Muzyka21 nr 3/200 - marzec 2017 r. - rok XVIII

Szanowni Państwo,

18 lat temu, w czerwcu 1999 r., po raz pierwszy pomyślałem o założeniu pisma dla melomanów. Przyczyną tego było bankructwo w krótkim czasie dwóch pism o muzyce poważnej – Klasyka po rocznym istnieniu padła w grudniu 1998 r., w czerwcu 1999 r. zamknięto istniejące od sześciu lat z przerwami Studio. Początkowo związałem się z grupą muzyków i muzykologów z warszawskiej Akademii Muzycznej. Wizja pisma, jaką roztoczył przede mną przyszły redaktor naczelny przekonała mnie do współpracy z nim. Moją rolą miało być zapewnienie finansów i logistyki, czyli produkcja pisma, jego dystrybucja, a jego rolą, jako redaktora naczelnego, było zapewnienie wraz z jego ekipą treści pisma. I tak, po dziewięciu miesiącach przygotowywań pismo Muzyka21 miało wspaniałą premierę
3 marca 2000 r., której towarzyszył znakomity koncert z muzyką polską w Akademii Muzycznej w Warszawie.
Nikt ze środowiska nie wróżył nam sukcesu, mało kto wierzył, że wydamy więcej niż trzy numery. Rzadkie wzmianki w mediach o naszym powstaniu wieszczyły nasz rychły upadek. I rzeczywiście, ekipa, z którą powstało pismo, okazała się mało wiarygodna i robiła wszystko, aby nasi adwersarze mieli rację. Już przy czwartym numerze redaktor naczelny zniknął, co zmusiło mnie do przejęcia jego obowiązków – od drugiej połowy 2000 r. stałem się nie tylko wydawcą, ale i redaktorem naczelnym, choć formalnie kto inny zawsze tę funkcję sprawował. Dopiero w lipcu 2003 r.
obowiązki redaktora naczelnego przejęła Magdalena Wolińska, która od samego początku wydawnictwa Acte Préalable pomagała mi w trudnej pracy wydawcy. To dopiero w niej miałem prawdziwe oparcie nieprzerwanie aż do teraz. Zespół liczący na początku prawie 30 osób, w przeciągu roku skurczył się do kilku osób, a w następnym roku już nikt z początkowej ekipy nie współpracował z pismem. Na szczęście pojawili się nowi autorzy, którzy z pasją uczestniczyli w tworzeniu Muzyka21 przez te wszystkie lata.
W sumie więc moja praca związana z pismem trwała prawie 18 lat, właściwie codziennie, bez względu na święta, dni wolne, urlopy. Właśnie wydaliśmy 200. numer, coś czego nikt poza nami nie dokonał w Polsce. Jako jedyni w Polsce robiliśmy to bez żadnego wsparcia jakichkolwiek instytucji powołanych do promocji kultury – wszelkie nasze starania o dofinansowanie były ignorowane lub odrzucane.
Gdy zakładałem wydawnictwo Acte Préalable w roku 1996, moim celem było odkrywanie i nagrywanie zapomnianej muzyki polskiej. Pismo pojawiło się niejako przy okazji, tylko dlatego, że w pewnym momencie okazało się, że nie miałem gdzie informować melomanów o moich odkryciach (jedyne pismo, wciąż istniejące, dotowane z naszych podatków, Ruch Muzyczny, nigdy nie było zainteresowane recenzowaniem moich odkryć, ani dokonań artystów, którzy moje odkrycia nagrywali) ani gdzie ich reklamować. W roku 1999, gdy zakładałem pismo, moje zbiory partytur wystarczały do nagrania co najwyżej kilkunastu płyt. Przez 18 lat nagrałem ich już prawie 400. Jednocześnie moje zbiory powiększyły się: mam z czego nagrać kolejne kilkaset, a wciąż dokonuję nowych odkryć. Ponieważ moim celem jest nagrywanie zapomnianych arcydzieł muzyki polskiej (od pewnego czasu zająłem się również nieznanym repertuarem francuskim), więc coraz mniej czasu mogę poświęcać pismu.
Od pierwszego numeru nasze pismo ukazuje się zawsze o czasie i nie wyobrażam sobie, byśmy mogli się kiedykolwiek spóźnić, choć innym pismom to się zdarza. Dlatego po długich rozważaniach postanowiłem, że już czas zakończyć Muzyka21. Dobrą do tego okazją jest obecny, 200. numer ukazujący się w marcu 2018 r.,
dokładnie 17 lat po premierze pisma. Nie przewidziałem koncertu zamykającego. Jednocześnie zapraszam naszych czytelników na niezwykły koncert, który ma się odbyć 17 czerwca br. w Radziejowicach – ma tam być wykonane moje zeszłoroczne odkrycie – Koncert fortepianowy nr 1 Raula Koczalskiego, albo też premiera światowa Koncertu fortepianowego nr 2 tego kompozytora, który właśnie odkryłem. Ten koncert wykonają znakomita Joanna Ławrynowicz i Sinfonia Varsovia (proszę sprawdzać na stronie Pałacu w Radziejowicach czy nie nastąpią żadne zmiany).
Jest jeszcze jedna rzecz, która ostatecznie mnie przekonała do podjęcia tej decyzji. Uważam, że pismo dla melomanów nie może istnieć bez recenzji płytowych. Niestety, od samego początku mieliśmy kłopoty z uzyskaniem płyt do recenzji oraz ze zdobyciem reklamodawców. Jak Państwo mogli zauważyć na naszych łamach, nie najlepiej z tym było. Od samego początku polskie wydawnictwa nas ignorowały, zasłaniając się brakiem funduszy na reklamę i rozdawanie płyt do promocji, choć wszystkie płyty wydawane w Polsce realizowane są za pieniądze sponsorów, głównie podatników, a nie za pieniądze wydawców. Podobne było podejście firm zagranicznych. Udało nam się na jakiś czas nawiązać współpracę z firmą EMI, ale gdy opublikowaliśmy krytyczną recenzję wydanego przez nią Straszego dworu, współpraca natychmiast się urwała – przypadek? Kolejnym koncernem z nami współpracującym przez lata był Universal, ale i on się z niej wycofał. Pięć lat temu zredukował swoje reklamy o połowę, a od półtora roku całkowicie zrezygnował ze współpracy. Podobno ta światowa korporacja z obrotami kilkudziesięciu miliardów dolarów rocznie ma kłopoty finansowe. A prawda jest raczej prozaiczna – po co reklamować coś, czego nie trzeba sprzedawać?
Czy warto więc recenzować płyty wydawnictw, które nie chcą nas wspierać? Przecież recenzja w naszym piśmie to ich reklama! Poza Polską, by mieć recenzję w jakimś piśmie, muszą za to płacić wykupywaniem reklam. Dlaczego mielibyśmy robić im za darmo coś, za co gdzie indziej muszą płacić? I na dodatek, jak długo jeszcze mamy zabiegać o płyty do recenzji? Czy to nam, czy też im powinno na tym zależeć? Tylko kilka wydawnictw, zagranicznych, przysyła nam swoje nowości regularnie, z resztą firm trzeba się ciągle „targować” i to my musimy im mówić, jakie nowości ukazują się w ich katalogach. Moglibyśmy usunąć rubrykę poświęconą płytom, ale czy taki format pisma dla melomanów miałby sens? Oczywiście nie.
Myślę, że zrozumiecie Państwo moją decyzję i wybaczycie moje wycofanie się.
Jestem niezwykle zaszczycony, że mogłem z Państwa pomocą prowadzić Muzyka21 przez tyle lat. Wasza pomoc – czytanie naszego pisma – przez te wszystkie lata utrzymywała mnie w przekonaniu, że warto publikować Muzyka21. To dzięki wielotysięcznej rzeszy czytelników mogliśmy przez te wszystkie lata, bez wsparcia wydawnictw płytowych, organizatorów koncertów, filharmonii, teatrów trwać niewzruszenie na rynku. To czytelników zasługa, że pismo trwało tak długo i jako jedyne w Polsce w tej branży mogło się regularnie ukazywać. Przy tej okazji muszę również podziękować wszystkim współpracownikom, którzy przez te lata niestrudzenie dostarczali swoje teksty, by pismo mogło się ukazywać.
Żal się żegnać, ale cóż, ogrom pracy, jaki jest przede mną, zmusza mnie do tej przykrej decyzji. Poza tym, zawsze lepiej skończyć coś w pełnym rozkwicie.
Zamykając Muzyka21 mam pewną nadzieję: przez te wszystkie lata naszego istnienia pojawiło się na rynku pracy 17 roczników absolwentów różnorakich studiów muzycznych. Jest więc komu zapełnić powstałą po nas lukę. Niech młodsze pokolenia zajmą się teraz publicystyką i stworzą coś jeszcze lepszego!
Pragnę również poinformować, że wszyscy prenumeratorzy otrzymają zwrot nadpłaty w kwietniu. Proponujemy również, że w zamian za nadpłatę, za każdy miesiąc ofiarujemy jedną płytę CD do wyboru z katalogu Acte Préalable. Każdy, kto chciałby skorzystać z tej opcji powinien zgłosić się do nas do końca marca.
Zakończenie działalności Muzyka21 w żaden sposób nie wpłynie na Acte Préalable, które cały czas kontynuuje wydawanie płyt realizując moją misję i pasję. Informacje o nowych projektach są cały czas dostępne na stronie internetowej wydawnictwa.

Z wyrazami szacunku,

Jan A. Jarnicki, wydawca