Muzyka21 nr 4/189 - kwiecień 2016 r. - rok XVII

 

Ledwo skrytykowaliśmy w zeszłym miesiącu Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego za opieszałość w publikowaniu listy przyznanych dotacji, a już pojawiła się ona na odpowiedniej stronie w Internecie. Tylko czy Ministerstwo powinno działać dopiero wtedy, gdy jest krytykowane? Od dawna obiecana „dobra zmiana” w przypadku dotacji na wydarzenia kulturalne nie udała się. Sądząc po tym, kto dostał, a kto nie, nic się nie zmieniło. Jak to kiedyś powiedziano w pewnym kabarecie, „od nowa po staremu”. Ciekawe, ambitne, promujące Polskę przedsięwzięcia zostały utrącone, nic nowego nie wnoszące przedsięwzięcia tych samych od lat podmiotów zostały jak zawsze dofinansowane.
Wśród docenionych, jak co roku, nie mogło zabraknąć naszego najbardziej znanego kompozytora, Krzysztofa Pendereckiego. Twórca ten jest do lat dofinansowywany lekką ręką przez państwo Polskie, jego dzieła za nasze podatki po wielokroć są nagrywane, często przez tych samych wykonawców, przez te same wytwórnie. Ile jeszcze płyt trzeba nagrać z twórczością tego kompozytora, by władze stwierdziły, że jest go wystarczająco na rynku? Brak nowych odkryć zarówno wśród kompozytorów jak i wykonawców. Gdzie ten obiecywany patriotyzm, ta obiecywana promocja polskości? Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pan prof. Piotr Gliński obiecywać potrafi, usta ma pełne frazesów, ale z realizacją jest jak zawsze. SLD, PSL, PO, PIS – te same gadki, ten sam brak rezultatów i obojętność na potrzeby środowiska!

1 marca radiowa Dwójka obchodziła 79. urodziny. W związku z tym ogłosiła wśród słuchaczy konkurs polegający na wybraniu 2 najlepszych koncertów, po jednym z muzyki poważnej i folkowej oraz jednego słuchowiska. Wśród proponowanych koncertów z muzyką poważną nie było ani jednego z muzyką polską. Nie dziwi to, bo od lat Polskie Radio jest polskim tylko z nazwy. Polskie Radio posiadające dwie orkiestry symfoniczne właściwie nie korzysta z nich do wykonywania muzyki polskiej, a nawet jak coś takiego zrobi podczas swoich koncertów, to w przypadku powyższego konkursu wstydzi się tego i nie proponuje swoim słuchaczom, by na nie głosowali. Czyżby „dobra zmiana” nie dotarła do Dwójki?

Jedna z najdroższych imprez fundowanych nam przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Festiwal Beethovenowski, jak co roku zaserwował nudny, wciąż ten sam, w żaden sposób odkrywczy repertuar. Polskiej muzyki, jak to ten festiwal ma w zwyczaju, właściwie nie było. Oczywiście nie obyło się bez utworu Krzysztofa Pendereckiego – Pasji wg św. Łukasza. Kilka lat temu kosztem 2 milionów wykonano to dzieło w Alvernii. Suma ta okazała się zbyt mała, bo do dzisiaj nie ukazał się ten koncert na płycie. Teraz Narodowe Centrum Kultury dofinansowało wykonanie tego dzieła, a okazją była 50. rocznica wykonania. Skoro Rudolf Buhbinder ma już chyba dożywotni angaż Festiwalu na wykonywanie wszystkich koncertów Beethovena, proponujemy, by również Pasja już na dobre zagościła w programie Festiwalu i była wykonywana co roku z okazji kolejnych rocznic. Warto również zastanowić się, dlaczego wśród organizatorów Festiwalu nie ma nikogo, kto potrafiłby wymyślić z okazji Wielkanocy repertuar adekwatny i jednocześnie polski, a co najważniejsze nowatorski?
Jak zawsze Festiwal nie dba o polski repertuar, nie dba również o polskich wykonawców. Widać dla organizatorów polskość się nie liczy, jest czymś złym, odbiegającym od standardów światowych. Szkoda tylko, że nowa władza, która w wyborach obiecywała „dobrą zmianę” i walczyła o patriotyzm, w przypadku muzyki zupełnie się tym nie interesuje i wciąż dofinansowuje tych, którzy polskość mają za nic. Podobno mamy produkować polskie filmy na miarę Hollywoodu. A co z muzyką? Obca lepsza niż nasza?
Po raz kolejny można zadać retoryczne pytanie – po co za nasze podatki utrzymuje się tyle nikomu niepotrzebnych szkół muzycznych, kształci się tylu muzyków, skoro i tak lepiej traktujemy cudzoziemców. Ziemia polska ma być dla Polaków, chcemy zabronić cudzoziemcom, by ją wykupywali, ale kultura polska może być całkowicie zdominowana przez obcą!

Głównym bohaterem tego numeru Muzyka21 jest wielce zasłużony, wybitny polski kompozytor, Juliusz Łuciuk, z którym przeprowadziliśmy niedawno wywiad z okazji jego najnowszej płyty wydanej wespół z Acte Préalable. Wkrótce, 30 kwietnia 2016 r., Filharmonia Krakowska dokona prawykonania jego najnowszego dzieła – oratorium Wzgórze w krainie Moria do tekstu trzeciej części Tryptyku rzymskiego Jana Pawła II. Jak nam wyznał twórca, jego marzeniem jest wydanie płytowe tego prawykonania! Oczywiście, jak zawsze, problemem są pieniądze. Może minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński tym razem, inaczej niż jego poprzednicy, wyjdzie z utartych szlaków i wesprze znakomitego twórcę?

ŻYCIE

Szczecin. Chacun a son gout! „– Jak się nazywa ten Pana żart? – Zemsta nietoperza!”. Jedna z najsłynniejszych operetek Johanna Straussa (syna), wróciła na scenę szczecińskiej Opery na Zamku. W klasycznej reżyserii, bez zbędnych unowocześnień, czy modyfikacji muzycznych, 27 lutego melomani, obecni na widowni, mogli podziwiać i słuchać muzycznego „żartu” wiedeńskiego kompozytora.(…)

Katarzyna Kubińska

Warszawa. Dettingen Te Deum Haendla. Po miesiącu od wykonania Weihnachts-Oratorium, 23 stycznia w Filharmonii Warszawskiej można było usłyszeć kolejne wielkie dzieło chóralno-instrumentalne doby baroku. Tym razem wybrzmiało Dettingen Te Deum Haendla, a także Requiem c-moll Cherubiniego, choć to już kompozycja późniejszej epoki. Ostatnio koncerty z dziełami sakralnymi Haendla miały w niej miejsce kilka lat temu, w marcu 2013 r., kiedy wykonano Mesjasza pod dyrekcją Paula Dombrechta. Było więc to ważne wydarzenie dla miłośników wokalnej muzyki Haendla, tym bardziej, że dość rzadko na estradach filharmonii gra się chóralne dzieła doby baroku. A przecież oratoria i anthemy Haendla, a także bachowskie kantaty są doceniane i lubiane przez licznych melomanów i powinny stanowić stały element filharmonicznych repertuarów. Kompozycje zostały wykonane przez Chór Filharmonii Warszawskiej i Polską Orkiestrę Sinfonia Iuventus, która skupia młodych muzyków, absolwentów i studentów szkół muzycznych. Koncert poprowadził Henryk Wojnarowski, wieloletni i bardzo zasłużony kierownik chóru Filharmonii, a jedynym solistą był Wojciech Gierlach, który śpiewał partie basowe. (…)

Łukasz Rozen

Lublin. To już szesnasty raz, kiedy w murach klasztoru dominikanów zgromadzili się lubelscy melomani, aby 14 lutego zainaugurować cykl koncertów pod hasłem „Wielkopostne Śpiewanie”. Tym razem, wspomniane wydarzenie zyskało szczególny wydźwięk, bowiem obchody 1050-lecia chrztu Polski zbiegły się z rocznicą 800-lecia powstania dominikanów, co w słowie wstępnym podkreślił ojciec Grzegorz Kluz, przeor klasztoru. (…)

Karol Rzepecki

Wrocław. Koncertowo zaśpiewane i zagrane Wesele Figara. Estradowe wykonanie Wesela Figara (14 lutego) na zakończenie trzeciej wrocławskiej Akademii, tym razem Mozartowskiej, okazało się przedsięwzięciem ze wszech miar udanym. (…)

Lesłąw Czapliński

Lublin. Przełom lutego i marca w Filharmonii Lubelskiej upłynął pod znakiem III Międzynarodowego Festiwalu Braci Wieniawskich, w trakcie którego zaprezentowało się wielu wybitnych, polskich i zagranicznych artystów, a lubelscy melomani mieli możliwość wysłuchania muzyki Braci Wieniawskich, ale także twórców im współczesnych. (...)

Karol Rzepecki

Barcelona. Otello, czyli turniej trzech tenorów. Zamiast szukać, wątpliwych artystycznie, doznań na organizowanych na stadionach pseudokoncertach pod tym hasłem, lepiej udać się do Gran Teatre del Liceu w Barcelonie na prezentowanego tam właśnie w wersji koncertowej, Otella Gioacchina Rossiniego (3.2.2016), niesłusznie przyćmionego dziś przez późniejszą operę Giuseppe Verdiego. Występuje w nim aż trzech tenorów, albowiem właśnie tymi głosami kompozytor obsadził trzy główne role męskie: tytułową, Jagona oraz Roderyka. Francesco Maria Berio di Salsa, librecista Rossiniego, skupił się na pierwszym, weneckim akcie tragedii Shakespeare’a, dodając z ostatniego, cypryjskiego, nieszczęśliwe zakończenie. Uczynił tak za sprawą francuskiej przeróbki Jean-Françoisa Ducisa, która zobowiązana była przestrzegać zasady klasycystycznych trzech jedności, a co za tym idzie, musiała zmieścić się w obrębie jednej doby i nie zmieniać miejsca akcji. Stąd w całej intrydze wypadła postać Kasja, istotna w wersji Boita i Verdiego, w całości przeniesionej z kolei na Cypr. W operze Rossiniego nie ma też, ulubionego przez Verdiego, nielogicznego rozwiązania ze śpiewającą w finale, na wpół żywą bohaterką (Abigail w Nabuchodonozorze, Gilda z „worka” w Rigoletcie, podduszona Desdemona w Otellu, a także król Gustaw w Balu maskowym).(...)

Lesłąw Czapliński

CZŁOWIEK

Wspomnienia liryczne, sentymentalne, beztroskie...

z wybitnym kompozytorem Juliuszem Łuciukiem rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Dotychczas dał się pan poznać jako twórca dzieł wzniosłych, poważnych w temacie i zaangażowanych.
Właśnie pojawiła się w Acte Préalable pana płyta z piosenkami zatytułowana Wspomnienia... liryczne, sentymentalne, beztroskie. Od początku mojej samodzielnej drogi twórczej – po ukończeniu studiów kompozytorskich w 1956 r. – obok utworów głównego nurtu, tzw. muzyki poważnej, a w jej dziale wokalnym obok pieśni o estetyce wysokiej, komponowałem utwory wokalne mniej złożone o estetyce niższej, zwanej piosenkami. Wydawałoby się, że od tego gatunku muzycznego wymaganie artystycznej wartości mogłoby być mniejsze. Uważam, że każdemu twórcy w jego pracy zawsze powinna towarzyszyć ambicja doskonałości tworzenia niezależnie od gatunku dzieła przeznaczenia. Cechy takie, jak nowoczesność, oryginalność, niepowtarzalność powinny być stałą wartością dzieł.

U większości twórców piosenki, pieśni to raczej twórczość marginalna. Jak jest z nią u pana?
Odpowiadając na te pytanie rozwinę moją wcześniejszą myśl. Już we wczesnym okresie mojej twórczości interesowałem się piosenką z potrzeby serca i umysłu. Postanowiłem nawet sobie ambitne założenie stworzenia nowego „modelu piosenki”. Reprezentowałaby cechy ambitne, nowoczesne w zakresie melodyki, rytmu, ekspresji, by mogła współzawodniczyć w pięknie estetycznym z modernistycznymi piosenkami jazzu. To założenie zrealizowałem w następujących kompozycjach: pierwsze w wokalizie abstrakcyjno-lirycznej pt. W intymnym nastroju oraz w trzech piosenkach do tekstu poetki krakowskiej Elżbiety Zechenter Spławińskiej o tytułach: Rozmowa z księżycem, Dzień bez Ciebie oraz Kupię sobie jeża. Były to propozycje kompozytorskie odważne w zakresie nowego kształtu wyrazowego melodyki, rytmiki i kolorystyki harmonicznej. Przypuszczałem, że mógłby one stać się zaczątkiem perspektywicznym jakiejś większej awangardowej polskiej propozycji scenicznej. Mimo wysiłków zrealizowania wykonań tych kompozycji w wersji na głos i fortepian nie udało mnie się tego dokonać. Na to wpłynęły brak kontaktów w tym pierwszym okresie działalności: osobistych, zawodowych, z instytucjami kulturalnymi, a przede wszystkim Polskim Radiem. Włożyłem więc te kompozycje do szuflady wraz z ideami przygody artystycznej w dziedzinie muzy mniej poważnej. Wspomnę jeszcze, że w okresie późniejszym nie przyjąłem propozycji szczecińskiej, dyrektora Bursztynowicza, skomponowania musicalu. Komponowałem wtedy ambitne, nowatorskie kompozycje z zakresu muzyki poważnej i one wytyczały moją drogę twórczą. Dzisiaj, po upływie tak długiego czasu, oceniam te ambitne piosenki pozytywnie, jako wartościowe, odkrywcze artystycznie kompozycje i zdecydowałem umieścić je na wydawanej aktualnie płycie.(...)

Legendy Polskiej Wokalistyki (54) – Irena Ślifarska

Adam Czopek

Zaliczano ją do stosunkowo wąskiej grupy naszych artystów o wyrazistej osobowości i temperamencie scenicznym. Natura obdarowała ją niskim mezzosopranem, o charakterystycznej barwie oraz głębokim, niemal altowym, brzmieniu. Była znakomita w kreowaniu ról charakterystycznych, czego najpełniej dowiodła jako Pani Quickly w Falstaffie
Verdiego (1975), uważano tę partię za jedną z najważniejszych w jej artystycznym dorobku. W latach 1975–1980 zaśpiewała ją 29 razy. Mówiono o niej, że promieniowała pozytywną energią, kochała teatr i jego niepowtarzalną atmosferę. Do każdej przyjętej partii-roli drobiazgowo się przygotowywała, tak pod względem stylistycznym i aktorskim, jak i wymagań wokalnych, co podkreślali niemal wszyscy recenzenci. Mimo, że stosunkowo rzadko powierzano jej pierwszoplanowe partie mezzosopranowe, to potrafiła zapaść w pamięć widzów jako mistrzyni tych mniej eksponowanych ról. Jej osobowość sceniczna i temperament sprawiały, że ukryta gdzieś z tyłu sceny, we właściwej chwili wypływała na czoło stawki wykonawców. Zdanie, które napisał kataloński krytyk Albert Villardel, że „nie istnieją małe role, lecz wielcy artyści” może mieć w przypadku Ireny Ślifarkiej pełne zastosowanie. Była znakomitą Mercedes w Carmen Bizeta (1957), Suzuki w Madama Butterfly Pucciniego (1968), Inez i Azuceną w Trubadurze (1970) Marceliną w Weselu Figara Mozarta (1970), Sfinksem w Edypie Enescu (1978) oraz Królową Dragą w Manekinach Rudzińskiego (1981). W ostatnich latach kariery zadziwiła wszystkich znakomitą kreacją Swatki Jenty w premierze musicalu Skrzypek na dachu J. Bocka, wystawionym w stołecznym Teatrze Wielkim w czerwcu 1993 r. Stworzyła ciepłą postać, pełną swoistej filozofii i przekonania we własne posłannictwo kojarzenia małżeństw. Było to ostatnie sceniczne wcielenie Ireny Ślifarskiej, pół roku po premierze zmarła. Zanim to jednak nastąpiło zdążyła zaśpiewać Jentę 21 razy, ostatni – 3 grudnia 1993 r. Pięć dni później, 8 grudnia, pojawiła się na scenie jako Stara Niewiasta w Strasznym dworze i był to jej ostatni występ.(...)

Kilka osobistych wspomnień o Chopinie

z pamięci jego najpopularniejszego ucznia – Georgesa Mathiasa

W Chopinie zawsze było coś tajemniczego. Był bardzo powściągliwy w mowie i bardzo elokwentny w swej muzyce. Kilka osobistych listów i kilka cienkich tomów z muzyką fortepianową – to wszystko, co mamy po Chopinie, marzycielu, poecie muzycznym, człowieku chorym i geniuszu. Jak mało po nim pozostało, w porównaniu z ogromem osobistej literatury i tytanicznych oper Wagnera! Jak mało, a jednocześnie, jak wiele! – Jesteśmy zmuszeni zwrócić się do pism jemu współczesnych, jeśli chcemy poznać go takim, jakim był naprawdę. Jesteśmy szczęśliwi, że Liszt, Mendelssohn, George Sand i wielu innych, równie wybitnych, pisało o nim. Niniejszy artykuł został napisany przez najwybitniejszego ucznia Chopina. Georges Mathias (1826–1910), był także uczniem Kalkbrennera, ukończył konserwatorium, w którym później został profesorem, uczącym gry na fortepianie (1862–1887). Ten artykuł pojawił się w „Exercise Quotidiens” Isidora Philippe’a, a dla nas został przetłumaczony i przedrukowany z francuskiego czasopisma „Musica”. Mathias był entuzjastą Chopina i – jak wielu jemu podobnych – swego rodzaju, ślepym jego wyznawcą. Jednocześnie miał intersującą osobowość, artykuł ten prezentuje zatem nie tylko wyjątkowy opis Chopina, ale pozwala zrozumieć Georgesa Mathiasa.

Redaktor „The Etude”(...)

Nicolaus Harnoncourt – historyczny dyrygent

Łukasz Rozen

Nicolaus Harnoncourt 5 grudnia 2015 r., dzień przed swoimi urodzinami, ogłosił zakończenie muzycznej działalności, gdyż czuł się coraz słabiej. 5 marca, trzy miesiące później zmarł, otoczony rodzinną opieką. Niemal do końca swoich dni ten prawdziwie legendarny, historyczny 86-letni dyrygent był aktywny i prowadził koncerty, mimo takiego wieku. Harnoncourt począwszy od młodzieńczych lat aż do późnej starości oddał się muzyce, i to nie tylko na polu wykonawczym, ale i pisarskim. Trudno w kilku słowach określić, jak wielki wpływ na muzykę i jej wykonywanie miał ten wybitny austriacki artysta, gdyż to on był „ojcem założycielem” całego nurtu wykonawstwa historycznego, nie wspominając już o tak bardzo licznych interpretacjach bądź o jego książkach. Harnoncourt już lata temu stawał się legendą i postacią historyczną, jednym z najbardziej zasłużonych, znanych dyrygentów, i to nie tylko w swoim kraju. Stał się autorytetem i źródłem inspiracji dla późniejszych wykonawców, koncertował z najbardziej znanymi światowymi orkiestrami. Jego dorobek wykonawczy jest imponujący, płyty austriackiego dyrygenta są wciąż chętnie kupowane na całym świecie. Dlatego też sam prezydent Austrii Heinz Fischer w pełnych szacunku słowach mówił o zmarłym wykonawcy: „Był konsekwentnym odnowicielem muzyki, który szukał dróg do źródeł twórczości muzycznej i drogi te znajdował. Był wspaniałym dyrygentem i nauczycielem wielu pokoleń”.(…)

Granie za szklanym ekranem nie ma sensu

Maria Wilczek-Krupa

Jeśli się nie potrafi wydobyć z orkiestry oryginalnego brzmienia, to się niepotrzebnie przed nią stoi i zawraca głowę.

Kazimierz Kord

Lubi, kiedy kompozytorzy komponują, a nie gadają o komponowaniu. W dyrygowaniu ceni precyzję i wierność partyturze, ale nie wyobraża sobie wykonania bez własnych emocji. Nie uznaje słowa „interpretacja” – należy grać to, co jest w nutach i przepuścić muzykę przez siebie. To wszystko.
Spotkaliśmy się w „Pędzącym Króliku”, bo tam maestro odpoczywa najchętniej, gdy mieszka w Warszawie. Nie pozostawił wyboru odnośnie menu – sok z pomarańczy i grejpfruta, kawa cappuccino, lekkie ciasto z wiśniami. Dwa razy poproszę, przy czym sok najpierw, kawę dopiero do ciasta. Bardzo konkretny w ocenie i w sądach – mówił odważnie, bez owijania w bawełnę. W rozmowie – tak jak w dyrygowaniu – pełen skrajnych emocji: od złośliwego chichotu, gdy opowiadał o szkolnych czasach, do ściśniętego gardła, gdy była mowa o śmierci.
Kazimierz Kord – legenda światowej dyrygentury, pierwszy polski artysta, który stanął za dyrygenckim pulpitem w nowojorskiej Metropolitan Opera.(...)

DZIEŁO

Maestro Donizetti i jego opery (3)

Maria Stuarda

Adam Czopek

Chronologicznie opera ta należy do środkowego okresu twórczości Donizettiego, będąc zarazem dowodem jego fascynacji historią Anglii i Szkocji. Dowiódł tego w kolejnych dziełach Elżbieta w zamku Kenilworth i Roberto Devereux. Przed Marią Stuardą kompozytor podarował światu Lukrecję Borgię, opartą na historii znienawidzonego włoskiego rodu Borgiów, której prapremiera 26 grudnia 1833 r. na scenie mediolańskiej La Scali zakończyła się sporym sukcesem. Rozrastał się on z przedstawienia na przedstawienie, ugruntowując jeszcze bardziej sławę i pozycję Donizettiego jako czołowego włoskiego kompozytora operowego. (...)

MYŚLI

Refleksje nad wykonawstwem historycznym

Łukasz Rozen

Wykonawstwo historyczne stało się nieodłączną częścią muzyki poważnej, czymś zazwyczaj niekwestionowanym, bardzo popularnym. Koncerty w filharmoniach czy operach z udziałem orkiestr grających na epokowych instrumentach nie stanowią czegoś wyjątkowego, ale są coraz bardziej powszechne, podobnie jak niezliczone płyty z muzyką poprzednich epok. Choć tak, jak niemal zawsze, można znaleźć przeciwników, to jednak wykonawstwo historyczne jest uważane za standard, normę wykonywania tzw. muzyki dawnej. Czy jednak pod tym jednym pojęciem nie kryją się różne znaczenia, czy wykonawstwo historyczne, jako pewien nurt, nie zawiera w sobie jakichś odmienności, różnic, rozbieżności? Odpowiedź powinna być raczej twierdząca, bo z jednej strony można dostrzec dogmatyzm, zbytnie stonowanie i konserwatyzm, z drugiej zaś zbytnią oryginalność, indywidualizm i żywiołowość. Choć jednak większość wykonawców unika takich skrajności. Oczywiście, nie każdy wykonawca przedstawia swoje podejście do wykonawstwa historycznego w jakichś rozprawach, ale jest ono zauważalne, niejako zawarte w samym stylu wykonawczym. Warto zastanowić się, czy tego typu podejścia należy uznać za właściwe, jakie są fundamenty tego nurtu, a także, czy sam termin można uznać za najlepszy, najbardziej zgodny z ideą wykonywania muzyki kompozytorów w jej oryginalnym, właściwym brzmieniu.(...)

PŁYTOTEKA

 

 

Palcem po płycie – Max Emanuel Cenčić i arie neapolitańskie

Łukasz Kaczmarek

Max Emanuel Cenčić
Arie napoletane
Decca 478 8422 • w. 2015 • 75’41”


Nie ulega wątpliwości, że Max Emanuel Cenčić jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych współczesnych kontratenorów. Naturalne jest, że znany artysta może sobie pozwolić na wybranie do programu płyty tylko znanego repertuaru. Cenčić nie idzie jednak tą drogą. Na 12 utworów, jakie zawarł na albumie, aż 10 to światowe premiery fonograficzne! Tylko dwie kompozycje doczekały się już wcześniejszych rejestracji: to arie z opery Eraclea Leonarda Vinciego oraz Olimpiada Giovanniego Battisty Pergolesiego – a zatem również nie super-hity! Te premierowe nagrania, to arie z dzieł Nicola Porpory, Leonarda Lea oraz Alessandra Scarlattiego. Nazwiska są nie byle jakie – aż dziw bierze, że do tej pory nikt nie pokusił się utrwalenia wszystkich dzieł takiego, dajmy na to, Scarlattiego! Jak nie trudno się domyślić, klamrą spinającą cały program jest Szkoła Neapolitańska, do której zaliczamy wszystkich tych twórców. Do niej odwołuje się również tytuł płyty – Arie napoletane. Tylko jedno z dzieł zdaje się nieco wyłamywać z tego schematu: to dopełniający nagrania Koncert klawesynowy D-dur Domenica Auletty – utwór wywodzący się wprawdzie z kręgu neapolitańskiego, lecz nie należący przecież do gatunku opery seria, której poświęcony jest album. Auletta to zresztą dość zagadkowa postać. W książeczce dołączonej do płyty widnieje informacja, jakoby urodził się jeszcze w XVII w. (dokładna data nie jest znana), a zmarł w 1747 r. Z kolei na włoskiej Wikipedii zetknąłem się z danymi mówiącymi, że twórca ten żył w latach 1723–1753. Mimo tych rozbieżności, jedno jest pewne: był rodowitym Neapolitańczykiem! Jego Koncert klawesynowy to niezwykle miłe, lekkie, utrzymane w stylu epoki dziełko, atrakcyjne melodycznie, składające się, tradycyjnie, z trzech części: szybkiej – wolnej – szybkiej.(...)

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Bach JS - Koncerty skrzypcowe - Hyperion CDA680068 - Płyta miesiąca
Bassani GB - Armonici Entusiasmi di Davide op. 9 - Tactus TC 650290 - *****
Brahms J - Sonaty skrzypcowe - Harmonia Mundi HMC 902219 - *****
Castelnuovo-Tedesco M - Koncerty skrzypcowe - Naxos 8.573135 - *****
Chopin F - Preludia - Deutsche Grammophon 481 1910 - *****
Elgar E - The Dream of Gerontius op. 38 - Profil PH2017 - *****
Gabrieli G - in Venice The King’s College KGS012 - *****
Gesualdo C - Sacrae Cantiones liber secundus - Harmonia Mundi HMC 902123 - *****
Gesualdo C - Tenebrae Responsories - Phi LPH 010 - *****
Hiller JA - Psalm 100, Psalm 5 - MDG 902 1876-6 - ****
Krebs JL - Clavier-Übung III - Audiomax 706 1888-2 - *****
Le Beau LA - Trio fortepianowe d-moll - MDG 903 1872-6 - *****
Monteverdi C - The Genius of the Vespers - Coro CORDVD7 - ****
Panufnik A i R - Messages - Chandos CHAN 10839 - ****
Pärt A - Te Deum - Membran 233967 - *****
Stamitz J - Sonaty skrzypcowe op. 6 - MDG 903 1862-6 - *****
Weinberg M - Symfonia nr 21 - Toccata Classics TOCC0193 - *****
Weinberg M - Symfonie kameralne - Chandos CHSA 5146 - *****
Zelenka JD - Gaude laetate - Nibiru 01572231 - *****
Zelenka JD - Melodrama de Sancto Wenceslao - Supraphon SU 4113-2 - *****
Zelenka JD - Missa nativitatis Domini - Supraphon SU 4111-2 - *****
Żukowski OM - Opera Omnia Religiosa vol. 4 - Acte Préalable AP0354 - *****

Allegretto Spiritoso - Simax PSC 1327 - Płyta miesiąca
Anne-Sophie Mutter - The Club Album - Deutsche Grammophon 479 5023 - *****
Aribert Reimann - MDG 307 1921-2 - ****
Artur Rubinstein - Membran 600984 - *****/***
Beethoven//Hagen - Simax PSC1350 - ****
Brahms - Saint-Saëns - Crussel - Piano 21 P21-053-N - ****
Cage/Walter Piston - Membran 600262 - *****
Cantate Domino: La Cappella Sistina e la musica dei Papi - Deutsche Grammophon 479 5300 - *****
Davies/Panufnik - Symfonie nr 10 - LSO Live LSO0767 - *****
Die Schuke-Orgel der Erlöserkirche Jerusalem - Antes Edition BM319297 - *****
Duo Arnicans - Chopin and Dohnányi - Solo Musica SM 226 - *****
Elgar/Szostakowicz/Penderecki - Acte Préalable AP0353 - ****
Glinka - Czajkowski - Muzyka na fortepian na 4 ręce - Piano 21 P21-046-N - *****
Juan Diego Flórez - Italia - Decca 478 8408 - *****
Kammermusik für Querflöte und Violine - Thorofon CTH2626 - ****
Max Emanuel Cenčić - Arie napoletane - Decca 478 8422 - Płyta miesiąca
Paweł Szymański/Paweł Mykietyn - Hyperion CDA68085 - *****
Poetry in Music - Coro COR16134 - ****
Rachmaninow - Chopin - Decca 478 8416 - Płyta miesiąca
Rolando Villazón - Treasures of bel canto - Deutsche Grammophon 479 4959 - *****

Charles Rosen - Styl Klasyczny - Haydn, Mozart, Beethoven - PWM, 2014