

Kraków. I instrumenty śpiewają… „Śpiew” wielokrotnie powracał w tytułach utworów Henryka Mikołaja Góreckiego. Śpiewy instrumentalne to kompozycja orkiestrowa z radykalnego dźwiękowo okresu twórczości tego kompozytora, przyrównywanej wówczas przez Jerzego Waldorffa do „dźwiękowej pałki” niemiłosiernie tłukącej słuchaczy po głowach. I pieśni śpiewają to podtytuł III Kwartetu smyczkowego, którego prawykonanie autor bardzo długo opóźniał. Ale na koncercie symfonicznym w Filharmonii Krakowskiej 12 czerwca naprzód Johannes Moser „wyśpiewał” na wiolonczeli Guarneriego Koncert e-moll op. 85 Edwarda Elgara. Co prawda, przy pierwszym wejściu solowego instrumentu szorstkie położenie smyczka na strunach mogło nie najlepiej wróżyć, to w dalszym ciągu swego występu artysta wykazał się wielką muzykalnością i kulturą brzmieniową, kiedy intonował kolejne motywy ledwo muskając struny smyczkiem. Operuje on głęboko osadzonym w instrumencie pianem, świetnie słyszalnym, a przy tym odznaczającym się wielką subtelnością i szlachetnością brzmienia. Potrafi też w niedostrzegalny sposób przechodzić pomiędzy przeciwstawnymi planami dynamicznymi, a także wydobywać z wiolonczeli nieomal gitarowe zabarwienie. Tak było zwłaszcza w pierwszej części, między innymi w przejściach pomiędzy Largo a Moderato. Kiedy indziej, w wariacyjnym finale ujętym w formie ronda, dysponuje nośnym dźwiękiem, swobodnie wypełniającym sobą przestrzeń. Ale przede wszystkim podporządkowuje swoje umiejętności oraz brzmienie instrumentu wydobyciu wszelkich odcieni interpretacyjnych, czego wymaga utwór Elgara, nienarzucający się ostentacyjną efektownością. Na bis artysta zagrał Sarabandę ze Suity wiolonczelowej Bacha. (…)

Lesław Czapliński

Montreal. Silent Night (Cicha noc). Opera w Montrealu została założona w 1980 r. Posiada bazę w Montrealu, w kanadyjskiej, francuskojęzycznej prowincji Quebek. Obecnym dyrektorem naczelnym jest Pierre Dufour, zaś rolę kierownika artystycznego zespołu pełni Michel Beaulac. Zwykle w sezonie operowym zespół montrealski wystawia 4 produkcje w systemie „stagione”, jeden koncert galowy oraz przedstawienie studium operowego Atelier Lyrique. Przedstawienia odbywają się w gmachu Sale Wilfred-Pelletier usytuowanym w kompleksie zwanym Place des Arts. Wielofunkcyjna widownia o doskonałej akustyce posiada 3000 miejsc. (…)

Kazik Jedrzejczak

Kopenhaga. Opery Carla Nielsena. Niewiele się chyba wie o tych dziełach w Polsce. Tak jak i niezbyt wiele wiadomo o samym Nielsenie – największym, można nawet powiedzieć – narodowym kompozytorze Danii. Nielsen żył w latach 1865–1931 i w tym roku (2015) obchodzi 150. rocznicę urodzin. Tak więc życie muzyczne Danii w tym roku pełne jest wykonań muzyki Nielsena, ukazały się nowe książki, szeregi artykułów, wydano nowe nagrania jego symfonii (między innymi w wykonaniu filharmoników nowojorskich pod dyrekcją Alana Gilberta), a Opera w Kopenhadze wystawiła obie jego opery: Saula i Dawida (z roku 1902) i Maskaradę (z roku 1906). Nielsen miał ogromną wenę melodyczną – świadczą o tym chociażby dziesiątki duńskich pieśni powszechnych, do których napisał muzykę i które są znane nieomal każdemu Duńczykowi. Jest on również doskonałym symfonikiem, miał też dogłębną znajomość warsztatu operowego, jako że przez wiele lat był skrzypkiem orkiestry w Operze Królewskiej w Kopenhadze. Wydawało by się, że posiada wszelkie atuty na sukces w gatunku operowym. Sukcesu tego za życia nie osiągnął, wręcz przeciwnie jego obie opery – a szczególnie Saul i Dawid – przyjęte były chłodno, co zniechęciło Nielsena do dalszych prób na tym polu. Po jego śmierci Maskarada utrzymała się w stałym repertuarze duńskiej opery, pełniąc taką rolę w historii kultury tego kraju, jak np. Straszny Dwór Moniuszki (obie opery komiczne) w kulturze polskiej. Oparta na klasycystycznej sztuce Ludviga Holberga Maskarada grana jest w Danii regularnie, uwertura i balet z trzeciego aktu należą do często grywanych utworów symfonicznych Nielsena. Ostatnio wyszła ona również poza kręgi skandynawskie, ciesząc się powodzeniem na festiwalu operowym w Bregencji oraz na scenie londyńskiej (w obu wypadkach w reżyserii Davida Poutneya). Opera biblijna Nielsena Saul i Dawid jest natomiast bardzo rzadkim gościem na kopenhaskiej scenie. Za granicą w sumie zupełnie nieznana (grana była w latach 30., z sukcesem w Sztokholmie i Göteborgu), od początku swego istnienia opatrzona etykietą „oratorium”, jako że obfituje w wielkie sceny chóralne. W tym roku, ze względu na rocznicę Nielsena, odważono się na premierę tej opery, równocześnie wznawiając przedstawienie Maskarady z roku 2006 w reżyserii Kaspera Holtena. Tak to można było oglądać obie opery Nielsena w tym samym sezonie – pierwszy raz w historii. Przedstawienie Holtena grane było już 3 sezony i znane jest powszechnie. Powtórka pokazała raz jeszcze jego wady i zalety. Koncepcja Holtena zakłada „odwrócenie ról” w stosunku do oryginału – to na co dzień nosimy maski, pozwalamy sobie na ich zrzucenie właśnie podczas balu maskowego. Akcja przeniesiona została do współczesności, najbardziej udany był akt pierwszy, który rozgrywał się w poszczególnych pomieszczeniach dużego mieszkania – scena przesuwała się sukcesywnie odsłaniając poszczególne wnętrza, co pozwoliło na bardziej „spójne” odebranie akcji, „posiekanej” w krótkie, humorystyczne sceny. Problematyczne natomiast były dwa ostatnie akty (grane bez przerwy), a zwłaszcza sama scena balu. Nielsen skomponował tutaj dwie dłuższe sceny baletowe, między innymi słynny Taniec koguta. Nie bardzo wiadomo dlaczego Holten zrezygnował całkowicie z baletu i wprowadził na scenę artystów cyrkowych, akrobatów, wykonujących ćwiczenia na trapezie, w rytmie zupełnie nie pasującym do muzyki. (…)

Eva Maria Jensen

Kopenhaga.Nieszpory sycylijskie Verdiego to opera rzadko pojawiająca się na scenach, zwłaszcza w swej oryginalnej, francuskiej wersji pod tytułem Les Vêpres siciliennes.
Nieszpory sycylijskie to pierwsze zmierzenie się Verdiego z tradycją francuskiej „grand opera”. Została zamówiona przez operę paryską, która narzuciła Verdiemu szereg wymagań: „grand opera” jest przedstawieniem pięcioaktowym, musi posiadać dłuższą scenę baletową oraz wielkie sceny zbiorowe i chóralne. Verdi mógł sam zadecydować o akcji opery, ale libreciści byli ustaleni z góry: Eugène Scribe i Charles Duveyrier. Wiadomo też było, że główną rolę kobiecą ma zaśpiewać Sophia Cruvelli i to właśnie walory jej głosu miał na myśli Verdi, kiedy komponował operę. Wywiązał się też z wymagań dotyczących baletu komponując prawie półgodzinną muzykę po tytułem Cztery pory roku. Każdy z głównych solistów spektaklu musiał mieć przynajmniej jedną dłuższą scenę składającą się z kilkuczłonowego recytatywu i arii. Każdy akt zawiera też większą scenę zbiorową. Verdi miał wiele kłopotów z ukończeniem Nieszporów i wiele razy chciał zrywać kontrakt, nie zważając na poważne ekonomiczne konsekwencje takiej decyzji. W końcu jednak opera była gotowa, ale właśnie wtedy Cruvelli nagle zniknęła z Paryża i premierę musiano odsunąć na termin późniejszy, gdy gwiazda wróciła ze swej miłosnej eskapady. Ostatecznie premiera odbyła się w czerwcu 1855 r. i stanowiła jedną z głównych atrakcji wystawy światowej w Paryżu. W pierwszym sezonie zagrano ją aż 62 razy, opera zyskała wielki sukces i ugruntowała nazwisko Verdiego jako jednego z głównych kompozytorów operowych swego czasu.(…)

Eva Maria Jensen

Kopenhaga. Przyszły sezon kopenhaskiej Opery. Na pierwszy rzut oka sezon operowy 2015/16 nie wydaje się zbyt bogaty. Odbędzie się 6 nowych premier, 4 wznowienia, 5 przedstawień gościnnych (głównie opery z Århus) i jedno przedstawienie na wolnym powietrzu. Wśród wznowień polecić mogę Kobietę bez cienia R. Straussa w reżyserii Kaspera Holtena (tego samego, który w ostatnim czasie święcił tryumfy w Londynie wystawiając Króla Rogera Szymanowskiego). Przed posadą szefa opery Covent Garden w Londynie Holten przez ponad 10 lat był szefem opery kopenhaskiej. Mimo bardzo młodego wieku miał tu niebywałe zasługi: przede wszystkim wystawiając cały cykl Ringu Wagnera, ale też realizując takie przedstawienia jak Wielka masakra Ligetiego, Opowieść służebnicy Rudersa, by wspomnieć tylko kilka z nich. Kobieta bez cienia Straussa to jego być może najlepsze dzieło w Kopenhadze z genialną scenografią Steffena Aarfinga (też współtwórcy Rogera w Londynie) i z doskonałą obsadą. Opera grana będzie tylko 5 razy we wrześniu (pierwszy raz 5 września) – polecam serdecznie, bo jest to zupełnie fascynujące przedstawienie opery, która nieczęsto występuje w repertuarze teatrów (przede wszystkich ze względu na rozmiary orkiestry). Bilety lotnicze do Kopenhagi nie są drogie (zwłaszcza jak się je kupi w wyprzedzeniu czasowym), więc nie jest to niemożliwe przedsięwzięcie, wymaga jedynie jednego noclegu.(...)

Eva Maria Jensen

Koszalin. Piątek 20 marca 2015 r. przyniósł Filharmonii Koszalińskiej wspaniały koncert: dyrygujący tego wieczora jej dyrektor artystyczny, Massimiliano Caldi, wyczarował na estradzie radość, piękno, poczucie szczęśliwości, jakie – w zwariowanych i denerwujących obecnie czasach – może dać tylko muzyka. I nie bez kozery zaprzągł do tego muzykę, co tu mówić – niemiecką. Zatem program rozpoczynała uwertura do opery Mozarta Czarodziejski flet; zaś w przypadku tego kompozytora nie mogła to nie być muzyka czarodziejska, i ten jej serwitut zaznacza się silnie już także w uwerturze. Co dyrygent znakomicie wyczuwał i przebieg tej pełnej dynamizmu i kontrastów muzyki świetnie organizował, stwarzając klimat, po jakim niechybnie powinna podnieść się kurtyna – na widok dzikiej okolicy, w jakiej rozlega się wołanie Tamina: zu Hilfe, zu Hilfe… (Na pomoc, na pomoc…). Ale byliśmy tylko w filharmonii… Zabrzmiały gorące oklaski, atmosfera na sali cudowna. Po ich wybrzmieniu na estradę wkraczają bracia Natan (koncertmistrz orkiestry) i Maksym Dondalscy, aby wykonać muzykę Louisa Spohra – w Polsce zapoznaną, w ojczystych Niemczech uwielbianą: zagrali jego piękny Koncert h-moll op. 88 na dwoje skrzypiec znakomicie, ze świetnym towarzyszeniem orkiestry – otwierając tym kolejne okno także na ten raczej nieznany w Polsce piękny kawałek „niemieckiego” muzycznego raju. Zaś po przerwie widok na jego wielką połać otwarła Ludwiga van Beethovena Symfonia F-dur „Pastoralna” op. 68, za wykonanie której Massimilano Caldi ma już załatwione tam honorowe miejsce – dzieło to bowiem prowadził wspaniale, z niezwykłą wrażliwością na jego „pastoralne” i dźwiękowe serwituty. Dla orkiestry też znajdzie się tam miejsce: brzmiała cudownie. Słuchacze byli oczarowani, a że wyraz temu mogli dać tylko długimi, długimi oklaskami – gorliwie i długo możliwość tę wykorzystywali…(...)

Kazimierz Rozbicki

Busko. XXI Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. K. Jamroz w Busku-Zdroju. Z góry można było przewidzieć, że po ubiegłorocznym Festiwalu obchodzącym jubileusz 20-lecia ten następny będzie miał skromniejszy wymiar. I tak się stało, tegoroczny festiwal trwał od 27 czerwca do 4 lipca i był skromniejszy w swoim wymiarze terytorialnym i repertuarowym, co jednak nie oznacza programowego ubóstwa, bo ten zbudowany został z wielu interesujących dzieł i muzycznych gatunków. W tym roku Festiwalowi towarzyszyła, otwarta przed koncertem inauguracyjnym, interesująca wystawa poświęcona artystycznej drodze i osiągnięciom Marceliny Sembrich-Kochańskiej, wielkiej polskiej śpiewaczki z przełomu XIX i XX w. Zorganizowano ją z okazji 80. rocznicy śmierci artystki. Jej autorem jest Juliusz Multarzyński, ceniony artysta fotografik od lat śledzący koleje losów tej wspaniałej śpiewaczki.(...)

Adam Czopek

Kraków. XIX Letni Festiwal Opery Krakowskiej zakończony! Spektaklami Orfeusz i Eurydyka Ch. W. Glucka Opera Krakowska zakończyła XIX Letni Festiwal, trwający od 14 czerwca do 5 lipca 2015 r. Tegoroczna edycja obfitowała w wiele wydarzeń artystycznych, w tym plenerowych, które odbyły się w pięknej scenerii Dziedzińca Zamku Królewskiego na Wawelu.(...)

Lesław Czapliński

CZŁOWIEK

Paul Lewis – Pianista romantyczny

Karol Rzepecki

Muzyka i związane z nią talenty bardzo często w rodzinie dziedziczone są z pokolenia na pokolenie. Tak było i jest w przypadku wielu zarówno kompozytorów, jak i instrumentalistów. Wielokrotnie pierwszym nauczycielem gry na instrumencie byli rodzice lub inni członkowie rodziny, którzy u swoich dzieci wzbudzali od najmłodszych lat zamiłowanie do muzyki. Istnieje także pogląd mówiący o tym, że wcześnie rozpoczęta edukacja muzyczna przynosi lepsze efekty.
Jednak bliższe przyjrzenie się osobie Paula Lewisa (ur. 1972) utwierdza nas w przekonaniu o braku słuszności dla wyżej przytoczonych twierdzeń. Otóż ten angielski pianista urodził się w rodzinie pozbawionej jakichkolwiek związków z muzyką. Tak też swoją przygodę z tą sztuką rozpoczął od gry na niezwykle wymagającym instrumencie, jakim jest wiolonczela, ponieważ tylko to była w stanie wówczas zapewnić mu szkoła. W wieku czternastu lat został przyjęty do elitarnej Chetman School of Music, gdzie rozpoczął swoją przygodę z fortepianem – kształcił się pod kierunkiem wybitnego polskiego pianisty, Ryszarda Baksta, laureata VI nagrody na IV Międzynarodowy Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w 1949 r. Pianista jest także absolwentem słynnej Guidhall School of Music and Drama, która to placówka odznacza się nietypowym sposobem kształcenia opartym na specyficznej metodzie skoncentrowanej na celowej i indywidualnej pracy z kształconym podmiotem. Jej celem jest nie tylko przekazanie wiedzy i konkretnych umiejętności, ale także w równym stopniu kształtowanie osobowości. To tam Lewis rozwijał swoje umiejętności pod kierunkiem niezwykle docenianej i utytułowanej Nowozelandzkiej pianistki Joan Havill oraz Alfreda Brendla, którego znamy nie tylko jako wybitnego austriackiego pianistę, ale także jako docenianego poetę. Zatem jak dostrzega­­­­my wraz z talentem muzycznym Lewisa rozwijała się również jego osobowość, co ważne jak widać nie tylko pod kątem muzyki. Sam fakt możliwości kształcenia się pod kierunkiem pedagogów nie tylko znanych z faktu bycia wirtuozami fortepianu, ale także cenionych jako wybitne osobowości dał mu szerokie pole do rozwoju. (…)

Instrument o nieograniczonych możliwościach

z Zeeną Parkins rozmawia Alexandra Hołownia

Zeena Parkins urodziła się w 1956 r. w Detroit. Studiowała sztukę na Uniwersytecie Michigan oraz taniec, grę na fortepianie i harfie w Bard College. Jest kompozytorką, instrumentalistką, performerką. W swej twórczości bada obszary przekraczania granic w sztuce. Rozwinęła nowe techniki brzmienia poszerzając możliwości dźwiękowe elektronicznej harfy. W zespole Cobra współpracowała muzycznie między innymi z Johnem Zornsem. Wraz z Ikue Mori wydała płytę. Grała improwizację z Yoko Ono, Davidem Mosem, Nicolasem Collinsem. Kooperowała z Björk. Zeena Parkins tworzy muzykę filmową i teatralną. Najchętniej komponuje dla nowojorskich choreografów, ostatnio dla Jennifer Monson, Jennifer Lacey i Neila Greenberga.(...)

Legendy Polskiej Wokalistyki (46) – Ewa Werka

Adam Czopek


Uchodziła przez lata za wyjątkowe zjawisko na polskiej operowej scenie. Fascynowała nie tylko śpiewem, ale i wyrazistym aktorstwem. Jej kariera trwała niewiele ponad trzydzieści lat i praktycznie przez cały czas jej trwania pozostawała solistką jednego teatru. Nie zmieniało to faktu, że o tworzonych przez nią kreacjach było głośno w całym polskim operowym światku. Była ulubienicą poznańskich melomanów, a krytycy niemal jednogłośnie chwalili wysoki poziom wokalno-aktorski jej scenicznych dokonań. „Głos osobowość”, „Głos o niepowtarzalnej barwie”, „Głos o rzadko spotykanym tembrze” – tak najczęściej o niej pisano. Mimo, że śpiewała cały „żelazny” repertuar przeznaczony na jej głos, to jednak największe uznanie przyniosły jej partie w operach XX-wiecznych.(…)

Od smyczka po batutę

z Kierownikiem Muzycznym Opery Krakowskiej i jej pierwszym dyrygentem Tomaszem Tokarczykiem rozmawia Jacek Chodorowski

Bydgoszcz, Nowy Sącz, Kraków, Krynica. Co łączy te miasta z tobą?
Masz na myśli festiwale muzyczne, które odbywają się od lat w tych miastach i na których mam przyjemność dyrygować spektaklami i koncertami Opery Krakowskiej, inspirującej lub je organizującej. Jest dla mnie wielką satysfakcją móc prowadzić orkiestrę naszej Opery, z którą pracuję już od 12 lat (w tym 8 lat jako Kierownik Muzyczny) i której gra zyskuje uznanie o czym świadczą liczne pozytywne oceny i recenzje. Satysfakcja ta jest tym większa, iż sam nigdy w mej pracy artystycznej nie składałem nikomu (teatrowi, filharmonii) propozycji moich występów indywidualnych. Mam więc świadomość, iż w sukcesach artystycznych naszej Opery jest i cząstka mojej pracy. W Operze Krakowskiej znalazłem się na zaproszenie prof. Ryszarda Karczykowskiego, ówczesnego dyrektora artystycznego Opery.

A ja myślę, że to nie cząstka, a spora część. Mówisz o dwunastoletniej współpracy, a twój aktualny repertuar, obejmujący opery, operetki, musicale, koncerty sygnowane twoim nazwiskiem, to Madama Buttrefly, Trubadur, Traviata, Ariadna na Naxos, Miłość do trzech pomarańczy, Wesele Figara, Cesarz Atlantydy (Ullmanna), Zemsta nietoperza, Ptasznik z Tyrolu, Och’, Pinokio!, Harnasie, Historia żołnierza, misterium Pastorałka, Msza koronacyjna Mozarta, Requiem Verdiego, Carmina Burana. To chyba sporo! A dodać trzeba twój wielki sukces osobisty w przyczynieniu się do rewitalizacji opery Maria Statkowskiego (na Festiwalu w Wexford). Przypomnij, proszę, jakie były początki twego „wejścia” w muzykę. Wiem, iż najpierw były skrzypce!?
Wychowałem się w rodzinie muzycznej. Mój ojciec przez wiele lat grał na kontrabasie w orkiestrze Filharmonii Krakowskiej. Co tydzień zabierał mnie na koncerty i wtedy właśnie narodziła się moja miłość do muzyki, początkowo do tej symfonicznej, „filharmonicznej”. Muzykę tę poznawałem również często słuchając jej, ukradkiem, podczas codziennych prób orkiestry. Wręcz „chłonąc” ją szczególnie utożsamiałem się z dyrygentem, podpatrując jego zachowanie, gesty. Byłem tak zafascynowany, iż w domu próbowałem sam „dyrygować” przed lustrem. Chętnie też sięgałem po kasety magnetofonowe z zapisami tego repertuaru. Tak więc moja miłość do muzyki ma i głębokie i szerokie korzenie. Natomiast moja cała edukacja związana jest już z muzyką: szkoła podstawowa, liceum muzyczne i krakowska Akademia Muzyczna. To kolejne moje etapy kształcenia muzycznego. Cały czas w klasie skrzypiec. Miłość do tego instrumentu pojawiła się już w liceum. Dostałem się do klasy prof. Ewy Szubra-Jargoń. Początki, nie ukrywam, były trudne. Dzisiaj potrafię to wytłumaczyć. Byłem po prostu zbyt leniwy, by ćwiczyć jak wymaga tego instrument, a pani profesor, wyraźnie ze mnie niezadowolona, nie szczędziła, ostrych czasami, uwag. Przełom nastąpił, gdy lekcję ze mną przeprowadziła w obecności mojego ojca. Zrozumiałem nareszcie, że ćwiczenia są niezbędne, a gra na skrzypcach daje wiele przyjemności i także radości osobistej. W czasie studiów na Akademii spełniło się także drugie moje marzenie: dyrygentura. Przyjął mnie do swojej klasy wybitny dyrygent, wieloletni dyrektor naczelny i artystyczny Filharmonii Krakowskiej, Jerzy Katlewicz. W czasie tej nauki zrozumiałem, iż swą muzyczną przyszłość będę wiązać z dyrygenturą. Pierwsze „szlify dyrygenckie”, o ile tak można powiedzieć, zdobywałem kierując jednym z krakowskich chórów przykościelnych. To była dobra szkoła współpracy z zespołem muzyków śpiewaków. Po dyplomie (podwójnym: skrzypce i dyrygentura) „osiadłem na laurach”. Byłem bezrobotny. Z własnej zresztą winy. Patrząc z dzisiejszej perspektywy beztrosko i lekkomyślnie traktowałem wtedy, nieliczne zresztą, propozycje. To trwało rok, gdy przyszła propozycja zatrudnienia do Opery na Zamku w Szczecinie. Tam właśnie zostałem kierownikiem muzycznym, tam też debiutowałem jako dyrygent w Czarodziejskim flecie (wersja dla dzieci opracowana przez R. Karczykowskiego). Być może od tego debiutu datuje się moje uwielbienie muzyki Mozarta. W Szczecinie przepracowałem rok, gdy dostałem, przyjętą przeze mnie, propozycję i angaż do Opery Krakowskiej, której dyrektorem artystycznym był wówczas prof. Ryszard Karczykowski. Działo się to w roku 2004.(...)

Stawiam poprzeczkę wysoko

z kompozytorem Jakubem Sarwasem rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Dla kogo pan pisze swoją muzykę?
Dla każdego zainteresowanego, choć wiadomo, że najczęściej w przypadku takiej muzyki jest to odbiorca zainteresowany muzyką współczesną, a termin to dziś pojemny.

A jakiej muzyki pan słucha w domu – dla przyjemności?
Rzadko słucham, jeśli już, to tego, co może mnie dodatkowo zainspirować. Muzyki wcześniej w ogóle mi nieznanej.(…)

Gidon Kremer o swojej nowej płycie

Pory roku są tematem, który interesował mnie zawsze, temat ten stał się centrum pewnej liczby moich nagrań i programów koncertowych. Wymienię tu moje pierwsze nagranie Czterech pór roku Vivaldiego (z Claudiem Abbadem), płyty Eight Seasons (łączącej Vivaldiego i Piazzollę) i The Russian Seasons – utwory skomponowane na zamówienie dla Kremerata Baltica i dla mnie przez Leonida Desjatnikowa i Aleksandra Raskatowa, którzy w swych partyturach zainspirowali się Porami roku Czajkowskiego, a także tournée koncertowym Seasons Forever i GSS-Gidon Sun Shines.(...)

Max Emanuel Cenčić – kontratenor o arcypięknym głosie

Maria Ziarkowska

Max Emanuel Cenčić urodził się w Zagrzebiu (Chorwacja) 21 września 1976 r. Artysta jest śpiewakiem operowym. Podczas nauki posługiwał się sopranem chłopięcym (lata 1986–1992) i sopranem (lata 1993–2001). Obecnie jego barwą jest kontratenor.(...)

DZIEŁO

Muzyka jedności i pokoju z Taizé

Nowa płyta Deutsche Grammophon z Taizé łączy ducha jedności, pokoju i wzajemnego zrozumienia, ducha, który stanowi siłę wspólnoty.

Dzisiaj, kiedy codziennie napływają do nas szokujące obrazy o aktach przemocy, rzadko można usłyszeć o niezliczonych młodych ludziach, którzy poszukują pokoju, przyjaźni i dobra. Te wartości pielęgnowane są przez wspólnotę ekumeniczną z Taizé od czasu jej powstania w 1940 r. i wspierane są czystą prostotą pieśni, psalmów skomponowanych specjalnie do wspólnej modlitwy. Płyta Taizé – Music of Unity and Peace umożliwi słuchaczom z całego świata odkrycie tego wyjątkowego klimatu medytacji, modlitwy, duchowej siły i zwykłej ufności do Boga, klimatu, który każdego roku przyciąga setki tysięcy młodych ludzi do Taizé, wspaniałego miejsca w Burgundii.
Oprócz siedemdziesiątej piątej rocznicy istnienia wspólnoty płyta Deutsche Grammophon, która ukaże się 3 października br., chce uczcić także inną rocznicę: w 2015 r. brat Roger, charyzmatyczny założyciel wspólnoty, obchodziłby swoje setne urodziny. Dla wspólnoty jest to okazja, by po raz pierwszy nagrać płytę.(...)

MUZYKA POLSKA

Marcin Mielczewski – Przedstawiciel Złotego Polskiego Baroku

Rafał Grabiszewski

Marcin Mielczewski, Polak, muzyk sławny, różne utwory skomponował na więcej i mniej głosów; lecz wydaje mi się, że nie były one dane pod prasę – tak o Marcinie Mielczewskim napisał Matthias Henriksen Schacht w Musicus Danicus, duńskim leksykonie z 1687 r. Niestety, dziś twórczość Marcina Mielczewskiego, podobnie jak większości kompozytorów polskich żyjących w XVII w. nie jest odpowiednio doceniana i promowana. Co prawda ośrodek krakowskich muzykologów w znacznym stopniu przyczynił się do odnalezienia i rozpowszechnienia dorobku kompozytorskiego Mielczewskiego, jednak to, co kiedyś uznawane było za wytwór ludzkiego geniuszu, dziś trudno znaleźć na afiszach (z małymi wyjątkami takimi jak m.in. Warszawska Opera Kameralna) czy też w katalogach firm fonograficznych. Należy jednak mieć nadzieję, że dzieła, które grywano niemal w całej XVII-wiecznej Europie – o czym świadczą liczne kopie znajdowane dziś w różnych europejskich bibliotekach – i dziś dotrą do szerszego grona słuchaczy. (...)

PŁYTOTEKA

 

 

Palcem po płycie – James Horner na poważnie

Karol Rzepecki

James Horner
Pas de Deux
Mari & Hakon Samuelsen
Mercury 481 1849 • w. 2015 • 56’28”

Tytuł prezentowanego albumu został zaczerpnięty od pierwszego dzieła, którego wysłuchamy na tym woluminie. Otóż Pas de Deux amerykańskiego kompozytora, dyrygenta i znanego twórcy muzyki filmowej to klasyczny koncert podwójny na skrzypce, wiolonczelę i orkiestrę. James Horner (1953–2015) znany z autorstwa muzyki do ponad 110 filmów, z których największą sławę przyniósł mu Titanic w 1998 r.
ukazuje się jako dojrzały twórca, o skrystalizowanej stylistyce, która jest głęboko zakorzeniona w muzyce wybitnych twórców XX w. W tej kompozycji odnajdziemy liczne nawiązania do Gustawa Holsta, Benjamina Brittena, czy nawet Henryka Mikołaja Góreckiego. A dzieła Hornera wysłuchamy w wyjątkowym wykonaniu niezwykle utalentowanego rodzeństwa z Norwegii. To właśnie Mari i Hakonowi Samuelsenom kompozytor postanowił zadedykować ten powstały w 2011 r. utwór. Jego prawykonanie miało miejsce trzy lata później w prestiżowej Royal Liverpool Philharmonic. Ta trwająca niespełna pół godziny przestrzeń muzyki kryje w sobie nastrój pełen hipnozy i medytacji. A wyraźna trzyczęściowa struktura nawiązuje do klasycznej formy koncertu. Jak powiedział jeden z krytyków to dzieło „fascynujące, zasługujące na stojącą owację”. W podobnym tonie utrzymane zostały kolejne z prezentowanych kompozycji na omawianym woluminie. Muzyka estońskiego twórcy Arva Pärta (ur. 1935) budzi zawsze wielkie emocje wśród słuchaczy. Doskonałym tego przykładem jest prezentowane Fratres. Tego dzieła skomponowanego ponad czterdzieści lat temu dane nam było wysłuchać już w wielu opracowaniach. Tym razem jednak mamy wyjątkową okazję doświadczenia go w nowej formie. Słuchając tej kompozycji przekonujemy się o słuszności słów jej autora, który mówił o sobie: „odkryłem, że wystarczy mi, gdy pięknie zagrana jest pojedyncza nuta. Ona sama, albo cichy rytm, albo moment ciszy – przynoszą mi wytchnienie”. Prezentowane dzieło doskonale ukazuje estońskiego kompozytora, jako reprezentanta minimalizmu, który swoje inspiracje czerpie z hezychii – praktyki medytacyjno-ascetycznej mnichów zamieszkujących Świętą Górę Atos. (...)

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Bach JS - Partita BWV 830 - Solo Musica SM 154 - ***
Cooman C - Rising at Down - Métier msv 28538 - ****
Dworzak A - Requiem op. 89 - Phi LPH016 - *****
Liszt F - Etudes d’exécution transcendente - Solo Musica SM 156 - *****
Mozart WA - Desperate heroines - Naïve V 5366 - ****
Puccini G - Manon Lescaut - Decca 478 7490 - ***
Schubert F - Sonaty fortepianowe - Deutsche Grammophon 4792 783 - *****
Schubert F - Symfonie nr 2 i 6 - Sinfoniaorchester Basel SOB 07 - *****
Strawiński I - Świeto wiosny - Sinfonieorchester Basel SOB 06 - *****
Tansman A - Muzyka na skrzypce i fortepiano - Naxos 8.573127 - Płyta miesiąca
Treiber F - Prisma, Notturno - Antes Edition BM319277 - Płyta miesiąca
Weinberg M - Koncert skrzypcowy g-moll - Warner Classics 0825646224838 - **/***/***/*
Schulhoff E - Muzyka kameralna - MDG 304 0617-2 - *****
Schumann R - Muzyka kameralna wol. 3 - MDG 304 1649-2 - *****
Beethoven L - Symfonia nr 7, Wielka Fuga - MDG 930 1861-6 - *****
Bach JS - Suity angielskie nr 3, 1, 5 - Warner Classcis 0825646219391 - *****

Alisa Weilerstein - Decca 478 5296 - *****
Banchetto musicale - Thorofon CTH 2593 - ****
Benjamin Britten, Samuel Barber - Decca 478 8189 - ****
Erika Köth - Membran 600210 - ****
Euskel Antiqva - Alia Vox Diversa AV9910 - ****
Hermann Prey - Membran 600205 - ****
Itamar Zorman - Portrait - Profil PH14039 - *****
James Horner - Pas de Deux - Mercury 481 1849 - Płyta miesiąca
Le charme du bassoon - Profil PH11024 - *****
Little girl blue - Naïve V 5376 - *****
Max Raabe & Palast Orchester - Decca 479 3381 - ***
Mercelle Meyer - Membran 600209 - Płyta miesiąca
Mozart/Beethoven - Oehms OC 797 - ****
Oblivion - Thorofon CTH2610 - *****
Rafael Kubelik - Membran 600182 - *****
The Hungarian Bassoon - Profil PH 14007 - ****
Wadim Chołodenko - Thorofon CTH 2594 - ****