Muzyka21 nr 11/196 - listopad 2016 r. - rok XVII

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ŻYCIE

Zakopane. Muzyka na gór szczytach rozbrzmiewa unisono. W dużej części utworów, wykonywanych podczas tegorocznego, ósmego z kolei Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Kameralnej „Muzyka na szczytach” w Zakopanem (2–10 września 2016), pojawiały się brzmienia unisonowe. (...)

Lesław Czapliński

Wrocław. Komedia romantyczna na wrocławskim Forum. Tymi słowami można podsumować koncert muzyki operowej zaprezentowany 9 lipca we wrocławskim Forum Muzyki. Przyjemnych wrażeń dostarczyła słuchaczom czeska sopranistka Simona Saturova i słynny polski baryton Mariusz Kwiecień. Solistom towarzyszyła orkiestra Narodowego Forum Muzyki pod batutą zasłużonego polskiego kompozytora José Maria Florencio. (…)

Karina Baradzi

Kraków. Czas zaczynać Muzykę w starym Krakowie – na początek Grigorij Sokołow. Wchodząc do pogrążonego w półmroku audytorium Filharmonii Krakowskiej, w którym tylko estrada pozostawała oszczędnie oświetlona, nie sposób było uniknąć przywołania w pamięci atmosfery ostatnich recitali Światosława Richtera. Stąd nieodparcie nasuwało się porównanie z tym tytanem klawiatury mającego wystąpić tego dnia jego rodaka Grigorija Sokołowa, prawdopodobnie ostatniego reprezentanta posiadającej długie tradycje rosyjskiej szkoły pianistycznej.(...)

Lesław Czapliński

Radziejowice.Krąży głos po Filharmonii, głos tenora, albo Harnasie ucywilizowani. Podczas wykonania na inaugurację nowego sezonu koncertowego 2016/17 Harnasiów Szymanowskiego, patrona Filharmonii, wykonujący partię solową tenor Andrzej Lampert krążył po audytorium, swoje pierwsze wejście mając spod filara, z tyłu estrady, za drugim razem pojawiając się na parterze przed nią i na koniec na balkonie, w loży prosceniowej, dawnej dyrektorskiej.
Artysta ten może zaliczyć swój występ do najbardziej udanych w dotychczasowej karierze. Nie starał się udawać górala śpiewającego białym głosem, lecz skupił się na wydobyciu wokalnej urody tej partii, zwłaszcza w trzecim wejściu, najbardziej rozbudowanym, można było podziwiać swobodną płynność dźwięcznego głosu.(...)

Lesłąw Czapliński

Nie tylko złoto, co się świeci. Jest też wiele innych kamieni szlachetnych, które podziwiamy i z chęcią kupujemy. Podobnie jest ze sztuką. Nie tylko najsławniejsi artyści zasługują na uznanie. Często warto zwrócić uwagę na te mniej znane postacie, których dzieła również mogą nam dostarczyć wiele przyjemności, a nawet spowodować duchową przemianę. Czasami bowiem, tych największych artystów podziwiamy bezrefleksyjnie. Po prostu wiemy, że są najlepsi i nie zastanawiamy się, jak ich twórczość faktycznie na nas oddziałuje. Wobec niereklamowanych nazwisk jesteśmy bardziej krytyczni i zdolni do obiektywnego osądu. Mamy sposobność przemyśleć, jakie wrażenie wywiera na nas ich sztuka.(...)

Karina Baradzi

Kraków. Konfrontacja z legendą. Przyznam się szczerze, że nie jestem szczególnym zwolennikiem recitali arii operowych wyrwanych z właściwych im, naturalnych kontekstów. Uzasadniać je musi wyjątkowa osobowość wykonawcy oraz nadzwyczajne okoliczności, nie pozwalające wystąpić na scenie lub estradzie w ramach prezentacji jednego dzieła operowego w integralnej formie. Na repertuar koncertowy uznanego śpiewaka najlepiej nadają się natomiast pieśni z akompaniamentem fortepianu w przypadku kameralnego charakteru imprezy, lub te symfoniczne z towarzyszeniem orkiestry w większych audytoriach. Takie refleksje nasuwały mi się podczas recitalu Edity Gruberovej w krakowskim Centrum Kongresowym. (...)

Lesław Czapliński

Berlin. Koncert w Berlinie z okazji Narodowego Święta Niepodległości Polski. 10 listopada 2016 r., o godz. 18.00 odbędzie się w RBB – wielkiej sali koncertowej rozgłośni Radia Berlin-Brandenburg – wyjątkowy koncert, organizowany przez Ambasadę RP w Berlinie.
W nawiązaniu do całorocznych obchodów 1050. rocznicy Chrztu Polski i wejścia naszego kraju w obszar europejskiej kultury chrześcijańskiej, podczas koncertu zabrzmi utwór, skomponowany specjalnie dla upamiętnienia tego jubileuszu. Będzie to Msza 1050 na orkiestrę, chór i solistów – dzieło poznańskiego kompozytora Gabriela Kaczmarka, znanego
z zamiłowania do łączenia sztuk i konwencji. Prawykonanie odbyło się w Poznaniu 15 maja, podczas uroczystej, jubileuszowej mszy św. w kościele pw. NSJ i św. Floriana. Nagranie tego utworu, wydane na CD przez Acte Préalable pojawiło się w lipcu 2016 r. (AP0364). W Berlinie 10 listopada zabrzmi po raz pierwszy koncertowa wersja utworu, obejmująca historycznie okres od Chrztu Mieszka I w 966 r., do pielgrzymki cesarza Ottona III do grobu św. Wojciecha i symbolicznego nadania przez cesarza Bolesławowi Chrobremu insygniów władzy królewskiej.
Utwór łączy w sobie tradycję minionych wieków – od średniowiecza przez barok, aż po XIX w. – ze współczesnymi trendami muzyki poważnej i popularnej. Jest to rozbudowana msza uroczysta, złożona z 13 części. Pięć z nich stanowią tzw. części stałe mszy (Kyrie, Gloria, Credo, Sanctus i Agnus Dei) – z tekstami łacińskimi. W częściach zmiennych kompozytor wykorzystał różne teksty, nawiązujące do postaci historycznych, współczesne, ale także pieśń Jana Kochanowskiego Czego chcesz od nas Panie, za Twe hojne dary czy psalm Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię. Część finałowa A.D. 1000 nawiązuje do zjazdu gnieźnieńskiego będącego przypieczętowaniem chrystianizacji Polski, w której zachodni jej sąsiad miał niemały udział. Silnie zaznaczające się inspiracje muzyką popularną, czynią kompozycję bliską niemal każdemu słuchaczowi, wychowanemu w naszym kręgu kulturowym., stwarzając duże szanse na kolejne wykonania tego utworu zarówno w wersji koncertowej, jak i podczas liturgii.
Adekwatnie do charakteru poszczególnych części utworu zaproszono do współpracy znakomitych solistów: Katarzynę Wilk, uznawaną za jedną z najlepszych polskich wokalistek, IzabellęTarasiuk-Andrzejewską, obdarzoną pięknym mezzosopranem solistkę Teatru Muzycznego w Poznaniu, Tomasza Raczkiewicza, kontratenora, solistę Teatru Wielkiego w Poznaniu, Józefa Biegańskiego, wybitnie utalentowanego trzynastolatka, solistę Poznańskiego Chóru Chłopięcego. Partie chóralne zrealizuje Neuer Chor Berlin, przygotowany przez Arndta Martina Henzelmanna, a partie instrumentalne poznańska orkiestra Sinfonietta Polonia. Koncert poprowadzi maestro Wojciech Rodek – jeden z najbardziej cenionych dyrygentów młodego pokolenia.

(red)

Londyn. Z londyńskich Promsów. Na jednym z koncertów tegorocznego, studwudziestodrugiego sezonu londyńskiego festiwalu promenadowego wystąpiła Królewska Orkiestra Filharmoniczna z Liverpoolu.(...)

Lesław Czapliński

Kühlungsborn. Sekret artystów z Kühlungsborn. 3 sierpnia w Ewangelickim Kościele pod wezwaniem świętego Johana w niemieckim Küglungsborn odbył się koncert organowo-wokalny w wykonaniu Wolfganga Neumanna (bas) i Marii Mokhovej (organy). Külhlungsborn jest niewielkim nadmorskim kurortem, położonym w północno-wschodnich Niemczech, niedaleko Rostocka. Z pewnością nikt by nie przypuszczał, że w tym małym mieście można doświadczyć tak głębokiej wrażliwości muzycznej, jakiej sam Berlin mógłby pozazdrościć. Tak właśnie się stało 3 sierpnia w skromnym, protestanckim kościele.(...)

Karina Baradzi

Berlin. Berlińska Staatsoper postanowiła otworzyć ostatni sezon operowy w tymczasowej siedzibie (Schillertheater) w spektakularny sposób. Melomani mieli okazję zobaczyć i usłyszeć Toscę w reżyserii Alvisa Hermanisa i wykonaniu, według wielu, najlepszej na chwilę obecną w tej partii, Angeli Gheorghiu. Premierowy spektakl okazał się być ogromnym sukcesem, kolejne przedstawienie (24 września), mimo zmian w obsadzie, utrzymało najwyższy poziom, zarówno pod kątem wokalnym jak i interpretacyjnym.(...)

Katarzyna Kubińska

CZŁOWIEK

Sir Neville Marriner – 15 IV 1924 – 2 X 2016

Karol Rzepecki

Neville Marriner pochodził z rodziny rzemieślniczej i nic nie wskazywało na to, że rozpocznie przygodę z muzyką. Urodził się 15 kwietnia 1924 r. w Londynie, jako syn stolarza Herberta Marrinera i jego żony Ethel. Przygodę z muzyką rozpoczął od gry na skrzypcach. Jak sam zaznaczył w trakcie wywiadu udzielonego jeszcze w ubiegłym roku nie było to przypadkiem, bowiem związał się tym właśnie instrumentem idąc w ślady ojca, który pomimo braku wykształcenia muzycznego grał także na fortepianie i prowadził chór metodystów. Być może to właśnie zaważyło o dalszych losach młodego Neville’a, bowiem jak mówił dalej, często w rodzinnym domu rozbrzmiewały chociażby fragmenty oratoriów Haendla – słynnego Mesjasza, czy Jefte. Następnie swoje zdolności w zakresie wiolinistyki kształtował pod kierunkiem Fredericka Mountneya. Jeszcze jako uczeń Lincoln Grammar School rozpoczął współpracę z późniejszym pianistą i kompozytorem Stephenem Racem (1921–2009), czego owocem był działający przez kilka lat zespół jazzowy. Późniejsza edukacja zbiegła się z początkiem II wojny światowej. Jako student Royal College of London zaangażował się czynnie w działalność London Symphony Orchestra, gdzie realizował partię drugich skrzypiec pod batutą Henry’ego Wooda (1869–1944). Podobnie jak większość kolegów w 1941 r. otrzymał przymusowe powołanie do armii, którą jednak opuścił po dwóch latach, wracając do uczelni, gdzie studiował skrzypce już pod kierunkiem Williama Reeda (1875–1942), autora pierwszego opracowania biograficznego na temat Edwarda Elgara. Następnie podobne umiejętności zdobywał w Konserwatorium Paryskim.(...)

Legendy Polskiej Wokalistyki (61) – Joanna Kozłowska

Adam Czopek

Trasa występów tej cenionej śpiewaczki wiodła przez sceny operowe Brukseli, Zurychu, Paryża, Mediolanu, Buenos Aires, Londynu, Wiednia, Salzburga, Genewy i Los Angeles. Oczywiście nie zabrakło na jej artystycznej drodze scen niemieckich z Berlinem, Hamburgiem, Kolonią i Monachium na czele. Równie imponujący, jak trasa występów jest repertuar, jaki śpiewała. Dominują w nim dzieła Verdiego, szczególnie przez nią kochanego, ale z równym powodzeniem wykonywała partie sopranowe w operach Pucciniego, Mozarta, Czajkowskiego, Bizeta, Beethovena i Leoncavalla. Dla pełnego obrazu artystycznych dokonań Joanny Kozłowskiej należy dodać równie bogaty i różnorodny repertuar koncertowy, w którym są dzieła Bacha, Pergolesiego, Szostakowicza, Mahlera, Szymanowskiego, Brahmsa, Berlioza, Mozarta, Schumanna. Najczęściej oklaskiwano ją jako Tatianę w Eugeniuszu Onieginie, Elvirę w Ernanim, Liu w Turandot, Alicję Ford w Falstaffie. „W centrum zespołu wokalnego, w blasku najwyższego poziomu, znalazła się Joanna Kozłowska, która swoim błyszczącym, ruchliwym i kolorowym sopranem oddała całe bogactwo niuansów kreowanej Alice Ford” – napisał po premierze Falstaffa Gerhard Bauer w Kölner Stadt-Anzeiger. Podziwiano ją również jako Desdemonę w Otellu i Amelię w Balu maskowym. „Premiera najnowszej inscenizacji Balu maskowego Verdiego, który po ponad czterdziestoletniej przerwie wrócił na scenę Teatru Wielkiego, została zdominowana bez reszty przez Joannę Kozłowską, która z wielkim sukcesem zaśpiewała partię Amelii. Bez wahania można powiedzieć, że była to kreacja godna największych operowych scen. Kozłowska zachwyca nie tylko pięknym soczystym brzmieniem głosu, swobodą jego prowadzenia i świetnym frazowaniem, lecz także płynnością legata, ekspresją i intensywnością emocji. Najważniejsze jednak, że wszystko to było podporządkowane stworzeniu prawdziwie dramatycznej kreacji wokalno-aktorskiej, w której każdy gest, czy ruch miał swoje uzasadnienie dramaturgiczne. Jej Amelia kreślona delikatną linią, bez zbędnych przerysowań, przykuwa uwagę od pierwszego wejścia artystki.” – napisałem w recenzji po poznańskiej premierze Balu maskowego w 2006 r. (Muzyka21 nr 76).(...)

René de Boisdeffre odkryty – melodia i elegancja formy

z Jakubem Tchorzewskim o płycie z muzyką René de Boisdeffre rozmawia Arkadiusz Jędrasik

Nasi czytelnicy poznali pana dzięki płycie z polskimi pieśniami nagranej wraz z panią Bernadetą Sonnleitner i wydanej przez Acte Préalable. Teraz otrzymujemy nową płytę z muzyką na skrzypce i fortepian francuskiego kompozytora René de Boisdeffre… Skąd pomysł na takie odkrycie muzyczne?
Pomysł wyszedł od pana Jana A. Jarnickiego, który od kilku lat zna moje zamiłowanie do muzyki zapomnianej, lub rzadko wykonywanej. Mam na koncie premierowe nagrania utworów takich kompozytorów jak Sándor Veress, Gino Gorini, Roman Palester… Teraz, dzięki sugestii pana Jana Jarnickiego przyszedł czas na Boisdeffre’a.

Kim był René de Boisdeffre?
To francuski kompozytor drugiej połowy XIX w. (3 kwietnia 1838 – 25 listopada 1906), w pewnym sensie epigon swojej epoki. Jego styl można przyrównać do twórczości Saint-Saënsa czy Masseneta. Co ciekawe: gdy pod koniec XIX w. dochodziły do głosu nowe prądy w muzyce takie, jak impresjonizm czy nieco później witalizm, Boisdeffre pozostał wierny swojemu tradycyjnemu sposobowi pisania. Widocznie tak najlepiej oddawał to, co mu grało w duszy. Z drugiej strony fakt, że nie podążał za aktualnie panującymi trendami, może być jednym z powodów, dla których ta twórczość została zapomniana na ponad 100 lat.

Jaka jest muzyka, którą nagraliście?
Niewątpliwie romantyczna, ale nie jest to romantyzm przeładowany, rozbuchany, a raczej umieszczony w pewnych klasycznych ramach, jeśli chodzi o formę, fakturę i środki wyrazu. Dużą zaletą tej muzyki jest jej bogactwo melodyczne. Myślę, że inwencja kompozytora pod tym względem jest imponująca! Poza tym muzyka ta (zwłaszcza obie Suity składającego się z kilku miniatur) doskonale wpisuje się w nurt „Hausmusik” czyli domowego, salonowego muzykowania popularnego w dobrze sytuowanych XIX-wiecznych domach mieszczańskich i szlacheckich.

Na skrzypcach partneruje panu Dejan Bogdanovich? Długo gracie w duecie?
Dejana znam od 2014 r., kiedy to wspólnie z nim i z Carlem Tamponim, pierwszym flecistą Orkiestry Santa Cecilia w Rzymie, zrealizowałem w Teatro La Fenice ciekawy projekt trzech recitali kameralnych na flet, skrzypce i fortepian. Od tamtej pory marzyły mi się dalsze projekty z Dejanem, bo to doprawdy niezwykły skrzypek! Kiedy gra, wydaje się, że jego skrzypce śpiewają! Dlatego, gdy nadarzyła się okazja do nagrania, bardzo mi zależało, żeby to właśnie on wziął w nim udział. Jestem mu bardzo wdzięczny, że nie tylko zaakceptował moją propozycję, ale też podszedł do projektu z nie bywałym entuzjazmem i kreatywnością.

Co jest najistotniejsze przy wykonywaniu i nagrywaniu zapomnianej muzyki?
Każde dzieło, niezależnie czy muzyczne, literackie czy malarskie, powstaje w jakimś określonym czasie i miejscu, słowem: w swoim kontekście. Dlatego myślę, że najważniejsze to wejście w ducha danej epoki. W przypadku Boisdeffre’a będzie to kontekst (czyli świat dźwiękowy) Saint-Saënsa, Masseneta, Alkana czy Gounoda, ale raczej nie Schumanna czy Brahmsa… I takim właśnie kluczem próbowaliśmy odczytać na nowo jego twórczość.

To duża odpowiedzialność dać takiej muzyce drugie życie po latach zapomnienia… Od waszego nagrania może zależeć bardzo wiele…
Och, chyba nie przesadzałbym z tą odpowiedzialnością! (śmiech) Wydaje mi się, że po prostu nasza płyta wpisuje się w coraz popularniejszy nurt nagrywania nieznanej i zapomnianej muzyki. No, bo dla niektórych słuchaczy ciekawsze jest sięgnięcie po płytę z utworami nieznanego kompozytora, niż po dwudzieste czy trzydzieste nagranie ballad Chopina. Żebyśmy się źle nie zrozumieli: absolutnie nie deprecjonuję kogoś, kto nagrywa te przykładowe ballady Chopina! Ale o ile ubogaca naszą wiedzę o Chopinie i o jego epoce na przykład nagranie utworów skomponowanych przez uczniów Chopina, lub innych kompozytorów działających z nim równolegle?

Co jest wartościowego, pięknego, co was skłoniło do sięgnięcia po muzykę René de Boisdeffre?
Są to te elementy, o których już wspominałem: przede wszystkim melodyka, a także pewna wysublimowana elegancja formy.

Graliście ją już na koncertach?
Jeszcze nie mieliśmy okazji, ponieważ nie tak prosto przekonać potencjalnego organizatora koncertów do nieznanego repertuaru w myśl zasady: „lubię te piosenki, które już znam”. Ale w Wenecji, gdzie mieszkam, prężnie działa Palazzetto Bru Zane – Centrum Romantycznej Muzyki Francuskiej. Mam nadzieję, że ośrodek powołany do promocji XIX-wiecznej muzyki francuskiej zainteresuje się również twórczością Boisdeffre’a.

Jak rozwija się pana kariera?
Jestem zadeklarowanym kameralistą, dlatego moja kariera rozwija się głównie w zakresie współpracy z innymi instrumentalistami i śpiewakami. Zdarza mi się też współpracować z Teatro La Fenice przy projektach operowych i symfonicznych jako korepetytor i muzyk orkiestrowy, a także z Konserwatorium „Benedetto Marcello” jako akompaniator.

Co skłoniło pana do zostania pianistą?
Chyba właśnie to, że pianista może partnerować właściwie wszystkim instrumentom melodycznym, zarówno jeśli chodzi o smyczki (skrzypce, altówka, wiolonczela) jak i dęte (flet, klarnet, waltornia itp.). Bogactwo repertuaru jest praktycznie niewyczerpane. A każdy kontakt z innym muzykiem, to dla mnie zarówno wielka frajda jak i stymulacja, nauka.

Pierwsza płyta dla Acte Préalable była z pieśniami, teraz z francuską muzyką kameralną. Lubi pan występować i nagrywać muzykę w duetach? Co jest najważniejsze w takim partnerstwie?
Generalnie lubię kameralistykę, niezależnie czy są to duety, tria czy kwintety. Po prostu, gdy spotyka się dwoje muzyków to już jest to forma kameralistyki, a czasem łatwiej spotkać się we dwójkę niż w trójkę. A co jest najważniejsze? Powtórzę za profesorem Jerzym Marchwińskim – fundamentem dobrej kameralistyki jest partnerstwo. Czyli wzajemny szacunek i otwartość do drugiej osoby, z którą się gra.

Jakie są pana plany artystyczne?
Najbliższe, co mnie czeka to akompaniowanie podczas egzaminów w Konserwatorium, ponieważ we Włoszech najwięcej egzaminów odbywa się na przełomie września i października. Potem mam w planach dwa projekty operowe i dwa symfoniczne w La Fenice, kilka koncertów z wiolonczelistą Lucą Fiorentinim, a w grudniu wybieram się do USA na cykl koncertów z altowiolistą Morganem O’Shaughnessey promujących naszą nową płytę z utworami Beethovena, Szostakowicza, Cartera i Tertisa. Ponad to do końca roku nakładem włoskiej wytwórni Vermeer ukaże się płyta z utworami Brahmsa i Berga nagrana z klarnecistą Vincenzo Pacim, a także utwory Romana Palestra zarejestrowane wspólnie z Moniką i Pawłem Zalejskimi dla Fundacji Uniwersytetu Warszawskiego.

Oprócz muzyki, która pochłania cały pana czas, znajduje pan czas na relaks, hobby?
Jestem zagorzałym fanem e-booków. W zasadzie nie ruszam się z domu bez czytnika. I jak tylko mam wolną chwilę to czytam. Najchętniej książki o tematyce historycznej, ale nie stronię też od fantastyki czy dobrego kryminału. A z aktywnego wypoczynku najbardziej lubię chodzenie po górach. Ale na to rzeczywiście niestety najczęściej brakuje już czasu...

Dziękuję za rozmowę.

Wszystko w moim życiu kręci się wokół muzyki

z Eleną Pankratową rozmawia Jolanta Łada-Zielke

Rosyjska sopranistka Elena Pankratowa studiowała najpierw pianistykę i dyrygenturę w Jekaterynburgu, potem śpiew i grę aktorską w konserwatorium w Petersburgu. Wielkim przełomem w jej międzynarodowej karierze była rola Żony Farbiarza w Kobiecie bez cienia Ryszarda Straussa, pod kierownictwem muzycznym Zubina Mehty w teatrze Maggio Musicale Fiorentino. Partię tę śpiewaczka wykonywała z powodzeniem w mediolańskiej La Scali (2012), a także w Teatro Colón w Buenos Aires (2013), zabłysnęła w niej zwłaszcza w Bayerischer Staatsoper w Monachium (2013), następnie w Royal Opera House Covent Garden w Londynie (2014) i w Królewskiej Operze w Kopenhadze (2015). W jej bogatym repertuarze znajdują się tytułowe role w operach Elektra, Turandot, Ariadna na Naxos, Norma i Tosca, oprócz tego, takie partie wagnerowskie, jak Elżbieta, Zyglinda i Senta. W 2016 r. Pankratowa zadebiutowała na Festiwalu Oper Ryszarda Wagnera w Bayreuth jako Kundry w Parsifalu w reżyserii Uwe Erica Laufenberga i pod kierownictwem muzycznym Hartmuta Haenchena. (...)

Najlepiej odpoczywam w domu

z Ricardą Merbeth rozmawia Jolanta Łada-Zielke

Ricarda Merbeth należy do najwybitniejszych współczesnych sopranistek. Po studiach w Wyższej Szkole Muzycznej im. Feliksa Mendelssohna w Lipsku, otrzymała kolejno angaż w Magdeburgu i w Niemieckim Teatrze Narodowym w Weimarze. W latach 1999–2005 należała do zespołu Opery Wiedeńskiej. Debiutowała tam jako Marcelina w Fideliu, a następnie wykonywała partie Hrabiny, Donny Anny, Paminy, Fiordiligi, Chrysothemis, Elżbiety, Ewy, Ireny, Elzy i Jenufy. Artystka do dziś występuje gościnnie w Wiedniu. W 2011 r. otrzymała tytuł Österreichische Kammersängerin.
Na Festiwalu w Bayreuth zadebiutowała w 2000 r. w Pierścieniu Nibelunga w reżyserii Jürgena Flimma, m.in. jako Freia i Gudruna, w których to rolach wystąpiła tam także rok później. Od 2002 r. do 2005 r., oraz w 2007 r. śpiewała partię Elżbiety w Tannhäuserze. Od 2013 r. występuje jako Senta w nowej inscenizacji Holendra tułacza pod kierownictwem muzycznym Christiana Thielemanna. Ważnymi rolami w jej życiorysie artystycznym są także: Dafne w Operze Wiedeńskiej (2004), Helena Egipska w Deutsche Oper Berlin (2009), Marietta (Umarłe miasto) w Paryżu, Zyglinda (2009/10), oraz tytułowa rola w Ariadnie na Naxos. W 2012 r. występowała jako Elza w Lohengrinie, wystawianym w New National Theatre Tokyo. Oprócz tego, śpiewała partie wagnerowskie w Hamburgu, Berlinie i Budapeszcie, oraz Wesendonck-Lieder i Śmierć Izoldy z towarzyszeniem Weimarer Staatskapelle pod batutą Georga Alexandra Albrechta. Współpracowała z takimi wybitnymi dyrygentami, jak Seiji Ozawa, Ingo Metzmacher, Pinchas Steinberg, Daniele Gatti, Pierre Boulez, Philippe Auguin, Myung-Whung Chung, Andrew Litton, Marco Armiliato, Peter Schneider, Marcello Viotti, Fabio Luisi, Bertrand de Billy, Ádám Fischer, Franz Welser-Möst, Walther Weller, Semyon Bychkov, Gianluigi Gelmetti i Mark Albrecht. Gościła na scenach operowych Mediolanu, Paryża, Tuluzy, Marsylii, Barcelony, Helsinek, Sztokholmu, Zurychu, Sydney, Tokio i Nowego Jorku. (...)

DZIEŁO

Maestro Donizetti i jego opery (10)

Córka pułku

Adam Czopek

Z trzech urokliwych oper buffa Donizettiego: Don Pasquale, Napój miłosny i Córka pułku ta ostatnia najrzadziej pojawia się na scenie i w nagraniach. Przyczyną takiego stanu rzeczy są wysokie wymagania, jakie postawił kompozytor przed wykonawcami partii Marii i Tonia. Oboje muszą dysponować głosami pełnymi blasku, szczególnie w wysokim rejestrze, swobodą prowadzenia frazy i znać na wylot tajemnice belcanta. Dzieło ma też tyleż samo zwolenników co przeciwników. Ci pierwsi podnoszą urok i melodyjność muzycznej frazy oraz mistrzowsko opracowane partie wokalne wymagające od śpiewaka wręcz wokalnej ekwilibrystyki, szczególnie w partii Marii. Nie inaczej jest w przypadku partii Tonia, który w jednej tylko arii Ah mes amis, quel jour de fête powinien (na przestrzeni niewiele ponad dwóch minut) aż dziewięć razy wznieść swobodnie głos do wysokiego „c”. Pierwszym tenorem naszych czasów, który zaśpiewał swobodnie i pełnym głosem ten wokalny fajerwerk był Luciano Pavarotti, po nim przejął pałeczkę Juan Diego Flórez, który w 2007 r. był sprawcą historycznego bisu, do którego zmusiła go publiczność La Scali w I akcie. Coś takiego od ponad osiemdziesięciu lat nie miało miejsca na tej legendarnej scenie. Poprzednikiem Flóreza był Fiodor Szalapin, który bisował słynną arię La calunnia w I akcie Cyrulika sewilskiego w 1933 r. Przeciwnicy Córki pułku twierdzą, że z wątłej akcji wieje nudą, a muzyka wcale nie jest tak piękna, jak się usiłuje to udowodnić, bo marszowe rytmy nie wszystkim się podobają, a i humor też nie zawsze trafiony. No i kto tu ma rację? Panuje powszechne przekonanie, że tej opery należy słuchać w oryginalnej francuskiej wersji językowej, bo włoskie poprawki „macą czystość stylu”.(...)

MUZYKA POLSKA

Perły w skarbcu polskiej muzyki barokowej

Rafał Grabiszewski

Otwierając skarbiec muzyki polskiej XVII stulecia, na wielu perłach, które niegdyś lśniły, można dostrzec grubą warstwę kurzu. Również wielu zacnych ówczesnych kompozytorów, służących Najjaśniejszej Rzeczpospolitej swoim twórczym intelektem, dziś pozostaje w półmroku. Prace badawcze, dotyczące tego okresu, a trwające od połowy XIX w. – pomimo dużego zaangażowania wielu pokoleń teoretyków i muzykologów – opatrzone są nadal znakami zapytania, na które być może nigdy nie uzyskamy odpowiedzi. Wiele dzieł bezpowrotnie zaginęło, a noty biograficzne ówczesnych muzyków są jedynie zestawieniem strzępów informacji, uzupełnianych hipotezami, które nie zawsze są wystarczająco uzasadnione. Jednak ogromna praca, jaka została wykonana w celu głębszego poznania polskiej muzyki barokowej, zaowocowała również wieloma cennymi publikacjami, które ocaliły ten skrawek polskiego dziedzictwa od całkowitego zapomnienia.(...)

PŁYTOTEKA

 

 

Palcem po płycie – Nowe oratorium Joanny Bruzdowicz

Łukasz Kaczmarek

Joanna Bruzdowicz
Lella – świeckie oratorium do tekstu Christiane Schapira
Liliana Górska, mezzosopran; Aline Rico Aline, sopran; La chorale Osmose; NeoQuartet • Joanna Bruzdowicz, dyrygent
Acte Préalable AP0367 • 2. 2016, n. 2015 • 53’07”

Fakt stworzenia przez jedną z czołowych współczesnych kompozytorek świata większej formy muzycznej już sam w sobie jest niezwykły i ekscytujący. Swoje dzieło Joanna Bruzdowicz określa jako świeckie oratorium.
W przeprowadzonej rozmowie kompozytorka wyraziła sprzeciw wobec kategoryzacji, etykietek. Szanując jej stanowisko, zamiast stosować wobec dzieła, bardziej lub mniej fachowo brzmiące nazewnictwo, po prostu je opiszmy.
Kanwę oratorium Lella stanowi, odpowiednio przystosowany do potrzeb muzyki, tekst Christiane Schapiry, korsykańskiej pisarki i dziennikarki, opowiadający tragiczną historię Danielle Casanovy, czyli tytułowej Lelli. Ta żyjąca w pierwszej połowie XX w. korsykańska lekarka, dentystka, od lat studenckich angażowała się w działalność polityczną, prezentując poglądy lewicujące. Z chwilą wybuchu II wojny światowej „schodzi do podziemia”, nie ograniczając swojej aktywności, którą prowadzi do lutego 1942 r. Wtedy to, dostarczając żywność George’owi Politzerowi i jego żonie, zostaje zatrzymana i uwięziona, wkrótce przekazana władzom niemieckim. Transportowana w urągających godności ludzkiej warunkach, z końcem stycznia 1943 r. trafia do Auschwitz. Czekając, już z wytatuowanym przedramieniem, na dalsze procedury, słyszy z ust SS-mana pytanie, czy wśród kobiet znajduje się jakaś dentystka. Lella zostaje wówczas wzięta do gabinetu polowego, pracuje jako lekarz. Na początku maja dosięga ją jednak epidemia tyfusu, po kilku dniach choroby umiera.
W ujęciu Bruzdowicz, Lella stanowi nieprzerwaną, przeszło 50-minutową opowieść. Narrację, przeważnie w formie mówionej, prowadzi sopran, partia Lelli przeznaczona jest na mezzosopran. Towarzyszy im żeński sekstet wokalny, obój, perkusja oraz kwartet smyczkowy. Ekspresyjny, bogaty w różne emocjonalne odcienie przekaz narratora wzbogacany jest efektami dźwiękowymi z taśmy, obejmującymi odgłosy pociągu, czy rozkazy SS-mana, jak również obojem i perkusją, spełniającymi silnie ilustracyjną funkcję. Kwartet smyczkowy, obecny przez niemal cały czas trwania dzieła, tworzy muzyczne tło, stanowi integralną podstawę dla rozgrywającej się historii, odpowiada za zaznaczanie subtelności, kreowanie nastrojów. W partii chóru uwagę zwracają aluzyjne nawiązania do tradycyjnej muzyki korsykańskiej, brzmiące tutaj tyleż archaicznie, co uroczo stylowo. A Lella? Jej partia jest zdecydowanie liryczna, mezzosopran śpiewa w dłuższych wartościach rytmicznych, legując kolejne nuty, co wzmaga wrażenie przezierającego z niej spokoju. Kompozytorka buduje portret bohaterki jako kobiety silnej, pewnej, lecz przy tym wrażliwej i delikatnej, człowieka dojrzałego, o bogatej uczuciowości, a zarazem silnym superego, nastawieniu humanitarnym.
Obcowanie z Lellą dla osoby posługującej się językiem francuskim stanowić może nie lada atrakcję. Kompozycja wszystkich składowych tego dzieła sprawia bowiem, że słucha się go z fascynacją, niesłabnącym zainteresowaniem, z czasem przeradzającym się we wzruszenie (choć percypowanie dzieła jako jedynie „słuchowiska muzycznego” – choćby nawet z akcentem na drugi dopełniający człon – byłoby znacznym spłyceniem, ale o tym za chwilę).
Stanowisko Bruzdowicz tyczące się kategoryzacji, w przypadku Lelli wydaje się być jedynie słusznym. Ze względu na olbrzymią obrazowość, można by przecież jej oratorium określić mianem muzyki użytkowej, potraktować jako swego rodzaju muzyczne słuchowisko. Jest to muzyka silnie udramatyzowana, wręcz teatralna, co z kolei nasuwałoby inklinacje z operą, a stylistycznie – z ekspresjonizmem. Ale można by też uznać Lellę za przejaw neoklasycyzmu – nawiązania do tradycji są tu wszak dość wyraźnie zaznaczone. A czy nie słuszne byłoby powiedzenie o niej, jako o utworze impresjonistycznym? Koncentracja na barwie, współbrzmieniu jest tu bowiem silna, uwzględniając chociażby partię kwartetu smyczkowego. Albo, biorąc pod uwagę charakter stylizacji pieśni korsykańskich, można by doszukiwać się związków z modalnością… Oczywiście takich skojarzeń istnieje dużo więcej, a dodatkowo wprowadzony chaos, pomieszanie gatunków, ze stylami i budową skali muzycznej, podkreśla bzdurność takiego podejścia w definiowaniu kompozycji.
Niezaprzeczalnie, Lella to dzieło jedyne w swoim rodzaju.
Wykonanie, jakie otrzymujemy na płycie jest zapisem dokonanym „na żywo” podczas XV Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego w Céret we Francji. Za pulpitem dyrygenckim stanęła wówczas sama kompozytorka, przygotowując muzycznie dopracowaną i znakomicie zrealizowaną artystycznie kreację. Aline Rico jest fenomenalna jako narrator – jej przekaz ma w sobie wspaniałą teatralność, wciąga i angażuje. A śpiew Liliany Górskiej może dostarczyć wielu wzruszeń. Artystka dysponuje mezzosopranem o pięknej, miękkiej barwie, śpiewa z olbrzymią prostotą i wrażliwością. Uroczo brzmi zespół La chorale Osmose; instrumentaliści również stanęli na wysokości zadania. W całości – w pełni udana, bardzo wartościowa płyta!

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Bartók B - 44 Duety skrzypcowe - Decca 478 8959 - ****
Bruckner A - Symfonia f-moll WAB 99 - Profil PH15004 - *****
Bruzdowicz J - Lella – Acte Préalable AP036 – Płyta miesiąca
Czerny C - Koncert fortepianowy a-moll - Naxos 8.573417 - ****
Duranowski A - Violin Concerto – Acte Préalable AP0360 – Płyta miesiąca
Feldman M - Patterns in a Chromatic Fields - MDG 613 1931-2 - *****
Lutosławski W - Koncert na orkiestrę - Alpha 232 - ****
Mozart WA - Uprowadzenie z seraju - Alpha 242 - ****
Prokofiew S - Koncerty fortepianowe nr 2 i 5 - Harmonia Mundi HMU 807631 - ****
Ratez E - Exhibition 2 - Acte Préalable AP0366 - *****
Reger M - Koncert skrzypcowy A-dur op. 101 - Capriccio C5137 - ****
Reger M - Organowe dzieła wszystkie - Cybele 17S 051500 – Płyta miesiąca
Skriabin A - Symfonie nr 1 i 2 - LSO Lice LSO0770 - *****
Wagner R - Die Meistersinger von Nürnberg - Profil PH13006 - ****

Janet Perry - German and French Songs - Solo Musica SM 239 - ****
Light - Decca 481 2491 - ****
Opening the door - Divine Art. Dda21228 - *****
Pacho Flores – Cantar - Deutsche Grammophon 479 1068 - ****
Respighi/Schumann - Etera EET001 - ****
The Panufnik Legacies II - LSO Live LSO5070 – Płyta miesiąca