Muzyka21 nr 7/192 - lipiec 2016 r. - rok XVII

 

Z wielkim żalem żegnamy zmarłego 1 czerwca Janusza Ekierta (ur. 8 stycznia 1931 r. w Przemyślu), wybitnego muzykologa, krytyka muzycznego, popularyzatora muzyki, autora wielu książek o tematyce muzycznej, audycji radiowych i telewizyjnych. Przez lata był ekspertem w legendarnym programie Wielka gra. W swojej karierze Janusz Ekiert był wieloletnim korespondentem czołowych dzienników w Warszawie, Amsterdamie, Helsinkach, Wiedniu, Zagrzebiu, był również gościem wielu słynnych festiwali i centrów muzycznych Europy i Ameryki, a także jurorem międzynarodowych konkursów muzycznych, radiowych, telewizyjnych (Prix Italia) oraz stałym recenzentem muzycznym Ekspresu Wieczornego. W 2008 r. został odznaczony srebrnym medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Wśród jego najpopularniejszych publikacji znajdują się m.in. Wirtuozi, Pejzaże z fetyszem, Lustro epoki, Zwiedzajcie Europę, póki jeszcze istnieje.
Część swojej twórczości poświęcił Fryderykowi Chopinowi, pisząc m.in. takie książki, jak Fryderyk Chopin. Biografia ilustrowana oraz Chopin wiecznie poszukiwany. Na swoim koncie ma także wiele artykułów poświęconych Międzynarodowemu Konkursowi Pianistycznemu im. Fryderyka Chopina.

Wielcy ludzie, znakomici popularyzatorzy muzyki odchodzą, a nasi obecni decydenci jak zawsze odporni są na wszelkie nowe idee. Nowa władza już ponad 6 miesięcy udaje, że robi „dobrą zmianę”, walczy o polskość, patriotyzm polski, chce opierać się wpływom zagranicznym. A jakie są realia? Nowy minister kultury Piotr Gliński im więcej mówi, tym mniej czyni. Miało być patriotycznie narodowo, a jest jak zawsze. Oto dwa przykłady z naszego, warszawskiego podwórka.

24 czerwca zaplanowana w Filharmonii Warszawskiej, zwanej także Narodową, koncert dyplomantów Akademii Muzycznej w Warszawie, od pewnego czasu zwanej Uniwersytetem, aby było jeszcze podnioślej. I cóż te dwie szacowne instytucje mające za cel kształtowanie i promocję kultury polskiej wymyśliły? Koncert muzyki rosyjskiej! Pogratulować inwencji! Aż trudno wyobrazić sobie, jakiego wyjątkowego geniuszu potrzeba było, by wykoncypować coś tak niezwykłego! Aleksander Głazunow, Sergiusz Rachmaninow, Piotr Czajkowski – Nobel się kłania, aż żal, że go w muzyce nie przyznają.
Warszawska uczelnia założona ponad sto lat temu miała wśród swoich pedagogów i uczniów wiele wybitnych postaci. Wystarczy rzucić okiem na portrety rektorów w sali senatu, można również przejrzeć różne leksykony, encyklopedie, słowniki, a nawet prace naukowe realizowane w tej uczelni. Ale cóż, pewnie decydenci czasu nie mieli. Zamiast uczyć studentów muzyki polskiej (do tego potrzebne są kompetencje), zamiast tę muzykę promować (trzeba jednak rodzimą kulturę cenić), przekonuje się kolejne pokolenia muzyków, że wszystko co nie polskie w tej dziedzinie jest lepsze. Jakie znaczenie dla świata ma to, że młody absolwent Akademii umie zadyrygować rosyjską muzyką, albo ją zagrać na fortepianie? Kady zakłda, że tak musi być. Ale mieć w repertuarze coś, czego inni nie znają – bezcenne.
Filharmonia Warszawska otworzyła swoje podwoje absolwentom Akademii. A czy nie mogła wymusić na nich repertuaru bardziej odkrywczego i swojskiego? Mogła, ale trzeba najpierw wiedzieć, że w polskiej muzyce jest co grać. A wciąż pokutuje przekonanie, że nie ma czego. Co ciekawe, inaczej myślą Brytyjczycy – niedawno wydany przez nich album płytowy z III Symfonią i Koncertem fortepianowym Witolda Maliszewskiego tego dowodzi. Jak mówi szef wydawnictwa Mike Dutton, repertuar ten został wybrany po konsultacjach ze znawcami muzyki poważnej w Wielkiej Brytanii. Musimy wspomnieć przy okazji, że składane od lat do polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego wnioski o wsparcie nagrań utworów symfonicznych Maliszewskiego permanentnie są odrzucane przez polskich specjalistów. Każdy kraj ma takich specjalistów, na jakich sobie zasłużył i na miarę swoich możliwości i potrzeb. Skoro młodzi absolwenci: dyrygent, pianista i saksofonista za młodu są przekonywani o wyższości rosyjskiego (i innego zagranicznego) repertuaru, to co się dziwić, że jak staną się kiedyś, na nasze nieszczęście, ekspertami, to będą utrącali polskie projekty. Czy tak trudno było zaproponować absolwentom wykonanie jakiegoś polskiego koncertu saksofonowego, Koncertu fortepianowego i którejś z czterech symfonii wyżej wymienionego Maliszewskiego? Repertuar ambitny, odkrywczy, na pewno koncert zapisałby się w annałach Filharmonii i Akademii. Niezorientowanym rusofilom chcielibyśmy przypomnieć, że Maliszewski uczył się u Rimskiego-Korsakowa tak, jak Głazunow, żył, tworzył i uczył w Imperium Rosyjskim i jego wszystkie tam napisane utwory zostały przez rosyjskie wydawnictwa wydane, łącznie z symfoniami! Gdy po rewolucji powrócił do Polski, już takiego szczęścia do polskich wydawców nie miał!
Jednym z solistów tego koncertu jest hiszpański saksofonista. To miło, że w polskiej uczelni uczymy cudzoziemca. Ale czy musimy uczyć go grania obcej muzyki? Na dodatek w narodowej instytucji? Czy naprawdę Polacy nie napisali nic na saksofon i orkiestrę? Pogratulować promotorowi i władzom uczelni. Po co warszawska uczelnia kształci armię kompozytorów, wielu zatrudnia, skoro żaden nie jest w stanie napisać dzieła, którym ta uczelnia chciałaby się pochwalić, które Hiszpan poniósłby w świat? Nie trzeba być muzykiem, by znaleźć w państwowym wydawnictwie PWM co najmniej osiem polskich utworów na saksofon i orkiestrę, jeden z nich autorstwa pracownika warszawskiej uczelni! Szok! Gdzie jest patriota minister kultury i jego współpracownicy?
W poprzednim przykładzie Filharmonia była, chyba, tylko organizatorem przedsięwzięcia, choć trudno uwierzyć, że nie miała wpływu na repertuar. To co teraz opiszemy, jest już inicjatywą samej Filharmonii. Otóż na 5 listopada zapowiedziano koncert symfoniczno-oratoryjny z okazji 156. rocznicy urodzin Ignacego Jana Paderewskiego. Świetny pomysł, wykonanie jak zawsze bylejakie. W repertuarze Koncert fortepianowy Leszetyckiego i Fantazja polska Paderewskiego, a po przerwie Mozarta Ave verum corpus i Msza koronacyjna. O ile jeszcze można zrozumieć obecność Leszetyckiego, nauczyciela Paderewskiego, to cała reszta – Mozart – ma się „jak pięść do nosa”. Gdzie Rzym, gdzie Krym. Gdyby jeszcze Paderewski nie napisał niczego godnego sali filharmonicznej. Ale nie, ma przecież w dorobku znakomitą Symfonię „Polonia”, z organami, a więc Filharmonia Warszawska świetnie nadaje się do jej wykonania.
Trzeba dodać, że symfonię tę genialnie nagrał co najmniej dwa razy Jerzy Maksymiuk, po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii – jak widać tamtejsi eksperci również w przypadku tego dzieła nie mieli zastrzeżeń – po raz drugi w Polsce. Dobrze, że choć ten dyrygent polskim repertuarem nie gardzi. Dużo wcześniej, w czasach PRL-u, jeszcze na płytach długogrających, ukazała się okrojona wersja symfonii w wykonaniu niezapomnianego Bohdana Wodiczki. Ale cóż, nie każdy Polak jest polonofilem. A Filharmonia woli nagrywać po raz niewiadomo już który, dzieła Krzysztofa Pendereckiego, mistrza świata w kategorii dofinansowywaniania swojej działalności pieniędzmi podatnika.

Dwadzieścia lat temu powstało wydawnictwo Acte Préalable, które postawiło sobie za cel przywracanie do życia zapomnianej muzyki polskiej. Od 17 lat wspomagane jest w tym przez Muzyka21, pismo, które niestrudzenie, bezkompromisowo nawołuje, by dbano o nasze dziedzictwo, o przywrócenie mu właściwej pozycji. Wydawało się nam, przez lata, że jesteśmy osamotnieni w tej walce. Przetrwaliśmy już tylu ministrów kultury, z każdej opcji, którzy usta mieli i mają pełne frazesów, ale żaden nie zainteresował się naszą walką o właściwe miejsce dla muzyki polskiej. Również środowisko pozostaje w większości całkowicie obojętne na nasze wysiłki.
Z tym większą więc satysfakcją przeczytaliśmy na łamach tygodnika Angora z 19 VI br. tekst Co z tym dziedzictwem? autorstwa pana Sławomira Pietrasa. Okazuje się, że nie jesteśmy sami. Są jeszcze wśród nas ludzie, którzy znają nazwiska takich kompozytorów, jak Żeleński, Statkowski, Różycki, Joteyko, Gablenz, Rytel, Szeligowski i chcieliby usłyszeć i zobaczyć ich dzieła. Dziękujemy panu Pietrasowi, że zechciał zabrać głos w tej tak ważnej sprawie. Gdyby tak jeszcze przyłączyli się do nas inni ważni ludzie ze środowiska muzycznego, być może decydenci wreszcie zauważyliby ten problem i podjęliby odpowiednie działania.

ŻYCIE

Poznań. Nowe starego początki – Gabriel Kaczmarek, Msza 1050. W niedzielę 15 maja, w święto Zesłania Ducha Świętego, w kościele Najświętszego Serca Jezusa i św. Floriana w Poznaniu odbyła się prapremiera Mszy 1050 autorstwa Gabriela Kaczmarka. Premiera tyleż nietypowa, że mimo w pełni koncertowych rozmiarów kompozycji, złożonej z kilkunastu części i przeznaczonej na orkiestrę, chór i solistów, wykonanie odbyło się w ramach celebracji mszy świętej. Zabieg ten, niezbyt często spotykany w praktyce, doskonale obrazuje cele, jakie przyświecały kompozytorowi oraz głównemu pomysłodawcy całego przedsięwzięcia, ks. Radosławowi Rakowskiemu. Msza 1050 nie jest i nie miała być prostą ozdobą obchodzonego w tym roku 1050-lecia chrztu Polski, lecz próbą włączenia współczesnej kultury w nieco skostniałe kościelne obrzędy. Oczywiście głównym determinantem ogólnej struktury kompozycji była okoliczność, na jaką utwór powstał. Autor zdecydował się wykorzystać zarówno teksty łacińskie, jak i polskie, jak pieśń Czego chcesz od nas Panie? Jana Kochanowskiego, czy tłumaczenia fragmentów kronik Galla Anonima i Wincentego Kadłubka. Umieszczenie ich w muzycznej całości, czerpiącej pełnymi garściami zarówno z zabytków muzyki polskiej, jak chociażby Bogurodzica, czy Audite Mortales Bartłomieja Pękiela, jak i najnowszych tendencji światowej muzyki artystycznej i popularnej, sprawiło, że rocznica chrztu Polski została tu przedstawiona jako odpowiedni moment do powzięcia refleksji nad kulturową wspólnotą, której częścią w 966 r. stała się Polska.
Jak już jednak wspomniano, nie mniej istotnym celem, przyświecającym twórcom Mszy 1050 było uwspółcześnienie kościelnych obrzędów. Silnie zaznaczające się inspiracje muzyką popularną niewątpliwie realizują to założenie, czyniąc kompozycję bliską niemal każdemu słuchaczowi, wychowanemu w naszym kręgu kulturowym. Jeżeli dodać do tego fakt, iż autor nie poprzestał jedynie na wykorzystaniu prostych, „popularnych” w swym charakterze struktur, lecz w kilku miejscach odwołał się do mających wielowiekowe tradycje technik kompozytorskich, to okaże się, że Msza 1050 jest swoistym mostem nie tylko między przeszłością a teraźniejszością, ale również pomiędzy różnymi nurtami i tendencjami.
Mimo sprawnego operowania przez kompozytora wieloma, często odległymi od siebie konwencjami, utwór trudno uznać za arcydzieło per se. Dopiero w wykonaniu uwidacznia się jego faktyczna wartość, co zresztą nie powinno dziwić, gdy weźmie się pod uwagę jego użytkową funkcję. W tym względzie warto kilka słów poświęcić dyrygentowi. Cheung Chau w pełni wykorzystał możliwości, jakie interpretatorowi daje stosunkowo prosta struktura, towarzysząca wielowymiarowym tekstom. Precyzyjne uwydatnienie niuansów dynamicznych oraz barwowych, a także oddanie dramatyzmu poszczególnych części zasługuje na tym większe uznanie, że w zatłoczonym kościele panowały bardzo trudne warunki wykonawcze i akustyczne. Za tak dobrym efektem stał zresztą nie tylko Cheung Chau, ale również świetnie rozumiejący go wykonawcy.
Czytelnik sięgający po tekst recenzji często oczekuje jednoznacznej oceny omawianego utworu. W przypadku Mszy 1050 oczywiście można by w tym miejscu napisać to, co i tak wynika z powyższych rozważań: że jest to utwór ciekawy, przyjemny dla odbiorców i został bardzo dobrze wykonany na prapremierze 15 maja. Stwierdzenie takie nie oddawałoby jednak tego, co w Mszy 1050 było najważniejsze: jej funkcji, z jednej strony jako utworu rocznicowego, z drugiej jako tchnienia świeżości w kościelnej liturgii. O spełnieniu tych założeń świadczą dalsze plany twórców utworu, który zostanie wykonany w kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Przemęcie (11 września, w wersji użytkowej) oraz w Berlinie, w Groβer Sedesaal des Rundfunks Berlin-Brandenburg (w listopadzie, w wersji estradowej). Przygotowywane jest również wydanie płytowe (Acte Préalable). Tak duże zainteresowanie świadczy o tym, że odbiorcy Mszę 1050 ocenili pozytywnie, a dla utworu tego rodzaju, użytkowego, niesilącego się na nadmiernie wyrafinowany artyzm, właśnie to jest najważniejsze.

Dominika Stopczańska

Kraków. Po dźwięku skrzypiec go poznacie. Od czasu poprzedniego obcowania ze sztuką wiolinistyczną Gidona Kremera w ramach danego przezeń recitalu z Tatianą Grindienko, który – jak się okazało – był ostatnim występem przed udaniem się na wychodźstwo, upłynęło ponad trzydzieści lat, w trakcie których ciemię artysty wyjrzało spoza utraconych włosów, a skronie pokryła siwizna. Nie zmienił się natomiast dźwięk jego czarodziejskich skrzypiec. Artysta powrócił do Krakowa, by zagrać wraz z Sinfoniettą Cracovia pod dyrekcją Jerzego Dybały monumentalny Koncert skrzypcowy op. 67 Mieczysława Weinberga, nie tylko pod względem ilości ogniw, stanowiący do pewnego stopnia symfonię z instrumentem solowym. I właśnie dla każdej z jego czterech części Gidon Kremer dobrał inny rodzaj brzmienia, odmiennie zabarwiony.(…)

Lesłąw Czapliński

Sopot. Festiwal Sopockie Dni Sztuki Wokalnej – Sopot, 16–24 lipca 2016. Festiwal powstał z inicjatywy śpiewaczki i pedagoga Akademii Muzycznej w Gdańsku, profesor Bożeny Harasimowicz.
Celem festiwalu jest przybliżenie publiczności tajników sztuki śpiewu solowego, promocja młodych talentów oraz koncerty w wykonaniu mistrzów.
Festiwal jest kontynuacją idei Letniej Akademii Śpiewu organizowanej przez prof. Bożenę Harasimowicz od 2009 r. w Sopocie i Gdańsku.
Istotą festiwalu jest nie tylko prezentowanie i upowszechnianie wartościowych dzieł polskiej i światowej literatury wokalnej, ale również promocja artystów śpiewaków z kraju i zagranicy. Organizatorka stawia sobie za cel animowanie publiczności do udziału w przesłuchaniach konkursowych, warsztatach wokalnych Letniej Akademii Śpiewu, a także zaprasza publiczność do udziału w spotkaniach z gwiazdami sceny operowej.
Tegoroczny festiwal składa się z trzech części, z których pierwsza to 8. Letnia Akademia Śpiewu – Mistrzowskie Kursy Wokalne dla młodych śpiewaków w wieku od 19 do 32 lat, prowadzone przez wybitną kadrę pedagogów i śpiewaków z kraju i zagranicy. Kursy odbywać się będą w dniach 16–21 lipca w Akademii Muzycznej im. S. Moniuszki w Gdańsku, a prowadzić je będą: Eva Blahova (Słowacja), Olga Pasiecznik, Bożena Harasimowicz i Andrzej Saciuk.
Drugą część wypełnią przesłuchania VIII Ogólnopolskiego Konkursu Wokalnego Impressio Art. Program wypełni muzyka różnych stylów i gatunków: pieśni, arie barokowe, klasyczne oraz arie operowe G. Donizettiego, V. Belliniego, G. Verdiego w wykonaniu uczestników kursów i konkursu.
Przesłuchania odbywać się będą w Sopocie w sali balowej Sofitel Grand Sopot przy ul. Powstańców Warszawy 12/14 w dniach 22–23 lipca br. w godzinach od 1600 do 2000.
Na zakończenie festiwalu usłyszymy laureatów konkursu oraz znakomitą śpiewaczkę, kontralt – Ewę Wolak.
Należy ona do wybitnej czołówki polskich artystów śpiewaków. Występuje w najlepszych teatrach operowych na świecie. Artystka obdarzona jest głosem o niezwykłej ciemnej barwie, dużej skali, a także biegłości, co umożliwia jej wykonywanie bardzo różnorodnego repertuaru – od muzyki dawnej przez Rossiniego, Verdiego, Wagnera po dzieła muzyki współczesnej. Absolwentka wydziału wokalnego Krakowskiej Akademii Muzycznej (dyplom z wyróżnieniem). Jako stypendystka Deutscher Akademischer Austauschdienst ukończyła z wyróżnieniem studia podyplomowe w Hochschule für Musik w Karlsruhe oraz z wyróżnieniem studia operowe w Institut für Theater und Musik tejże Uczelni. Jest laureatką renomowanych konkursów wokalnych m.in. Grand Prix Maria Callas w Atenach, Int.Vocal Competition w ‘s Hertogenbosch (Holandia). Związana jest z Badisches Staatstheater w Karlsruhe, (gdzie z wielkim sukcesem wykonuje partie solowe w operach Wagnera, Verdiego, Glinki i in.), współpracuje z Deutsche Oper w Berlinie, Komische Oper Berlin, Nationaltheater Mannheim, Opera National de Montpellier, Finnish National Opera Helsinki, Theater an der Wien, Théatre du Capitole de Toulouse, Teatro Verdi di Trieste, Teatro Lirico di Cagliari. Z pewnością oczaruje publiczność swą niezwykłą barwą głosu i wirtuozowską techniką wokalną.
Zapraszamy już dziś do sali balowej Hotelu Sofitel Grand Sopot dnia 24 lipca o godz. 1200.
Bilety w cenie 20 zł do nabycia w hotelu w dniach 22 i 23 lipca oraz na godzinę przed koncertem.
Na przesłuchania konkursowe wstęp wolny.

Patronat: Narodowe Centrum Kultury, Prezydent
Miasta Sopotu oraz Polskie Stowarzysze-
nie Pedagogów Śpiewu.
Mecenat: Grupa ENERGA
Sponsor: Bauhaus sp. z o.o.
Organizatorzy: Impressio Art Management, Fundacja SAJ
Więcej na stronie www.impressioart.pl

Kraków. Kwiecień pod znakiem sztuki dyrygenckiej Olivieri-Munroe. Dwa ważne kwietniowe koncerty symfoniczne Filharmonii Krakowskiej należały do jej dyrektora artystycznego Charlesa Olivieri-Munroe, kanadyjskiego kapelmistrza maltańskiego pochodzenia.
Uwertura do opery Tytus KV 621 pod jego batutą przybrała symfoniczne zacięcie, odsłaniając swój lwi pazur oraz imperialny charakter tej muzyki, jak przystało na okazję, z której została skomponowana, a więc koronacji cesarza Leopolda II na króla Czech. Z czasem jednak, jakby chciano uwiarygodnić, wyrażoną po prapremierze, opinię cesarzowej Marii Ludwiki, że jest to „porcheria tedesca” i wskutek małego zróżnicowania dynamicznego, na pierwszy plan wysunęła się (do pewnego stopnia) hałaśliwość, a przecież nie mamy tu do czynienia ze stylizacją na janczarską kapelę, jak to było w przypadku wcześniejszego Uprowadzenia z seraju.(…)

Lesław Czapliński

Lublin. o już dwudziesty raz, kiedy w murach Filharmonii Lubelskiej rozbrzmiewała muzyka współczesna w ramach kolejnej edycji Forum Witolda Lutosławskiego „Most” (13 – 23 maja). To dobrze, że ten, jeden z najwybitniejszych, nie tylko polskich, ale także europejskich kompozytorów doczekał się wydarzenia, podczas którego promowana jest jego twórczość, ale także wielu współczesnych mu kompozytorów. Tak było i tym razem. W jeden z sobotnich, majowych wieczorów lubelska publiczność zgromadziła się, aby wysłuchać dwóch kwintetów fortepianowych współczesnych kompozytorów, w wykonaniu formacji Kwartemia Plus – Agata Mrówczyńska (I skrzypce), Emilia Siepkowska (II skrzypce), Małgorzata Krasowska (altówka), Izabela Zagórska (wiolonczela). Te pochodzące z Lublina kameralistki już kolejny raz zaprezentowały się podczas wspomnianego wydarzenia. Na długo w pamięci pozostanie ich lubelskie prawykonanie Siedmiu ostatnich słów Sofii Gubaiduliny, które miało miejsce w ubiegłym roku. Tym razem artystki, przy współpracy z pianistką Karoliną Hordyjewicz sięgnęły po równie wymagający, niebanalny program. (...)

Karol Rzepecki

Olsztyn. Śpiewo-kręgi – wokalne improwizacje. W Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej w Olsztynie, 1 maja 2016 r. odbył się jeden z trzech koncertów muzyki „mniej poważnej”. Wykonawcami koncertu byli wokaliści Polskiego Narodowego Chóru Młodzieżowego. Chór rozpoczął swoją działalność w 2013 r. w ramach projektu Akademia Chóralna, finansowanego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dyrektorem artystycznym została Agnieszka Franków-Żelazny. Celem stworzenia Polskiego Narodowego Chóru Młodzieżowego jest pomoc uzdolnionej młodzieży akademickiej w przyszłej pracy z zespołami zawodowymi. Do chóru należą osoby w wieku od 18 do 26 roku życia z całej Polski. Każda edycja projektu składa się z dwóch sesji. Tematem tegorocznego spotkania była „Improwizacja i ruch w śpiewie”. Sesja trwała od 24 kwietnia do 2 maja i zakończona została trzema koncertami: w Olsztynie, Gdańsku i Malborku. Do współpracy w sesji wiosennej zostali zaproszeni dyrygenci Marcin Wawruk i Roger Treece. Przekazywali oni swoją wiedzę z zakresu prowadzenia chóru, muzyki rozrywkowej, śpiewu, a w szczególności improwizacji wokalnej. (...)

Ewa Giedych

Kopenhaga. Nie ma się na co cieszyć – nowy sezon operowy w Kopenhadze. W końcu kwietnia opublikowano – z wyraźnym opóźnieniem – plan przyszłego sezonu Opery w Kopenhadze. Już z góry wiadomo było, że Opera, po wprowadzeniu nowej rundy oszczędnościowej, nie będzie mogła realizować bardziej ambitnych planów. Zaprezentowany plan repertuarowy przeszedł wszelkie oczekiwania nie tylko z tego powodu, że był ubogi w nowe produkcje, ale głównie dlatego, że nie były to produkcje, na które publiczność, czy też prasa, oczekiwała.
Sześć premier proponuje się w sezonie 2016/17, dwie z nich można nazwać ciekawymi: Purcella The Fairy Queen i Jake’a Heggie’a Dead Man Walking. Pierwszą, ponieważ prezentuje rzadko tutaj wystawiane opery barokowe, a drugą, ponieważ jest to nowa amerykańska opera (prapremiera odbyła się w roku 2000) i nie była jeszcze w Kopenhadze wystawiana. Opera Purcella wystawiona zostanie dzięki specjalnej dotacji fundacji Augustinus, weźmie w niej udział trzech przyjezdnych kontratenorów, a akompaniować będzie wybitny zespół barokowy, Concerto Copenhagen. (...)

Eva Maria Jensen

Berlin. Traviata w cieniu groteski. 6 maja Deutsche Oper Belin, po raz ostatni w tym sezonie, wystawiła verdiowskie dzieło w wersji Götza Friedricha. Oczekiwania melomanów były duże z uwagi na to, że w tytułowej partii miała wystąpić niemiecka sopranistka Diana Damrau. Jej wykonanie Violetty z La Scali 7 grudnia 2013 r.
zdobyło uznanie zarówno publiczności, jak i krytyków, podobnie jak wydane w tym roku DVD z Traviatą z Opéra de Paris. Damrau, Pirgu i Hampson – dla wielu – długo wyczekiwana obsada. Niestety, na tydzień przed spektaklem Deutsche Oper Berlin poinformowała, że Damrau jest chora, a rolę Violetty podejmie włoszka Patrizia Ciofi. Chociaż zmiana wywołała rozczarowanie, sala wypełniła się do ostatniego miejsca. Inscenizacja była tyle klasyczna, co groteskowa. Niemcy, niejako przyzwyczajeni do wagnerowskiej statyczności, tym razem również mogli się z nią spotkać. (...)

Katarzyna Kubińska

Kopenhaga. Wszystko na opak – premiera Salome Straussa w Kopenhadze. Salome Straussa to jedna z najbardziej dramatycznych oper. Wierna czasowi, w jakim powstała, zbudowana na opowieści biblijnej, prezentuje się jako wstrząsająca, dekadencka, amoralna wręcz historia o sile pożądania. Wszystkie osoby dramatu są ofiarami własnego fanatyzmu i nieokiełznanej pasji: Herod, pożądający małoletniej pasierbicy, Herodiades, pożądająca bogactwa i władzy, Salome, żądna męskiego pożądania. Odrzucona przez proroka, Jana Chrzciciela, znajduje ujście swej pasji w zbrodni i nekrofilii. Ale i sam prorok, Jan Chrzciciel nie jest też wolny od fanatyzmu. W jego przypadku jest to fanatyzm religijny, absolutny i jednowymiarowy. Tak więc samo libretto opery, opartej na sztuce teatralnej Oscara Wilde’a, to już materiał wybuchowy i nie można się było dziwić atmosferze skandalu, jaki towarzyszył prapremierze opery w roku 1905. Do tego dodać należy toksyczną muzykę Straussa, który w Salome przekracza swą późnoromantyczną granicę. Wydaje się jednak, że niewiele potrzeba, by wystawić Salome przyzwoicie – nawet w wersji koncertowej, działanie tekstu i muzyki jest bowiem szalenie silne. (...)

Eva Maria Jensen

Londyn. Obłędny śpiew. Fakt, że to dzieło słynie ze sceny obłędu, pokazuje specyficzne prawa sztuki operowej. Szaleństwo, jakie ogarnia Łucję z Lammermooru nie jest ani momentem zwrotnym akcji (nieodwracalne podpisanie aktu ślubu i mord na niechcianym mężu już się dokonały), ani też dla niej koniecznym. Na nieszczęsnych kochanków, Łucję i Edgara, przyszedłby niewątpliwie ten sam fatalny koniec, poprzedzony obłędem lub nie. Rzecz w tym, że ta scena to materiał na wspaniały popis wokalny i aktorski, a na takie momenty miłośnicy opery czekają najbardziej.(...)

Agnieszka Okońska

CZŁOWIEK

Karol Tausig to moja pasja

brazylijski pianista i kompozytor Artur Cimirro w rozmowie z Arkadiuszem Jędrasikiem

W twojej biografii czytamy: „Artur Cimirro, kompozytor i pianista wirtuoz”. Co jest ci bliższe, bycie kompozytorem, czy wirtuozem pianistą?
Uwielbiam komponować (nieważne, czy to utwór symfoniczny, opera, utwór kameralny, utwór chóralny, pieśń, czy też utwór solowy) równie bardzo, jak grać na koncertach.
Osiem lat temu wygrałeś, organizowany przez Acte Préalable, konkurs nagraniowy swoim projektem na zarejestrowanie dzieł Karola Tausiga. Skąd pomysł na dzieła tego kompozytora?
Jednymi z pierwszymi utworów, w których się zakochałem, były Toccata i Fuga d-moll Bacha, a gdy zacząłem grać na fortepianie, spotkałem się z transkrypcjami tego dzieła, dokonanymi przez Tausiga. Wtedy znałem bardzo niewielu kompozytorów, prawdopodobnie tylko Bacha, Mozarta, Beethovena, Chopina, Czajkowskiego i Straussa. Tausig okazał się być jednym z pierwszym nazwisk, które poznałem, nawet przed Lisztem (jego znanym mentorem) i byłem rozczarowany z powodu braku dostępu do jego partytur i nagrań.
Moim głównym pomysłem było wyszukiwanie i granie jego muzyki tyle, ile się dało. Na przestrzeni lat znalazłem kilka manuskryptów Tausiga w bibliotekach na całym świecie i w prywatnych kolekcjach. Większość wolnego czasu, który miałem podczas wizyt w różnych krajach, spędzałem w bibliotekach. Tym sposobem posiadam teraz kopie wszystkich jego listów, kompozycji, szkiców i zdjęć. Niektórym z tych dzieł brakowało stron albo małych kawałków, które po dogłębnej analizie udało mi się uzupełnić. Niektóre z nich były kompletnie nieczytelne i pomimo mojego problemu z oczami udało mi się doprowadzić je do porządku. Inne były wyjątkowo rzadkie, jak np. wersja Statku Widmo na orkiestrę, którą zamierzam dyrygować na premierze i po raz pierwszy nagrać.

Odwiedziłeś wtedy – w 2006 r. – Polskę, jednak nagrania nie doszły do skutku…
Nie wiem, czy to przeznaczenie, czy zbieg okoliczności, te lata nie były dla mnie szczęśliwym okresem w życiu, wszystko wtedy było trudniejsze niż teraz. Z drugiej strony nigdy nie rezygnowałem z moich projektów i zbieram całą energię, aby je kiedyś zrealizować. Wydaje mi się, że to jest ten moment, ponieważ jestem w stanie robić dużo więcej i mam nadzieję, że moja publiczność będzie równie zadowolona z wyników, jak ja.(...)

Artur Cimirro (1982–) – kompozytor i wirtuoz fortepianu, koncertował na całym świecie, a jego repertuar jest bardzo rozległy, od parafraz Liszta po sonaty Sorabjiego. Ma w repertuarze zarówno dzieła barokowe Dietricha Buxtehudego jak i żyjących kompozytorów takich, jak Allan Crossman, Samuel Peruzollo Vieira – w sumie jego repertuar obejmuje ponad 200 kompozytorów włącznie z wielkimi mistrzami takimi, jak Bach, Mozart, Beethoven, Chopin.
W trakcie studiów rozwinął technikę interpretacyjną nazywaną „naukowym systemem interpretacji” – dzieło jest analizowane w taki sposób, aby brać pod uwagę historyczne czynniki mające wpływ na kompozytora i utwór; razem z wiernym czytaniem partytury w tym kontekście kompozycyjnym (kontrapunktyczny/harmoniczny/analityczny). Ta metoda została opublikowana jako Naukowy System interpretacji lub muzyczna hermeneutyka.
Laureat wielu nagród, został zaproszony przez Stuart & Sons Handcrafted Pianos do nagrań i koncertów w Australii. Wynikiem tego tournée jest CD & DVD Cimirro plays Suart & Sons in Terra Australis. W 2013 r. Walter Aiub zrealizował film dokumentalny o pianiście z rzadkimi nagraniami, filmami z koncertów i prób, i długim wywiadem z kompozytorem pianistą.
Artur Cimirro jest również utalentowanym kompozytorem i aranżerem, przepisał i skomponował wiele utworów. Kompletna lista jego dzieł znajduje się na jego stronie. Jest redaktorem naczelnym cyfrowego magazynu muzycznego Opus Dissonus, gdzie pracuje również jako krytyk artystyczny.
Więcej na: www.arturcimirro.com.br

Adam Szerszeń – baryton szlachetny

Jacek Chodorowski

Od września 2015 r. stałym solistą Opery Krakowskiej został wybitny polski śpiewak współczesny, baryton, Adam Szerszeń, znany i ceniony już w Krakowie z występów gościnnych. Na scenie tej wystąpił w operach: Traviata, Madama Butterfly, Straszny dwór, Carmen, Baron cygański i Cyganeria. Krakowska Opera wzbogaciła się więc o artystę wybitnego, posiadającego już obszerny repertuar i będącego u szczytu swoich możliwości wykonawczych. Przybliżmy zatem sylwetkę artystyczną tego śpiewaka i prześledźmy jego dotychczasową karierę. (…)

Legendy Polskiej Wokalistyki (57) – Aleksander Teliga

Adam Czopek

Na przełomie XX i XXI w. należał do grona najwyżej cenionych głosów basowych na świecie. Dowodem na to są stałe zaproszenia z najbardziej prestiżowych teatrów, z mediolańską La Scalą, Bayerische Staatsoper w Monachium, Teatro La Fenice w Wenecji, Teatro della Opera di Roma. Teatr Bolszoj w Moskwie czy Gran Teatre del Liceu w Barcelonie, Royal Theatre Dublin. Nie ogranicza jednak swojej artystycznej działalności tylko do Europy, bywa gościem w Teatro Santiago de Chile, Teatro de Bellas Artes w Meksyku, Teatro Colon w Buenos Aries oraz w Montevideo w Urugwaju. Wspaniały głęboki i nośny głos typu basso-cantante o szlachetnej barwie i wyrównanym w każdym rejestrze brzmieniu, a jego nienaganne prowadzenie, swoboda emisji i wytrawne aktorstwo oraz wybitna muzykalność wystawiają jak najlepsze świadectwo jego możliwościom artystycznym. Wszystko to razem sprawia, że do jego dyspozycji pozostaje niemal cały wielki repertuar basowy, z czego zresztą korzysta bez większych ograniczeń. „Lubię śpiewać charakterystyczne role, pełne dramatyzmu i wielowymiarowe. Borys, to jest marzenie każdego basa, a Scarpia to możliwość pokazania walorów wokalnych w basowym brzmieniu tej roli” – wyznał w jednym z wywiadów. Jest też cenionym wykonawcą partii basowych w dziełach oratoryjnych, ma w repertuarze IX Symfonię Beethovena, Mszę C-dur Rossiniego, Requiem d-moll Mozarta, Messa da Requiem Verdiego, Te Deum i Stabat Mater Dworzaka oraz Jutrznię Pendereckiego. Chętnie też sięga po pieśni, szczególnie słowiańskie. Kocha rosyjskie i ukraińskie romanse, które chętnie śpiewa akompaniując sobie na gitarze. (...)


Bel canto & bella carriera

ze światowej sławy barytonem Arturem Rucińskim rozmawia Agnieszka Okońska

Bardzo dziękuję, że zgodził się pan na rozmowę i to jeszcze na półtorej godziny przed spektaklem z pana udziałem! Chciałabym porozmawiać z panem przy okazji pańskich występów w roli Henryka w Królewskiej Operze Covent Garden (Łucja z Lammermooru Gaetana Donizettiego w reż. Katie Mitchell i z Aleksandrą Kurzak w tytułowej roli).
Cała przyjemność po mojej stronie.

Myślałam, że śpiewacy w dniu swoich występów bardzo oszczędzają głos, np. nie mówią przez pół dnia.
Nie, ja mam taki zwyczaj, że jeżeli takiego dnia czuję się dobrze, a teraz czuję się fantastycznie, to nie mam żadnych ograniczeń – ani jeśli chodzi o spotykanie się przed spektaklem, ani o mówienie, czy jedzenie czegoś lub niejedzenie – nie mam tu żadnej specjalnej praktyki.(...)

Jacek Kaspszyk – dyrygent zabiegany

Maria Wilczek-Krupa

Jest człowiekiem zabieganym, żyje w nieustannym ruchu. Muzyce poświęca cały zawodowy i prywatny czas, z wyjątkiem krótkich chwil relaksu spędzanych na grze w tenisa. Mieszka w Londynie i w Warszawie, ale w swoich domach bywa rzadkim gościem. Częściej sypia w hotelach, bo taki jest los dyrygenta. W pracy najwyżej ceni wspólne muzykowanie – nie pod przymusem ani pod presją, ale na zasadzie czystego partnerstwa. (...)

DZIEŁO

Maestro Donizetti i jego opery (6)

Don Pasquale

Adam Czopek

To ostatnia z oper Donizettiego, u którego rok później zaczynają się pojawiać pierwsze objawy zaburzeń umysłowych, co sprawiło, że umieszczono go – wbrew jego woli – w Ivry pod Paryżem, w zakładzie dla umysłowo chorych. Spędził w nim ponad dwa lata. Zanim jednak do tego doszło, musiał Donizetti przebrnąć przez niemało kłopotów związanych z pracą nad Don Pasquale, którego libretto wywiedzione zostało z komedii Marcantonio Angela Anelliego. Ta urocza komedia już raz była kanwą libretta opery Ser Marcantonio, skomponowanej w 1808 r. przez Stefano Pavesiego dla paryskiego Théâtre Italien. Nie zyskała jednak wtedy większego powodzenia. Najpierw wycofał się z całego przedsięwzięcia Giovanni Ruffini, który nie mógł się pogodzić z ciągłymi ingerencjami kompozytora i śpiewaków w to, co pisze. Konflikt był na tyle mocny, że Ruffini wycofał swoje nazwisko z prapremierowego afisza. Libretto dokończył sam kompozytor we współpracy z zaprzyjaźnionym poetą Michelem Accursim. W listopadzie 1842 r. libretto jest ukończone, a Donizetti rozpoczyna pracę nad partyturą, która ponoć trwała zaledwie jedenaście dni. Więcej czasu zajęła mu instrumentacja i dostosowanie się do życzeń wykonawców poszczególnych partii. Zakończona ogromnym sukcesem prapremiera odbyła się 3 stycznia 1843 r. w Théâtre Italien w Paryżu, na którego zamówienie powstała. Dzieło z mety zostało uznane za najwybitniejsze osiągnięcie opery komicznej po Cyruliku sewilskim Rossiniego. Partytura Don Pasquale powstawała równolegle z pracami nad Marią di Rohan i San Sebastiano. Miarą sukcesu Don Pasquale jest też fakt, że Królewska Akademia Sztuk Pięknych w Paryżu jednomyślnie nadała kompozytorowi status członka-korespondenta. (...)

PŁYTOTEKA

 

 

Palcem po płycie – Ramona Llull – zapomniany muzyk, filozof i teolog z Majorki

Karol Rzepecki

Ramon Llull
Temps de conquestes, de diàleg i desconhort
La Capella Reial de Catalunya • Jordi Savall, dyrygent
Alia Vox AV SA 9917• w. 2015 • 137’34”
*****

Podobnie jak wszystkie inne wydane dotąd pozycje autorstwa Jordiego Savalla, także i ta opatrzona została szerokim komentarzem zawierającym przywoływane teksty, a także objaśnienia. Tym razem kataloński muzyk postanowił poświęcić album osobie swojego rodaka, który często przywoływany jest w kontekście innych aspektów swojej działalności, a jego twórczość muzyczna popadła w zapomnienie.
Prezentowane wydanie poświęcone zostało osobie Ramona Llull (1232–1316). Ten franciszkański duchowny urodzony na Majorce znany jest dzisiaj przede wszystkim w kontekście swojej działalności misyjnej, a także literackiej. Nie bez znaczenia dla potomnych pozostaje także jego spuścizna filozoficzno-teologiczna, co znalazło swoje przełożenie w twórczości kompozytorskiej Katalończyka. Ten zapomniany muzyk, filozof i teolog opowiedział się za odrzuceniem filozofii arabskiej, a dla członków swojej wspólnoty, pod wpływem nauczania św. Rajmunda, założył własną szkołę Palma del Mallorca, a swoje plany przedstawił papieżowi Klemensowi V podczas Soboru w Vienne w 1311 r. (...)

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Bazelaire P - Dzieła wiolonczelowe - Simax PSC1355 - *****
Chopin F - Koncerty fortepianowe nr 1 i 2 - Profil PH15037 - ****
Chopin F - Sonata nr 3 op. 58 - Analekta AN 2 9127 - *****
Cooman C - Symfonia nr 4 - Divine Art ddv 24161 - *****
Czajkowski P - Koncert fortepianowy nr 1 i 2 - Claves 50-1603 - ****
Fitelberg J - Muzyka kameralna - Chandos CHAN 10877 - *****
Górecki HM - Symfonia nr 4 op. 85 „Tansman epizody” - Nonesuch 7559-79503-42016 - *****
Gluck CW - Iphigénie en Tauride - Profil PH16008 - ***
Haendel JF - Izrael w Egipcie - Vivat 111 - Płyta miesiąca
Haendel JF - Koncerty organowe op. 4 - MDG 317 1929-6 - ***
Hasse JA - Artaserse - Dynamic CDS 7715/1-3 - *****
Kahn R - Tria fortepianowe - Audiomax 903 1940-6 - *****
Llull Ramon - Alia Vox AV SA 9917 - *****
Lüdemann H - Das Reale Klavier. Ein Kölner Konzert - Budapest Music Center BMC CD 219 - *****
Marenzo L - Quinto Libro di Madrigali - Glossa GCD922804 - *****
Penderecki K - Dies Illa - Warner Classic 0825646039395 - *****/*
Platti GB - Concerti per il Cembalo - Arcana A 375 - *****
Raben/ Schuhl - Tot in New York - MDG 926 1927-6 - ***
Rameau JP - Dardanus - Alpha 964 - *****
Ratez EP - Exhibition 1 - Acte Préalable AP0358 - Płyta miesiąca
Skriabin A - Symfonie nr 3 i 4 - LSO Live LSO0771 - *****
Skriabin A - Utwory fortepianowe - Decca 478 8435 - ****
Soler A - Sonaty klawesynowe - Harmonia Mundi HMC 902232 - ****
Weinberg M - Concertino op. 42, Symfonia nr 10 - CPO 777 887-2 - ****

Les Éleménts - Alia Vaox AVSA 9914 - *****
Loquebantur - Delphian DCD34160 - *****
Marita Sølberg - Arie operowe - Simax PSC1336 - ****
Pergolesi/Cimarosa - Profil PH16009 - ****
Prokofiew/Czajkowski - Warner Classics 82564600909 - ****
Psallite - Divine Art dda 25133 - *****
Schnittke, Weinberg, Kurtág, Penderecki - AVIE AV2315 - *****
Schubert - Puccini - Verdi - Hänssler Classic HC 16019 - ****
The Hungarian Viola - Profil PH14022 - ****