Muzyka21 nr 8/193 - sierpień 2016 r. - rok XVII

W lipcowym numerze Muzyka21 pisaliśmy jak bardzo polski repertuar jest lekceważony przez narodowe instytucje takie, jak Filharmonia Warszawska i warszawska Akademia Muzyczna, jak bardzo instytucje te, a także inne, działają wbrew ideologii propagowanej przez MKiDN. Dzisiaj kolejny odcinek na ten temat.

W październiku ma się odbyć jubileuszowy, XV Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego, który powstał we współpracy organizatora Konkursu, Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego i Maksyma Wengerowa. Został on objęty patronatem honorowym Prezydenta Andrzeja Dudy, a finansowany jest dzięki wielu polskim podmiotom prywatnym i publicznym.

Wszystko to brzmi znakomicie, wielka promocja Polski w świecie. Ale czy na pewno? Już sam koncert inauguracyjny pozostawia duży niedosyt. Impreza poświęcona Henrykowi Wieniawskiemu – gra laureatka poprzedniego konkursu, który wygrała jego I Koncertem skrzypcowym. Czy nie mogła się nauczyć II Koncertu na otwarcie w tym roku? Pewnie nikt o tym nie pomyślał, skoro gra Koncert Beethovena? A może organizatorzy pozazdrościli Warszawie i u siebie w Poznaniu też chcą czcić wielkiego Ludwiga? W ogóle cały repertuar jest jakiś dziwny: na początek Adagio na smyczki z III Symfonii Pendereckiego, a po Beethovenie, VII Symfonia Dworzaka. Można sobie tylko wyobrazić tę burzę mózgów w Towarzystwie poświeconą programowi tego koncertu!

Kuriozalny jest również program konkursu. Henryk Wieniawski napisał bardzo dużo muzyki na skrzypce z fortepianem, solowej, a także z orkiestrą. W sumie około 50 pozycji, w tym co najmniej cztery utwory z orkiestrą, w tym dwa koncerty. Konkurs Chopinowski może od założenia w okresie miedzywojennym wymagać od uczestników grania tylko muzyki Chopina, a Konkurs Wieniawskiego tak jakby nie do końca wierzył w wartość muzyki swojego patrona i pozwala na wygranie konkursu niemalże nie grając jego muzyki.
W pierwszym etapie biorący udział muszą wykonać 5 utworów, z czego tylko dwa Wieniawskiego, pozostałe są niepolskie.
W drugim etapie wśród 16 utworów, z których trzeba wybrać trzy, jest tylko jeden Henryka Wieniawskiego. Wśród sonat skrzypcowych do wyboru są te Brahmsa, Bartóka, Elgara, Faurégo, Francka, Griega, Ravela, Schuberta i Schumanna. A dlaczego nie Sonata Józefa Wieniawskiego? Co ten biedny Józef, utalentowany brat Henryka, zrobił Towarzystwu, że się go wstydzi? Dodać należy, że poza Wieniawskim żaden inny polski kompozytor nie dostąpił zaszczytu zaistnienia w tym etapie.
Nie lepiej jest w etapie trzecim. Tam nie ma żadnego kompozytora z Polski, w tym patrona – skandal!
No i wreszcie etap czwarty. Wykonawca ma do wyboru 13 koncertów: 2 Wieniawskiego, jeden Karłowicza i jeden Lipińskiego, a poza tym same propozycje zagraniczne. Czy naprawdę nie można dać do wyboru wykonawcom tylko utworów na skrzypce z orkiestrą Wieniawskiego? A jeśli nie, to czy nie można im zaproponować 13 lub więcej koncertów, ale tylko polskich? Przecież mamy w tej materii ogromne tradycje i dokonania, tylko trzeba je znać i chcieć promować, a nie wstydliwie ukrywać je przez adeptami sztuki violinistycznej, być może w przyszłosci artystami tej rangi, co Henryk Szeryng czy Bronisław Huberman.

Czy po to organizujemy w Polsce konkurs, by promować Brahmsa, Czajkowskiego, Sibeliusa, Paganiniego? Są inne w świecie konkursy, które się tym zajmują, a my, wysilmy się i promujmy to, co nasze. Przecież artyści nie przyjeżdżają na konkurs zagrać do kotleta jurorom co się nawinie, ale po to by wygrać co najmniej 30.000 Euro. Niech więc się trochę pomęczą nad polskim repertuarem. A jak się pomęczą, to może poniosą go w świat i lepiej zaprezentują niż robią to, a raczej nie robią, nasi rodzimi twórcy?

Osobami odpowiedzialnymi za Konkurs nie są jakieś niezidentyfikowane zielone ludziki, ale całkiem konkretne osoby. Zarząd Towarzystwa, to : Bartosz Bryła – Prezes Zarządu, Kalina Cyz, Piotr Frydryszek – Wiceprezes Zarządu, Michał Grabarczyk, Janusz Kempiński, Alina Kurczewska – Wiceprezes Zarządu, Katarzyna Liszkowska – Sekretarz Zarządu, Andrzej Łapa – Wiceprezes Zarządu, Waldemar Łyś, Wojciech Nentwig, Adam Nowak, Romuald Połczyński, Aleksander Radzewski, Andrzej Tatarski, Andrzej Wituski – Dyrektor Międzynarodowych Konkursów im. Henryka Wieniawskiego . Rada naukowa Towarzystwa, to: Jan Stęszewski – Honorowy przewodniczący, Maciej Jabłoński– Przewodniczący, Renata Suchowiejko – Wiceprzewodnicząca, Andrzej Jazdon – Wiceprzewodniczący, Zofia Chechlińska, Dieter Gutknecht, Janusz Kempiński, Irena Poniatowska, Robin Stowell, Jarosław Żołnierczyk, Katarzyna Kułagowska-Urbaniak – Sekretarz.
Tyle znakomitych osobistości. Aż trudno uwierzyć, że nikomu z nich nie zależy na polskiej kulturze!
Niestety, nie udało nam dowiedzieć się, kto w MKiDN odpowiada za Konkurs i z równym „poświęceniem” jak wcześniej wymienieni „dba” o polską kulturę.

MKiDN przypomina nam o patriotyzmie. Ale co z tego, kiedy za tym nie idą żadne działania. Ministerstwo rozdaje pieniądze, ale w żaden sposób nie egzekwuje działań, które by naszą kulturę promowały. Przykładem tego jest nasze, państwowe wydawnictwo PWM i Konkurs Wieniawskiego. Przeznaczamy ogromne fundusze na nagrody dla laureatów i na organizację Konkursów, a dzieła Henryka Wieniawskiego są wciąż nie do końca wydane. W tej chwili wydawaniem ich zajmuje się PWM i Towarzystwo Wieniawskiego. W ich informacji dotyczącej wydania dzieł wszystkich, na samym końcu czytamy „(…) Komitet [redakcyjny] uzna swoją rolę za spełnioną, jeśli Dzieła przyczynią się do szerokiego upowszechniania cennej spuścizny artystycznej Henryka Wieniawskiego”. Teraz już wiadomo, dlaczego to tak długo trwa – skończywszy swą pracę Komitet musiałby się rozwiązać.