Muzyka21 nr 9/194 - wrzesień 2016 r. - rok XVII

 

Polska w ruinie była tylko w czasie ostatnich wyborów. Teraz okazuje się, że jesteśmy bogaczami nad bogacze. Rząd właśnie powołał Polską Fundację Narodową, która ma promować dobry wizerunek Polski za granicą. Koszt, bagatela, 100 000 000 zł. Co to dla nas! Po co w ogóle zawracać sobie głowę tak śmieszną kwotą, którą mamy wydawać co rok. Na sumę tę mają się zrzucić największe firmy państwowe, czyli my wszyscy!
Od lat różne instytucje państwowe zajmują się promocją Polski i krzewieniem jej kultury w świecie. Widać za mało czynią, skoro tworzy się im konkurenta, i to z tak ogromnym zapleczem finansowym, który ma dbać o dobre imię Polski. Rodzi się pytanie – co czyniły instytucje, takie jak Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytut Adama Mickiewicza, Instytut Muzyki i Tańca, Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, Narodowy Instytut Audiowizualny etc. – że trzeba teraz po nich poprawiać, czy też posprzątać?
Opowiadając o rządowej inicjatywie (pomysłodawcą jest minister skarbu Dawid Jackiewicz, który jak Nobel, chce zdobyć nieśmiertelność, tyle że nie za swoje, a za nasze), minister stwierdził, że władze denerwuje to ciągłe mówienie o „polskich obozach śmierci”, o polskich leniwych pracownikach, czy złodziejach samochodów, nie mówiąc już o „kłamstwie oświęcimskim”. Trzeba przyznać, że przykre to, jak nas za granicą widzą. Ale czy jakakolwiek promocja za 100 mln rocznie zmieni ten obraz Polaka w świecie? Niedawno pani minister edukacji Anna Zalewska pokazała wszystkim niedowiarkom, jak za małe pieniądze i w tempie błyskawicznym spowodować, by Polska była na ustach całego świata. Otóż udała się do programu Kropka nad i od lat firmowanego i prowadzonego w TVN przez Monikę Olejnik. Chwila rozmowy, wypowiedź całkowicie pozbawiona sensu (antysemici, nie do końca Polacy, zabili Żydów w Kielcach; dramatyczna sytuacja, która miała miejsce w Jedwabnem była kontrowersyjna!) i już odzywa się United States Holocaust Memorial Museum „głęboko zaniepokojone” słowami pani minister o Jedwabnem. To prawda, że te słowa pani minister chwały nie przysporzą, większość raczej popuka się w czoło, ale przecież, zgodnie ze znaną od lat zasadą, „nieważne, co piszą, ważne, aby nazwiska nie przekręcili”, powinniśmy się cieszyć z tej nagłej popularności naszego kraju. Chwała Muzeum Holokaustu za to, że ani nazwiska pani minister, ani nazwy kraju, z którego pochodzi, nie przekręciło. Najważniejsze, że szlak został przetarty. Niech kolejni błyskotliwi ministrowie i inni członkowie elit władzy ustawiają się w kolejce do pani Olejnik, wypowiedzą jakieś brednie, a oszczędzone 100 milionów przeznaczmy na szczytne cele. No, chyba że Fundacja powstała, by stworzyć kolejne etaty dla swoich.
Mamy potrzebę inwestowania 100 mln w walkę z „kłamstwem oświęcimskim”, a jednocześnie tworzymy całkiem nowe „kłamstwo kieleckie” i „kłamstwo jedwabne”, co natychmiast zwiększa rozpoznawalność i „popularność” Polski w świecie.
Najciekawsze jest to, że wypowiedź wybitnej nauczycielki, pedagoga, magistra polonistyki, minister Zalewskiej, musi tłumaczyć naszym zagranicznym partnerom minister spraw zagranicznych, Witold Waszczykowski, który akurat polonistą, ani lingwistą nie jest. I co tu tłumaczyć? Każdy absolwent szkoły podstawowej świetnie zrozumiał przekaz pierwszej nauczycielki RP.

W ramach walki o lepszą promocję Polski, minister Gliński zdymisjonował Pawła Potoroczyna, dyrektora Instytutu Adama Mickiewicza. Jednym z powodów tej decyzji były ogromne koszty przeznaczone na podróże ponad 3 tys. osób w samym tylko roku 2013. Przyznać trzeba, że IAM świetnie za nasze pieniądze promował kulturę polską w świecie. Organizował zagranicą zamknięte koncerty, na które przewoził samolotami z Polski polskich dziennikarzy, którzy po powrocie nie zamieszczali nawet relacji z tych wydarzeń w mediach, w których pracowali. To genialna promocja naszej kultury: zróbmy za wielkie pieniądze koncert zagranicą, nie wpuśćmy miejscowych, a przywiezieni na koncert dziennikarze, którym zapewnimy „wikt i opierunek”, na pewno źle o nas nie napiszą, jeśli w ogóle to zrobią! Ale w świat poszła informacja, jak dobrze wydajemy pieniądze na promocję Polski.
Ten sam IAM obficie opłacał zagranicznych muzyków, by grali naszą muzykę na tych zamkniętych koncertach, ale jak się dotacje skończyły, muzycy ci do polskiego repertuaru już nie wrócili. Innym wątpliwym sukcesem było stworzenie orkiestry I, Culture, składającej się z młodych, zagranicznych muzyków, którzy za nasze pieniądze uczyli się i koncertowali po świecie z niepolskim repertuarem. Odejście pana Potoroczyna niewiele więc zaszkodzi wątpliwej promocji kultury polskiej w świecie. Można jednak mieć obawy, że osoba, która przyjdzie na jego miejsce, spowoduje tylko jeszcze większe spustoszenie w kasie państwowej, a rezultaty będą jeszcze bardziej mizerne. No, chyba że będzie to ktoś pokroju nowego prezesa IPN – rzuci w eter jedno małe „kłamstewko jedwabne” i Polska znów będzie, za darmo, na ustach całego świata.

Widać, jak nasi włodarze starają się promować Polskę. Tylko, czy naprawdę o taką promocję nam chodzi? Przez 10 miesięcy rządzenia, PIS zrobiło tyle dla „promocji” naszego kraju, że przez kolejne 10 lat tego nie odrobimy. Bo stracić reputację bardzo łatwo, odzyskanie jej może zająć całe wieki.

Podczas Światowych Dni Młodzieży młoda uczestniczka z Gabonu wypowiedziała się do kamery, że dzięki wizycie w Auschwitz zrozumiała, że wojnę rozpętali nie Polacy, lecz Niemcy, i że to nie Polacy, lecz Niemcy mordowali ludzi w obozach. Już dla tej jednej Murzynki warto było zorganizować ŚDM. A dla pani minister edukacji Anny Zalewskiej sugestia – zamiast mijać się z prawdą na antenie TVN-u, może lepiej skontaktować się z ministerstwami edukacji wszystkich krajów i zobaczyć, co tam w podręcznikach o Polsce się pisze i ewentualnie zasugerować zmiany, jeśli kryją się w nich „kłamstwa oświęcimskie” i inne tego typu oszczerstwa na temat Polski. I taniej, i efektywniej, a na dłuższą metę będzie to z korzyścią dla wszystkich. To będzie prawdziwa promocja dla Polski, a pani minister zapisze się na trwałe w dziejach naszego kraju!

ŻYCIE

Busko-Zdrój. XXII Festiwal Muzyczny im. Krystyny Jamroz w Busku-Zdroju. Wydarzenia tegorocznego festiwalu, trwającego od 2 do 9 lipca, zdominowały trzy znakomite recitale fortepianowe Erica Lu i Georgijsa Osokinsa oraz skrzypcowy Maxima Vengerova. Wysmakowany program każdego z nich oraz jego wykonanie dawały słuchaczom pełnię satysfakcji. Równie satysfakcjnująca była finałowa gala operowa oraz spektakl musicalu Człowiek z La Manchy.
Recital Erica Lu, otwierający w sobotę 2 lipca Festiwal, okazał się znakomitym wstępem do całego festiwalu. Lu, uważany za jednego z najbardziej utalentowanych pianistów młodego pokolenia,wykonał cykl 24 Preludiów op. 28 i Koncert e-moll op. 11 Fryderyka Chopina, co pozwoliło mu na zaprezentowanie nie tylko wybornej techniki i precyzyjnej intonacji, ale również ogromnej wrażliwości na barwę i urodę dźwięku oraz umiejętności prowadzenia muzycznej narracji. Każde z Preludiów żyło własnym życiem, a jego gra urzekała pięknym dźwiękiem i umiejętnością budowania miniaturowej formy i charakteru muzyki Chopina, ukazując przy tym szeroki wachlarz możliwości wyrazowych i pianistycznych muzyka. Warto jeszcze podkreślić znakomitą artykulację, która sprawiła, że słyszało się każdy dźwięk. Koncert e-moll op. 11, w jego ujęciu urzekał skupieniem oraz starannie opracowaną amplitudą dynamiczną, naturalnym prowadzeniem frazy i kantyleny melodycznej. Zaprezentował interpretację na wskroś romantyczną, pełną młodzieńczego temperamentu. Każda z trzech części koncertu miała właściwy sobie charakter. Szczególne wrażenie pozostawiło wyeksponowanie w Allegro maestoso lirycznego pierwszego tematu oraz II część Romanca, tkana w skupieniu delikatnie subtelnym dźwiękiem, jakby zawieszona w przestrzeni. Grane z wirtuozowskim zacięciem Rondo (3 cz.) ujmowało kapitalną artykulacją i radosną lekkością. Na podkreślenie zasługuje umiejętność współpracy i prowadzenia dialogu z orkiestrą. Soliście towarzyszyła, jak zwykle pięknie brzmiąca, Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie, prowadzona tego wieczoru gościnną batutą Mirosława Jacka Błaszczyka.(...)

Adam Czopek

Kraków. Alla turca i ostatnie akordy. Te ostatnie, rzecz jasna, dotyczą zakończenia sezonu koncertowego 2015/16. Ram dla koncertu w ramach VIII Spotkań z Muzyką Perkusyjną dostarczyły fanfary trąbki. Otworzyły one koncert ze względu na niegdysiejszą praktykę przechodzenia starzejących się trębaczy do gry na kotłach. I na sześciu historycznych instrumentach, w tamtych czasach nieposiadających pedałów do zmiany napięcia błony, a co za tym idzie różnicowania wysokości dźwięków, Ryszard Haba i Sebastian Perłowski zagrali Marsz na podwójne kotły braci André i Jacques’a Philidorów, działających na dworze Ludwika XIV. Składa się on ze stałego refrenu i siedemnastu przedzielających go kupletów. Okazji do kolejnej prezentacji możliwości tego instrumentu dostarczył Koncert C-dur na 6 kotłów Georga Druschetzky’ego. Wszystkie trzy części w znacznej mierze spokrewnia marszowa motywika, co nie dziwi, jeśli zważy się, że kompozytor działał w orkiestrach wojskowych, choć w środkowym Andante, utrzymanym w technice imitacyjnej, pasaże kotłów przejmują instrumenty dęte drewniane i smyczki, co prowadzi do swoistego agonu pomiędzy nimi.
Concertino Andrzeja Panufnika wygrywa przeciwstawienie sobie już współczesnych kotłów pozostałym instrumentom perkusyjnym – dzwonom rurowym i orkiestrowym, ksylofonowi, marimbie, trójkątom. Szczególnie interesująco brzmi finałowy dialog, prowadzony przez kotły z werblami w ostatniej części, oznaczonej jako Vivacissimo. W utworze tym do Ryszarda Haby dołączył Tomasz Sobaniec, a prowadzący orkiestrę Sebastian Perłowski w pełni wydobył fakturalną przejrzystość tej partytury. (…)

Lesław Czapliński

Rzeszów. Koncert fortepianowy Joanny Bruzdowicz – dialog tęsknoty i nadziei. Dnia 13 maja (w piątek) 2016 r., w Filharmonii Podkarpackiej im. Artura Malawskiego w Rzeszowie odbyło się polskie prawykonanie Koncertu fortepianowego Joanny Bruzdowicz. Przy fortepianie zasiadł pianista na co dzień związany z gdańskim środowiskiem muzycznym Tomasz Jocz, któremu towarzyszyła Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Podkarpackiej. Koncert bardzo sprawnie poprowadził Łukasz Wódecki.(...)

Marta Wierzbieniec

Kraków. Antoni Wit i krakowscy filharmonicy. Na przestrzeni miesiąca Antoni Wit dwukrotnie poprowadził koncerty krakowskich filharmoników. Przez wiele lat stojąc na czele Kanaryjskiej Orkiestry Symfonicznej w Las Palmas, swój majowy występ poświęcił muzyce powstałej w kręgu kultury hiszpańskiej.
Ścisły Półwysep Iberyjski prezentowały obydwie suity z Trójgraniastego kapelusza Andaluzyjczyka Manuela de Falli, a więc najbliższego oryginalnych źródeł. Antoni Wit skupił się przede wszystkim na muzycznej charakterystyczności, przejawiającej się na przykład w wyrazistej rytmice w Tańcu młynarza, za pomocą mocnej kreski nadając przebiegowi muzycznemu ostre kontury, a także humorze z jakim kreślony jest portret pyszałkowatego burmistrza. Z kolei tańce Młynarki oraz Sąsiadów odznaczały się dźwiękowym powabem i wdziękiem. Szkoda jedynie, że przy szybkich tempach i crescendach dynamicznych do pewnego stopnia umknęły subtelności instrumentacyjne partytury de Falli, stanowiącej feerię orkiestrowych barw. (…)

Lesław Czapliński

Domosławice. Nowa muzyka w nowym miejscu. Zwieńczenie – i co dalej? W czerwcu, na łamach Muzyka21, miałem okazję przybliżyć Czytelnikom fenomen szkoły muzycznej I stopnia w Domosławicach. Szkoły – przypomnijmy – w której cykl dydaktyczny ściśle zintegrowany jest z oryginalną twórczością kompozytorską, dedykowaną orkiestrze, złożonej ze wspólnie muzykujących uczniów i nauczycieli. To placówka bardzo młoda, bo prowadząca swoją działalność zaledwie od 2012 r. Ale już dziś mająca w dorobku prawykonania czterech dużych form wokalno-instrumentalnych, w tym jednej, stworzonej w ramach zamówienia kompozytorskiego Instytutu Muzyki i Tańca. Cztery lata, które upłynęły od utworzenia szkoły, to dobry moment na dokonanie bilansu. (...)

Mateusz Czarnecki

Sopot. Festiwal Sopockie Dni Sztuki Wokalnej (16–24 lipca 2016 r.). 24 lipca w Sofitel Grand Sopot, owacją na stojąco zakończył się już trzeci Festiwal Sopockie Dni Sztuki Wokalnej. W wykonaniu światowej sławy śpiewaczki – Ewy Wolak, usłyszeliśmy arie operowe, którymi oczarowała sopocką publiczność nie tylko swoją nieprzeciętną osobowością i grą aktorską, ale przede wszystkim wyjątkowej urody głosem kontraltowym. Śpiewaczce towarzyszyła równie znakomita gdańska pianistka Anna Mikolon. W pierwszej części koncertu odbyła się ceremonia wręczenia nagród laureatom VIII Ogólnopolskiego Konkursu Wokalnego Impressio Art. Grand Prix otrzymał Szymon Kobyliński – bas, absolwent Akademii Muzycznej im. S. Moniuszki w Gdańsku. Szymon Kobyliński otrzymał również nagrody w postaci koncertów, ufundowane przez Filharmonię Śląską w Katowicach dla najlepszego głosu męskiego, Filharmonię Częstochowską – występ na koncercie galowym Konkursu im. J. E. J. Reszków, Gdański Festiwal Muzyczny – koncert z nagraniem archiwalnym w Radiu Gdańsk (kwiecień 2017) oraz Mazowiecki Teatr Muzyczny – Gala Noworoczna z transmisją TVP dnia 1 stycznia 2017 r. w Filharmonii Narodowej.
Dwie nagrody ex aequo przypadły sopranistkom. Otrzymały je Sonia Warzyńska i Nicole Wodzińska. Jury przyznało również trzy równorzędne trzecie nagrody, które otrzymali: Michał Sobiech – baryton, Małgorzata Rocławska – sopran oraz Katarzyna Staroń – sopran. Jury przyznało również nagrodę specjalną za najlepszą interpretację pieśni Feliksa Nowowiejskiego, którą ufundowała agencja prof. Bożeny Harasimowicz – Impressio Art Management. Nagrodę tę otrzymała Paulina Horajska – sopran. Sopockie Dni Sztuki Wokalnej trwały w sumie 9 dni, a rozpoczęły je 16 lipca mistrzowskie kursy wokalne Letniej Akademii Śpiewu, podczas których 40 młodych śpiewaków w wieku od 16 do 35 lat, z Polski i zagranicy, kształciło swe głosy pod okiem mistrzów śpiewu solowego: prof. Evy Blahovej, Olgi Pasiecznik i Andrzeja Saciuka. Osoby mniej zaawansowane wokalnie mogły dopracować technikę śpiewu solowego w klasie prof. Bożeny Harasimowicz, organizatorki i pomysłodawczyni festiwalu, na co dzień związanej z Akademią Muzyczną im. S. Moniuszki w Gdańsku. Podczas kursów młodzież doskonaliła techniki śpiewu solowego i interpretację utworów. W dniach 22–23 lipca odbył się dwuetapowy Ogólnopolski Konkurs Wokalny Impressio Art – Sopot 2016. Jury w składzie: prof. Eva Blahová, prof. Bożena Harasimowicz, Olga Pasiecznik, Andrzej Saciuk, Alicja Węgorzewska, Ewa Wolak i dyrygentka – Sylwia Janiak-Kobylińska, przyznało laureatom nagrody finansowe, ufundowane przez sopocką firmę Bauhaus sp. z o.o. Mecenat nad festiwalem sprawowała Grupa ENERGA.
Patronat Honorowy sprawowali: Narodowe Centrum Kultury, Prezydent Miasta Sopotu, Polskie Stowarzyszenie Pedagogów Śpiewu.(...)

Hamburg. Pocałunek dla świata, czyli Beethoven na rzecz uchodźców. A Kiss For All The World, czyli fragment tekstu Ody do radości, w wolnym tłumaczeniu na angielski, posłużył jako motto projektu na rzecz uchodźców, zamieszkujących kontenerowe osiedle w południowo-zachodniej dzielnicy Hamburga Osdorf. W przedsięwzięcie byli zaangażowani przede wszystkim wolontariusze z miejscowej wspólnoty parafialnej przy kościele św. Szymona oraz członkowie Zakonu Maltańskiego. W ramach projektu, na łące bezpośrednio sąsiadującej z osiedlem, zorganizowano koncert z IX Symfonią Ludwiga van Beethovena, któremu przysłuchiwało się ponad czterysta osób, głównie imigrantów i okolicznych mieszkańców. Organizatorzy, obawiając się incydentów ze strony neonazistów, zadbali o należytą ochronę. Impreza przebiegła spokojnie, w pogodnej atmosferze. Zanim „oddano głos muzyce”, kilkoro wolontariuszy powitało zebranych gości w ich ojczystych językach: niemieckim, angielskim, arabskim, afgańskim (dari), rosyjskim i somalijskim, dodając parę słów na temat przesłania zawartego w utworze Beethovena.(...)

Jolanta Łada-Zielke

Londyn. Przeglądając repertuar polskich oper nietrudno zauważyć, że muzyka włoska dominuje nad każdą inną. Najwięcej wykonuje się dzieł Verdiego, Pucciniego, no i Mozarta. Choć był to kompozytor austriacki, jego muzyka jest typowo włoska.
Oprócz Carmen, francuska twórczość operowa jest raczej pomijana. Smuci to wielce, że utwory takiego kompozytora, jak Jules Massenet – twórcy słynnych na świecie oper, jak Manon, uznanej za gorszą (choć według mnie piękną) Thaïs, no i oczywiście Werthera – są pomijane. Dzieła te prawie w ogóle nie są wykonywane w naszym kraju. Polscy artyści mogliby z powodzeniem śpiewać muzykę tego kompozytora częściej. ( ...)

Damian Ganclarski

CZŁOWIEK

Viola d’amore to moja pasja

z Donaldem Mauricem rozmawia Magdalena Wolińska

W czerwcu 2016 r. odwiedził pan nasz kraj ze swoim triem Archi d’Amore Zelanda i wystąpił z nim na kilku koncertach, m.in. w Poznaniu, Kaliszu, Lusławicach i Warszawie – proszę opowiedzieć o historii powstania zespołu, jego składzie i niecodziennym instrumentarium.
Viola d’amore powstała w XVII w. i była bardzo popularna w twórczości włoskich i niemieckich kompozytorów, z których najbardziej znani to Vivaldi, Bach czy Graupner. Ze swoimi siedmioma strunami melodycznymi i siedmioma strunami burdonowymi daje ona dźwięk mocno wyróżniający się brzmieniem i słodyczą. Najczęściej stosowanym strojem jest d-moll lub D-dur, lecz może być on alterowany w zależności od wykonywanego utworu. Archi d’Amore Zelanda powstało w 2015 r. aby umożliwić violi d’amore muzyczną egzystencję z instrumentami podkreślającymi jej barwę i które dobrze się uzupełniają w unikalnej barwie całości, czyli z gitarą i wiolonczelą. Ta niezwykła kombinacja jest bardzo przenośna, zatem nie musi opierać się w brzmieniu o instrument klawiszowy, który dla każdego z tych instrumentów jest pewnego rodzaju naturalną płaszczyzną zespołową. Wspólny dźwięk violi d’amore, gitary i wiolonczeli jest odpowiednio nośny, co sprawdza się bardzo dobrze w różnej akustyce.
Gitarzystka Jane Curry jest założycielem New Zealand Guitar Quartet i zwierzchnikiem programu studiów związanych z gitarą w New Zealand School of Music. Uzyskała doktorat w University of Arizona, występowała wielokrotnie jako solistka i kameralistka w Australazji, Azji, w USA i w Wielkiej Brytanii, licznie wykonując utwory napisane w ostatnich latach. Jej opanowanie różnych styli muzycznych od baroku do współczesności idealnie wkomponowuje się w Archi d’Amore Zelanda.
Emma Goodbehere specjalizuje się w wiolonczeli barokowej, ukończyła podyplomowe studia w Holandii. Jest członkiem orkiestry New Zealand Barok, prowadzi również zajęcia metodą Suzuki dla wiolonczelistów. Po trasie koncertowej w Polsce w 2016 r. uznała, że skupi się jednak wyłącznie na muzyce barokowej; jej rola w zespole została przejęta przez Inbal Megiddo, która wniosła swoje duże doświadczenie muzyczne.
Urodzona w Izraelu, Megiddo jest wykładowcą w New Zealand School of Music. Absolwentka University of Yale w klasie Alda Parisota, jest muzykiem solowym i kameralnym, występującym w wielu krajach.
Razem ze mną kieruje uniwersyteckim projektem naukowym związanym z muzyką czasów Holocaustu, którego celem jest jej przybliżenie szerokiej publiczności w Nowej Zelandii podczas corocznego koncertu poświęconego Nocy Kryształowej.

W waszym repertuarze są zarówno utwory barokowe, romantyczne jak i współczesne, często właśnie wam dedykowane.
Nasz układ instrumentów doskonale sprawdza się przy wykonywaniu wielu kompozycji z epoki baroku ze względu na ich melodyjność, harmonię i rolę basu. Dodatkowo mamy dużo utworów z epoki klasycyzmu, romantyzmu i z czasów nam współczesnych, które po transkrypcji dobrze brzmią na naszym instrumentarium. Włączając w to dzieła napisane niedawno przez izraelskiego kompozytora Borisa Pigovata, czy nowozelandczyka Michaela Wiliamsa, stanowią one znaczy wkład do naszych programów koncertowych.....)

Legendy Polskiej Wokalistyki (59) – Wojciech Drabowicz

Adam Czopek

W słoneczne popołudnie 27 marca 2007 r. zaskoczyła wszystkich wiadomość o jego śmierci. Zginął w wypadku samochodowym, w okolicy Nowego Tomyśla, podczas podróży do Berlina. Kolejne brutalnie i bezsensownie przerwane życie. Śpiewał zaledwie osiemnaście lat, ale zdążył pozostawić po sobie pamięć niezwykłego artysty i wspaniałego człowieka. „Nie przyjmuję do wiadomości, że Wojtka już nie ma. Widziałem się z nim dwa dni temu. To był człowiek do końca spełniony: miał talent, męską urodę, był inteligentny i wrażliwy, przyjacielski i przyjazny.” – powiedział o nim prof. Mieczysław Dondajewski. Miał opinię śpiewaka obdarzonego przepięknej barwy głosem, zdolnościami aktorskimi, umiejętnością przekazywania emocji. Był przy tym niezwykle muzykalny i wrażliwy.
Był poznaniakiem, urodził się w 1966 r. Ukończył Akademię Muzyczną w Poznaniu w klasie śpiewu Antoniny Kaweckiej. Był jednym z ostatnich jej uczniów, o którym zawsze mówiła, że właśnie on zrobi wielką międzynarodową karierę. Nie myliła się! Triumfował w trzech konkursach wokalnych: Konkursie im. Adama Didura w Bytomiu, Konkursie im. Piotra Czajkowskiego w Moskwie i Konkursie Belvedere w Wiedniu. Ten ostatni konkurs w 1990 r. przyniósł mu nie tylko I nagrodę, ale również aż 11 nagród specjalnych. Profesor Kawecka była z tych jego laurów bardzo dumna!(...)

Wpaść w artystyczny obłęd

z Marceliną Beucher rozmawia Katarzyna Kubińska

Marcelina Beucher, sopranistka młodego pokolenia, debiutująca w 2013 r. partią Violetty w verdiowskiej Traviacie. Zdobywczyni wielu nagród, m.in. Nagrody im. Jana Kiepury za najlepszy debiut (2013) i Pierwszej Nagrody na 4 Międzynarodowym Konkursie Wokalnym Jāzepsa Vītolsa na Łotwie (2015). W rozmowie o kolejnej Violettcie, charyzmatycznym reżyserze i planach na najbliższy czas.(...)

Pełne zaufanie do Verdiego

z Michałem Znanieckim rozmawia Katarzyna Kubińska

Michał Znaniecki – jeden z największych reżyserów operowych współczesnych czasów. Autor ponad 190 spektakli, najmłodszy debiutant (w wieku 24 lat) w Mediolańskiej La Scali. Reżyser tworzący dla teatrów, między innymi, we Włoszech, Francji, Irlandii, Hiszpanii, Polsce, Urugwaju, Kubie i Argentynie, gdzie powołał do istnienia Festival Opera Tigre. Wyróżniony wieloma nagrodami, w tym także „Operowym Oscarem”, czyli Premio Abbiati – Nagrodą specjalną im. Filippa Siebanecka za projekt Teatro Sociale w Como 200.com-Pagliacci 2015. Mimo swojej wysokiej pozycji w teatralnym świecie, Michał Znaniecki pozostaje człowiekiem pełnym wrażliwości, otwartości i szacunku do ludzi. Znajdując chwilę, gdzieś w podróży, pomiędzy projektami, wykorzystał ją na rozmowę ze mną, uchylając rąbka tajemnicy o teatralnym świecie i współczesnej, choć bardziej pasowałoby tu określenie – aktualnej i prawdziwej Traviacie w Operze na Zamku w Szczecinie.(...)

Kristian Bezuidenhout - współczesny pianista i XVIII-wieczny instrument

Justyna Midura

Niewielu jest pianistów specjalizujących się w grze na historycznych instrumentach. Kristian Bezuidenhout jest uważany za zupełnie niedoścignionego w tej dziedzinie po sensacyjnych wykonaniach utworów Mozarta. Mozart jest bowiem najważniejszą postacią w jego muzycznym życiu. Zafascynowanie Kristiana jego muzyką nastąpiło w 1991 r. kiedy Phillips Classics wydała pełne dzieła zebrane Mozarta, na których punkcie Kristian miał obsesję. Artysta wspomina w wywiadach, że niestety nie mógł ich wtedy dostać ponieważ były zbyt drogie, ale podkreśla, że było kilka decydujących nagrań, które wpłynęły na jego życie w tamtym czasie, są to m.in. nagranie Johna Eliota Gardinera z Requiem Mozarta i komplet koncertów fortepianowych Mozarta w wykonaniu Malcolma Bilsona. Nie dziwne więc, że u pianisty pojawiła się pokusa, żeby grać na instrumentach z tamtych czasów i odtwarzać muzykę Mozarta w dawnym brzmieniu. Nagrał komplet solowych utworów klawiszowych Wolfganga Amadeusza Mozarta grając na kopii zaprojektowanej przez Paula McNulty’ego według wiedeńskiego wzorca instrumentu Antona Waltera z 1805 r. Była to próba przywołania autentycznych brzmień muzyki Mozarta bowiem z całą pewnością utwory te nie zostały napisane na współczesne pianina, lecz na instrument, na który czasem używa się włoskiej nazwy pianoforte – piękny, elegancki, przeważnie – w odróżnieniu od nowoczesnych fortepianów – w brązowym kolorze budowany najczęściej z mahoniu lub drzewa orzechowego. Pianoforte jest wciąż stosunkowo nieznane dla części muzycznej społeczności choć współczesne kopie historycznych instrumentów nie są niczym nowym. (...)

Kyung-Wha Chung: powrót mistrzyni

Łukasz Kaczmarek

Koreańska skrzypaczka po raz ostatni gościła w studiu nagraniowym w roku 2000. Po pięciu latach zaprzestała również na pewien czas koncertowania, poświęcając się pedagogice i życiu rodzinnemu. Uwarunkowane to było poważną kontuzją czwartego palca lewej ręki. W 2010 r. zaczęła powracać na scenę (rozpoczęła w Korei Koncertem skrzypcowym Brahmsa, mając za partnerów Orkiestrę Philharmonia prowadzoną przez Władimira Aszkenazego). Obecnie możemy mówić już o pełnym muzycznym powrocie, bowiem w bieżącym roku artystka podpisała kontrakt z wytwórnią Warner. Jej pierwszym albumem będzie komplet bachowskich sonat i partit na skrzypce solo. W planach Kyung-Wha Chung ma także recital z pianistą Kevinem Kennerem oraz nagranie koncertowe. W swoich wypowiedziach skrzypaczka wyraża zadowolenie z powrotu do studia.
W katalogu Warnera znajdują się już płyty artystki – 11-płytowy (plus DVD) komplet jej nagrań dla EMI. Jej ważne rejestracje zostały również wydane przez Deccę oraz Deutsche Grammophon. Od pierwszego dźwiękowego zapisu Kyung-Wha Chung minęło ponad 45 lat…(...)

DZIEŁO

Maestro Donizetti i jego opery (8)

Lukrecja Borgia

Adam Czopek

Ledwie przebrzmiały echa sukcesu Napoju miłosnego, a Donizetti w myśl wyznawanej przez siebie zasady, że najbardziej czuje się zmęczony, kiedy nie ma nic do roboty, ruszył na poszukiwanie tematu do kolejnej opery. W tym celu wyjechał do Rzymu, gdzie 21 maja 1832 r. podpisał kontrakt z impresariem Aleksandrem Ranallim na nową operę dla Teatro della Pergola we Florencji. Ale kilkanaście dni później, 14 czerwca, podpisał też kontrakt na kolejną operę dla rzymskiego Teatro Valle. Nie były to jednak jedyne zobowiązania na nim ciążące. W tym samym czasie pracował jeszcze na Anną Boleną dla Teatro San Carlo w Neapolu, który w listopadzie 1832 r. był miejscem prapremiery jego Sancia di Castiglia. W 1833 r. wywiązał się z umowy z Teatro della Pargola we Florencji, gdzie 17 marca miała miejsce prapremiera opery Parisina. Już tylko ten niewielki wycinek świadczy wymownie, jak pracowitym był twórcą. Jakby tego wszystkiego było mało, to jeszcze książę Visconti di Modrone, nowy dyrektor La Scali, zaproponował Donizettiemu skomponowanie nowej opery dla kierowanego przez siebie teatru. Proponując mu jednocześnie niemal w pełni opracowane już libretto Felice Romaniego, wywiedzione z tragedii Lukrecja Borgia Wiktora Hugo. Donizetti od razu zaaprobował temat i librecistę. I w tym momencie rozpoczęły się przysłowiowe schody, które nie były łatwe do pokonania! Najpierw Romani nie okazał się słowny i o miesiąc przesunął dostarczenie kompozytorowi pełnego libretta. Później austriacka cenzura zażądała wielu zmian, których z kolei nie akceptował Romani. Zatem Donizetti musiał wziąć na siebie trud prowadzenia pertraktacji z cenzorami. Wreszcie udało się! (...)

David McVicar: „Im jestem starszy, tym smutniejsze jest dla mnie Cosi”

brytyjski reżyser opowiada o głębokiej melancholii najbardziej lirycznego dzieła Mozarta.

Pierwszy raz spotkałem się z Davidem McVicarem w zimie. Brytyjski reżyser już trzeci mroźny lipiec z rzędu powrócił do Sydney, żeby zakończyć trylogię librett Da Pontego. To już trzeci raz, kiedy rozmawialiśmy o Mozarcie. Krzywił się, kiedy zwróciłem uwagę na to, że mógłby czerpać większą przyjemność z okresowych letnich wizyt. Ciągle przywoływał temat Brexitu, uważając, że jego skutki będą katastroficzne dla Brytyjczyków, a co dopiero dla brytyjskich artystów. Poważnie rozważa przeniesienie się z Londynu i powrót do Glasgow. Nie pozostaje jednak bezczynny. Jego sala prób jest tak ponadczasowa, jak on sam, jest tam gwarno jak w ulu. Harmonogram reżysera w pierwszych dniach był napięty. Próby wyglądały następująco: oceniany jako jeden z trudniejszych recytatywów Mozarta – monolog Fiordiligi – wykonywany jest przez Nicole Car z akompaniamentem fortepianu, natomiast Anna Dowsley, która gra rolę jej siostry Dorabelli, próbuje dowiedzieć się, jak prosto położyć się na szezlongu. Tymczasem McVicar ustala miejsca na scenie dla kolejnych numerów, szukając alternatywy pomiędzy pomocą panikującej Dowsley, a omawianiem, jak najlepiej ukazać majtki Taryn Fiebig, grającej rolę Despiny. McVicar uchodzi za najbardziej praktycznego i bezpośredniego reżysera, jakiego do tej pory widziałem w operze – mającego głęboką wiedzę, zdolnego do prowadzenia dużej grupy wokalistów, podchodzącego z szacunkiem do tematu, wykazującego się nienagannym przygotowaniem, szeregiem wnikliwych interpretacji i bezcennych pokazów (jego Despina jest doskonała).(...)

PŁYTOTEKA

 

 

Palcem po płycie – Karol Tausig – genialny wirtuoz

Karol Rzepecki

Karol Tausig
Complete Original Piano Works
Artur Cimirro, fortepian
Acte Préalable AP0359 • w. 2016, n. 2016 • 67’51”


Prezentowany wolumin to kolejna porcja zapomnianej twórczości sprezentowana melomanom przez wydawnictwo Acte Préalable. To wyjątkowe spotkanie z muzyką fortepianową kompozytora, o którego przypadającej w tym roku 175. rocznicy urodzin i 145. rocznicy śmierci nikt nie pamięta. Karol Tausig, pomimo swojego krótkiego życia, pozostawił obfitą spuściznę kompozytorską, która dość szybko po jego śmierci znalazła się w repertuarze wielu znamienitych pianistów, jakimi byli Józef Wieniawski, Aleksander Michałowski, czy Ignacy Jan Paderewski. Jak czytamy w recenzji jednego z koncertów, która została zamieszczona 15 listopada 1873 r. na łamach „Kuriera Warszawskiego”: „Szósty wielki koncert Towarzystwa Muzycznego należał pod względem składających go utworów do świetniejszych i zapełnił wczoraj Salę Resursy słusznie zaciekawioną publicznością. Liszt, Schumann, Mendelssohn, Bruch i Tausig złożyli się na program poważny i odpowiadający znaczeniu instytucji”. Zestawienie dzieł Tausiga obok tak znamienitych twórców świadczy zapewne o szacunku i poczuciu wysokiej wartości wobec prezentowanych dzieł, ze strony wykonawców. Zapewne pogląd ten podziela brazylijski pianista Artur Cimirro. To znamienne, że właśnie człowiek z tak odległego kręgu kulturowego zainteresował się twórczością naszego rodaka. Jak przyznaje artysta w wywiadzie dla Muzyka21, twórczość Tausiga kryje w sobie liczne nawiązania do spuścizny Mendelssohna, Brahmsa, czy wreszcie Liszta, pod którego kierunkiem doskonalił swoje umiejętności, podobnie jak Józef Wieniawski, czy Juliusz Zarębski.
Prezentowany wolumin otwiera utrzymana w wirtuozowskim stylu Réminescences de „Halka” op. 2b. Ta – wzorowana na stylu Franciszka Liszta – parafraza jednego z największych dzieł Stanisława Moniuszki została skomponowana przez 19-letniego Tausiga. Tym samym, kompozytor wpisał się w krąg twórców, dla których źródło inspiracji stanowiła spuścizna jednego z najznamienitszych kompozytorów, do którego nawiązywali chociażby bracia Wieniawscy, czy też mniej znany ambasador polskiego folkloru, jakim był Edward Łodwigowski. Należy zwrócić także uwagę na cykl zaprezentowanych kompozycji, które powstały w 1855 r., a zarazem były jednymi z pierwszych prób kompozytorskich. Warto w tym miejscu przywołać chociażby Impromptu op. 1a. To z pozoru proste dzieło kryje w sobie wiele elementów świadczących o dojrzałości i bogatej wyobraźni młodego kompozytora. Na pierwszy plan wysuwają się ewidentne nawiązania do stylu Ludwiga van Beethovena, czy też Fryderyka Chopina.
Das Geisterschiff – Ballada Symfoniczna op. 1a to wyraźny owoc studiów pod kierunkiem węgierskiego pianisty, uznawanego za twórcę poematu symfonicznego. Cechą charakterystyczną jest nie tylko szeroko wykorzystana paleta środków ekspresyjnych, ale także wykorzystanie niemal całkowicie skali tonacyjnej. Prezentowany album to spotkanie z zapomnianą twórczością kolejnego polskiego kompozytora. Karol Tausig, pomimo swojej przedwczesnej śmierci, pozostawił spuściznę, która dzisiaj zyskała nowe oblicze dzięki pianiście z odległego kraju, na którego dalsze odkrycia czekamy z dużym zainteresowaniem.

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Bach JS - Badinerie - Hänssler Classic HC15052 - ****
Bach JS - Utwory fortepianowe - Decca 478 8449 - *****
Beethoven L - Sonata nr 29 - Alpha 239 - Płyta miesiąca
Brahms J - Koncert fortepianowy nr 1 - Harmonia Mundi HMC 902191 - *****
Brahms J - Secular Vocal Quartets with Piano Vol. 2 - MDG 947 1920-6 - ****
Brahms J - Sonaty skrzypcowe - MDG 903 1916-6 - Płyta miesiąca
Chopin F - Polonez op. 44 - Alpha 224 - ****
Haydn J - Symfonie nr 78-81 - Decca 478 8837 - *****
Hindemith P - Sonaty altówkowe - MDG 903 1952-6 - *****
Kaczmarek G - Msza 1050 - Acte Préalable AP0364 - Płyta miesiąca
Łuciuk J - Memories... lyrical, sentimental, carefree - Acte Préalable AP0357 - *****
Mendelssohn F - Piękna Meluzyna op. 32 - MDG 901 1940-6 - *****
Reger M - Tria fortepianowe - MDG 303 0751-2 - *****
Richter M - Songs from before - Deutsche Grammophon 479 55566 • *****/***
Tausig K - Complete Original Piano Works - Acte Préalable AP0359 - Płyta miesiąca

Bien que l’amour… - Harmonia Mundi HAF 8905276 - *****
British Now! - Audiomax 912 1944-6 - *****
Hélène Grimaud - Water - Deutsche Grammophon 479 3426 - *****
Kyung-Wha Chung - The Complete Warner Recordings - Warner Classics 0825646140534 - *****
Marta Argerich & Daniel Barenboim - Deutsche Grammophon 479 5563 - *****
Pumeza Matshikiza - Arias - Decca 478 8964 - ****
Rachmaninow/Liszt - Budapest Music Center Records BMC CD 223 - *****
Récréation de musique - Profil PH15033 - ****
The World’s Greatest Ballet Hits - Membran 600247 - *****

Andrzej Wendland - Górecki - IV Symfonia „Tansman epizody”. Fenomen, żywioł, tajemnica