Muzyka21 nr 2/199 - luty 2017 r. - rok XVIII

W numerze styczniowym Muzyka21 informowaliśmy czytelników o zamiarach ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego. Chodziło o przejęcie zbiorów Fundacji Czartoryskich za niebagatelną sumę ponad miliarda zł. Wszyscy osłupieli ze zdumienia. Tak ogromna suma nagle znalazła się w kieszeni ministra, który, tak jak i wszyscy jego poprzednicy, utrzymuje, że brak środków na kulturę. Na kulturę brak, ale na dofinansowywanie spadkobierców Izabeli Czartoryskiej starczy.
Koniec grudnia przyniósł nieoczekiwane rozwiązanie – wszyscy odetchnęli z ulgą. Transakcja dokonała się za bagatela, 100 milionów Euro plus VAT. Wygląda na to, że zarobiliśmy dzięki sprytowi pana ministra pół miliarda! Oczywiście nie zarobiliśmy, tylko straciliśmy mniej, ale kto o tym pamięta?
W normalnym państwie tego typu transakcje powinny być transparentne. Ale Polska nigdy nie była krajem normalnym, a teraz tylko się oddala od normalności. Nie wiadomo dokładnie, jakie były kulisy tej operacji, media donoszą tylko, że było w niej wiele nieprawidłowości i niejasności, jak choćby ta, iż nie do końca wiadomo czy pan Adam Czartoryski miał prawo sprzedać zbiory Fundacji.
Rodzi się ważne pytanie: po co Polska kupiła tę kolekcję, skoro była w Polsce, zgodnie ze statutem Fundacji jej zbiory nie mogły być sprzedane, ani wywiezione zagranicę bez zgody państwa? W wielu krajach jest czymś normalnym, że prywatni kolekcjonerzy przekazują w wieczne użytkowanie swoje zbiory renomowanym muzeom. I nikt tam nie domaga się wykupienia tych zbiorów.

Kolejne ważne, a może ważniejsze pytanie. Otóż po wojnie miliony ludzi zostało ograbione przez PRL. Od 27 lat problem zwrotu niesłusznie zagrabionych majątków nie został rozwiązany i nic nie wskazuje na to, żeby obecna władza chciała ten problem rozwiązać. Dla maluczkich nie ma szacunku, ich można pozostawić na lodzie. Ale okazuje się, że w Polsce są również równiejsi: kościoły, w szczególności, katolicki, które dostały od państwa odszkodowania często dużo większe niż wartość zagrabionych im majątków oraz spadkobiercy arystokratów. Zbiory, które Izabela Czartoryska w swoim zamyśle zbierała dla wszystkich Polaków, przechodzą w ręce narodu po zapłaceniu haraczu w wysokości pół miliarda złotych. Co z tego, że to tylko 5% wartości zbiorów Fundacji, skoro były one niesprzedawalne. Wprawdzie rozpowiadano brednie o szejkach arabskich dybiących na naszą spuściznę, ale świadczy to tylko o tym, że władza naprawdę uważa rodaków za durniów.
Na całym świecie jest ogromna podaż dzieł sztuki, ten, który ma odpowiednie środki, może w nich wybierać. Chciałoby się poznać personalia tych szejków, którzy chcieli zajmować się przemytem dzieł sztuki z Polski, których później nie mogliby nigdzie pokazać ani legalnie sprzedać?!

Przy okazji tej transakcji minister nabył również za 20 milionów pałac, który już w większości był w Polskich rękach. Jednocześnie w całym kraju, a na Dolnym Śląsku w szczególności, niszczeją setki pałaców, zamków, dworów i kościołów. Część z nich należała do Niemców i została im zabrana w ramach reparacji wojennych – po co, skoro potrafimy je tylko niszczyć – część należała do rodowitych Polaków. Na remont tych zabytków nie ma pieniędzy! Wiele z nich niszczeje także dlatego, że państwo nie chce ich zwrócić prawowitym właścicielom, których PRL okradło po wojnie, a samo z nimi nic nie robi. Oto prawo i sprawiedliwość w wolnej Polsce. A także głupota...