Muzyka21 nr 12/197 - grudzień 2016 r. - rok XVII

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ŻYCIE

Warszawa. Apoteoza pieśni. Z okazji inauguracji sezonu artystycznego 2016/2017 w Filharmonii Narodowej wybrano cykle pieśni Gustawa Mahlera oraz Mieczysława Weinberga. Zrazu miałem wrażenie, że Mahlerowskie juwenilia należy pozostawić tam, gdzie ich miejsce, a więc w archiwach. Dodatkowo w przekonaniu tym utwierdzał mnie śpiew solistki Regine Hangler, wyzbyty większej dozy ekspresji oraz indywidualnej barwy głosu. Aliści, mniej więcej od połowy zacząłem się powoli przekonywać do wartości niektórych z Lieder und Gesänge aus der Jugendzeit (Pieśni i śpiewów z czasu młodości), opracowanych przez braci Davida i Collina Matthewsów. (...)

Lesław Czapliński

Lublin. Kościół na tak zwanej Poczekajce, przy Alejach Kraśnickich w Lublinie to miejsce, które obfituje w wydarzenia kulturalne. Tak też było i tym razem. Otóż w pierwszą niedzielę listopada lubelscy melomani zgromadzili się na koncercie zaduszkowym poświęconym pamięci zmarłej przed kilkoma miesiącami Beaty Dąbrowskiej – chórmistrzyni i wieloletniej profesor Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, co podkreśliła w słowie wstępnym profesor Gabriela Klauza, która w hołdzie zmarłej wykonała chorał organowy O Mensch, bewein dein Sünde Groß z Pasji wg św. Mateusza Bacha, który jak podkreśliła wykonawczyni miał szczególne znaczenie dla zmarłej. Jednak centralnym punktem koncertu była Msza F-dur Józefa Ksawerego Poniatowskiego, kompozytora znanego głównie jako autora dzieł operowych. Znaczenie tego wydarzenia było tym większe, że utwór ten zabrzmiał publicznie już po raz trzeci w tym roku pod dyrekcją Przemysława Stanisławskiego i chóru Trybunału Koronnego. (…)

Karol Rzepecki

Londyn. Nowa inscenizacja Normy Belliniego na rozpoczęcie nowego sezonu w londyńskiej Royal Opera House miała być dużym wydarzeniem artystycznym. Miała być Anna Netrebko debiutująca w roli głównej. Rosyjska śpiewaczka wycofała się, a zastąpiła ją wschodząca gwiazda, bułgarska sopranistka Sonia Jonczewa. Reszta obsady złożona była z Josepha Calleji jako Pollione, Sonii Ganassi – Adalgisy i Brindleya Sherrata jako Oroveso. Pieczę nad stroną muzyczną sprawował Antonio Pappano.(...)

Damian Ganclarski

Wiedeń. XXV Dni Kultury Polskiej w Austrii. W roku 1991 dzięki inicjatywie i zaangażowaniu kilkorga działaczy polonijnych powstało w Wiedniu Forum Polonii – organizacja skupiająca rozsiane po Austrii liczne stowarzyszenia Polaków i mająca na celu integrację ugrupowań emigracyjnych wokół jednego celu: wspólnych skoordynowanych działań na rzecz promocji polskiej kultury, tworzenia pozytywnego wizerunku Polski i Polaków oraz owocnej współpracy z administracją austriacką i polskimi placówkami. Jesienią tego samego roku Forum Polonii zorganizowało po raz pierwszy Dni Kultury Polskiej. Dla mieszkających w Austrii polskich artystów impreza ta miała być z jednej strony okazją do przedstawienia swego dorobku rodakom, z drugiej zaś dawała możliwość zaprezentowania się publiczności austriackiej w kontekście przynależności narodowej, w ramach polskiego festiwalu. Forum Polonii jako główny organizator kilku ramowych wydarzeń, zaprosiło do współudziału i współtworzenia programu nie tylko wszystkie stowarzyszenia, lecz także indywidualnych artystów, którzy w okresie trwania imprezy mogli zaproponować swoje występy, zarówno te zaplanowane już wcześniej w ramach działalności na scenach austriackich, jak i te specjalnie na tę okazję przygotowywane. Kameralne i skromne początkowo Dni Polskie w ciągu 25 lat rozrosły się do trwającego 5 tygodni festiwalu, proponującego publiczności przedstawiania teatralne, prezentacje filmów, spotkania autorskie, wernisaże i liczne koncerty, niejednokrotnie kilka imprez jednego dnia. (...)

Marek Feliks Nowak

Londyn. Fenomenalna śpiewaczka Sondra Radvanovsky podbija serca widzów w Toronto. Miniony miesiąc październik był specjalną okazją, aby operowym fanom w Toronto zaprezentować niezwykły talent Sondry Radvanovsky, amerykańsko-kanadyjskiego sopranu. Na początku tego miesiąca utalentowana artystka otrzymała prestiżową nagrodę Operowe Rubiny (The Rubies) za całokształt dorobku artystycznego ufundowaną przez kanadyjski magazyn Opera Canada. W tym samym miesiącu znakomita śpiewaczka wzbudziła niezwykłą sensację otwierając sezon 2016/17 Canadian Opera Company tytułową partię opery Norma. Jej sensacyjna kreacja wokalna i aktorska wzbudziła zachwyty zarówno torontońskich krytyków muzycznych, jak i szerokiej publiczności. W tym samym czasie, między przedstawieniami Normy, śpiewaczka prowadziła kurs mistrzowski dla 10 wyselekcjonowanych kanadyjskich studentów wokalistyki. Uwieńczeniem kursu był specjalny koncert w sali Alliance Française w Toronto zatytułowany Singing Stars of Tomorrow (Przyszłe gwiazdy operowe).(...)

Kazik Jędrzejczak

Berlin. Berliński sukces Mszy 1050 Gabriela Kaczmarka. Owację na stojąco zgotowała w czwartek wieczorem (10 XI) publiczność sali koncertowej Radia Brandenburg-Berlin wykonawcom Mszy 1050 poznańskiego kompozytora Gabriela Kaczmarka. Było to pierwsze wykonanie tego dzieła w Niemczech i uświetniło obchody Święta Niepodległości w Berlinie. Organizatorem koncertu była Ambasada RP w Niemczech. Orkiestrą Sinfonietta Polonia dyrygował Wojciech Rodek.(...)

Marek Zaradniak

CZŁOWIEK

Żeby żyć, pięknie żyć, trzeba kochać, marzyć i śnić

Łukasz Kaczmarek rozmawia z Katarzyną Dondalską, znakomitym sopranem koloraturowym

Uczyła się pani w klasie Haliny Mickiewiczówny, Ingeborg Hallstein, Jutty Bucellis-Dehn, brała pani udział w kursach mistrzowskich. Czy jest jakaś szczególna zasada jaką przejęła pani od swoich profesorów, coś co szczególnie jest dla pani ważne, co najbardziej utkwiło pani w pamięci, co stanowi element pani sztuki?
Oczywiście na początku uczymy się prawidłowego technicznego śpiewania. Tu przyznam: dobry nauczyciel, to prawdziwy skarb. Uważam jednak, że z wiekiem powinniśmy umieć już sami uporać się z naszymi problemami (oczywiście konsultacje są bardzo wskazane). Myślę bowiem, że mając dobre podstawy, w późniejszym czasie każdy śpiewak, sam dla siebie, staje się najlepszym nauczycielem i krytykiem: zna swój głos, zna możliwości swojego ciała, itd.
Oczywiście utrzymanie się w dobrej formie głosowej przez dłuższy czas jest bardzo trudne. Wielki wpływ na to mają czynniki zewnętrzne i zdrowotne. Sądzę, że myślą przewodnią moich profesorów było to, żeby uczeń nauczył się samodzielności. Wychodząc na scenę zostajemy sami z publicznością i tu już nam nikt nie pomoże.

Proszę opowiedzieć o pani ulubionych partiach operowych. Która jest pani najbliższa: muzycznie bądź treściowo?
Moją ulubioną operą są Ptaki Waltera Braunfelsa i fantastyczna partia Słowika. Już na początku dzieła, po krótkim wstępie orkiestry wchodzę na scenę i śpiewam piękną arię koloraturową, którą zapraszam gości do mojego świata. Później są już tylko wspaniałe wokalizy z różnymi pięknymi rytmami i melodiami oraz dużo tekstu w języku niemieckim. Pięknym przeżyciem jest duet z wędrowcem, cudowne, ciepłe dźwięki Słowika w połączeniu z głosem tenora… Jest to fenomenalnie napisana i zinstrumentowana kompozycja. To chyba jedna z niewielu oper, gdzie sopran koloraturowy śpiewa duet z Wagnerowskim tenorem… Pamiętam wykonanie, gdy Orkiestrę poprowadził słynny włoski dyrygent Roberto Abbado (kuzyn Claudia Abbada). Był bardzo profesjonalny. Poprzedzało je kilka tygodni wspaniałej współpracy, ukoronowanej znakomitą premierą transmitowaną na żywo w Radiu Rai 3 i ciągle powtarzającym się programem o naszej operze we włoskiej telewizji…
I ta cudowna kadencja, którą Słowik śpiewa na samym końcu opery… Niekończące się d trzykreślne w piano jako ostatnia nuta w dziele. Po niej cisza... Dyrygent trzyma jeszcze rękę w górze, słychać szum reflektorów. Opuszcza batutę i zaczyna się krzyk zachwyconej publiczności. Boże, jaka byłam szczęśliwa, że ten ostatni dźwięk tak pięknie mi wyszedł! Z tą produkcją wiążą się moje najpiękniejsze wspomnienia…
Inną operą, którą bardzo lubię jest Ariadna auf Naxos (partia Zerbinetty) Ryszarda Straussa. Tu wspomnę o wspaniałej produkcji z Welsh National Opera Cardiff, ze znakomitym dyrygentem Carlem Rizzim. Orkiestrę prowadził wspaniale. Potrafił ją zawsze w odpowiednich momentach subtelnie wyciszyć, co wokalistom umożliwiało śpiewanie pianissimo. Pamiętam wspaniałą barwę całego zespołu. Gdy BBC nagrywało nasze przedstawienie, dyrygent patrzył na nas i śpiewał razem z nami.
Niedawno miałam możliwość wykonania w Madrycie Carminy Burany pod batutą naszego wspaniałego maestro Grzegorza Nowaka. To również była prawdziwa uczta duchowa.(...)

Otton Mieczysław Żukowski na Boże Narodzenie

z księdzem Robertem Kaczorowskim o jego najnowszych nagraniach rozmawia Karol Rzepecki

Niedawno ukazały się kolejne płyty z twórczością Ottona Mieczysława Żukowskiego. Jakie utwory tym razem zostały na nich zarejestrowane?
W październiku tego roku światło dzienne ujrzały dwie płyty wydane w firmie fonograficznej Acte Préalable, które są kontynuacją cyklu Opera omnia religiosa, mającego na celu ukazanie twórczości religijnej zapomnianego polskiego kompozytora Ottona Mieczysława Żukowskiego (1867–1942). Płyty, o których mowa noszą już numery 5 i 6. Zamieszczone na nich zostały 42 kolędy opublikowane w zbiorze pt. Najpiękniejsze kolędy polskie w łatwym układzie na fortepian, z podłożonym tekstem do śpiewu opracował Otton Mieczysław Żukowski op. 56, wydane Nakładem Księgarni i Składu Nut Zienko­wicz & Chęciński we Lwowie. Tym razem Żukowski daje się więc poznać nie jako kompo­zytor, a jako autor opracowań polskich kolęd, które w nie­zbyt skomplikowanej fakturze fortepianowej mogą być wykonywane już przez średniozaawansowanych muzyków.

Otton Mieczysław Żukowski był – jak już wiemy z jego biogramu – autorem, a jednocześnie wydawcą opracowań nie tylko kolęd, ale również wielu innych zbiorów…
Tak, odnajdując i porządkując twórczość kompozytora, do tej pory udało mi się zidentyfikować 16 różnego rodzaju zbiorów, w których Żukowski zamieszcza różnorodne utwory – duża ich część dotyka problematyki narodowej i patriotycznej – co jest usprawiedliwione faktem, że powstawały one najpewniej w okresie poprzedzającym odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 r. Oprócz utworów Chopina i Moniuszki, w zbiorach tych odnaleźć również można opracowania polskich melodii ludowych czy też pieśni romantyków niemieckich oraz wiele innych. Liczba wszystkich opracowanych przez Żukowskiego utworów oscyluje wokół tysiąca.

To muzyka ma największą zdolność uzdrawiania

z amerykańską waltornistką Michelle Perry rozmawia Łukasz Kaczmarek

Nasza rozmowa ma związek z niedawno wydaną płytą w Acte Préalable, w której towarzyszy pani Katarzynie Dondalskiej i Timurovi Enikeevowi. Jak przedstawiłaby nam pani siebie jako artystkę? Co jest dla pani ważne w pani profesji, w sztuce?
W sztuce ważna jest dla mnie komunikacja, to by opowiedzieć jakąś historię, dać i dzielić coś z odbiorcą, przekazać muzykę w taki sposób, jaki, w moim odczuciu, był on zamysłem kompozytora. Moim nadrzędnym celem jest dotrzeć do słuchacza, wzruszyć go, zainspirować, czy pokrzepić, tak, by był o coś bogatszy, wewnętrznie przeniósł się w inne miejsce, stan. W mojej opinii, spośród wszystkich sztuk, to muzyka ma największą zdolność uzdrawiania. Absolutnie wszystko na świecie składa się wyłącznie z energii, a każda rzecz wibruje w innych częstotliwościach. Muzyka jest słyszalną energią i faktycznie rezonuje w naszym ciele.

Co sprawiło, że została pani waltornistką? Co panią najbardziej pociąga w tym instrumencie? A co jest najtrudniejsze?
Dla mnie jest to brzmienie rogu. Zaczęłam grać na tym instrumencie w wieku 12 lat i od razu byłam zafascynowana tym dźwiękiem. Choć jako młoda nastolatka miałam jakieś płyty, nie trafiały mi się jednak okazje, by posłuchać na żywo profesjonalnej orkiestry. Tak więc, gdy po raz pierwszy w życiu usłyszałam zawodowego waltornistę, od czterech lat sama już grałam na tym instrumencie. Ale miałam w głowie brzmienie, jakie chciałam wydobyć z instrumentu. Tak się złożyło, że pierwszym profesjonalnym waltornistą, z jakim się zetknęłam, był Herman Baumann. Byłam zasłuchana! Później, poprzez poznawanie jego nagrań, Baumann miał na mnie, jako młodą waltornistkę, duży wpływ. Inny istotny wpływ miało na mnie to, że nie tylko od piątego roku życia grałam na fortepianie, ale również przez wiele lat uczyłam się śpiewać w różnych zespołach i chórach. Stąd odczuwam szczególny pociąg i uznanie dla głosu. Mam ogromny szacunek dla śpiewaków, ponieważ ich instrumentem jest własne ciało. Z całej orkiestry, instrumenty dęte z natury są najbliższe głosowi, ponieważ do wydobycia dźwięku potrzebujemy naszego ciała. A z wszystkich instrumentów dętych, róg jest najbliższy głosowi, ponieważ posiada największy zakres brzmienia, spektrum barwy i możliwości ekspresji. Róg jest także jednym z najbardziej lirycznych instrumentów, podobnie jak głos. Ale to brzmienie rogu, barwa i szeroki zakres środków ekspresyjnych, jakie można z niego wydobyć, jest tym, co wciąż mnie fascynuje i pociąga.(...)

I Koncert fortepianowy Koczalskiego znakomicie odzwierciedla muzyczną osobowość autora

Maestro Massimiliano Caldi opowiada Karolowi Rzepeckiemu o koncercie Raula Koczalskiego

Proszę powiedzieć mi, jak doszło do pierwszego polskiego wykonania I Koncertu fortepianowego op. 79 Raula Koczalskiego pod Pańską batutą?
Nieco ponad rok temu miałem przemiłe spotkanie w Filharmonii Koszalińskiej w p. dyrektorem Robertem Wasilewskim i p. Kazimierzem Rozbickim. Dzwoniliśmy do pana Jarnickiego, szukając z nim kontaktu.
Pan Jarnicki zaproponował mnie i panu Wasilewskiemu dyrygowanie jednym z wielu wspaniałych dzieł pochodzących z jego kolekcji, mianowicie I Koncertem fortepianowym Raula Koczalskiego (Joanna Ławrynowicz w roli solistki), a pan Rozbicki zaczął z entuzjazmem mówić o tym utworze, mówiąc, że pamiętał, że miał już w rękach rękopis tego koncertu fortepianowego i go poprawiał. Od samego początku byłem bardzo podekscytowany i bardzo chciałem zobaczyć partyturę.
Rzeczywiście dyrygowałem wieloma „współczesnymi premierami” dawnych dzieł, które z różnych względów były zapomniane: dwiema symfoniami Pietra Mascagniego (we Włoszech), operą Poniatowskiego Piotr Medyceusz w Krakowie, operami Cagnoniego Król Lear i Don Bucefalo (we Włoszech), La Primavera Respighiego w Warszawskiej Filharmonii Narodowej i wieloma innymi...
Wracając do Koczalskiego, miesiąc później otrzymałem partyturę tego koncertu i natychmiast zauważyłem w nim wiele ciekawych wpływów muzycznych i kulturowych, dlatego od razu zaangażowałem się w to emocjonalnie. Natychmiast zgłosiłem się do pana Wasilewskiego (muszę mu podziękować, bo wspierał mój pomysł), aby zaproponować swój udział w tym projekcie, i sen stał się rzeczywistością!

Czy warto wskrzesić ten utwór?
Zdecydowanie warto wskrzeszać takie partytury! Może w niektórych przypadkach nie zawsze mamy przed sobą prawdziwe „dzieła”, ale niemniej jednak warto „walczyć” z modą w muzyce, która czasami przecenia wiele kompozycji, które być może wykonywane są zbyt często tylko po to, aby „nie zostały zapomniane”.

Co charakteryzuje ten utwór?
Według mnie, I Koncert fortepianowy Koczalskiego znakomicie odzwierciedla muzyczną osobowość autora, który był przede wszystkim interpretatorem. Chodzi mi o to, że w jego muzyce słyszę wiele inspiracji kompozytorami, których Koczalski grywał jako pianista, połączonych z silnymi i wyraźnymi elementami pochodzącymi z polskiej muzyki ludowej. W szczególności ostatnia część jest mocnym polonezem, w stylu zupełnie niezależnym od stylu Chopina, który objawia głęboki charakter muzyki ludowej osadzonej w narodowej tradycji. W pierwszej części, na przykład, ten przyjemny krótki temat na klarnet z tremolo na skrzypcach mógłby być częścią opery (może jest to inspiracja Moniuszką?) i to jest bardzo miłe – szkoda, że nie przedłużył go poza te 12 taktów!(...)

Zoltán Kocsis – Pożegnanie

Karol Rzepecki

W pierwszych dniach listopada na stronie internetowej Filharmonii Budapesztańskiej pojawił się następujący komunikat: „Narodowi Filharmonicy z głębokim smutkiem zawiadamiają, że Zoltán Kocsis zmarł dziś po południu, po długiej, znoszonej z godnością chorobie. Pustka, jaką po sobie zostawił jest ogromna”.
Niespełna przed dwoma miesiącami odszedł od nas jeden z najwybitniejszych dyrygentów XX w. – Neville Marriner (1924–2016), a teraz dotarła do nas przykra wiadomość z Węgier. W niedzielę, 6 listopada zmarł Zoltán Kocsis, po długotrwałej, wyczerpującej chorobie. Już w październiku odwołał wszystkie zaplanowane koncerty z powodu przebytej operacji serca. Jednak nic nie zapowiadało takiego przebiegu wydarzeń.(...)

Legendy Polskiej Wokalistyki (62) – Antonina Kawecka

Adam Czopek

Była jedną z największych śpiewaczek w powojennych dziejach naszego teatru operowego. Zawsze twierdziła, że teatr był pasją jej życia. Niemal przez całą karierę pozostała wierna Teatrowi Wielkiemu w Poznaniu, którego publiczność wyjątkowo ją ceniła. W Poznaniu na „Tośkę” się chodziło, o „Tośce” się mówiło, a każdy jej występ rozpalał emocje. „Tośka” to była jednoosobowa poznańska instytucja o stałym kredycie zaufania. To przede wszystkim dla niej poznańscy melomani chodzili na Halkę, Aidę, Trubadura, Eugeniusza Oniegina, Bal maskowy, Carmen, Toscę. Mówiono o niej, że jest prawdziwą primadonną o rzadkiej piękności głosie i wybitnym aktorskim talencie i scenicznym temperamencie. W jej wykonaniu role Carmen, Desdemony, Amelii w Balu maskowym, Toski, Halki, Santuzzy, Lizy i wagnerowskiej Elżbiety, przeszły do historii nie tylko poznańskiej sceny. Z urodzenia warszawianka (16 stycznia 1923 r.), bytomianka z pierwszych kroków na scenie, wreszcie od 1947 r. poznanianka ze świadomego wyboru.(...)

Elisabeth Joy Roe opowiada o swojej nowej płycie John Field – Nokturny

Odwracam się do nocy świętej, niewyobrażalnej, tajemniczej – powiedział Novalis – Noc była potężnym źródłem fascynacji dla romantyków. Przed wynalezieniem elektryczności, zmierzch uwalniał ludzi z obręczy konwenansów, które zmuszały ich do łagodzenia swego zachowania w ciągu dnia. Ciemność sprawiała, że opadały maski, ciemność pozwalała na ukazanie się tajemnic i ukrytych prawd.(...)

DZIEŁO

Maestro Donizetti i jego opery (11)

Linda di Chamounix

Adam Czopek

Kilka miesięcy po mediolańskiej prapremierze Marii Padilla, również na zamówienie Merellego, który w międzyczasie został impresariem wiedeńskiego Kärntnertortheater (Teatr przy Bramie Karynckiej), rozpoczyna Donizetti pracę nad kolejną operą Linda di Chamounix, do której pierwotnie libretto miał napisać Salvatore Cammarano, który jednak szybko z tego zrezygnował. W tej sytuacji do współpracy zaproszono Gaetana Rossiego. Prapremiera, w obecności cesarza Ferdynanda I
oraz jego dworu, odbyła się 19 maja 1842 r. na scenie Kärntnertortheater w Wiedniu, pod osobistą dyrekcją Donizettiego. Pierwsza prezentacja najnowszej opery okazała się wielkim sukcesem kompozytora i wykonawców na czele z Eugenią Tadolini w partii Lindy oraz Napoleonem Monarim (Carlo), Felicem Varesim (Antonio) i Mariettą Brambillą (Pierotto). Po przedstawieniu zachwycona wiedeńska publiczność wywoływała kompozytora siedemnaście razy. Opera w swojej pierwszej wiedeńskiej inscenizacji miała w Wiedniu dziewiętnaście przedstawień, przy wypełnionej do ostatniego miejsca widowni. Sukces Lindy sprawił też, że Donizettiemu nadano godność kapelmistrza i kompozytora cesarskiego dworu, którą swego czasu piastował Wolfgang Amadeusz Mozart, a później Johann Strauss. Nadano mu również godność honorowego członka Wiedeńskiego Towarzystwa Przyjaciół Muzyki (Gesellschaft der Musikfreude). (...)

MUZYKA POLSKA

Karol Rathaus i jego kwartety smyczkowe

Stanisław Lubliński

Karol Rathaus pozostaje kompozytorem wciąż nieznanym i niedocenionym. Sporadyczne publikacje na temat jego twórczości stanowią zaledwie kroplę w morzu badań i poszukiwań, jakie należałoby przedsięwziąć. Warto jednak wspomnieć zeszyt prac naukowych, opublikowany jako kwartalnik Muzyka, redagowany przez Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk pod redakcją Macieja Gołąba i obszerną, wnikliwą pracę Elżbiety Gromadzkiej na temat kwartetów smyczkowych Rathausa, napisaną na Wydziale Historycznym Instytutu Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Część obszernej spuścizny K. Rathausa – m. in. Polonez symfoniczny op. 52, Koncert fortepianowy op. 45, Vision dramatique op. 55, Uriel Acosta, Symfonia nr 1 op. 5, Der letzte Pierrot, Suita na skrzypce i orkiestrę op. 27, Serenada na orkiestrę op. 35, Suita orkiestrowa op. 2 – wydały już znane zagraniczne wydawnictwa płytowe.(...)

PŁYTOTEKA

 



Palcem po płycie – Géza Zichy – fenomenalny, jednoręki wirtuoz

Karol Rzepecki

Géza Zichy
Complete Piano Works: Sonate für Pianoforte für die linke Hand, Deux Morceaux pour la main gauche seule, Quatre Etudes pour la main gauche seule, Six Etudes pour la main gauche seule
Artur Cimirro, fortepian
Acte Préalable AP0371 • w. 2016, n. 2016 • 55’20”

 

 


Géza Zichy
Complete Piano Transcriptions: J. S. Bach – Chaconne BWV 1004, F. Chopin – Polonaise in A major op. 40 no. 1, F. Liszt – Nocturne no. 3 Liebestraum, Fantasie über Motive aus Wagner Tannhäuser, Liszt-March, Idyll, Nász-Gavotte, Entrance and King’s Anthem, Liebestraum-Fantasie, Rákóczy March
Artur Cimirro, piano
Acte Préalable AP0372 • w. 2016, n. 2016 • 57’16”
*****

Géza Zichy urodził się 22 lipca 1849 r. w niewielkiej miejscowości na Węgrzech. Od dziecka marzył, by zostać pianistą i już w wieku sześciu lat był uczniem Franciszka Liszta, a następnie Friedricha Wolkmana. I można by powiedzieć, że wszystkie pragnienia runęły pewnego wrześniowego dnia 1863 r. – podczas polowania w wyniku wypadku stracił prawą rękę. Jednak młody artysta, pomimo tak wielkiej tragedii nie zrezygnował z obranego kierunku. O jego zdeterminowaniu świadczą słowa, jakie napisał w liście do swojego nauczyciela, stwierdzając: „jeżeli dokładnie za rok nie będę w stanie robić jedną ręką tego, co inni robią dwiema, to strzelę sobie w głowę”. Dwa omawiane woluminy są dowodem na to, że pianista stał się nie tylko pierwszym na świecie zawodowym jednorękim pianistą, ale także znakomitym wirtuozem i kompozytorem. Liczne podróże wypełnione koncertami u boku swojego profesora sprawiły, że szybko zdobywał dużą popularność. To właśnie Lisztowi postanowił zadedykować zbiór Six Études pour la main gauche seule, którego wysłuchamy w wykonaniu Artura Cimirro. To cykl utworów, w których wyraźnie zarysowuje się nie tylko twórcy formy poematu symfonicznego, ale między innymi też i Franciszka Schuberta. Le Roi des Aulnes to transkrypcja jednej z najbardziej znanych pieśni prekursora romantyzmu. Natomiast Rhapsodie hongroise to hołod złożony swojemu pedagoga. Odnajdujemy tam wyraźne wpływy jednej z Rapsodii. Należy przyznać, że pianista z Brazylii nie tylko udowadnia swoje możliwości, ale w sposób przemawiający do słuchacza prezentuje twórczość odsłaniającą przed nami inne oblicze fortepianu. Podobne cechy przybiera inny cykl czterech kompozycji, który rozpoczyna etiuda koncertowa. Bez wątpienia punktem kulminacyjnym woluminu jest trzyczęściowa sonata. Pomimo klasycznej formy odnajdujemy w niej cechy, dzięki którym Węgier jawi się przed nami jako dojrzały twórca epoki romantyzmu. Pierwsza część to kolejne nawiązanie do Liszta. Tym razem odnajdujemy tam motywy zaczerpnięte z Tasso. Uwagę słuchacza przykuwa także część ostatnia – Allegro com brio utrzymane w formie scherza. Bez wątpienia można ją określić jako najbardziej wymagający fragment na zaprezentowanej płycie.
Drugi wolumin odsłania przed nami komplet transkrypcji przystosowanych do wykonania lewą rękę. Wśród nich znalazły się przede wszystkim dzieła kompozytorów współczesnych Węgrowi, a także tych, których twórczość stanowiła dla niego wyraźne źródło inspiracji, czego dowodem jest także pierwszy z omówionych krążków. Chaccone BWV 1004 to kompozycja bardzo wymagająca, trudna do wyobrażenia dla ludzi współczesnych Bachowi. Węgier dokonując syntezy wydobywa najistotniejsze elementy z dzieła lipskiego kantora. Podobnie jak w poprzednim albumie ważne miejsce zajmuje twórczość będąca tym razem opracowaniem dzieł Liszta. Na uwagę zasługuje w sposób szczególny Liebestraum. Mało kto dzisiaj pamięta, że jest to jedyna aranżacja tego utworu, jaką zatwierdził autor pierwowzoru. Płyta zastała także uzupełniona o nowo odnalezioną kompozycję – Wejście i hymn królewski, będący częścią jednej z oper autorstwa kompozytora. Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak czekać na kolejne odkrycia pianisty z za oceanu.

PŁYTY ZRECENZOWANE W NUMERZE

Beethoven L - Sonaty skrzypcowe nr 5 i 10 - Coro COR16143 - *****
Chopin F - Ballady, Berceuse, Mazurki op. 17 - Deutsche Grammophon 481 2443 - *****
Genzmer H - Portrait - Thorofon CTH2630 - *****
Granados E - Maria del Carmen - Naxos 8.660144-45 - *****
Kaczmarek G - Msza 1050 - Acte Préalable AP0364 - Płyta miesiąca
Mozart WA - Koncert skrzypcowy nr 2 i 5 - Hänssler Classic HC15042 - *****
Schubert F - Impromptus op. 90 i op. 142 - Campanella Musica C 130205 - ****
Schumann R - Utwory na fortepian z orkiestrą - Deutsche Grammophon 479 5327 - *****
Skriabin A - Dzieła fortepianowe - Thorofon CTH2632 - Płyta miesiąca
Zichy G - Complete Piano Transcriptions - Acte Préalable AP0372 - *****
Zichy G - Complete Piano Works - Acte Préalable AP0371 -Płyta miesiąca
Żukowski OM - Opera Omnia Religiosa 5 - Christmas Carols - Acte Préalable AP0368 - *****
Żukowski OM - Opera Omnia Religiosa 6 - Christmas Carols - Acte Préalable AP0369 - *****

Americana - Profil PH15053 - ****
Brahms/Bartók - Decca 478 8412 - *****
Dmitri Hvorostovsky - Delos DE 3517 - *****
Kavakos - Decca 478 9377 - *****
Kolędy - Warner Classics 0825646039449 - *****
Mélancolie - Profil PH15023 - *****
Richter in Hungary - Budapest Music Records BMC CD 171 - Płyta miesiąca
Schumann/Brahms - Audiomax 703 1958-2 - ****
Song of the Nativity - Coro COR 16146 - *****
Szymanowski/Lutosławski - Accentus ACC 30349 - *****
The Lark - Simax PSC1337 - ****
Valentina Lisitsa - Love Story - Decca 478 9454 - *****